Tweety
Members-
Posts
5658 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Tweety
-
[quote name='black_sheep']Tweety jesteś wielka!!!!!!!!! Wielkie dzięki!!!!!!!!!!!!!!! to nie ja, to taki duży facet, którego nazywamy Pan Janusz:-) a poza tym, jest jeszcze ciotka wellington, która spędziła za kólkiem 10 godzin, żeby dostarczyć sunieczkę do tego dużego faceta o jeszcze większym sercu :loveu:
-
co za naród?!:angryy:
-
lekarz u Pana Janusza ocenił ją na ok. 15. Ale po kolei. W sobotę koło południa wiedziałam, że ją "adoptuję", wieczorem - ża jadę razem z wellington, która zaoferowała transport i prowadziła, biedna, całą drogę, bo ja oczywiście nowe prawo jazdy mam jeszcze w wydziale komunikacji. Wobec tego całą noc sniła mi się Ritulka i wstałam z kamieniem zamiast żołądka. Pamietałam, że w niedzielę muszę iść na wcześniejszą mszę ale żeby przebrać kapcie na buty schodząc już do wellington to oczywiście nie (4 piętro bez windy w starym budownictwie, zorientowałam się oczywiście na podwórku :evil_lol: ). Wejście do schronu to dla mnie jeden wielki stres. Uprzedzono mnie, że Ritulka chora, że dożywotnio może być leczona w schronisku (bardzo miły Pan doktor tam przyjmował, który starał się nie dostrzegać, że gadam z nim zaryczana i zasmarkana). Po formalnościach (pies oczywiście przez ten czas żadnej reakcji optymistycznej, też jeden wielki stres). Wyprowadziłam ją przed schron, ledwo stawiała chudziutkie nóżki, załatwiła się ładnie ale cały czas ja zarzucało a jak się przewróciła to nie mogła wstać na łapki :shake: . Dałam znać AgaG i Panu Januszowi, ze sunia wzięta, że jedziemy. Jako, że musiał z nami na przedzie jechać łobuz Puchatek, który jest u wellington na tymczasie a ona ma samochód dwuosobowy więc Ritulka jechała za kratką na tzw pace. Jechałysmy dość wolno, żeby, mimo przymocowania nie latała nam z tyłu ale do póki się nie ułożyła i nie usnęła to ją nieco zarzucało. Pięknie nam przy tym śpiewała, zaczynało się to jak "śpiew" wieloryba a kończyło takim śmiesznym auu auu auu pięknie modelowanym. Do stolycy dotarłyśmy ok 18-tej. Ritula została od razu zbadana tak ogólnie, szczegółowe badania miały się zacząć juz dzisiaj rano. Dowiedziałyśmy się tylko, że Rita raczej ma więcej lat niż napisano i że z tą wątrobą to tak najgorzej (patrząc na poprzednie wyniki krwi) nie powinno być. Pan Janusz pokazał nam swoją lecznicę, okazało się, że nawet w karetka jest tak przystosowana, że można w niej robić operację. Lecznica wyposażona tak, że stado much nie siada, m.in. USG, EkG, RTG, laboratorium do analizy chyba wszystkiego albo prawie wszystkiego co można analizować. Ceny ponoc standardowe jak w in. lecznicach w stolicy lekarze z wielkim serduchem i równie wielkimi umiejętnościami więc, mieszkańcy stolicy, jak macie zwierzaki to ustawiajcie się w kolejce pod Psim Losem choćby tylko po poradę lub szczepienie o leczeniu pupili nie wspominając, bo im więcej będzie tam pacjentów komercyjnych tym więcej uratowanych naszych bezdomnych nieszczęść. Rachunek dla wszystkich jest prosty. Ritulka, dostała swoje miejsce, na "parterze", pod Czarusiem, za ścianką ma Puszka. Dostała swoje kolorowe miseczki, wygodny materacyk i poszła spać po trudach podróży. My w tym czasie, z ciocią GreenEvil, którą ściagnęłysmy tam, poszłysmy na spacer z szalonym rajdowcem Czarusiem, poszedł też Puszek. Czaruś, to jakby z wózkiem urodzony. Ja, pomna jakie problemy ma człowiek prowadzący wózek z dzieckiem na krawęznikach, nie wiedziałam jak go mądrze poprowadzić. I nie musiałam, on wiedział najlepiej, zero problemów. A jak podskakuje na przednich łapkach, jak wojuje, łomatko, wulkan energii :loveu: . W końcu nadszedł czas wyjazdu. No i tu zmiękły mi nogi, no bo jak ja mogę zostawic Ritę? W końcu napisane mam, że ją adoptowałam. Poszłam się z nią pożegnać, na szczęście samotnie to mogłysmy sobie "pogadać". I tu powtórzę się, pies, któremu wyglądało, że jest wszystko obojętne czy ją drapię po plecach (uszka chore) czy do niej gadam czy bądź co, jak ucałowałam tą jej białą łepetynkę i zebrałam się do odejścia no to popatrzyła tak, ze nie umiem tego opisać (zresztą znowu ryczę więc i tak nie mam jak).... Cos niesamowitego było w tym jednym spojrzeniu. Każdemu życzę, żeby jakis zwierzak TAK na niego popatrzył. Rita, jak się troszkę odstresuje to będzie na recepcji, wśród pracowników i pań od 'miziania". Potem poszłysmy pogadać z warszawską ciotką. Potem troszkę pojeździłyśmy, nie do końca z własnych chęci, po Warszawie zaczepiając kierowców na skrzyzowaniach i dyskutując z nimi przez dwie zmiany świateł lub krzycząc do policjanta na rondzie :evil_lol: . Potem okazało się, że jedziemy juz prawie na oparach paliwa, oczywiście było około pierwszej w nocy i byłysmy w lesie a prze 60 km nie było żadnej stacji. Xenia bawiła mnie informacjami, że to juz końcówka, bo nawet nie może już przyspieszyć :evil_lol: Cudnie było. Ale pojawiła się upragniona stacja a za nami holowany przez policję Włoch, któremu ... brakło paliwa:evil_lol: . Najlepiej w tym wszystkim miał Puchatek, którego w sumie przez 10 godzin piastowałam na kolanach a on w różnych momentach fundował mi buzi. Zachowywał się jak anioł i nie wiem dlaczego Xenia wymyślała mu od łobuzów, podstępnych zmij i rogatych bestii :evil_lol: . I to by było na tyle. Teraz czekamy na wieści o zdrowiu Ritulki, oby były jak najlepsze I pamiętajcie o wizytach w Psim Losie, nie tylko aby odwiedzać naszych podopiecznych, zabierac ich na spacer i w ogóle ale aby wzbogacić bazę klientów Pana Janusza, bo skorzystają na tym nasi milusińscy. Acha i prosimy o wpłaty na Ritulkę na AFN, nie możemy tak perfidnie żerować na czyjejś dobroci
-
no witam wszystkich. Ja teraz tylko na minutkę, bo musiałam przyjść dziś do pracy a wróciłysmy do Krakowa o 3 nad ranem z drobnym minutami. Że psińka dotarła w całości na miejsce i zostawiłysmy ją śpiącą sobie na miękkim materacyku to już wiecie. Że jest cudowną staruszką, nad którą ryczałam w schronie a później zostawiając ją na leczeniu u Pana Janusza to też pewnie wiecie. No, może nie do końca, bo jak się z nią żegnałam to byłyśmy same i widziała tylko ona, Czaruś i Puszek:-). Cały czas była obojętna na to, ze jest obok niej jakiś ludź, który ją zabiera, gdzieś z nią jedzie, podskrobuje. Ale jak wychodziłam od niej ucałowawszy biały łepek, to tak mi popatrzyła w oczy ...... Sorry, ja juz nie widzę klawaitury od łez, potem dokończę
-
Dziewczyny, stara baba jestem ale wzruszyłam się jak pensjonarka, bo Pan Janusz zadzwonił przed chwilą i zgodził się!!!!! Nie wiem czy pewnych uzgodnień nie trzeba poczynić na PW ale najpierw porozmawiam z dziewczynami od nas, bo może sie okazać, że możemy pisać o wszystkim otwarcie i jasno. Łomatko, alez się cieszę:loveu: Pan Janusz jest niesamowity!
-
napisałam dzisiaj mail'a do Pana Janusza, w którym opisałam w miarę możliwości stan Rity, kierując się informacjami z wątku i od dziewczyn z Krakowa, podałam też link do wątku aby Pan Janusz mógł ją zobaczyć. Napisałam też, że na Alarmowym Funduszu zaczniemy dla Rity zbiórkę pieniędzy aby nie zrzucić wszystkich kosztów na Psi Los czy raczej na kieszeń Pana Janusza
-
KarOla, podrzuć mi wszelkie informacje o Rituni. Ja mam mail'a do pana Janusza, jak będę mieć konkrety, o które Ty prosiłaś dziewczyn, to do niego napiszę. Nie rozmawiałam z nim na temat powszechności jego adresu mail'owego więc bez jego wiedzy nie chcę przekazywać go dalej. Pan Janusz kontaktuje się z nami (bo też z Agą_Mazury i GreenEvil) jako z Alarmowym Funduszem, możliwe, że uznał go za "twór" godzien zaufania i służący do przekazywania pewnych informacji dalej jak i otrzymywania informacji zwrotnej. Laseczki, dawać wszelkie wieści o Rituli, zwłaszcza o jej stanie zdrowia i spróbujemy.
-
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Tweety replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Zosia, nie dajcie się! -
A dlaczego miałabys kłamać? Raz, że to brzydko, dwa - niemoralnie, trzy - nie wypada, cztery - to grzech, pięć - to głupota itp. itd. ;) I obojętne czy Pan Janusz tutaj zagląda czy nie - kłamać nie wolno. Jeżeli zadecydował, że w takim wypadku operacja ma być w Bernardzie to tak ma być. Ja wspomniałam mu o Łapku w związku z informacją na stronie od któregoś z lekarzy stamtąd, że dają wolną rękę jeżeli chodzi o miejsce operacji i nie upierają się przy niej. Gdyby odbyła się ona u Pana Janusza to nie trzeba by było później korzystać z tymczasu u Neris tylko wydobrzałby w tym samy miejscu, pod okiem lekarzy
-
pamiętacie Salomomka, takiego z łapką zgiętą w drugą stronę? On był również mocno wiekowy i mocno schorowany, Pan Janusz wziął go do siebie i Salomonek ma juz swój domek. Zapytać można, w końcu to sam Pan Janusz pytał o nieszczęścia na dogo, którym mógłby pomóc. Tylko teraz pytanie: KarOla zapytasz czy ja mam to zrobić aby nie zasypać Pana Janusza mail'ami lub telefonami?
-
[quote name='Dabrowka']W tym wątku Neris miała brac psiaka do siebie na tymczas i rehabilitację: http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=2018250 Ponieważ pies ma szanse dostać się po operacji do Psiego Losu, może znajdzie się u niej miejsce dla Rity... No nie wiem, bo KarOla zdecydowała, że zostaje po staremu, przynajmniej tak zrozumiałam. Ale moze ktos inny, taka bidusia :placz:
-
Kudłata mordka zwana Cyganem.zjadl nie-kudłate drzwi
Tweety replied to Irkowa's topic in Już w nowym domu
jak najbardziej, konto dostępne dla wszystkich