-
Posts
354 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Tigress
-
:) Nioooooo fakt, on za czyste tylko się łapie. Gdy chce gdzieś wyjść zaczyna się zawsze cyrk...wariat robi co może żebym nie wyszła i zawsze kończy się to jakimiś stratami. A to dziurka w skarpetce, to guzik urwany, coś zaciągniete :) rajstopy to zakładam zamknięta w pokoju albo łazience bo krótki ich zywot byłby. Taki numer mi odwalił w nocy że nie wiem czy śmiać się czy płakać.......rano na spacerku zachowywał się jak świr który tydzień spędził na pustyni bez wody!!! lizał chodnik, zadnej wiekszej kałuży nie przepuścił, nie dało się z nim iść. W domu naszykowałam mu micha a on olał mnie, nawet nie podszedł tylko dwie michy wody wypił. Już myślałam ze chory albo cuś innego go męczy. No wiadomo kacyk jakiś ;) Ale sprawa się rypła........skubany znalazł w kuchni worek karmy, otworzył sobie i najadł się ile chciał.....trudno mi ocenić ile zjadł ale chyba porcje na dwa lub trzy dni.Teraz chodzi tylko i pije wode
-
[quote name='AnkaG']Tigress my się chyba telepatycznie kontaktujemy. Wczoraj wieczorkiem myślałam o was. :lol: Focusik piękny - naprawdę. :loveu: I widać w nim wielką przemianę. Piękne futerko i te uśmiechy na pyszczku. A jak kontakty z innymi psami? Coś się poprawiło?[/quote] Z futerkiem to tak fajnie nie jest, na zdjęciach ładniej wychodzi niż jest . To moje najwieksze zmartwienie narazie poza stałymi problemami. Już byliśmy u tresera, niestety mała mi zachorowała i chwilowa przerwa kilka dni ale pracujemy w domu. Kontakty bez zmian, ale chyba da się to naprawić:)
-
[quote name='AnkaG']Widzę Tigress, że się nie poddałaś i robisz wszystko co możliwe, żeby uratować swojego psiaka. :calus: My też jeszcze pracujemy nad Nuką. Dzisiaj nasikała w nocy na łóżko. I też mamy problem z jej reakcjami na ludzi i psy na spacerach. Z niej taki dzikusek. Tylko to pchełka - teraz po przytyciu waży 6,2 kg.[/quote] Gdyby jeszcze ten mój lał mi na łóżko to bym się chyba zastrzeliła:evil_lol: Ponoć z każdej sytuacji jest wyjście i nie ma niemożliwego.......chociaż czasem w to wątpię. Właśnie wróciliśmy z 2-godzinnego spacerku po polach. Pot leje się ze mnie, ręce palą i nie mam sił na nic. Wszystko było super.....pysk szczęsliwy tylko powrót tragiczny. Wiadomo ..pogoda piękna, ludzie z psami na spacerki i powrót do domu straszny. Co chwila na jakiegoś psa wpadaliśmy z czego 90% luzem . No i ten świra dostawał, za wszelką cene chciał dorwac "wroga". No i wiadomo szamotanina zeby go utrzymać na miejscu. Jeszcze szlag mnie trafiał na miejscu jak taka pchła którą niewiele widać z chodnika leci do niego i szczeka wcale się nie bojąc i jeszcze wlaściciela nie widać i nawet nie ma kogo poprosić żeby zabrał psa:angryy: A najlepsi są tacy co mają takie zaczepne i widząc że ja tu mam problem podchodzą i uwagi słysze........."jaki zaczepny", " ale niewychowany" albo coś w stylu że mam głupiego psa i pozbyć się go trzeba. Kurde ludzie są bez wyobraźni. Widzą ze ten furiat i jeszcze podchodzą na metr i stoją zamiast odejść w swoją stronę:mad: Tak sobie czasem w takich chwilach myśle ze zamorduje gościa albo puszcze Focusa niech sam załatwia sprawę. Gdyby to był malutki psiak to pod pachę i do domu a tak to mogę sobie tylko pomarzyć . Trzymam kciuki żeby się Tobie z Nuką udało .
-
[quote name='AnkaG']Jak tam u was ?[/quote] [quote name='AnkaG']Jak tam u was ?[/quote] hmm trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Z wielu różnych powodów chwilowo nie mogę iść z Focusem na szkolonko ( niespodziewane wieksze wydatki trochę skomplikowały nam sprawę) Ale to musi być i troszkę tylko muszę pokombinować z kaską. Co nie znaczy że siedzimy sobie i nic nie robimy. Cały czas "pracuje nad nim". Zbyt wiele "osób" już go przekreśliło ale ja nie odpuszcze . Są postępy . Już doszłam do tego że z tym moim draniem jestem wstanie wyjść na Pola Mokotowskie ( taki duży teren zielony z miejscem do zabaw dla psiaków i dorosłych) . Tam nie sposób aby nie było jakiegoś psa, zawsze są . I tu jest ta iskierka nadziei jaka się we mnie zapala.......możemy sobie spacerować a nawet bawić się bez wiekszych problemów. Lecz jest jeden warunek, żaden psiak nie może do nas podbiec bo awantura gotowa. Focus jest grzeczny, wariuje z piłeczką ( jeszcze łobuz nie chce mi oddawać ale to tez opanujemy) , nie szczeka i nie wyrywa sie do psów. Co nie znaczy że ich nie widzi. Przygląda się, widać ze go korci pobiec , ale gdy są dość daleko nie przeszkadza mu to za bardzo. Pomijam że dojście tam jest dość wielkim wyczynem dla mnie. Uff oczy na około głowy, trzeba iść tak aby na naszym chodniku nie znalazł się inny pies bo wtedy koniec świata. Normalnie droga trwa ok 10 minut, teraz zajmuje nam nawet pół godziny przez to kluczenie uliczkami i uważanie na inne psy. W domu spokój, skończylo się warczenie i cała ta niemiła reszta. I chyba tak do końca nie wiem co jednak było powodem. Nadal skacze na ludzi, świra dostaje jak widzi panie sprzątające w bloku , czasem nie wychodze z nim gdy wiem ze akurat kręcą się po bloku. Z nikim do windy wsiąść nie mogę, unikam spotkań z ludzmi w bloku gdy on ze mną jest, często stoje pod blokiem i czekam aż ludzi pojadą windą zeby nie wchodzić gdy ktoś na dole jest. Kurde ciężko jest , nidgy nie wiadomo co mu odbije. Aaaaaaaa właśnie, jeszcze jeden sukces mamy. Przez jakiś czas chodził w kolczatce bo inaczej sie nie dało, potem też przestała działać ( porozginał ją !!!!! to chyba mówi samo za siebie jaką siłę ma) Kupiłam tą uzgową obrożę i za cholercie nie mogliśmy w tym chodzić. Bałam się ze kark sobie skręci a na 2 smyczach tragedia manwerować psem. Więc w domku nauka , powoli , powoli i załapał. Teraz już normalna obroża i uzdowa. Smycz jedna do uzdowej przyczepiona i chodzi jak złoto:) Pomojam fakt ze pies niezwykle efektownie w tym wygląda i napewno jest mu wygodniej. No to na tyle..........
-
[quote name='lamia2']Niestety mnie też tylko treser przychodzi do głowy :([/quote] Od kilku dni szperam w internecie i czytam o różnych szkołach. Spotkania grupowe raczej teraz są wykluczone więc i choćby z tego powody zdecyduje się na razie na indywidualne. Chyba jedno, dwa takie spotkania powinny dać odpowiedz na najpilniejsze problemy i ocenią sytuacje. Jeśli będą choćby minimalne efekty to będę wtedy kombinować kaske na pełne szkolenie. Szkołę już wybrałam, będę jutro ( a raczej dziś) dzwonić i się umawiać.
-
Dziewczyny poradzcie......... Czy są jakieś sposoby na "bezkrwawe" oswojenie psa z widokiem innych psów? W domu sytuacja jakby sie uspokoiła. Czasem warknie , ale sa to jakieś sporadyczne przypadki i szybko mu przechodzi. Co nie zmienia faktu że nie mam pojęcia tak naprawde co było powodem wcześniejszych wybuchów. Może to jakiś chwilowy kryzys który nie wróci. Ale problem z cała resztą jest nadal. Siłą rzeczy musieliśmy ograniczyć spacery. Nie sposób wyjść na spacer i nie spotkać na drodze jakiegoś psa , a nie zawsze da się je ominąć szerokim łukiem lub zmienić zupełnie kierunek. Dziś mieliśmy wyjątkowego pecha i pies mial tylko 4 spacery po ok 20 minut. będzie jeszcze jeden tak o 2-3 w nocy już raczej bez stresu. Zupełnie nie wiem jak sobie radzić z tym zachowaniem. Nie ma możliwości unikania psów na spacerach lub nawet poruszaniu się po mieście . A możecie sobie wyobrazić jak wyglądają takie spacerki jak co chwile natykamy się na innego psa i nie zawsze jest tak że on pierwszy skacze. Może w jego zachowaniu dużą rolę odegrał pewien drobny incydent jak był jeszcze bardzo chory i słaby. Wtedy spacerki były maksymalnie krótkie bo nie wolno było mu się męczyć. Był dosłownie wynoszony na rękach pod drzewo i stawiany żeby zrobił siusiu. Jakikolwiek wysiłek konczył się wtedy atakami duszności i kaszlu. A le wracając do tematu....wtedy też dwa razy przytrafiło nam się że do psa doskoczył inny pies biegający luzem. Raz był to mały jamnik który zaczął go podgryzać za łapy a on nawet nie miał siły ruszyć się z miejsca. Innym razem był to duży pies, jego wzrostu ale masywny, skończyło się tym że przewrócił Focusa . Obecnie mimo to że mieszkam pod "nosem" Pól Mokotowskich nie mogę wyjść tam z psem na spacer bo tam raczej na niespotkanie psa nie ma możliwości. Nigdzie nie znalazłam informacji jak oswoić psa z innymi psiakami. Przecież musi być jakiś sposób aby pies zaakceptował inne psiaki. Nie mowie że wszystkie ale przynajmniej część.
-
[quote name='lamia2']Jeśli jego reakcje są kontrolowane to jest lepiej niż myślałam, co oznacza, że pies nie jest chory tylko walnięty (prawdopodnie zresztą w skutek przeszłych doświadczeń - może walka o przetrwanie z innymi psami). Nie wiem Tigress co Ci poradzić naprawdę, jeśli uważasz, że nie dasz rady (kaganiec, kantar, dyscyplina), możemy próbować szukać mu domu. Obecnie na "przygarnę psa" jest cała wątków, gdzie poszukują ON-ków do adopcji. Focus jest młody i do tego bardzo ładny, zapewne miałby sznase ale to jego warczenie może odstraszyć potencjalnego kandydata na nowego właściciela. Oczywiście pomogę bez względu na to jaką decyzję podejmiesz :)[/quote] Jestem załamana. Chce go zatrzymać, ale to sie powoli staje niemożliwe. Musieliśmy ograniczyć wychodzenie , już nie chodzi ze mną wszędzie. W bloku gadanie i ciągłe uwagi że pies niebezpieczny jest. A on jest taki do innych. Tak poza tym to sama słodycz. W domu posłuszny, na kazde wołanie przychodzi i naprawde to idealny pies. Zmienia się jak tylko wychodzimy. Wtedy jest dobrze do chwili kiedy nie zobaczy psa. Już postępy z chodzeniem na smyczy są, prawie nie ciągnie i reaguje na najmniejsze napięcie smyczy. Od wszystkiego można go odciagnąć, nawe od kości na trawniku, poza jednym...pies. A co do kolczatki i kaganca. On ma, chodzi w tym i jak widać bez efektu. A o jego sile i "zapamiętaniu w atakowaniu innych" może świadczyć choćby to że dziś kolczatka mi się rozpadła . Wygieły się ząbki i się rozerwała. Od początku jak u mnie jest starałam się oswoajać go z innymi psami, podchodził, wąchał ale juz mimo że słaby to warczał i na tym zapoznawanie się kończyło. A potem było coraz gorzej.
-
Długo się nie odzywałam ale myślałam i obserwowałam mojego psiura. Wnioski: Nic nie dzieje się bez powodu. To taki ogólny. A konkretnie.... Te kilka dni uświadomiły mi problem , ale też i moją bezradność. Pies nie ma nagłych i niewyjaśnionych ataków agresji. Ja bym okresliła ze wszystko jest pod jego kontrolą. Z tym rzucaniem się na ludzi to jest tez jasna sprawa. Dużo pomogła mi w tym reakcja psa na spotkanie z Lamią w gabinecie. Pies wtedy warczał. I powoli doszłam do tego że on rzuca się na osoby od których poczuje psa. Koszmar. Chyba nie muszę pisać co się dzieje jak staniemy oko w oko z właścicielem psa którego wybitnie nie lubi. Szał. Wczoraj rano przed blokiem wpadlismy na właścicielke labka z klatki za którym nie przepada. Ledwo go utrzymałam. To jeden problem wyjaśniony. Kolejny to było warczenie na dzieci. I to też się wyjaśniło. On jest bardzo pamiętliwy, dzieci go za coś skarcą to potem sobie to odbija. Nie robi tego jawnie, ale w chwilach gdy śpią i igdy ja tego nie widze. Teraz , po tych wszystkich akcjach dzieci trochę ostrożniej do niego podchodzą i warczenie się skończyło. Może i dla tego że nie karcą go bo się boją . Jeśli za coś odsyłają go na jego łóżko , lub gdzieś nie pozwolą mu wejść to tylko wtedy gdy ja jestem obok. No i teraz potrzebuję waszej pomocy i rady. Co dalej????? W bloku mam przerąbane,zaczynają się kłopoty, ludzie mi zwracają uwagę . Wychodzenie na spacer jest koszmarem bo zawsze jakiś pies się gdzieś pojawi a i nigdy nie wiadomo na kogo skoczy z warczeniem. Pomijając to że skacze na samochody i to przeważnie czerwone ( nie ma wtedy znaczenia czy samochód akurat jedzie środkiem ulicy czy rusza z parkingu, i to że nie lubi ani skuterów ani motorów). Kiedyś pewna Kobieta krzykneła coś na niego ( chyba wąchał jej torbę z zakupami albo się przestraszyła, nie pamiętam) on ją pamięta i jak ją widzi już z daleka warczy. To dla mnie strasznie ciężkie chwile , muszę podjąć decyzje a żadna mi się nie podoba. Wszystko wskazuje na to że mój ukochany, wymarzony psiak nie może zostać u mnie, a ja nie wiem co dalej. W domu idealny, cudowny, nie niszczy, nie szczeka, taka przytulanka kanapowa. A poza domem diabeł. Pies do schroniska trafić nie może. Można mu szukać nowego domu. Ale gdzie się znajdzie dom, najlepiej z ogrodem do biegania, bez małych dzieci, bez innych zwierząt? Pies nie jest do budy tylko do domu.On potrzebuje mieć ciągły kontakt z człowiekiem , nie moze być na zewnątrz. Co mam zrobić?
-
[quote name='lamia2']JoSi, moje psy są rozpieszczone do granic możliwość (to rekompensata za to co kiedyś przeszły), wszystkie śpią w łóżkach, ba, nawet czasem dla nas brakuje miejsca. Wchodzą przed nami jeśli mają na to ochotę, pierwsze dostają jedzenie jeśli mają na to ochotę i wolno im wszystko, z wyjątkiem warczenia, że nie wspomnę o ugryzieniu. Ja nie mówię moim psom kiedy mają się witać, cieszyć i nie będę ich ignorować tylko dlatego, że tak mówią podręczniki. Sposoby traktowania psów przez meneli to dla mnie nie autorytet. Wiem jedno, ja nie mogę i nie będę bała się mojego psa. Tigress zgadzam się, że eutanazja to ostateczność, niemniej jednak jeśli objawy zaczną się nasilać, a jego agresja przejdzie na domowników trzeba będzię rozważyć tę alternatywę, z uwagi na Wasze bezpieczeństwo.[/quote] Widzisz Beatko, ja cały czas mam nadzieje , że to może jakiś przejściowy kryzys związany z jego poprzednimi przejściami i uda nam się przez to jakoś przejść. Jeśli będzie się to nasilać, to wiem ,że wtedy innego wyjścia nie będzie . Ale jeszcze nie jest a z tak tragicznie. Jest nie wesoło, ale jakoś jeszcze panuje. A co do całej reszty to się z Tobą zgadzam:) Jak tu ignorować psa na wejściu który aż piszczy i skręca się z radości gdy wchodzisz do domu? Albo jak odmówić sobie poczochrana miłego futra gdy jest pod ręką? Ja tak nie potrafie. Dwa miesiące zajęło mi nauczenie psa do czego służy piłeczka i nagle miałabym przestać bawić się z nim , tylko dlatego że akurat on ma na to ochotę? Ma i super, to i tak wielki sukces że chce się bawić . Czasem można połączyć przyjemność z jakąś nauką i to też może być fajna zabawa i dla psa i dla mnie:) Od jakiegoś czasu bawimy się w szukanie różnych rzeczy. Zaczeło się od ukrywania smakołyków a teraz skarpetek ( uwielbia ja zabierać i chować nam) i ile przy tym zabawy i śmiechu. Pies z przejęcia aż się ślini , a słowo "szukaj" powoduje że na miejscu a siedzieć nie może i samo patrzenie jak próbuje siedzieć grzecznie przyprawia o ataki śmiechu:) Ps. Słuchajcie może ktoś mi powie czy powinnam zaryzykować i pozwolić mu na jakąś kontrolowaną bójkę? Nie jestem ekspertem ale może to jest jakiś sposób który przynajmniej częściowo osłabi jego chęci do walki z każdym czworonogiem.
-
[quote name='miśkowa']JoSi,ten pies już jest wykastrowany.Tigress,ja też miałam takiego psa z podłym charakterkiem,był nieco mniejszy od Twojego,mieliśmy go przez 15 lat i przez ten cały czas nami wszystkimi rządził.Pogryzł całą rodzinę i sąsiadów,wszyscy w okolicy się go bali.Jeżeli ktoś go pogłaskał to pies od razu rzucał się z zębami,na nas też,nie znosił dotyku.Na szczęście nie rzucał się na nas bez powodu-wiedzieliśmy co go może zdenerwować.Nie mogliśmy go nigdy pogłaskać bo od razu atakował.Na dworze rzucał się na wszystkie psy,oszczędzał tylko suczki i szczeniaki,musieliśmy zawsze wyprowadzać go na smyczy.Pzry zakładaniu obroży był spokojny ale przy zdejmowaniu już na nas warczał.Pzrez te 15 lat wszyscy się nam dziwili dlaczego go nie uśpimy,ale nam po prostu było go szkoda.[/quote] Ano u mnie jest zupełnie inaczej. Pies w domu pozwala zrobić ze sobą wszystko , dosłownie. Nie ma absolutnie żadnych problemów z dotykaniem, karmieniem, głaskaniem. Wystarczy że się do psa ktoś zbliża , nie ważne czy to ja czy dzieci, pies od razu wywala brzucho. Jakoś nie dopuszczam do siebie myśli o uśpieniu, nie wiem co musiałoby mnie do tego zmusić.
-
[quote name='JoSi']Nawet nie myśl o uśpieniu i o tym co Ci mówiła starsza pani wet. Od początku Twój pies nie miał ułożonej hierarchii stada w domu co teraz wychodzi ale da sie odwrócić. W każdym wieku u psa można to nadrobić. Zacznij od kompletnego ignorowania jak wracasz do domu, nawet do niego nie mów. Pies może się witać ale Ty nie - jesteś przewódcą stada. Pies ma za tobą wchodzić do domu, nie odwrotnie. Zobacz, jeśli masz okazję, jak zachowują się psy meneli, kompletnie przez nich ignorowane, Są idealne. Kup książki angielskiej autorki (właśnie pożyczyłam i zapomniałam nazwiska) o wychowywaniu psów, nie czytaj amerykańskich, czysta konsumpcja. Twój pies był na pierwszym miejscu podczas długiej choroby i leczenia, zdrowie wraca, miejsce zostało. Zawsze w ostateczności można psa wykastrować co ukróci jego agresję. Zresztą p. dr. Sumińska tak radzi Czytam na tym forum jak psy po schronach zajmują kanapy i włos się jeży. to niedopuszczalne, psy myślą inaczej niż my. Legowisko przywódcy jest dla psa niedostępne tak jak i miejsca siedzenia.Ale nie wszystko naraz. Dzieci tez powinny wiedzieć, że psa się ignoruje, tylko dobre zachowanie chwali, tak zresztą jak i w wypadku dzieci o czym się zapomina. Autorka angielska ma na imię Jean coś tam. Poszukaj koniecznie. Tyle już dla psa zrobiłaś dobrego, dasz radę jak zrozumiesz. trzymaj się.[/quote] Pies jest wykastrowany to jedno. Dwa : nie jest tak że jest rozpieszczony. No może trochę jest ale nie wchodzi mi na głowe. Od początku gdy do mnie trafił był uczony podstawowych zachowań w domu. już na drugi dzień zaczeła się nauka zostawania w domu itp. Sa efekty. Pies nie niszczy gdy zostaje sam , nie wyje nie szczeka . Ale to i załuga tego że jest poprostu wybiegany i nie ma siły na nic. Chyba te minimum 8 spacerków dziennie robi swoje. Ja miałam psy, nie jednego a kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt i żaden nie atakował bez powodu (poza jednym małym wyjątkiem ale to inna historia). Dzieci moje też wiedzą jak traktować psa, nie są małe że nie rozumieją co się do nich mówi. Pies na kanapie?...Cóż leży, nie przecze , na moje łóżko nie wchodzi, na córki też nie, na syna czasem jak go zaprosi. Może to i błąd , ale nie ja jedyna go popełniam i w żaden sposób nie usprawiedliwia to a tym bardziej nie wyjaśnia jego zachowania. Wchodzenie przed psem...itp...ja to wszystko wiem i stosuje, może raczej nieświadomie ale tak jest. Bywa że pies wchodzi gdzieś pierwszy ale to w skrajnych wypadkach tylko ze względu na jego bezpieczeństwo.
-
No więc dla mnie uśpienie psa to ostateczność której narazie nie biore pod uwagę. Chwytam się wszystkich pomysłów jakie usłysze.......śmierde jak sklep mięsny i jestem łakomym kaskiem dla innych psiaków;) od noszenia różnych cudów po kieszeniach. Kiedyś jakiś obcy pies zje mnie za ten zapach. A tego mojego nie ruszają smakołyki dla odwrócenia uwagi. Gdzieś na jakimś forum wyczytałam jak ktoś pozwolił psiakom na konfrontacje. Teren ogrodzony jeden psies łagodny a drugi narwaniec (taki jak mój) , psy w kagańcach i ........róbta co chceta. Tylko czy to aby dobre? czy pies jeśli "wygra" nie będzie bardziej bojowy bo pewny swoich sił?
-
[quote name='lamia2']Niestety widzę duże podobieństwo do zachowań jednego bullka z dogo, który w konsekwencji został uśpiony. Tigress jak masz czas wejdź na stronę Manola, tam dziewczyny opisują ten przypadek. [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=37577&page=34[/URL][/quote] Przeczytałam. Niestety tez widze duże podobieństwo. W niedziele przez przypadek rozmawiałam z pewna babcią.......przyjeżdża do bloku do kogoś znajomego lub rodziny. Czysty przypadek.... spotkałyśmy sie wchodząc na podwórko przy bramie. pies zaczął sie do niej łaśić i nagle warknął. tak zaczeła sie rozmowa.........okazało się ze ta babeczka jest emerytowanym weterynarzem (na oko tak ponad 80 lat ma jak nic) i pogadałyśmy tak sobie z pół godzinki pod blokiem. Obserwoała jego reakcje na chodzące psy po ulicy . Powiedziała że mogę nad nim popracować ale nigdy napewno nie puszcze go luzem ze smyczy a i w domu będę w ciągłym stanie gotowości żeby reagować. Zadała mi pytania które mnie prawie wbiły w ziemie......co się stanie gdy np. trafie do szpitala? kto go upilnuje? Czy jestem gotowa zaryzykować że pies w nocy przez nieuwage jednak nie będzie zamknięty bez dostępu do śpiących dzieci? Czy mam odwagę oddać go komuś gdzie może jego agresja wzrośnie i ktoś będzie go bił za to albo stanie na łąńcuch i tylko od czasu do czasu ktoś mu miche poda? Czy licze się z tym że pies który ewidentnie jest wpatrzony we mnie jak w obrazek bedzie tęsknił i nie zrozumie za co znów został oddany? Albo co się stanie jak ktoś inny go nie upilnuje? Czy jestem gotowa przez nabliższe kilka lat pilnowac ludzi przed kontaktami z nim? Teraz siedze i próbuje odpowiedzieć sobie na te pytania.......i za cholere nie jest mi łatwo.
-
Najpierw Dogo nie działało , potem ja zalatana. Nie wiem co robić. Rozmawiałam z wieloma osobami, telefonicznie,emailowo, osobiście . To że pies jest zdrowy raczej nie ulega wątpliwości. Po wprowadzeniu w domu wiekszego "rygoru" wobec psa warczenie w ciagu dnia na dzieci raczej się skończyło ale trzeba go izolowac na noc. To akurat jest bez zmian. Gdy spią warczy . Na ulicy nadal tak samo. świr do potęgi. Przytrafiła nam się niemiła sytuacja ( mam nadzieje że bez dalszych konsekwencji) , pies skoczył na dziecko na sankach i zwalił je z sanek rozdzierając pazurem kawałek kombinezonu. Możecie sobie wyobrazić co się działo i reakcje rodziców malucha. Na marginesie wcale im się nie dziwie. Rozmawiałam z Panią Iracka , niestety nie jest osiągalna, rozmawiałyśmy telefonicznie. Powiedziała mi że na odlegosć nie chce wydawać opinii ale nie wygląda to dobrze i nie daje gwarancji że można sobie z tym całkowicie poradzić. To że psa nie można absolutnie oddać wiem i sama. Powiedziała żebym izolowała go od sytuacji powodujących jego agresje. Tylko kurde to prawie niewykonalne. Jak izolować go od kontaktu z ludzmi na spacerach albo od psów żeby ich nie widział?? Przeczytałam chyba wszystkie dostępne artykuły w internecie na temat agresji a nadal nie wiem czy coś można poradzić.