limonka80
Members-
Posts
4433 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
22
Everything posted by limonka80
-
Borys odszedł. Kiedyś znowu się spotkamy Skarbie
limonka80 replied to Jaaga's topic in Już w nowym domu
Wielka szkoda... tak liczyłam że się uda biedaka jutro wyciągnąć. Jestem w pracy, ale wciąż zaglądam w nadziei na dobre wieści... Szkoda. Żeby tylko dotrwał. -
Borys odszedł. Kiedyś znowu się spotkamy Skarbie
limonka80 replied to Jaaga's topic in Już w nowym domu
Jeśli transport większego psa jak Bury więcej kosztuje, to dołożę ile trzeba żeby tylko jutro wyjechał. To byłoby okropne gdyby odszedł kilka dni przed nadejściem pomocy. -
Borys odszedł. Kiedyś znowu się spotkamy Skarbie
limonka80 replied to Jaaga's topic in Już w nowym domu
Na prywatne, jakoś wolę tak wpłacać, bo wydaje mi się że pieniądze szybciej pod ręką w razie pilnej potrzeby... -
Borys odszedł. Kiedyś znowu się spotkamy Skarbie
limonka80 replied to Jaaga's topic in Już w nowym domu
Na budę już ma - wpłaciłam przed chwilą :-) -
Tak, zaraz zrobię przelew. Może jak pierwsze pieniądze będą na koncie, to przyciągną kolejne wpłaty :-)
-
Nie wiedziałam że potrzeba aż tyle - mam na myśli kojec. Myślałam że potrzebna buda, transport, karma no i w razie potrzeby leczenie, na to zawsze by się zebrało, kojec to znaczny wydatek. Mogę zasponsorować budę dla biedaka i dokładać na karmę, ale to niewiele da, pozostanie spory brak. Nie wiem... Bardzo mi go żal, ale rozumiem że zabranie psa to odpowiedzialność i trzeba mierzyć siły na zamiary. Ten kojec najgorszy....
-
Uda się. Zasługuje na lepsze życie, wszystkie te psiaki zasługują ale ten już ledwo trzyma się na łapach, to dla niego ostatni moment. Przelicze zaskórniaki i coś jeszcze dołożę :-) Damy radę.
-
To ten sam pies o którym pomyślałam że ten drugi, jaśniejszy chce go ogrzać, dołożę 100 zł dla biedaka.
-
Tak, ta bezsilność jest straszna, ale to że wyjedzie choć jeden pies to duże pocieszenie, kiedy ogląda się potem zdjęcia z DS - bezcenne :-)
-
Jeszcze raz się przyjrzałam i pomyślałam, że może ten psiak szuka bliskości, ale też chce ogrzać tego drugiego który wygląda na starszego i ledwo stoi na łapach...
-
Ależ to rozdzierający serce widok, tak bardzo biedak szuka bliskości....
-
Bardzo dziękujemy, mam nadzieję że tak bedzie. Większośc życia miał podłą, dopiero od pięciu lat jest z nami i nadrabia stracony czas :-) Dziękuję, dobrze wiedzieć że tak uważasz, bo choć podjęliśmy decyzję że nie operujemy, to momentami pojawia się niepokój, wątpliwość że może to zła decyzja, że nie walczymy o niego, pozbawiamy go szansy... W takich momentach dobrze jest wiedzieć że ktoś patrzący obiektywnie uważa tak samo.
-
Szkoda że Gliwice są za daleko - miałabym okazję poznać Kubusia osobiście :-) Dżeki ma się dobrze, jest wesoły - oszalał z radości na widok śniegu, myślę że w ogóle nie czuje się chory, i mam nadzieję że jeszcze długo tak pozostanie. Zrobiliśmy wszystkie możliwe badania i po namyśle, rozważaniu wszystkich za i przeciw, konsultacji z innym weterynarzem i kolejnej rozmowie z naszą wetką postanowiliśmy nie operować Dżekusia. Opinia dwóch nie znających się lekarzy była taka sama -zakres operacji i jej inwazyjność to za dużo dla 15 letniego psa, niech cieszy się czasem jaki mu pozostał bez pooperacyjnego bólu i ograniczeń ruchowych. Od wczoraj dostaje neoplazmoxam, wetka uważa że jest duża szansa, że początkowo bardzo szybkie tempo wzrostu przystopuje i zyskamy czas.
-
Przyjmuje w Gliwicach dr Jacek Cymbryłowicz, jest ortopedą. Osobiście nie korzystałam z jego usług, ale kilka lat temu operował psy moich dwóch znajomych , akurat były to operacje kręgosłupa ale wiem że wszystko poszło bardzo dobrze. Może warto byłoby poznać jego opinię na temat Kubusia. Wykonuje m.in. takie operacje : Operacje na stawie kolanowym: TTA , TTA RAPID, TPLO, CWO, operacje i leczenie OCD, leczenie chirurgiczne zwichnięcia rzepki
-
Może bazarek się jeszcze rozrusza. Ja nie korzystam z FB, więc nie pomogę nawet udostępniać, ale postaram się jeszcze pomóc finansowo, tylko muszę podjąć decyzję co robić z moim chorym psiakiem, ustalić ewentualne koszty operacji i leczenia, wiedzieć na czym stoję. Kubuś jest jednym z pierwszych "moich" dogomaniackich psów - po Rafim którego nie udało się uratować i Dunaju - i bardzo chwycił mnie za serce. Oczywiście bardzo szkoda pieniędzy za pierwszą operację, ale bardziej żal mi Kubusia, że tyle niepotrzebnie się nacierpiał, tak cierpliwie wszystko znosił, a jest biedak w punkcie wyjścia. Tak jak napisałam, na pewno jeszcze pomogę finansowo, i trzeba po prostu zbierać dalej pieniadze dla psiaka, bo na jakąś finansową rekompensatę ze strony weterynarza chyba nie ma co liczyć ( choć powinien się do niej poczuwać).
-
Bardzo dziękujemy, jesteśmy po badaniach. Wyniki pozwalają poddać Dżekiego narkozie, ale pani doktor ma wątpliwości co do samej operacji - niepokoi ją nagły "wysiew" kilku guzków prawie jednocześnie i tempo ich wzrostu. Operacja byłaby bardzo inwazyjna - trzeba wyciąć dużą część mięśnia piersiowego i prawdopodobnie usunąć fragmenty żeber. Dochodzenie piętnastoletniego psa do siebie po takiej operacji będzie długotrwałe, a zachodzi obawa czy tuż po wycięciu nie pojawią się kolejne guzy i nie dobiją osłabionego operacją psa. Na razie Dżeki czuje się dobrze, jest wesoły, ma apetyt, cieszy się życiem i boję się że decydując się na operację odbiorę mu to. Z drugiej strony nie wiemy ile ten dobry stan jeszcze potrwa. Tak źle i tak niedobrze. Wetka ma jeszcze raz przeanalizować wyniki, a my mamy się zastanowić.
-
Niestety, to nie tłuszczaki. Jutro od rana badania i w zależności od wyników decyzja czy Dżeki da radę przetrzymać operację i tniemy, a jeśli tak to które, bo chyba trzech naraz się nie uda. Dwa guzy są twarde i większe, do tego nieruchome, obydwa zakotwiczone - jeden do kości w przestrzeni międzyżebrowej, drugi w mięśniu piersiowym. Trzeci odkryty w niedzielę jest mały i miękki ale fatalnie umiejscowiony, na czole tuż nad okiem.Staram się być dobrej myśli, ale bardzo się martwię, to staruszek, całkiem sprawny i żwawy ale jednak staruszek. Trzymajcie proszę za naszego Dżekusia.
-
Bardzo dziękuję za ciepłe słowa, dużo dla mnie znaczą w takiej chwili. Dżeki to nie jest nasz pierwszy pies, wszystkie były kochane, a gdy chorowały i odchodziły całej rodzinie było ciężko, ale Dżeki zajmuje w moim sercu szczególne miejsce. Sama jestem zaskoczona swoją reakcją na jego ( nie pierwszą) poważną chorobę - jestem raczej typem osoby która działa i walczy a nie roztrząsa i uprawia czarnowidztwo, ale on ostatnio i tak dużo już przeszedł, a guz nigdy nie wróży nic dobrego, poza tym widzę że słabnie i dociera do mnie że jego czas się powoli kończy. Tak jak napisałam to dla mnie wyjątkowy pies i choć zamieszkał z nami jako dziewięciolatek czuję jakby był z z nami od zawsze i nie wyobrażam sobie by mogło go nie być. Ale dość narzekania - czekam na wyniki i jakie by nie były, trzeba przedyskutować strategię i działać. Bardzo się cieszę się z adopcji Korci, no i trzymam za Kubusia :-)
-
W sylwestra przy głaskaniu wyczułam na jego boku mały guzek, kilka dni później drugi na klatce piersiowej. Tempo wzrostu - koszmar, w ciągu 10- ciu dni powiekszyły sie dwukrotnie. Wczoraj miał biopsję, wynik w poniedziałek, w zależności od wyniku reszta diagnostyki. Chemia nie wchodzi w grę, operacja ryzykowna, to stary psiak - z niewydolnością serca i padaczką, do tego bardzo źle znosi narkozę, nawet wziewną. Jest dobrze zdiagnozowany i ma dobrze dobrane leki, co sprawia że mimo tych chorób jest wesołym, zadowolonym z życia psiakiem , ale to teraz to coś zupełnie innego.....czekam na wyniki i dalsze decyzję wetki i nie pamiętam kiedy tak się bałam.