Jump to content
Dogomania

kakadu

Members
  • Posts

    10156
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by kakadu

  1. dziekuje [B][COLOR=Blue]albiemu[/COLOR][/B] za pomoc w dostepie do dogo; cos mi sie zepsulo i od rana nie mialam dostepu do sieci; jak wiecie zrobilam badania krwi i lekarz na gagarina powiedzial, ze nie ma powodow do odwolywania operacji; cos mnie jednak tknelo i wyslalam dzis na wszelki wypadek te wyniki do dra janickiego i on zadecydowal po ich obejrzeniu, ze przekladamy operacje; nastepny termin mamy na 17. marca, moze uda sie do tego czasu doprowadzic frodka do porzadku; internistka z ksiazecej powiedziala, ze wyniki moga swiadczyc o jakiejs powaznej chorobie, ktora frodzio przeszedl; ale tego sie juz nie dowiemy; tylko napisze, ze wizyta plus leki wyniosly 109 zlotych, zaraz wstawie zdjecie wydruku z terminala w watku rozliczeniowym; moze to i dobrze, ze tak wyszlo... lepiej odwolac niz potem zalowac, ze sie zaryzykowalo; chociaz ja juz sie nastawilam, ze to bedzie dzis; pichce wlasnie ryzyk z kurczaczkiem i marchewka bo frodzio musi byc na diecie; kupilismy tez dla niego 2 kilogramy specjalistyczej karmy 'hepatic'; moze mu pomoze w polaczeniu z lekami; byc moze juz zawsze bedzie na diecie watrobowej? bidulek, taki maly, a taki biedny; nie wiem czy to pisac bo to troche off topic, ale bylam dzis u lekarza ze sznaucerem bo wymacalam mu jakies guzy na udach; podejrzewaja przepukline miesniowa, ale musze jeszcze isc do chirurga w srode, zeby przekonac sie co to dokladnie jest; po ostatnich doswiadczeniach mam stracha prawde mowiac; podobno nieszczescia chodza parami... tfu tfu odpukac
  2. [quote name='Ulka18']Kakadu, na pewno to wystarczy. Czy Frodziak bedzie mial dwie lapinki operowane czy jedna? Czy potrzebujesz pomocy finansowej na Frodka? ja bym sie tez chciala dolozyc, wiec poprosze o nr Twojego konta na pw, wstyd, ze wczesniej o tym nie pomyslalam :oops:[/quote] 3. marca bedzie jedna lapinka robiona, a druga to dopiero za 2-3 miesiace, jak juz sie ta pierwsza zrehabilituje i bedzie na tyle sprawna zeby na niej chodzic; ale i tak sie boje bo jak on bedzie chodzil... teraz kica na dwoch przykurczonych, a jak mu zoperuja jedna to ona bedzie bolesna i sztywna, bo sciegna sa za krotkie i nie da rady jej zgiac, jak sie te sciegna przeciagnie przez kolano tak jak powinny przechodzic, a druga nie siegnie do ziemi bo ta sztywna bedzie przeszkadzac; kurcze... nie wiem co to bedzie... jesli chcesz pomoc (choc juz barzo duzo zrobilas dla frodzia) to zapraszam na moje bazarki; sa kalendarze, ksiazki, a potem beda jeszcze ubranka; dziekuje bardzo za wasza troske;
  3. dzwonilam, wysla mi wyniki mailem (oby pani dobrze zapisala adres bo cos zle bylo slychac...) rozmawialam z lekarzem i okazalo sie, ze troche watrobowe costam sa w gornej strefie normy, ale nie ma przeciwwskazan do narkozy; jesli nie przesla tego mailem to arek jutro pojedzie;
  4. [quote name='Ulka18']Kakadu, zapytaj przy odbiorze wynikow, czy nie moga wystawic pokwitowania, paragonu, itp. Najwyzej wstawisz zdjecie wynikow jako dowod, ze Frodzio mial robione takie to, a takie badania. Ceny badan sa mniej wiecej zblizone i kazdy moze je sprawdzic. Trzymam kciuki za wyniki :kciuki:[/quote] mam wydruk z terminala bo placilam karta w recepcji; na tym wydruku jest kwota i nazwa lecznicy, moze to wystarczy? jesli nie, to pozniej zadzwonie i zapytam czy cos moze da sie wystawic i zapytam jak wyszly wyniki; arek juz jutro po pracy tam pojedzie i odbierze, bo dzis nie da rady;
  5. bylismy dzis w multiwecie na gagarina zrobic badania krwi przed operacja; zaplacilismy 81 zotych (:-o), ale nie mam na to rachunku... nie wiem jak to udowodnic, a chyba zaczerpne juz z zebranych srodkow jesli pozwolicie; moge zapytac jeszcze przy okazji odbierania wynikow czy moga mi dac jakies zaswiadczenie o kosztach; frodek byl jak zwykle dzielny tylko zapiskal okropnie przy wbijaniu igly, ale pani doktor byla tak fajna, ze szybko dal sie przeprosci i sie nie pogniewal; wyniki beda dzis po poludniu; mam nadzieje, ze dobre;
  6. [quote name='terra']Co u Ciebie słychać Kakadu? Jakie wieściu o Frodku?[/quote] ciagle oplakuje rysia; wiem, ze to juz nudne dla innych, ale ja sie nie moge pogodzic z jego smiercia; bardzo za nim tesknie; sa momenty, ze o nim nie mysle, ale jak tylko zostaje sama to wszystko wraca; z drugiej strony ja nie chce zapomniec; chce ciagle o nim myslec, bo boje sie, ze zniknie jak przestane; a nie chce zeby zniknal; kocham tego kota; frodek ma operacje 3. marca; jedziemy do lecznicy na 18:10 i potem juz nie bedziemy mieli na nic wplywu; bedzie jak los zechce; jutro jade z nim na na badania krwi, zeby sprawdzic czy wszystko w porzadku; jesli bedzie trzeba zrobimy przeswietlenie pluc i ekg; zrbimy wszystko bo przed operacja rysia nie zrobilismy nic; i moze dlatego rysia juz z nami nie ma;
  7. kicia wielki szacunek za to co robisz... nie kazdy by podolal; wielki, wielki szacunek; mam nadzieje, ze mala dozyje swoich dni we wzglednym komforcie; na ile to mozliwe oczywiscie; oczekiwanie na moment, kiedy sterydy przestana juz dzialac cuda wymaga chyba niesamowitego przeprogramowania swiadomosci; nie wyobrazam sobie tego; obym nigdy nie musiala sie tak przeprogramowac; albo inaczej: obym potrafila, jesli zajdzie taka potrzeba; pozdrawiam najcieplej jak potrafie
  8. kakadu

    Eukanuba

    [quote name='flowerteen']To jest po prostu okropne! Jak można testować na chorych psach? Nie rozumiem. Szkoda mi tych wszystkich piesków, na pewno się bardzo nacierpiały. :( Przykra sprawa ...[/quote] wydaje mi sie, ze autorce postu chodzilo raczej, aby karmy wspomagajace leczenie jakiejs przypadlosci byly testowanena psach chorych na dana chorobe; czyli, zeby sprawdzac czy im to w jakis sposob pomaga; nie o to, zeby wykorzystywac chore psy do badania czegokolwiek bo juz ich nie szkoda, bo i tak sa chore;
  9. [quote name='Murka'] Chciałaś dla niego jak najlepiej i on o tym wie.[/quote] mam nadzieje murko, bo martwi mnie mysl, ze czul sie taki osamotniony w chwili smierci; dzis myslam sobie, ze wlascie wiekszosc tych 6. lat organizowana byla pod nasze zwierzeta, czyli pod rysia; wakacje musialy byc w takim miejscu, zeby bylo bezpiecznie dla kota, zeby mogl wyjsc i wrocic do domku w kazdym momencie; jak usnal na pralce nie bylo mowy o praniu; jak polozyl sie arkowi na nogach w nocy, to arek do rana spal w tej samej pozycji, zeby rysia nie obudzic; jesli przyszedl na kolana to sie siedzialo dopoki nie zszedl sam; na palcach jenej reki moge policzyc razy, kiedy delikatnie i przepraszajac zsuwalam go na kanapke; rysio nie byl przytulastym kotem; dozowal swoj koci czar, zeby nas za bardzo nie rozpiescic; dlatego kazde jego przyjscie do nas bylo wielkim swietem, ktore smakowalo sie i celebrowalo w nieskonczonosc; jakby plochliwy ptak przysiadl na ramieniu; czlowiek bal sie poruszyc, zeby go nie wystraszyc; ostatnio codziennie mowilam mu, ze bardzo go kocham; teraz nasz rajski ptak odlecial na zawsze; sploszylo go ludzkie niedbalstwo; trzeba sie chyba zaczac cieszyc, ze los dal go nam na wylacznosc na cale 6 lat; moglismy 6 lat temu pojechac inna droga i nigdy sie na niego nie natknac, albo nie zauwazyc na poboczu w slotny, zimny, pazdziernikowy dzien...
  10. [quote name='maggiejan']Marto, jesteś wspaniałą osobą o wiekim sercu i przy tym tak skromną... Znajomość z Tobą wraca wiarę w ludzi, którą w codziennej szarzyźnie tak łatwo jest stracić... Mimo bólu, jaki przeżywasz po stracie Rysia, znalazłaś w sobie siłę, aby zadbać o Okruszka, dając mu najlepsze co mógł otrzymać...Marto :Rose::Rose::Rose:[/quote] maggiejan, chyba od dawna chcialam frodka zatrzymac; w kontekscie smierci rysia ta decyzja jest jednak rowniez aktem egoizmu, bo wiem, ze wykonczyloby mnie kolejne rozstanie... wiec nie ma co mnie przeceniac, i nie pisze tego z falszywej skromnosci... tak jak pisze isabel - frodzio i tak pewnie by zostal; tak czy owak, co by nie przesądzilo, mam nadzieje, ze frodek na tym skorzysta; i tylko rysia szkoda; to byla dobra kocia dziewczyna; [IMG]http://img157.imageshack.us/img157/5420/rysions6.jpg[/IMG]
  11. nie chce myslec, ze rysio zrobil dla frodka miejsce, bo wtedy przychodzi mysl, ze wolalabym znalezc frodziowi dobry domek, a zostac z moim ryniem; zreszta, frodek pewnie i tak by u nas zostal tyle, ze trudniej by sie bylo arkowi na to zgodzic; sama widzisz moniu, ze to nie to :shake: trzeba szukac dalej...
  12. [quote name='terra']Tam, po drugiej stronie jest Kraina Wiecznej Radości i Szczęścia. Nie ma bólu, strachu, przemocy. Twój Rysio jest właśnie tam. Piękny, spokojny i szczęśliwy.[/quote] nie moge sie opedzic od wizji rysia lezacego w zimnej ziemi; boje sie, ze nie otulilam go wystarczajaco dokladnie; ze, jak zyl jeszcze, nie wymizialam jak trzeba; na dwa tygodnie przez smiercia rysio zadrapal mnie w wierzch dloni; chcialam go poglaskac na dobranoc i sie zdenerwowal; taki juz byl - humorzasty kochany rytek; smialam sie wtedy w pracy i pokazywalam kolezankom, jak moj rysio mowi dobranoc; ciagle mam slad na rece; nie wiedzialam, ze moim marzeniem bedzie, zeby pozostal na zawsze; jak najcenniejsza pamiatka; jakie zasrane to wszystko; nie moge sie dopatrzyc zadnego sensu w smierci mojego kota;
  13. przepraszam, ze wczesniej nie pisalam, ale juz znalazlam domek dla frodka; wlasnie stracilam mojego najukochanszego kota, nie wyobrazam sobie, zeby teraz zostac tylko z jednym psem; pustka i tak juz jest nie do zniesienia; zajmijcie sie juz zatem drogie ciotki jakims innym pieskiem bo frodzio znalazl swoje miejsce; zrobimy wszystko, zeby byl u nas szczesliwy;
  14. [quote name='Monia70']Rysiu, skarbie maleńki.bądź szczęśliwy w cudownej krainie za TM [IMG]http://www.gifolandia.net/miniatury/183514c1f33de7d5e84cb1d7625ef4e7f08f45.jpg[/IMG][/quote] wiesz czego sie najbardziej boje moniu? ze jesli tam rzeczywiscie cos jest po drugoej stronie to rysio wszystkiego sie boi; to byl taki maly strachulek; jak po dachu bloku obok chodzili robotnicy i cos naprawiali to rysio chowal sie w najciemniejszy kat mieszkania; bal sie prawie wszystkiego; teraz ja sie boje, ze jest tam bardzo samotny i wystraszony; a ja nie moge mu pomoc; dzis otworzylam szafe bo wydawalo mi sie, ze rysio drapie w drzwi; zawsze drapal jak chcial wejsc do srodka; zostawilam mu kasztanka wychodzac z psami na spacer - zawsze mu zostawialam, bo lubil bawic sie kasztankami; jak wrocilam sprawdzilam - kasztanek lezal w tym samym miejscu; nie moglam w to uwierzyc;
  15. no i to jeszcze nie jest tak, ze wszyscy lekarze w danej lecznicy sa zli; doktor piotrowska z elwetu zrobila na mnie jak najlepsze wrazenie; gdyby rysio umarl na jej zmianie to po tym jak z nia rozmawialam, bylabym rozgoryczona i zrozpaczona, ale i jednoczesnie spokojna, ze niczego nie zaniedbala; tu nie mam tej pewnosci; z drugiej strony nie wszyscy sa zli, ale bywa tak, ze jednak lecznica ma zla opinie 'na miescie'; inne za to maja naprawde dobra; wezmy taka lecznice na modzelewskiego: nigdy nie uslyszalam o niej zlego slowa, wszyscy lekarze z ktorymi sie tam spotkalam po prostu byli niesamowici; nie wiem wg jakiego klucza dobieral ich wlasciciel, ale byl to bez watpienia klucz najlepszy; czuje sie, ze sapo prostu dobrymi ludzmi; ja ostatnio jak poszlam tam z rysiem to uparlam sie, zeby pojsc do dr kucharskiej bo mi polecila ja moja sasiadka; zachowalam sie idiotycznie, nie chcac wejsc do lekarki, ktora przyjmowala przed nia i nie miala pacjentow, tylko postanowilam czekac na dr kucharska; ta lekarka, do ktorej nie chcialam wejsc nie byla zla, choc miala prawo, bo chciala mnie przyjac, a ja odmowilam; mogla sie poczuc dotknieta, ale nie pokazala tego po sobie; w koncu zrobilo mi sie glupio i jednak poszlam do niej - byla naprawde bardzo mila; zatem czesto lekarze zyskuja dobra opinie bedac 'ludzkimi' w stosunku do opiekunow zwierzat; trzeba byc juz nie lada autorytetem weterynaryjnym, zeby pozwolic sobie na arogancje w przeswiadczeniu, ze ludzie i tak beda walic drzwiami i oknami do wybitnego specjalisty; sama nie wiem; bardzo brakuje mi rysia; frodzio tez mi nie pomaga szukajac rysia po kazdym powrocie ze spaceru; biega i rozglada sie po calym mieszkaniu, my z arkiem odwracamy glowy, zeby tego nie widziec, ale serce nam peka z zalu;
  16. [quote name='Kanzaj']Kakadu - bardzo Ci współczuję z powodu Rysia...:-( Powinniśmy chyba na dogo stworzyć wątek pt. Lecznice, których należy unikać![/quote] jestem jak najbardziej za; moze nie ocenimy fachowo jak potraktowano nasze zwierzaki pod wzgledem medycznym, ale na pewno bedziemy mogli powiedziec, gdzie bylo nam milo pojsc, a gdzie z cala pewnoscia nie;
  17. Szanowny Panie Doktorze W nocy z niedzieli na poniedziałek czyli 11. lutego b.r. umarł w szpitalu Elwetu mój kot Rysiek. Wiem, że to się czasem zdarza, koty umierają bez względu na to jak wielka miłością je darzymy. Chciałabym jednak opisać Panu wrażenia po mojej ostatniej (nomen omen) wizycie w Elwecie. Nie była przyjemna to oczywiste, mogła jednak wyglądać inaczej. Zjawiliśmy się z mężem niedługo po telefonie o śmierci naszego Rysia, była godz. mniej więcej 8:30 rano w niedzielę. Chcieliśmy rozmawiać z doktor Lepką, która była na dyżurze nocnym, żeby zapytać co się właściwie stało. Poprzedniego wieczoru dr Piotrowska nie dając nam stuprocentowej pewności na to, że rysio przeżyje była jednak dobrej myśli. Kot miał już odpowiednia temperaturę, spokojnie oddychał, był na tyle stabilny, ze pani doktor mogła mu podać kroplówkę i środki p. bólowe. Nie było to możliwe przez całą poprzednią noc i cały dzień, a kot był po operacji usunięcia gałki ocznej z powodu podejrzenia nowotworu. Po nocy i całym dniu (sobota) przebywania w domu gorzej się poczuł i na polecenie lekarza prowadzącego dr Łobaczewskiej udałam się do najbliższej kliniki w celu uzyskania wstępnej pomocy – kroplówka, ew. środki p. bólowe, niestety lekarz ocenił, że kota należy hospitalizować i zatrzymał go w przychodni. O śmierci kota przyszedł z nami porozmawiać dr Starski, nie potrafił jednak odpowiedzieć na nasze pytanie co właściwie się działo w nocy z naszym kotem w związku z tym poprosiliśmy o rozmowę z dr Lepką. Czekaliśmy jakiś czas. Kiedy przyszła była już niezadowolona, że chcemy rozmawiać z nią skoro mamy do dyspozycji innego lekarza. Nie ukrywam, że byliśmy w wielkim szoku, ledwie byliśmy w stanie artykułować myśli przez ściśnięte gardło. Pani doktor zapytała czego właściwie od niej chcemy. Pytaliśmy co się stało, bo Rysio przecież był już wieczorem w dobrym stanie i czy patrząc nam w oczy potrafi w zgodzie z własnym sumieniem powiedzieć, że zrobiła wszystko co było możliwe, żeby Rysia uratować. Atmosfera rozmowy była nieprzyjemna, drzwi do poczekalni były otwarte, pani doktor zaczęła nas atakować. Skończyło się to dość szybko, bo nie było sensu dalej tego ciągnąć. Panie Doktorze, mam głębokie przekonanie, wynikające z intuicji, analizy zachowania doktor Lepki i ze stanu w jakim zostawiliśmy Rysia poprzedniego dnia, że opieka w nocy nad moim kotem nie była wystarczająca. Że doktor Lepka dopuściła się rażącego zaniedbania. Gdybym mogła to udowodnić (a nikt nie jest w stanie tego zrobić, jak naprawdę było, wie jedynie pani doktor) bezwzględnie złożyłabym skargę do Naczelnej Izby Weterynaryjnej. Nie jest to jednak możliwe. O ile jednak nie byłam świadkiem jakości opieki nad moim kotem o tyle mogę z całą stanowczością oświadczyć iż zachowanie pani doktor było skrajnie aroganckie, a na to mogę się poskarżyć jej przełożonemu i pracodawcy, czyli Panu Doktorowi. Doktor Lepka nie wykazała cienia współczucia (a nie oczekuję, żeby ktoś płakał po moim kocie), taktu ani profesjonalizmu. Ale to byłoby jeszcze do zniesienia, z takim prostackim zachowaniem można sie z biegiem czasu oswoić. Czarę goryczy przelały jednak jej bezczelne insynuacje jakobyśmy nie interesowali się dostatecznie losem naszego kota. Czy zatem wiedzieliśmy, ze nasz kot był dwa razy reanimowany?! Ano wiedzieliśmy, bo pani doktor Łobaczewska, która wykonywała operację usunięcia gałki ocznej w lecznicy na Bemowie była z nami w więcej niż stałym kontakcie i informowała nas na bieżąco o stanie kota w tym o konieczności dwukrotnej reanimacji. Czy zdajemy sobie sprawę, jakie były wyniki badania krwi i obraz rtg?! Ano zdajemy, bo z każdymi danymi uzyskanymi z Elwetu dzwoniliśmy do dr Łobaczewskiej , która krok po kroku analizowała nam wszystko, tłumaczyła co oznaczają takie, a nie inne wyniki, z czego wynikają i co powinno nas niepokoić, a co, choć przekracza pewne normy, jest jednak do przyjęcia zważywszy co przeszedł zwierzak. Czy zdajemy sobie sprawę, że Elwet był w stałym (sic!) kontakcie z lekarzem, który wykonywał operacje?! Ano zdajemy sobie gdyż kontakt ten był nawiązany przez dr Łobaczewską z Elwetem na nasza prośbę. Czy wreszcie w ogóle zjawiliśmy się choć raz w klinice bo ona pierwszy raz nas widzi na oczy!! Ano zjawialiśmy się kilkakrotnie, pierwszy raz z samego rana w niedzielę, żeby zabrać kota i zawieźć go na Bemowo – był wtedy w klinice dr Grudziński, który stwierdził iż ryzyko jest zbyt duże. Potem może kolo 11:00 dzwoniłam zapytać jak kot się czuje i czy można go zabrać – pani w recepcji zorientowała się kto dzwoni i oświadczyła, że ‘przecież już ktoś dziś w sprawie tego kota był’ , powiedziałam, że mimo to chce wiedzieć, czy mogę kota zabrać. Usłyszałam westchnienie i po chwili: ‘nie, nie może pani’ – poczułam się jak natręt. Drugi raz kolo 13:30 przyszłam, aby zobaczyć kota – w lecznicy zastałam dra Grudzińskiego i dr Piotrowską, a będąc przygotowana na to, że moja wizyta może zakłócić działanie szpitala, wzięłam aparat cyfrowy, żeby ktoś nakręcił chociaż 30 sek. filmu z moim kotem. Dr Piotrowska zlitowała się nade mną (za co jestem jej bardzo wdzięczna) i pokazała mi Rysia z daleka w klatce, to był ostatni raz kiedy widziałam go żywego. Potem trzeci raz ok. godz. 20:00 przyszliśmy z mężem i dr Piotrowska powiedziała, że może sytuacja daleka jest od idealnej , ale stan kota się ustabilizował na tyle, że można mu było podać płyny i środek p. bólowy, przebywał wtedy w klatce tlenowej. Wiem, że podano mu 75 ml płynu podskórnie, bo wydawało mi się to dużą ilością i zadzwoniłam do dr Łobaczewskiej, która uspokoiła mnie, ze jest to w zasadzie minimum w porównaniu z tym czego kot potrzebuje. Czy w obliczu tego, zarzuciłby nam Pan, że nie mieliśmy pojęcia o stanie naszego kota? Że nie interesowaliśmy się nim? Proszę mi wierzyć , że taki arogancki zarzut był dla nas dewastujący. Panie Doktorze, straciliśmy Rysia. Przyznaję, że nic nie złagodziłoby tego faktu, ale uprzejme potraktowanie chociaż by go nie pogorszyło. Ryśkiem zajmowali się kolejno dr Grzegorz Kurski, dr Starski, dr Biernacki, dr Grudziński i dr Piotrowska. Wszyscy zachowywali się absolutnie bez zarzutu. Kiedy odbieraliśmy martwego Rysia byliśmy w szoku. Mogliśmy zachowywać się irracjonalnie, krzyczeć, histeryzować, zarzucać i oskarżać na oślep. Profesjonalni lekarze weterynarii powinni być na to przygotowani. My jednak nie robiliśmy nic nadzwyczajnego oprócz dopytywania się o los naszego kota (może momentami trochę zbyt natarczywie). Nie trzeba było z nami walczyć, ani nawet nas uspokajać. Dr Grzegorz Kurski i dr Starski znaleźli chwile, aby zamknąć drzwi i powiedzieć w przekonujący sposób, ze jest im przykro. Gdyby dr Lepka przyszła do nas i powiedziała: ‘proszę państwa, zrobiłam naprawdę wszystko, żeby uratować Rysia, nic więcej nie dało się zrobić, jest mi niewymownie przykro’ to przysięgam, ze wzięlibyśmy zwłoki naszego kota i wyszlibyśmy z lecznicy. Takie zachowanie było jednak dla niej zbyt dużym wysiłkiem. Powiedziała jedynie, że ‘nienawidzi jak jej zwierzaki umierają na zmianie’, co sie w sumie dość dobrze składa, bo jest lekarzem i powinna je od śmierci ratować. Scena jaką nam zrobiła jest dla mnie ewidentnym dowodem na poczucie winy, które ja gnębiło. I ona i ja wiemy, że nie dopilnowała Rysia. Jestem prawie pewna, że zasłonięty szmatą, żeby nic go nie niepokoiło, leżał samotnie i bez kontroli przez całą noc, aż przyszedł kryzys, którego nikt nie zauważył. Prawie wszyscy lekarze, starali się nam pomóc w każdej mierze w tym w możliwości zrozumienia co się aktualnie dzieje z naszym kotem, wszyscy oprócz aroganckiej i nieprofesjonalnej dr Lepki. Przez nią i tylko przez nią, do końca swojego życia będę żałować, że poszłam z moim kotem do Elwetu, zamiast jechać na Bemowo. Przez nią straciłam do lecznicy zaufanie i całą sympatie, czym prawdopodobnie nie omieszkam podzielić się z każdym kto tylko będzie chciał mnie wysłuchać. Czy takie wrażenie chce Pan zostawiać na opiekunach swoich pacjentów? Wiem, że ten list niczego nie zmieni. Może nawet nie porozmawia Pan ze swoja nieprofesjonalną podwładną. Prawdopodobnie będzie krążył po przychodni jak dobry żart, przekazywany z ręki do ręki z przymrużeniem oka, ale będzie Pan przynajmniej wiedział co stało się w ostatni weekend i, że nie należał on do sielskich. Moje życie nieodwracalnie się zmieniło, nie ma w nim mojego kota. To miał być rutynowy zabieg usunięcia niedorozwiniętej gałki ocznej, którą zaatakował nowotwór. Nawiasem mówiąc kto wie, czy gdyby w Elwecie rozpoznano na czas te przypadłość (dwie wizyty), zamiast leczyć Rysia na zapalenie spojówek, zabieg nie odbyłby się na Niepodległości. Musiałam jednak, zaniepokojona, szukać pomocy gdzie indziej. Przerzutów w obrębie oczodołu, ani w klatce piersiowej, których tak się bałam nie stwierdzono. Rysio chciał żyć, czego dowodem jest to, że dał się zawrócić do naszego świata dwukrotnie po zatrzymaniu akcji krążeniowo - oddechowej, co u kotów zdarza się podobno dość rzadko. Nowotwór nie zabił mojego kota, zabiło go zaniedbanie jakiego dopuściła się dr Lepka. Z tym już walczyć nie dał rady. Mały, biedny, chory kot, nie może walczyć z całym światem. A teraz całkiem na koniec załóżmy, ze dr Lepka zrobiła naprawdę wszystko co mogła, aby uratować Rysia. Że jej determinacja była godna podziwu i jak lwica walczyła o to, żeby przeżył. Jej zachowanie następnego dnia rano obróciło wniwecz te wysiłki bo zrobiła na nas makabrycznie złe wrażenie. Przez nią z takim, a nie innym nastawieniem będziemy się już zawsze odnosi do Elwetu. Przez to już zawsze będziemy żałować, że oddaliśmy tam naszego kota. Polecam to łaskawej refleksji Pana Doktora bo w weterynarii chodzi o to, żeby ratować i leczyć zwierzęta, ale też by mieć odpowiedni stosunek do kochających je opiekunów, którzy szaleją z troski o ich stan i są skłonni pod wpływem złych emocji i doświadczeń wyciągać bardzo subiektywne i być może niesprawiedliwe wnioski na temat lecznic pod których opiekę je powierzyli. W tym świetle nie oczekuje od Pana Doktora żadnej odpowiedzi, tym bardziej zawierającej zestaw danych i analiz stanu mojego kota, mających na celu przekonanie mnie, ze nie dało się nic zrobić i, że jego los był przesądzony. Subiektywnie, mając w pamięci skandaliczne zachowanie Pańskiej podwładnej dr Lepki , oceniam troskę o mojego kota jako niewystarczającą.
  18. dziekuje wam za wsparcie, zaraz wkleje tresc listu jaki napisalam do wlasciciela (jest roche dlugi...); sek w tym, ze i on nie cieszy sie dobra opinia, ale zaniose mu to osobiscie, zeby miec pewnosc, ze przeczyta;
  19. [quote name='terra'][quote name='kakadu']rysio nie zyje; nic tego nie zmieni; umarl przez zaniedbanie; prawdopodobnie nikt do niego ostatniej nocy nie zajrzal, a quote] Kakadu, bardzo Ci współczuję, masz rozdarte serce i rozumiem to. Jak piszesz, nie wiesz na pewno, czy nikt nie pomógł Rysiowi, to są przypuszczenia. Tym sposobem można wytłumaczyć wszystko, tylko czy o to chodzi? Jesteś teraz mądrzejsza o to bolesne doświadczenie. Ty żyjesz i inne zwierzaki Cię potrzebują. Nie zostawiaj ich bez swojej miłości i troski.[/quote] nie zostawilam bez milosci i troski swoich pozostalych przy zyciu zwierzakow; ratuja mi zycie odwracajac moja uwage od rozpaczliwej straty; chodzi o to, zeby napietnowac zle zachowanie lekarza i to nie w stosunku do mojego kota, bo na to nie ma swiadkow, ale to ktorego bylam swiadkiem odbierajac martwego rysia; i zrobie to; juz napisalam skarge do wlasciciela przychodni; ta klinika ma zla opinie; niedawno ktos rozklejal ostrzezenie przed nia po mokotowie, jego kot tez tam umarl; niedawno w moim watku jedna forumowiczka na weterynarii napisala, ze tam morduja zwierzeta; a znam ja z forum od lat, jej opinie sa zawsze madre i wywazone; nie napisalaby tego bez powodu; moze czas zeby to dotarlo do wlasciciela; ja w kazdym razie nie odpuszcze sobie tego listu;
  20. rysio nie zyje; nic tego nie zmieni; umarl przez zaniedbanie; prawdopodobnie nikt do niego ostatniej nocy nie zajrzal, a rysio byl po dwoch reanimacjach; rozmawialam z lekarka ktora robila mu operacje - jest w 100% przekonana, ze to byl czerniak, wiec operacja byla konieczna, przepraszam, ze w to zwatpilam; uratowala ryskowi dwa razy zycie; a ja to zmarnowalam, bo kiedy rysio gorzej sie poczul poszlam z nim do elwetu, zamiast grzac na powstancow slaskich; nigdy sobie nie wybacze tej decyzji; cala lecznica nie jest winna; winie jedynie jedna lekarke, ktora miala nocny dyzur; poprzednia, ktora oddawala jej szpital doprowadzila rysia do w miare stabilnego stanu; ale nalezalo rysia pilnowac; bardzo pilnowac; a ta arogancka baba, pewnie nie zajrzala do niego ani razu; widzialam poczucie winy w jej twarzy; byla rano na tyle glupia, ze probowala to zamaskowac gniewem na nas, ze smiemy domagac sie spotkania z nia, podczas gdy do dyspozycji mielismy innego lekarza;
  21. [quote name='maggiejan']Marto, nie obwiniaj siebie...to był nieszczęśliwy wypadek...straszny, bolesny, ale nie ma w tym niczyjej winy, chyba że bezdusznego losu... Człowiekowi wrażliwemu trudno jest nie brać na siebie odpowiedzialności, nawet jeśli nie zawinił...to niestety jest ciężar, który musimy brać na siebie jeśli chcemy być ludźmi wrażliwymi, a nie takimi, którym wszystko jedno, którzy obok cudzego nieszczęścia przechodzą obojętnie bez wyrzutów sumienia...jestem przekonana, Martusiu, że dla Rysia i dla Okruszka zrobiłaś wszystko, co mogłaś zrobić...[/quote] a wiesz co mnie teraz czeka? 3. marca frodek ma operacje; chce mu pomoc; chce zeby w miare normalnie chodzil; a jak jego tez zabije? co wtedy bedzie? czy to tez terzba sobie bedzie wybaczyc? ryskowi chcialam pomoc i tylko go zadreczylam na smierc; zaraz sie okaze, ze to nie byl nowotwor tylko zwykla narosl na oku, z ktora moglby zyc jeszcze 10 lat; zwykla bledna diagnoza lekarki; dlaczego nie poszlam na konsultacje do garncarza? taka ze mnie idiotka, ze mi to nawet nie przyszlo do glowy; jeden wet powiedzial rak - usuwac, a ja zaraz buch ryska w kontener i na operacje, a potem niedlugo do piachu; nie, maggiejan, dziekuje za slowa otuchy, ale to wylacznie moja wina; czuje, ze cos zaniedbalam; mam takie przczucie i to nie dlatego, ze lubie z siebie robic ofiare i sie skarzyc na forum jaka to ja jestem biedna; zaniedbalam i kropka; moglam wiecej; rysiek przyplacil to zyciem i powoli moj bezdenny zal zamienia sie w gniew; psycholog by pewnie powiedzial,ze to normalne reakcje ktore po sobie nastepuja; ale ja teraz tym zyje i nie obchodza mnie teorie; musze sie dowiedziec wiecej, nawet jesliby to oznaczalo wiekszy bol;
  22. tak, wiem ze rysio jest caly czas z nami, ale to jest tym bolesniejsze; jeszcze jedno mnie bardzo gnebi choc nie powinnam o tym pisac, szczegolnie tu; ale nie moge sobie darowac, ze ostatnie miesiace zycia rynia to byla jedna wielka ucieczka przed frodkiem; zero spokoju, ciagle nerwy; koty zle znosza stres, a ja mu go zafundowalam w nadmiarze;
  23. gdyby nie psy, przestalabym chyba robic cokolwiek; wszysko mnie przerasta; nawet zasypianie, jedzenie, mycie; chcialabym zeby rysio przyszedl i jakos dal mi znac, ze sie nie gniewa za to na co go skazalam;
  24. boje sie zasnac; mialam dzis paskudne sny; snil mi sie ogromny doberman ktory chcial mnie ugryzc; caly ten sen byl jakis zly; a potem telefon, ze rysio nie zyje; nie moge usnac choc jestem naprawde zmeczona; rysiek tak nam ufal, a my go wyslalismy na smierc;
  25. nie wiem skad, wydaje mi sie ze zewszad; jakby wszystkoco mozliwe sprzysieglo sie przeciwko temu biednemu kotu; a ja nie moglam nawet wziac go na rece, bo mi mowili ze wtedy sie zdenerwuje, a to go moze zabic; obejrzalam wiec rysia z daleka jak lezal w klatce w szpitalu, a potem juz tylko martwego; boze co ja mam napisac; jestem po prostu na dnie
×
×
  • Create New...