dogofanka
Members-
Posts
248 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by dogofanka
-
A Dżeki dalej u babci...
-
Tu jest link do wątku Tobika; ze zdjęciami (str 11-12 chyba) i opisem psiaka: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=36421[/URL] A ja znowu nie mam dojścia do netu...
-
Ustaliłam z babcią, że wezmę Dżekusia do siebie w pierwszy weekend marca, tylko niestety dalej nie mam chętnych na Tobika. Wogóle nikt nie dzwoni w jego sprawie no i martwię się co z nim będzie. To taki ładny pies, a dla rozwiązania problemów z zachowaniem wystarczyłby dom z ogrodem i solidnym płotem- i po sprawie, poza tym, że psoci jak zostaje sam i nie toleruje innych zwierzęcych współmieszkańców, nie ma z nim kompletnie żadnych problemów....
-
Niestety w sprawie Tobiego cisza. I coraz bardziej się martwię co się z nim stanie...:-( :-( :-(
-
Napisałaś w którymś z ogłoszeń, że jest przyjazny w stosunku do dzieci (prawda) i zwierząt (fałsz) - choć Tobi robi się coraz bardziej cywilizowany i może niedługo to też będzie prawda. W każdym razie nie rzuca się już na każdego napotkanego psiaka- działa wybiórczo :evil_lol: . A ostatnio poleciał za jakąś suczką (w typie wyżła) i okazało się, że to nie on ją, ale ona jego nieźle przegoniła. Tobiemu aż jęzor wypadł bokiem na wierzch i miał cały pośliniony grzbiet po tych końskich zalotach :cool3: . I coraz ładniej chodzi na smyczy, zwłaszcza jak juz się wybiega, to nawet udaje mu się iść przy nodze. Tylko w domu ciągle są jakieś straty - nawet już o tym nie piszę :shake:
-
Anilla -dzięki za ogłoszenia, choć Tobi NIE JEST przyjazny w stosunku do innych zwierząt - wiele razy o tym wspominałam...
-
I na [URL="http://www.kupsprzedaj.pl"]www.kupsprzedaj.pl[/URL] oraz [URL="http://www.eoferty.com.pl"]www.eoferty.com.pl[/URL] A wczoraj ok. 10.00 rano miałam tel, że pani jest na 100% zdecydowana wziąć Tobiego, po czym ok południa dostałam sms-a, że jest jej przykro, ale nie może go wziąć :angryy: ....
-
[quote name='Azyl_Zory WebAdmin']Dzisiaj jadą psy z Żorskiego azylu do Szczecina(później do NIEMIEC) . Mieli zabierać 4 psiaki a zabierają 2 , więc warto się dogadać i dobrać Tobiego na te trase??[/quote] Marchewa z nimi rozmawiała - wiedzą o Tobim...
-
[SIZE=5]A Tobi ma dziś urodziny!!! :loveu: [/SIZE] [SIZE=3][/SIZE] [SIZE=3]I nie ma domu ... :-( [/SIZE]
-
A na spacerze przed pracą, jako, że dzisiaj zaczynam później, znowu próbowałam go spuścić ze smyczy. Wszystko było dobrze dopóki nie pojawił się pan z bokserką - zacząli się gonić (oczywiście Tobi z bokserką) po czym pan złapał bokserkę bez problemu, a Tobi nadal ganiał wokół niej, a ja oczywiscie nie mogłam go złapać. Na szczęście pan wykazał dużo cierpliwości i zrozumiena...
-
I z diety nici! Znowu włamał mi się do kuchni i pożarł pół bochenka chleba! Dobrze, że grapefruity mu nie posmakowały- na jednym był tylko ślad po wbitym zębie... Choć jak stwierdziła moja koleżanka - był tylko o chlebie i wodzie...
-
Tak jak mówiłam, byłam wczoraj z Tobim u weta. Okazało się, że miał podwyższoną temperaturę i coś tam wyraźnie powiększone w przewodzie pokarmowym- nie potrafił strawić jedzenia, którym go karmiłam -podobno zbyt dobre i zbyt dużo ( ryż lub makaron z kurczakiem + Purina, później Royal Canin) Teraz mam dawać mu 1/2 dawki zalecanej przez producenta i żadnego gotowanego. A ja zastanawiałam się czy je wystarczająco, bo wszystko znikało w przeciągu kilku sekund (dosłownie) i te naloty na kuchnię... A gotowane jadłam razem z nim (nie z jednej miski oczywiście) i to nawet jakby mnie brzuch bolał nie powinno zaszkodzić, bo wszystko takie dietetyczne...a wygląda na to, że chciałam go otruć...:shake: W każdym razie bidok dostał 3 zastrzyki jeden po drugim - znósł to dzielnie nawet nie pisknął :na zlikwidowanie stanów zapalnych, jakiś antybiotyk chyba na obniżenie temperatury i bodajże coś przeciwbólowego. W czwartek idziemy do kontroli - oby była poprawa. Prawdopodobnie dostanie kolejny środek na odrobaczenie i trzeba będzie umówic się na szczepienia, bo oprócz wścieklizny nie ma żadnych innych wpisów w książeczce.
-
Był odrobaczony jeszcze w azylu w Żorach
-
Muszę pochwalić Tobika- wczoraj był bardzo grzeczny- zarówno w domu jak i na spacerze. W nagrodę spuściłam go ze smyczy z bijącym sercem co prawda, ale na szczęście ganiał wokół mnie, tak że nie musiałam za nim "latać", żeby go złapać ( po ok. tygodniu jak Tobi do mnie trafił zerwała mu się obroża i miałam kłopot z nakłonieniem go, żeby podszedł do mnie na wyciągnięcie ręki, nie mówiąc już o zwabieniu go do klatki schodowej...) Znalazłam w weekend takie miejsce- chyba resztki po jakimś starym podupadłym parku, w każdym razie z dala od samochodów, dość odludne, prawie całe otoczone płotem sąsiadujących ogródków działkowych. Jednak po paru minutach musiałam go spowrotem zapiąć na smycz, bo ni stąd ni zowąd pojawiła się straż miejska (chyba patrolowali te ogródki działkowe)- obawiałam się, żeby nie ochrzanili mnie za puszczanie luzem psa bez kagańca. W każdym razie chyba będziemy częściej odwiedzać to miejsce... Poza tym chyba w najbliższych dniach odwiedzimy weterynarza. U Tobika ciągle utrzymują się biegunki - to już raczej za długo, żeby powodem tego była zmiana diety, w końcu Tobi jest u mnie już równy miesiąc. Dodatkowo jeszcze od jakiegoś czasu kicha, a wczoraj wydawało mi się, że ma nienaturalnie czerwone dziąsła- lepiej to sprawdzić...
-
Muszę Wam zrobić zdjęcie i pokazać jak ta łapka ładnie się zagoiła. A w weekendy Tobi nie rozrabia, bo nie zostawiam go samego i dużo spacerujemy, za to nie wiem co dzisiaj zastanę po powrocie z pracy...
-
[SIZE=4]Komu żywiołowego wesołego pieska![/SIZE] [SIZE=4][/SIZE] [SIZE=4]Jedyny niepowtarzalny super mix!!![/SIZE] [SIZE=4][/SIZE] [SIZE=4]Domku znajdź się!!!!![/SIZE]
-
I znowu weekend minął i nikt nie zainteresował się Tobikiem...:-(
-
Hej! Nie odzywam się ostatnio bo mam problem z Tobikiem- nauczył się forsować drzwi do kuchni i regularnie urządza mi demolki, a mimo ogłoszeń w internecie nikt się nim jak dotąd nie zainteresował, więc cały "wolny" czas poświęcam znalezieniu jakiegoś rozwiązania w jego sprawie. Póki co skończy się chyba na zakupie klatki, bo nie ma co z nim zrobić...
-
A gdzie ja Ci znajdę dobrze ogrodzone miejsce? Jak go raz spuściłam na ogrodzonym boisku uprzednio posprawdzając wszystkie 3 furtki czy są zamknięte, to pies mi uciekł dziurą w płocie, której nie zauważyłam. Na szczęście szybko go znalazłam na pobliskim śmietniku, jak wtranżalał czyjeś śniadanie łącznie z woreczkiem. Poza tym nie można go spuszczać, bo jest agresywny w stosunku do innych psów i wdaje się w "bijatyki"- w takiej sytuacji na 100% nie zareaguje na przywołanie...
-
Zabrałam go kiedyś do sklepu zool., wydawało mi się, że z dość dużym wyborem towaru- przymierzyliśmy wszystkie modele kagańców jakie mieli i żaden nie pasował do jego mordki, ten który najlepiej "siedział" i tak potrafi zdjąć w kilka sekund, co zademonstrował, jak na moment wprowadziłam do domu innego psa... Wczoraj wychodząc do pracy starałam się zabezpieczyć kuchnię obwiązując sznurkiem klamki kuchni i łazienki, do tej pory sznurek na drzwiach sypialni się sprawdzał, ale cóż kiedy po powrocie drzwi kuchni stały otworem, sznurek przegryziony, na podłodze skorupy po talerzach ułożonych wcześniej na środku stołu, na brzegu stołu wielki nóż kuchenny- całe szczęście, że paskud się nie nadział, a cały bochenek chleba wywleczony do pokoju na dywan; sponiewierany i nadgryziony... A teraz siedzę w pracy i obawiam się o meble, bo o ile talerze odkupię, to z meblami już będzie problem... Stąd moje pytanie: [SIZE=4]czy ktoś z Was ma do pożyczenia klatkę, [/SIZE][SIZE=2]żebym mogła się zabezpieczyć zanim wymyślimy inne rozwiązanie? Ja go mimo wszystko bardzo lubię i nie chciałabym, żeby trafił do schroniska. Nowa klatka kosztuje ok. 300 zł (sprawdzałam w internecie), a ja już wydałam 135 zł na smycz flexi, żeby mógł się wybiegać, dojdą jeszcze drobniejszy sumy na jakieś zabawki, kaganiec, jedzenie, odkupienie zniszczonych rzeczy, więc w końcu uzbiera mi się ok. 500 zł razem z klatką, w ciągu jednego miesiąca, a mnie na to nie stać...[/SIZE]
-
Marchewa, może by dopisać w tytule, że to boksio-mix tricolor, mixio pręgowany czy coś w tym stylu, bo chyba w dogomaniakach nadzieja, skoro nikt z ogłoszeń nie jest zainteresowany... Niedługo minie miesiąc jak Tobi jest u mnie, 9.II. jego urodziny, a on coraz bardziej się przywiązuje... A ja już wiem na pewno, że w pojedynkę nie dam rady się nim zająć na stałe przez najbliższe 15 lat... Domek z ogródkiem, albo duża rodzina gdzie ciągle ktoś jest w domu, żeby nie psocił - to by było to!
-
Tobi był wczoraj wyjątkowo grzeczny: przywitał mnie siedząc na swoim miejscu i machając ogonem, w pokoju-idealny porządek, narzuta nie tknięta, na spacerze nie ciągnął, więc nie musiałam się martwić o "całość" swoich członków na tym oślizgłym podłożu. Tylko nie jestem pewna czy jego zachowanie wynikało z głębszych przemyśleń nad sobą, czy raczej coś mu dolegało, bo wieczorem zwymiotował... (oczywiście, że na dywan).
-
Żal by mi go było w klatce, skoro nie potrafi wysiedzieć na obszarze przedpokój-pokój z dojściem do okna balkonowego... No, ale ciekawe co zastanę po powrocie do domu, nie ukrywam, że odczuwam pewien niepokój...
-
A już chciałam pozmieniać ogłoszenia, bo wbrew zasadom marketingu, zamiast tylko wychwalać zalety Tobika, napisałam również, że jest z niego psotnik i nie powinien zostawać długo sam w domu, ale teraz widzę, że trzeba o tym poinformować, bo przecież nie chodzi o to, żeby ktoś go wziął, a po czasie, jak straci cierpliwość, znowu oddał do schroniska... A póki co nikt się nim nie zainteresował...
-
Chyba wiem co mogło być powodem pozbycia się Tobika przez ich poprzednich właścicieli! Do tej pory kuchnia była jedynym pomieszczeniem, którego Tobiemu nie udało się sforsować. Wczoraj po powrocie z pracy, okazało się, że i te drzwi nie stanowią dla niego bariery... Przed moim wyjściem do pracy na kuchence gazowej stały: czajnik, rondelek, w którym rano odgrzewałam mu makaron, garnek z resztą jedzenia na popołudnie. Po powrocie: rondelek-na podłodze, na środku kuchni, obok ciężka metalowa kratka z kuchenki gazowej (to na czym stawia się garnki), na kuchence postrącane dwa przednie palniki, wywrócony czajnik do góry nogami i zalany piecyk, w zlewie (przy kuchence) garnek-pusty, obok ładnie odłożona pokrywka i łyżka, blasku wszystkiemu dodawała otwarta szafka (górna), na której wisiała nadszarpnięta reklamówka z chlebem. Reszta imprezy przeniosła się do pokoju, do którego została z kuchni wywleczona reklamówka z smakołykami, kostkami, wędzonkami itp świeżo zakupionymi w weekend, żeby biedaczek miał co pogryźć i przeżuwać, a nie tylko pochłaniać i połykać, wszystko to było porozwalane po całym pokoju, fotelach, wersalce, na środku dywanu skrzętnie wylizany papierek, po świeżo napoczętej (do śniadania) kostce masła. Na wersalce typowy kolonijny "pilot" z narzuty i niestety pozaciągane nitki... O ile po wejściu do kuchni byłam na niego wściekła, o tyle po obejrzeniu wersalki chciało mi się płakać, bo komplet wypoczynkowy to jedyny nowy mebel w moim domu, na który zresztą kasę wyłożyła moja mama, która co prawda obecnie przebywa w Niemczech, ale de facto to też jest jej mieszkanie, w którym przebywa jak przyjeżdża do Polski. Więc skoro tylko wzięłam Tobika, profilaktycznie fotele nakryłam wielkimi ręcznikami, a wersalkę, oprócz narzuty na wszelki wypadek nakryłam jeszcze prześcieradłem, żeby się nic nie stało... No więc w tym momencie gdyby ktoś zadzwonił w sprawie Tobika oddałabym go bez zbędnych pytań... Moja reakcja: zawlokłam go do kuchni za sierść na szyi- dostał kapciem w doopę (miękim), zawlokłam go do pokoju pokazując na wersalkę -dostał ponownie kapciem. Reakcja Tobika - położył się na swoim miejscu w przedpokoju i ... machał ogonem... Moja dalsza reakcja - obraziłam się na niego- ignorowałam go i nie głaskałam przez następne 2 godz, Tobik obserwował mnie z drugiego końca pokoju nie podchodząc jak zwykle pod same nogi, a jak już go przywołałam, to był brzuch na wierzchu, łapanie zębami za ręce, lizanie i ogólne przytulanie, ale czy coś zrozumiał?