dogofanka
Members-
Posts
248 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by dogofanka
-
Mosii, NA PEWNO dziś się odezwę. Peter Beny-liczę na Twoją kasę, a jeśli Marchewa nie będzie dziś mogła, to transport na jutro do Częstochowy, jeśli wszyscy, którzy deklarowali wpłacą, to mamy ponad 3 tyg pobytu Tobiego w hotelu opłacone!
-
Właśnie, Formica, nie czytałaś wątku o Tobim, jak również nie przeczytałaś, mojego kolejnego wątku pt Przestrzegam przed tymczasami, do którego napisania skłoniła mnie sytuacja Tobiego...
-
Mosii, jeśli możesz to posyłam go do Ciebie z workiem karmy i 100 zł, może Marchewa będzie go mogła do Ciebie dziś wieczorem przewieźć? Gdybyś mogła podać na priv Twój tel, żebym mogła ustalić szczegóły?
-
Jeżeli KTOŚ jest w stanie załatwić Tobiemu hotel mimo braku szczepień i może go zabrać ode mnie DZISIAJ mogę dorzucić 100 zł, ale powtarzam ostatecznie DZISIAJ.
-
Sytuacja jest taka, że tą biegunkę ma cały czas, odkąd jest u mnie z niewiadomych powodów, badań nie miał robionych, bo lekarz cały czas mówił, że trzeba mu czasu aż przyzwyczai się do nowego jedzenia, na początku dawałam mu ryż z kurczakiem -było źle, zmieniłam na makaron z kurczakiem- niewielka poprawa na 2-3 dni- znowu źle, zaczęłam dodawać mu Puriny, bo wyczytałam, że sucha karma czasami powoduje zatwardzenia, więc myślałam, że się wyrówna i stopniowo przejdę całkiem na suche - było jeszcze gorzej, potem zamiast Puriny zaczęłam dosypywać Royal Canin- chwilowa poprawa, potem znowu powrót biegunek, lekarz polecił mu więcaj niezmieniać karmy, bo zbyt duża różnorodność w tak krótkim czasie, tylko dawać mu mniej niż poleca producent, więc zostałam przy Royal Canin karmiąc go 2x dziennie po jednej nie do końca pełnej miarce, chwilowa poprawa- potem znowu sraka, przez to, że sprawa biegunek nie została wyjaśniona, nie było można go zasczepić, więc oprócz wścieklizny Tobi nie był na nic szczepiony...
-
Ja już dzwoniłam - nie ma miejsc, chyba , że masz jakieś specjalne chody... I dzięki za rady, ale radzicie już od miesiąca, a Tobi nadal jest u mnie. Powtarzam- nie może zostać ani dnia dłużej, jeśli ktoś uważa, że może go uratować, niech go weźmie ode mnie DZISIAJ. Telefon podawałam wielokrotnie na forum...I jeśli ktoś go umieści w hotelu, niech ma świadomość, że dalszym losem Tobiego będzie musiał zajmować się sam... i co zrobi jeśli braknie pieniędzy na hotel, a Tobim nadal nie będzie miał kto się zaopiekować? Po co go na to wszystko narażać? Paola, dzwoniłam do Ciebie kiedyś- włączyła się poczta głosowa- pech. Miałaś wpaść po ogłoszenia, jak durna umieściłam w internecie adres swojej pracy, mówiłaś, że jesteś z centrum, a ja pracuję prawie na rynku -też nie przyszłaś, była mowa o umieszceniu ogłoszenia w gazecie- kolejny piatek minął i nic. Słowa, słowa, słowa...
-
Dziękuję Ci Marmar, bo nie spodziewałam się tu zrozumienia od nikogo...
-
Ja dzisiaj wieczorem nie mogę już mieć Tobiego u siebie. Ostateczny termin wyznaczyłam na koniec lutego. Od tego czasu ciągle byłam zwodzona, że to niby nie ma samochodu, żeby go zabrać, że szuka się innego rozwiązania, że może wyjedzie do Niemiec, że może trafi na działkę, w ostateczności jest hotel przy azylu. Dziś jest 26 marca i Tobi nadal jest u mnie. Dopiero jak postawiłam sprawę na ostrzu noża okazało się, że Tobi nie zostanie przyjęty ani do hotelu, ani do azylu. Warunki w schronisku w Katowicach są chyba porównywalne z Mysłowicami- czytałam na dogo niepochlebne zdania ne jego temat. Na pewno nie ma tam wolontariatu, więc nikt o Tobiego nie zadba, nie wyprowadzi na spacer, nie przytuli, zostanie wrzucony do kojca z innym psem i albo on pogryzie innego nieszczęśnika, albo sam zostanie pogryziony, nikt nie będzie sprawdzał czy ma biegunkę czy nie będzie chudł i chorował, a przede wszystkim będzie ogromnie cierpiał. Wczoraj byliśmy na pożegnalnym 5-cio godzinnym spacerze, Tobi cały czas ganiał jakby dopiero co wyszedł z domu, nie wyobrażam go sobie zamkniętego w ciasnym kojcu. Nawet jeśli jakimś cudem znajdzie się ktoś, kto go zabierze ze schronu, po tym jak okaże się, że niszczy w domu, albo pogryzie psa znajomych - znowu wróci do schronu. A niszcy coraz bardziej, w piątek usiłowałam zabezpieczyć drzwi od pokoju-wepchnęłam pomiędzy drzwi a podłogę ciasno rulon z gazety, żeby je zblokować- niestety i tak się wepchał. Dobrał się do dywanu i tapicerki z fotela - stało się to czego najbardziej się obawiałam. Dodatkowo przegryzł kabel z klawiatury. Nie może zostać u mnie nawet chwili dłużej! Więc biorąć pod uwagę jego temperament i marne szanse na adopcje, bo uważam, że NIE WOLNO ukrywać faktów o nim, oraz chcąc uchronić go przed powolną agonią w cierpieniach zdecydowałam się go uśpić. NIech zaśnie w spokoju pamiętając ostatnie dobre dni... Jest miejsce w hotelu w Bytomiu, ale doba tam kosztuje pomiędzy 20 a 30 zł, mnie na to nie stać i tak nie wiem czy przyjmą go bez szczepień, a po paru dniach znowu nie będzie wiadomo co z nim zrobić...
-
Jak się wali to wszystko i równo. Wielokrotnie wspominałam, że Tobi ma ciągle biegunki. Wpadłam już chyba w jakąś obsesję obserwując każdą jego qpkę. Kilka razy byłam z tego powodu u weterynarza, ale kończyło się na tym, że trzeba mu czasu zanim przyzwyczai się do inego jedzenia, że mam go nie przekarmiać, zostać tylko przy jednej karmie (zostałam przy royal canin) i obserwować. Więc raz się poprawiało na parę dni, raz było gorzej, ale w sumie nie miałam jeszcze całego tygodnia, żeby wszystkie qpki były ok. Wczoraj Tobi miał paskudną biegunkę, przysiadał co parę kroków a na koniec wydawało mi się, że zobaczyłam krew. Wieczorem już go nie karmiłam, a dziś rano się potwierdziło - najpierw niewielka qpka, no bo nic nie jadł, a po paru krokach ciąg dalszy "ciapki z krwią". Po pracy idę do weta z żądaniem wykonania szczegółowych badań, nie wiem krwi, prześwietleń, usg czy co się w takich sytuacjach robi...
-
A zupełnie niemożliwym dla mnie będzie zajęcie się Tobim w terminie 28.03-13.04...
-
Ja chciałam tylko dodać, bo wychodzi na to, że Tobi sprawia same problemy, że w rzeczywistości tak nie jest. Tobi to naprawdę bardzo grzeczny psiak... kiedy ma kogoś obok siebie. Wciąga do zabawy, ale nie jest nachalny, wystarczy mu kazać iść na miejsce i słucha "bez gadania", jeśli widzi, że jestem czymś zajęta np sprzątam -sam idzie na miejsce,nie jest szczekliwy -szczeka nawet dość rzadko. Wie gdzie mu wolno wchodzić, a gdzie nie. Jednak całe "dobre wychowanie" bierze w łeb gdy zostaje sam. Gdyby trafił do domu pełnego ludzi, gdzie ciągle ktoś się przewija, nie byłoby z nim żadnych problemów. A największą pomocą dla mnie byłoby znalezienie mu stałego domu lub innego tymczasu, bo ja dłużej fizycznie nie jestem w stanie się nim zajmować, bo mam inne zobowiązania-informowałam o tym przed wzięciem Tobiego. Poprostu zakładałam, że biorę Tobika chwilowo, by odsunąć od niego wywózkę do Mysłowic, wogóle nie przypuszczałam, że będzie to trwało prawie do Wielkanocy. Jeśli nie będzie innego wyjścia i trzeba go będzie oddać do jakiegoś hotelu, wtedy przyda się każda pomoc finansowa, ale bardzo chciałabym, żeby do tego nie doszło, żeby trafił pod opiekę jakiegoś człowieka...
-
Ja byłam w tym pierwszym: cena za dobę: 21 zł, warunki: pokoje przedzielone siatką na pół, nie wiem czy każdy pies siedzi oddzielnie czy po kilka w "jednej siatce", dokładnie się nie przyjrzałam bo pani zakazała mi wejść z Tobim do pomieszczenia mimo, że było puste, podobno wyprowadzane są 3x dziennie, choc nie wiem gdzie, bo osrodek usytuowany jest pomiędzy torami tramwajowymi a jakimiś zakładami, nie ma możliwości zostawienia psa z własną karmą, ogólnie bardzo nieprzyjemna obsługa... Co do ogłoszeń, to ja wstawiałam do kupsprzedaj.pl i eoferty.com.pl
-
A czy nikt z Was nie zna w Katowicach jakiejś osoby, która mogłaby zająć się psem chociaż przez 8 godz. dziennie, nawet bez konieczności wychodzenia na spacer, jakiejś emerytki, rencistki? która może zrobiłaby to za niewielkie pieniądze?- z miłości do zwierząt, a nie w celach dochodowych?
-
Żeby tak do kwietnia udało się go gdzieś przetrzymać, może po świętach ludzie bardziej zainteresują się adopcjami psów, teraz większość zajmuje się przedświąteczną bieganiną: porządki, zakupy itp, może po świętach jeszcze raz puścić serię ogłoszeń i ktoś się trafi... Ja już spisałam nr-y tel z petsitter a propos płatnej opieki nad pupilami, żeby zorientować się w kosztach, ale jeśli nikt mnie nie wesprze finansowo to chyba nie mam po co dzwonić, a przypominam, że Tobi jest u mnie od 6 stycznia i od tej pory sama ponoszę wszystkie koszty związane z karmieniem, wizytami u weterynarza, zakupem smyczy flexi, żeby mógł się wybiegać, kagańców, szamponów, zabawek itd, ponieważ dostałam go tylko z obróżką, która i tak się rozleciała... A jeśli do tego doliczy się jeszcze straty typu potrzaskane talerze, poniszczone koszyczki, kwiatki, podkładki, postrzępiony dywan, podarta kurtka itp., to Tobi nieźle mnie już kosztował, zwłaszcza jak na nie swojego psa... a niestety mam do dyspozycji tylko jedną wypłatę- znacznie poniżej średniej krajowej, z której sama muszę utrzymać mieszkanie i siebie, dlatego też tak bardzo mnie boli każdy zniszczony przedmiot i jestem w takim stresie obawiając się o swoje meble i inne sprzęty gdy pies zostaje sam w domu...
-
Ja cały czas myślałam, że mam w odwodzie ten hotelik w Żorach - wróciłby do ludzi, których zna, byłby odizolowany od innych psów, może dałoby się zrobić jakąś zrzutkę na lepszą karmę, bo odkąd go mam, cały czas są problemy "biegunkowe", nie wiedziałam, że musi mieć wszystkie szczepienia, że nie wystarczy przeciwko wściekliźnie, zresztą i tak nie byłoby ich kiedy zrobić, bo jak mówiłam cały czas są jakieś problemy- w czasie pobytu u mnie dostał też kolejną serię antybiotyków - miał podwyższoną temp, a przecież szczepi się zupełnie zdrowe psy...
-
Nie macie pojęcia jak żałuję, że się w to wszystko wpakowałam... Nie trzeba było robić Tobikowi nadziei...
-
[SIZE=5]Tobi, nie śpij![/SIZE] [SIZE=5]Szukaj domu!!![/SIZE]
-
Jutro od 8.00 do 15.00
-
Ja dziś do 17.00 siedzę w pracy, chyba że możesz podejść do mnie do szkoły muzycznej na Teatralną do księgowości (pokój nr 5 na parterze)- spróbuję coś jeszcze podrukować- po pracy muszę jak najszybciej wracać do domu -to są właśnie uroki samodzielnej opieki nad psem...
-
Hmm, no nie wiem, tam będzie taki zgiełk i tyle psów "na żywo", że nie wiem czy ktoś się zainteresuje psem "z plakatu". Potrzebne byłoby coś dużego z rzucającym się w oczy zdjęciem - a ja drukowałam niewielkie ogłoszenia z malutkimi zdjęciami po kryjomu w pracy, bo w domu mam tylko czarno-białą drukarkę. Chyba, że masz możliwość zrobienia porządnych plakatów wykorzystując zdjęcia z forum? A spotkać i tak się możemy np. jutro pod spodkiem ok. 17.00?
-
Paola - szkoda, że nie zadzwoniłaś, odezwę się do Ciebie może wieczorem.
-
Hej! Nie panikujcie - pies jest u mnie i ma się, śmiem twierdzić, lepiej niż ja. Musiałam wziąć 2 dni urlopu, bo jak już mówiłam nie dawałam rady, a w domu nie mam internetu. Nogi mi nie odetną, choć nadal wygląda paskudnie, ale przynajmniej byłam u lekarza i dostałam na to jakieś psikadło i mazidło. Wykorzystując wolne i wreszcie piękną pogodę powywieszałam ogłoszenia Tobika na lampach w okolicy domków jednorodzinnych, które mijam chodząc z Tobim do parku i pojechaliśmy również na drugi koniec Katowic (Ptasie Osiedle) do dzielnicy domków jednorodzinnych, która dodatkowo intensywnie się rozbudowuje - tam chciałam wywiesić ogłoszenie w kościele -ale nie było proboszcza, więc zostawiłam jakiemuś wikaremu -nie wiem czy powieszą, ale za to trafiłam na chyba jedyny lokalny ogóno-monopolowo-spożywczy sklepik przed którym był dość dużu ruch i ekspedientki zgodziły się żeby wywiesić ogłoszenie na szybie. To chyba ostatnia szansa Tobiego -więcej nic nie mogę zrobić i jeśli wkrótce Tobi nie znajdzie domu to chyba naprawdę wyląduje w schronie, ponieważ jego tak długa obecność u mnie zmienia już nie tylko moje plany, ale ma wpływ również na moje zobowiązania względem rodziny i tutaj zaczynają się tworzyć zgrzyty.
-
Miałam telefon w sprawie Tobiego od pani z Bytomia. Umówiłyśmy się już na przekaznia pieska w sobotę w konkretnym miejscu o konkretnej porze, miała tylko potwierdzić przed samym spotkaniem i... cisza. Wydzwaniałam do niej na komórkę przez całą sobotę - nie była łaskawa odebrać telefonu ani oddzwonić :angryy: . PS Kolano mi ropieje -muszę iść do lekarza -chyba powinnam trochę posiedzieć z nogą do góry zamiast ganiać z psem na długie spacery. Ja już naprawdę potrzebuję pomocy. Może ktoś mógłby go wziąć choć na 2-3 dni, żebym mogła dojść do siebie i pozałatwiać swoje sprawy?
-
Na pewno zostanie u mnie do niedzieli, co dalej to się okaże. Na domiar złego rozwaliłam sobie kolano i ledwo co się ruszam... Tobi znajdź w końcu dom i pozwól wszystkim odetchnąć z ulgą! Już najwyższy czas na ciebie!
-
Wreszcie mam internet. Nikt do mnie nie dzwonił - nie rozmawiałam z żadną panią z Ełku. Nie wiem co mam zrobić- już nie wyrabiam, a wcale nie jest mi łatwo oddać Tobika do schronu. Z drugiej strony nachodzą mnie myśli, że może w schronisku prędzej by go ktoś wypatrzył, może ten tymczas u mnie to nie był dobry pomysł- pies się już przywiązał i tym trudniej zniesie rozstanie.