dogofanka
Members-
Posts
248 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by dogofanka
-
Zmęczyć fizycznie to rozumiem, a jak można buldożka zmęczyć psychicznie?
-
Właśnie na to liczę, że malucha można wszystkiego nauczyć, dlatego chcę wziąć szczeniaka. A urlop macierzyński to podstawa!
-
Właśnie takie rozwiązanie, Misiaczek, zastosowałam do psiaka, którego mam obecnie. Wzięłam już prawie rok temu 17-letniego wówczas małego pieska ze schroniska, a jako że pojawiły się pewne problemy, zaczęłam go podrzucać mojej babci i tak już zostało. Ale szczeniak to perspektywa jakichś 15 kolejnych lat, więc nie chcę na nowo angażować mojej babci i wolałabym się bardziej uniezależnić.
-
Witajcie! Odkąd "odkryłam" buldożki francuskie jakiś rok temu, dostaję coraz większego bzika na ich tle. Nie mogę napatrzyć się na ich zdjęcia. Niestety nie znam żadnej bulwki na żywo. Obiecałam sobie, że jak dożyję emerytury na pewno sprawię sobie buldożka- więc jeszcze jakieś 35 lat i będzie! A tak na poważnie to oczywiście chciałabym wcześniej... Problem w tym co zrobić z buldożkiem, gdy pójdę do pracy. Wszyscy moi znajomi również pracują, małolaty w tym samym czasie chodzą do szkoły, nie mam przyjacielskich sąsiadów... Oczywiście można pewnie znaleźć kogoś za pieniądze, ale w tym momencie koszt utrzymania bulwy+weterynarz+opłacenie permanentnej opieki to dla mnie zbyt wiele. Dlatego chciałabym dowiedzieć się czy ktoś z Was ma bulwę, którą przyzwyczaił do samodzielnego pozostawania w domu na dłuzszy czas tzn. jakieś 8 godz. dziennie. Wiem, że to pieski bardzo uczuciowe i źle znoszące samotność-stąd ten temat. Myślę nad tym od dłuższego czasu. Gdybym wzięła małego szczeniaczka i od małego przyzwyczajała stopniowo do coraz dłuższej nieobecności, może by przywykł? Wymyśliłam jeszcze, że gdyby to była suczka, mogłabym umieścić w domu kuwetę, żeby mogła załatwiać się w każdej chwili i przynajmniej potrzeby fizjologiczne nie stanowiły stresu. Co o tym myślicie jako szczęśliwi posiadacze buldożków?
-
Akucha- wysłałam ci zdjęcia. Dżekuś jest trudnym obiektem do fotografowania -jest strasznie ruchliwy, a jak już zauważy, że ktoś jest nim zainteresowany :lol: : nie wiedział czy wybrać babcię z jedzonkiem, czy mnie z aparatem :cool3:
-
Witajcie! Na dogomanii bywam już tylko sporadycznie. Dżekuś ma się dobrze, choć nie przepada za upałami - strasznie szybko i mocno sapie. Przy okazji okresowych szczepień (oj nie lubi tego maluch- piszczał i wierzgał jak mały króliczek, miałam większe problemy, żeby go utrzymać niż z Tobikiem kiedy dostawał zastrzyki) rozmawiałam o tej zadyszce z wetem - podobno to sprawa serca. No a z babcią doszłyśmy do porozumienia i przed pracą w ramach porannego spaceru zaprowadzam go do niej, więc Dżekuś nie jest sam, poza tym ma zagwarantowany spacer około południa (niestety nie wytrzymuje już z sikaniem tak długo - wychodzi co 4-5 godz.), babcia nie musi wychodzić z samego rana (zdarzają jej się poranne zawroty głowy) i ma wolne weekendy a ja nie główkuję w pracy co robi sam pies w domu (mam fobię po Tobiku) - wszyscy są zadowoleni. Dżeki garnie się do każdej napotkanej osoby, a nas z babcią zna od samego początku więc chyba ta sytuacja nie wywołuje u niego rozdwojenia jaźni. Mam zdjęcia (co prawda już nie pierwszej świeżości- tak gdzieś z marca), ale nie potrafię wstawić -może mogę komuś przesłać na maila? Pozdrawiam wszystkich od Dżekusia!
-
Większość wypowiadających się tutaj uważa, że nie ma problemu, byle tylko pies się przyzwyczaił. Ja miałam przez 3 m-ce na tymczasie psiaka, który od początku zostawał sam, jednak po kilku dniach pogryzł jakąś drobnostkę - nic wielkiego, a z biegiem czasu niszczył coraz więcej rzeczy i coraz dotkliwiej: łącznie z dywanem i zrywaniem kwiatków ze ścian, chciałam tylko zaznaczyć, że nie ma [B]gwarancji, [/B]że pies się przystosuje. Dodam, że nie zostawiłam go nigdy na dłużej niż 8 godz (pracuję po 7). Efekt był taki, że bałam się wyjść z domu żeby uniknąć zniszczeń i poza pracą wogóle nigdzie się bez niego nie ruszałam, nawet konieczność zrobienia zakupów była dla mnie problemem. Radzono mi zamknąć go w klatce na czas pobytu w pracy, ale jak będzie się czuł w klatce, w której ledwie może się ruszyć, pies, który nie potrafi sam wysiedzieć w mieszkaniu z dojściem do okna i znacznie większą dawką przestrzeni? To tak gwoli ostudzenia zapału i przemyślenia tematu na zimno. Ciężko jest opiekować się psem zupełnie w pojedynkę, no chyba, że masz na kogo liczyć przynajmniej awaryjnie.
-
Miło mi to słyszeć! Tobi bądź szczęśliwy!!!
-
Już miesiąc Tobi jest w hotelu i ciągle nie ma własnego domu...:-(
-
Myślę, że Tobiego trzeba by było na nowo poogłaszać gdzie tylko się da, z podaniem aktualnych namiarów- teraz jest po świętach, coraz ładniejsza pogoda więc chyba dobry czas na adopcje psiaka, jeśli ktoś nosi się z takim zamiarem...
-
Pierwszy akapit miał być oczywiście w cudzysłowiu jako cytat Mosii, ale jakoś nie wyszło...
-
[quote name='mosii'] Zauwazyłam jednak(i o tym zapewne mówiła też dogofanka) że Tobi prowadzony na krótkiej smyczy(ściagniętej) jak idiota rzuca sie na wszystkie psy, natychmiast odpięty leci sie bawic. Stad mam przypuszczenia, ze kupiony był jako amstaff/ pit i niestety prowadzony:shake: :angryy: przez jakiegoś debila w sposób fatalny, i na pewno szczuty na psy własnie ze smyczy:shake: Tobi na krótkiej (=zwykłej) smyczy strasznie ciągnął dlatego najpierw połączyłam 2 smycze w jedną, a potem specjalnie kupiłam mu wyciąganą flexi z myślą o tym, żebym nie musiała za nim ganiać po zabłoconych trawnikach, ale okazało się, że Tobi bardzo szybko nauczył się odległości na jaką pozwala mu się "wypuszczać" smycz i prawie zupełnie przestał ciągnąć, natomiast, gdy go ściągałam mijając jakiegoś psa -faktycznie strasznie się rzucał. Jednak do najgorszej sytuacji doszło gdy Tobik biegł luzem - byliśmy w parku, specjalnie wybierałam najbardziej odludne alejki, niestety zanim zauważyłam, że ktoś nadchodzi z przeciwnej strony, Tobi puścił się pędem do przodu- nie zdążyłam go zapiąć. Okazało się, że to była para z psem - kudłatym, mniej więcej wielkości Tobika. Pies szedł grzecznie obok swoich państwa, w dodatku miał kaganiec. Tobi rzucił się na niego, uwiesił się na grzbiecie w okolicach karku, pies zaczął piszczeć, a ja byłam kompletnie bezradna-Tobi wogóle mnie nie słuchał, nie potrafiłam go złapać, dziewczyna zaczęła na mnie wrzeszceć, a facet w końcu potraktował Tobiego z buta i szczerze mówiąc wcale mu się nie dziwię... Stąd moje przekonanie o agresji Tobiego. Poprzednie 2 przypadki tłumaczyłam sobie zazdrością, bo zaatakował wilczura, którego chciałam poagłaskać, a potem małego psiaka, którego wprowadziłam do domu "na Tobikowy grunt", natomiast sytuacja w parku była kompletnie "bezzasadna". Od tej pory pory zezwalałam mu już na kontakty towarzyskie wyłącznie z sukami, a spuszczałam ze smyczy jedynie wtedy, gdy upewniłam się, że nie ma na horyzoncie żadnego psa, tzn dość rzadko i zaledwie na parę minut, bo prędzej czy później zawsze z którejś strony jakiś psiak się pojawiał...
-
Mosii - miałam ostatnio kilka (3) telefonów w sprawie Tobiego, sami panowie- podałam im Twój nr, może zadzwonią, choć jeden od razu stwierdził, że do Częstochowy mu za daleko... Do tej pory Tobim interesowały się rodziny z małymi dziećmi, sama nie wiem czy Tobi jest odpowiedni dla małych dzieci, takie w wieku szkolnym to tak, choć muszą mieć odpowiednio dużo siły, żeby go utrzymać na smyczy, jeśli chcą z nim spacerować, a na takiego kilkuletniego malucha Tobi może skoczyć, przewrócić- sama wiesz jak szaleje gdy się bawi... Często też w czasie zabawy Tobi łapał mnie zębami za ręce- malucha może to boleć, jak sądzisz, co odpowiadać gdy pytają się o stosunek do dzieci?
-
Tobi, dlaczego podglądasz Mikusię? Zachowuj się!
-
Nie wykluczone- łańcuch ze stroika "oddał górą" kilka dni po tym jak stroik już został wyrzucony -jakieś 30 cm, a może więcej, a plastikowe elementy okładek też pewnie dobrze nie robią na żołądek...
-
Może brakowało mu ruchu, żeby wszystko zaczęło dobrze pracować - ludziom na lepsze trawienie też zaleca się spacery... Oby tak dobrze było cały czas!
-
Ale o odchodach Tobika z chęcią poczytam, zwłascza tych następujących po karmieniu...
-
[quote name='andzia69']dogofanka -a kto mówi o kojcu???? a co do ogrodu - sam ogród nie wystarczy do tego by pies był szczęsliwy - on potrzebuje do tego towarzystwa - sam nie będzie się ze soba bawic - będzie niszczyc![/quote] Mówię to do tych, którzy "radzili mi" oddać Tobiego do schronu, jeśli nie mogę się nim zająć, podczas gdy ja od miesiąca prosiłam o pomoc w znalezieniu innego rozwiązania i oddania Tobiego pod opiekę kogoś innego., tłumacząc z uporem maniaka, że nie daję rady z tak żywiołowym psiakiem w ciasnym mieszkaniu w bloku, spędzając pół dnia w pracy... I więcej się już nie będę tłumaczyć!!!
-
Mosii- te kamienie z serca mojego i Marchewy toczą się na całej trasie pomiędzy Częstochową a Katowicami...
-
Ja jednak jestem za domem z jak największym ogrodem, żeby mógł biegać, biegać i biegać... PS Wyobraźcie go sobie zamkniętego na stałe w ciasnym kojcu, nie wyprowadzanego tygodniami, albo jeszce dłużej -jesteście w stanie? Dla porównania odsyłam do zdjęć na str.1...
-
Super zdjęcia! Nareszcie "złapał wiatr w uszy"! Cieszę się, że dogadał się z Twoimi psami! I nie jest taki chudy jak mi się wydawało, przynajmniej na zdjęciach...
-
[SIZE=6]Mosii, [/SIZE] [SIZE=7]WIELKIE DZIĘKI !!![/SIZE] [SIZE=7][/SIZE] [SIZE=5]dziękuję również za wszelkie wpłaty finansowe na rzecz Tobiego[/SIZE]
-
A jeśli ktoś zadał sobie trud przeczytania całego, faktycznie niezbyt przyjemnego wątku, zauważy, że pierwszą rzeczą jaką zrobiłam, zanim jeszcze wprowadziłam Tobiego do domu, było pokazanie go weterynarzowi - pies określony został wtedy jako okaz zdrowia.
-
Nie wiem, jak się nazywa lekarz, nie dostałam wizytówki, chodziłam do lecznicy na ul Ordona, a nie do konkretnego weterynarza, za każdym razem trafiałam do innego lekarza i opowiadałam historię od nowa, byłam u 3: szczupły i nieprzeciętnie wysoki-dużo ponad 2 m, drobny z postrzępionymi włosami i taki sredniej budowy- u tego byłam co najmniej 3 razy, Tobi dostał od niego zastrzyki, do tego jako pomoc pracuje tam kobieta z ciemnymi kręconymi włosami i łysawy facet. Byłam tam tak często, że zdążyłam poznać wszystkich, a Tobi pewnie też jest przez nich rozpoznawany. W każdej chwili można sprawdzić z opisami czy kręcę. Za niekompetencję weterynarzy ja też odpowiadam?
-
[quote name='slav']MARCHEWO, dlaczego już 21.03 sprawa budy dla Tobiego była nieaktualna??? [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=54087[/URL] Już wtedy zapadła decyzja?[/quote] Nie, wtedy wyszło na jaw, że sprawa z działką jest nieaktualna i od początku była nieporozumieniem, bynajmniej nie z winy Marchewy...