Sowa
Members-
Posts
5052 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Everything posted by Sowa
-
Szkoliłam na gesty głuchą dalmatynkę - ale właścicieli stać było na specjalną obrożę wibracyjną dla głuchych psów, sprowadzoną wtedy ze Stanów, wibracja obroży była sygnałem - popatrz na właściciela. Wszystkie inne polecenia, także przywołanie, siad, waruj, noga, zostań, aport, szukaj - opanowała na gest. Ale żałowałam potem, że ją szkoliłam; właściciele zachwyceni inteligencją suki rozmnożyli ją radośnie... Każde z jej szczeniąt, także i słyszące, oczywiście było nosicielem genu głuchoty.
-
U Malutka po jednym małym kroczku naprzód jest dłuższa cofka zawsze... Czekam na powtórkę przyniesienia zabawki. Za to wczoraj po raz pierwszy Malutek zareagował na gest przywołania, chociaż nie miałam w ręce parówki. Oczywiście to było w domu - na spacerach nie odważyłabym się puścić luzem niemal całkiem głuchego psa, gwizdek jest tylko częściowo uwarunkowany - Malutek słyszy bardzo ostre dźwięki, ale to jeszcze nie jest pewne przywołanie.
-
Nowy pies w sąsiedztwie i nagła agresja
Sowa replied to MalaOna's topic in Owczarek niemiecki długowłosy
To znaczy jakie? I co ma do roboty na co dzień, jak wiele ruchu i zajęcia - jakiego? Po pierwsze - oduczyć siedzenia w oknie, po drugie - moim zdaniem pies po prostu dorósł i zaczyna robić tylko to, na co sam ma ochotę, a nie to, czego oczekuje właściciel. Podstawowe komendy to chyba także chodzenie przy nodze niezależnie od sytuacji i zachowanie spokoju w domu. Są jakieś dobre ośrodki szkoleniowe w Twojej okolicy? dobre, to znaczy takie, aby trener mógł wskazać doskonale wyszkolonego przez siebie psa - i to niejednego. . -
Miła wiadomość dla sympatyków Malutka - przez rok zdarzało się, że podekscytowany czymś Malutek "zagryzał" pluszowego szczurka - oczywiście zachęcałam do takiej zabawy. No i dziś, po roku zachęt, Malutek przyniósł mi szczurka do rąk i poprosił o zabawę w przeciąganie i o rzuty aportowe! Tylko tak dalej, a za rok wystartujemy w Rally O, najpierw w najniższej klasie, jasne:-)
-
On miał tak zrakowaciałą śledzionę, że lekarz uprzedził, że może pęknąć w czasie operacji i pies się skrwawi. Gdyby nie te operacje (gnijące zęby, rozsiany nowotwór na śledzionie, 2-centymetrowy nowotwór w odbycie) pożyłby może dwa miesiące od adopcji, nie więcej na pewno. Teraz bez trudu wytrzymuje długi spacer, zwłaszcza zakończony wizytą w lodziarni...
-
Ważniejsza od futerka jest reakcja na bardzo ostre dżwięki - Malutek jest nie całkiem głuchy, słyszy ostry, wysoki gwizd. No to od dawna warunkujemy powrót na taki gwizdek. Być może niedługo nie na ulicy i nie w publicznym parku, ale w dużym zamkniętym ogrodzie puszczę Malutka na 5-metrowej lince i sprawdzę, czy wróci na gwizd. Miałby co jakiś czas więcej swobody - ale tylko w zamkniętym ogrodzie. Co do wieku - zdania sa podzielone. Wg książeczki zdrowia ma 6 lat, wg wolontariuszki, która wybrała go dla mnie - 13, wg wetów - od 9 do 12. Może sam się przyzna w Wigilię...
-
Akurat w schronie Malutek nie był ani jednego dnia w zbiorowych boksach, cały czas sam. Akurat małe awanturnicze teriery, którym pozwala się na walki z dużymi psami rzadko dożywają starości. Akurat ja uważam, że wszystkie prawa mojego psa kończą się tam, gdzie zaczynają się prawa innego psa - prawa do spokojnego mijania się w publicznych miejscach także. I ludzi, którzy szanują te prawa, uważam za normalnych właścicieli zwierząt.
-
Tak, to się zdarza - przejęła jego prawa i obowiązki... Malutek to rzeczywiście gieroj i zupełnie nie zdaje sobie sprawy z własnych fizycznych ograniczeń. Zdarzyło się już, że chciał pogonić amstaffa. Amstaff też był na smyczy i tylko się zdziwił. Po roku pracy nauczyłam Malutka spokojnie mijać psy - oczywiście pod warunkiem, że ten drugi pies przechodzi bez zaczepki; jeśli chce zawrzeć znajomość lub zacznie szczekać, w Malutku budzi się bojowy terierski duch.
-
Malutek dziś zaliczył groomera. Przyszłam po niego po półtorej godziny - tak naprawdę to mnie nie zauważył, poszedł jak z kimś obcym, za to ciągnął się znowu z tak wielką nadzieją do mężczyzny wysiadającego z auta. Jak on biedaka ciągle szuka tych, co go wyrzucili dosłownie na zbity pysk! Nie chciałabym znać tych ludzi. Malutek już za stary, aby przywiązać się do nowych opiekunów. Tęskni nadal.
-
W Krakowie mamy teraz problem - jednocześnie przebudowywane są istotne węzły komunikacyjne. Żeby dojechać ode mnie do Sabinki i zobaczyć sytuację na miejscu, trzeba by samochodem jechać półtorej godziny - nie żartuję. Musiałby być behawiorysta z terenu Nowej Huty. To jest horror w tej chwili w mieście - naprawdę nie do uwierzenia.
-
Zbiórkę trzeba robić, bo specjalista kosztuje. Tylko jest zasadnicze pytanie, czy Pani opiekująca się suczką znajdzie czas na wprowadzanie w życie zaleceń behawiorysty? Cudów nie ma, oswajanie dzikusa to ciężka i wytrwała praca, dlatego tak boleśnie kosztuje ulokowanie psa u specjalisty. Znajoma, specjalistka od trudnych psów, nad małym mocno agresywnym pekińczykiem (bitym przez poprzednich właścicieli) pracowała dzień w dzień pół roku; nad wycofaną suką dłużej - a miała do pomocy wyszkolonego psa, który pomagał oswajać dzikuskę. Dzika sunia, zabrana z zamojskiego schroniska, jest pod Warszawą trzy lata - można z nią iść na spacer, ale nadal są sytuacje, gdy panicznie boi się i nadal nie okazuje radości swoim opiekunom; tyle że podchodzi do ręki po żarcie, a po niemal trzech latach raz czy dwa razy podeszła żeby być bliżej. Więc nie róbmy sobie wielkich nadziei na szybką zmianę - jeśli opiekunka nie znajdzie codziennie czasu specjalnie tylko dla suni, szkoda wydawać pieniądze na specjalistę.
-
Malutek rano sprawdził i odznaczył na świeżo swoje włości. Teraz odsypia - dom, klatkę schodową, mieszkanie pamiętał, sam doprowadzał - ale trochę zdziwił się mną. Przypuszczam, że on doskonale pamięta miejsca, w których był dłużej, w azylu też wyprowadzany na spacer pierwszy wracał znaną trasą, ale z ludzi zostali mu w pamięci trwałej tylko ci, którzy go półtora roku temu wyrzucili. Ciągle ich szuka, ciągle czeka.