Jump to content
Dogomania

Tundra

Members
  • Posts

    779
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Tundra

  1. Castro przylecial (to Hiszpan) do mnie we wrzesniu 2004. O tym, ze nie moglam sobie pozwolic na sikanie po katach ( nie mam warunkow do pracy powolnej i wyizolowania psa) wspominalam juz wczesniej. Dlatego tez zastosowalam od poczatku inna forme "przymusu" Od pierwszego dnia musial wychodzic na spacery.Oczywiscie czulam sie w pierwszym tygodniu tez fatalnie-gwalciciel, wrog psiej natury. Ale sadze, ze to wlasnie przyspieszylo postepy. W pazdzierniku trafili mi sie pierwsi powaznie nim zainteresowani, ktorzy wydawali sie do niego pasowac. Starsze malzenstwo, ktore zawsze mialo psa i nie przerazalo ich to, ze jest bardzo strachliwy. Zawiozlam go tam zakochali sie w nim od razu i trudnosci ich nie zniechecaly. Zostal. Nastepnego ranka zadzwonilam, zeby zapytac jak sie sprawy maja. Pani byla zrozpaczona. Castro skryl sie w najciemniejszy kat pod lawa i nie ruszyl sie stamtad cala noc. Nie pil, nie jadl i co najbardziej martwilo kobiete nie zalatwil sie- chociazby na srodku kuchni. Pan, ok.70lat, poruszajacy sie o kuli, przelezal przed psem, na podlodze 2 godz. probujac go do siebie przekonac. oczywiscie bez skutku. Ja natomiast juz cala noc bilam sie z myslami, czy dobrze zrobilam oddajac go juz starszym ludziom, tzn. czy oni sa na tyle sprawni, zeby w przypadku ataku paniki psa odpowiednio szybko zareagowac. Watpliwosci mialam wiele, dlatego nie powiedzialam kobiecie- Jutro bedzie lepiej, napewno zrobi w kuchni kupke i siku. Tylko powiedzialam, ze to chyba za wczesnie dla niego i pojechalam go natychmiast odebrac. Tego samego dnia (!!!!) zadzwonili do mnie ludzie mieszkajacy w sasiedniej wsi, 3 km. Przyjechali, zobaczyli i powiedzieli, ze sa zainteresowani, ale.... moga go wziasc dopiero w grudniu, przed swietami, wtedy kobieta mogla dopiero dostac urlop i poswiecic mu wiecej czasu. Mial to byc ich pierwszy pies. Oczywiscie objasnilam ich o rodzaju trudnosci z nim i mogli sie o tym naocznie przekonac. Castro darzyl mnie juz wtedy pewnym zaufaniem, wiec moglam ich przekonywac, ze przy odpowiednim traktowaniu u nich bedzie tak samo. Umowilismy sie, ze moga go odwiedzac jak czesto chca, brac na spacery, a nawet do siebie do domu. I tak to sie odbywalo. Przychodzila 1-2 x w tygodniu. Na poczatku w moim towarzystwie, a z czasem sama chodzila na spacerki. Oczywiscie dalekie to bylo od przyjemnosci. Castro krazyl wokol nas zaplatujac nas trzykrotnie linka, robil skoki w bok, lub blokowal kompletnie. Nie zniechecala sie, malenkie postepy potrafila zauwazac. Czy wiecie jaka radosc potrafi sprawic czlowiekowi kupka psa na spacerze! Pies pozwala sobie na rozluznienie. W miedzyczasie bylam tydzien w Polsce, i Catro nie mial wyboru, musial zaakceptowac mojego meza, jako " przewodnika". I tu lody tez szybko stopnialy, nabral zaufania do kolejnego czlowieka. Do konca natomiast nie przekonal sie do mojego syna(20-tolatek), chociaz ten bardzo sie staral i rowniez z "sukcesami" wyprowadzal go na spacery- byl zawsze obszczekiwany. Do konca tez nie pokonalismy jego bezpodstawnego strachu przed linka. Wyglalo to tak, ze na widok smyczy pojawialo sie u niego podniecenie i moim zdaniem radosc, ale przy probie zapiecia wpadal w panike i zapedzal sie w tzw. kozi rog, gdzie w koncu moglam ja zapiac i wtedy wszystko bylo juz w porzadku, i znow pojawiala sie radosc. Wzieli go krotko przed Bozym Narodzeniem 2004. Zupelnie swiadomi tego co to za pies i ze czeka ich wiele pracy. W pierwszym miesiacu na spacerze, z zupelnie nie zrozumialych powodow przestraszyl sie, i choc to maly piesek omotal ja tak linka, wywrocil i wyrwal sie z taka wyciagana smycza pedzac w poplochu przed siebie. Byla przerazona, dzwonila do mnie na komorke. Dwie godziny obszukiwala okolice, wypytywala ludzi... I gdzei go w koncu znalazla.....pod drzwiami domu. Kompletnie przerazonego. Pokonal dwie bardzo ruchliwe drogi- ten pies czesciej mial juz szczescie w zyciu. Widujemy sie czasami. Castro okazuje mnie i moim psom zawsze wiele sympatii. Typ retrivera - takie jak moj Aro - odbiera zawsze bardzo sympatycznie, nie lubi natomiast psow czarnych, pewni jakies slady z przeszlosci. Ostatnie odwiedziny mialy miejsce tydzien temu. Kobieta urodzila ( pierwsze) dziecko, 4 miesiace. Jest bardzo dojrzala matka, ma ok. 40 i Castro zdaje sie bardzo tego dziecka pilnowac- tak przynajmniej interpretowane sa niektore jego zachowania. Poniewaz spacery z nim i wozkiem sa co nieco utrudnione jezdzi czesto z panciem do pracy- ulubione miejsce w aucie jest obok kierowcy - stad mozna tyle widziec! Pan jest kierownikiem domu spokojnej starosci, i tam Castro wg. relacji pancia, jest prawie psem terapeuta. Tylko poprzez swa obecnosc, ktora wielu pensjonariuszom sprawia po prostu radosc. Bo glaskac ani przytulac to on sie nie daje, ale jest lasy na smakolyki. Przez ta strasznie dluga opowiesc chcialam wlasciwie tylko uwiarygodnic stare polskie, moze nie najpiekniejsze, ale prawdziwe powiedzenie: Kazda potwora znajdzie swego amatora. Lusia trafila na Ciebie, szczescie juz sie do niej usmiechnelo i dalej inaczej byc nie moze. Moje znajome majace podobne strachuly, trzymaly je po pol do roku czasu u siebie, ale zawsze w koncu przychodzili ci wlasciwi ludzi, oni gdzies tam sa. Przy tych psach jest sie od poczatku do konca optymista.
  2. Ogromne sie ciesze i nawet sie wzruszylam przy Waszych postepach!!!
  3. Ja i szkoleniem i filmem jestem zainteresowana.
  4. Zielony, bardzo zaluje,ze nie moglam uczesniczyc i oczywiscie zobaczyc Lusi i Twoich z nia "przepraw". Z tego co piszecie to tam milo, ladnie, sielsko i kompetentnie bylo. Ja tez chetnie doszkalam sie przy takich okazjach. Pozazdroscic, pozazdroscic.....gdybym tylko mogla...oj wprosilabym sie, wprosila.. Cud? Dla Lusi to, ze siedziala juz na kolanach napewno "cud", nawet jesli tylko .....? minut, i pewno cala spieta i skoncentrowana. Swen to wspaniala dziewczyna, ze podjela sie takiego zadania. Ale jest i bylo w nie jednym komentarzu-" jesli jej sie uda?". Jej sie po prostu uda, nie ma innej alternatywy. Odnioslam wrazenie,ze takie nie wirtualne spotkanie dodaja troche energii i wiecej wiary. O praktyce nie moge nic powiedzic , bo niestety mnie tam nie bylo.:-( Ale chyba tez, wynikaloby z tego co pisze. Ja sie po prpstu ciesze, ze tej malej ktos tak wspaniale pomaga. Pozdrawiam Was
  5. Mocno trzymam kciuki. Wydaje mi sie, ze doczytalam sie olbrzymich postepow. Ty chyba przestajesz sie jej bac!!!!!!
  6. Wspaniale nowiny. Ciesze sie z Wami!!!
  7. Mam znajoma, ktora prowadzi u siebie w domu cos w rodzaju prywatnego schroniska. Ma zawsze ok. 30 psow swobodnie poruszajacych sie po calym domu i ogrodzie. Ile razy przyjmuje nowa biede stawia ja zawsze na jakims powyzszeniu, aby dac jej poczucie bezpieczenstwa i mozliwosc "kontroli "nad trund dla niego sytuacja. I moze jeszcze jedno moje spostrzezenie- ja nie uzywam przy psach ciezko przestraszonych odrozy. Szelki uwazam za o wiele lepsze. Obroza jest oczywiscie, ale tylko na wszelki wypadek. Czesto psy, ktore nie potrafia chodzic na smyczy dostawaly u mnie w obrozy kaszlu, podobnego do tzw.kannelowego(?). Szelki rozkladaja sily inaczej i wydaje mi sie, ze nawet zapinanie, dotykanie psa jest dla niego w tym momencie mniej nieprzyjemne. Oczywiscie musialam regularnie je kontrolowac i ciagle kupowac nowe.
  8. Castro nie umial chodzic na smyczy. Wynosilam go przed dom, a on sie najpierw na niej miotal, przylegal do czegos, najczesciej do plotu, zeby miec gdzies oparcie tak jak w domu w swoim kacie i stal..stal.. stal...sztywny. Wczesniej napisalam juz, ze przez dwa pierwsze dni sie wogole nie wyproznial. Ceremonial wychodzenia powtarzalismy bardzo czesto. A z kocykiem to bylo tak: zapedzalam psiaka w jakis kat- co nie bylo trudne-i staralam sie go tak uchwycic na klatce, zeby nie mial moich dloni w zasiegu swoich zebow. Maz stal obok i szybko owijal go kocykiem.Miotal sie oczywiscie i klapal zebami. Raz czy dwa nawet mnie przygryzl, ale naprawde, teraz wydaje mi sie to nawet nie grozne. Szybko sie poddawal ale jeszcze szybciej i dlugo uciekal do swojego kacika. Potem cykle owinietego psa zaczely sie wydluzac, az w koncu skorzystal z mojej oferty pozostania na kanapie. Dlugo jeszcze z duza doza rezerwy.
  9. Teraz jeszcze sobie pomyslalm, ze Castro to mezczyzna, a Lusia jest jednak delikatna kobitka a te potrafia byc bardziej histeryczne. Moze moj Castro nie byl taki dziki jak Twoja dzika Lusia. Juz raz napisalam, ze uwazam iz nie powinnas sie sugrrowac mafrymi radami na odleglosc. Co by nie robila napewno robisz to dobrze, bo w sluszej intencji , a sukces w koncu przyjdzie ,a ja pierwsza bede sei z niego cieszyla i zazdroscila piknych przezyc.
  10. Castro jest malym pieskiem 30 cm. Ja narzucalam mu ten kocyk na grzbiet i robilam z niego taki maly kokonik, moj syn 20 lat temu w szpitalu po urodzeniu tez tak byl otulany. Wystaje tylko glowa. Oczywiscie wspieral mnie w tych dzialaniach poczatkowo moj maz. Taka wystajaca glowka i odpowiednio przytrzymany kokonik niewiele moga zrobic. Wole nie slyszec co mysla o mnie eksperci :-o ale dla Castro pozostalam przyjacielem, ciagle jeszcze najserdeczniej witanym.
  11. Z linka mam podobne skojarzenia jak Paulina- hycel. Ogladalam niedawno program o stacji w Holandii, ktora zajmuje sie pomaganiem fokom, zranionym, slabym ... Sa to dzikie zwierzeta i dzikimi maja pozostac. Trzeba na nich dokonywac pewnych zabiegow medycznych. Wrzuca im sie do boksow reczniki i pozwala przyzwyczaic sie do tego zapachu, a potem tylko poprzez ten wlasnie recznik dotyka sie te zwierzeta, nie jest to dla nich calkiem obce. Kiedy pokonywalam strach Castro, tez otulalam go w kocyk i przez chwile mocno przytrzymywalam pokonujac jego protesty i opory. Mocno, konsekwentnie i w miare spokojnie. Moze to niemadre, ale to z koleji przypominalo mi metode jaka stosuje sie czesto w stosunku do dzieci nadpobudliwych o sklonnosciach do autoagresji- tez mocno otulic i przytrzymyc, az opadnie w nich sila=zlosc, a moze tylko bezradnosc. Te istoty sa w swych dzialaniach tak naprawde bardzo bezbronne i dlatego tak okrutnie przerazone.Dzialaja na oslep, tam nie ma zadnej logiki.
  12. I bardzo dobrze. Tak trzymac, a ja dalej trzymam kciuki!
  13. [quote name='Mrzewinska']Mrzewinska !!!! Nie przekrecajcie mi nazwiska, bo:mad: :mad: :mad: Zofia[/quote] Bardzo, bardzo PRZEPRASZAM
  14. Ogromnie mi sie podoba jak ujela to p, Mierzwinska!!!!!!!!!!
  15. Rob tylko tyle ile samA uwazasz za stosowne i konieczne i nie boj sie. Jesli dzialasz w dobrej woli, a tak przeciez jest ona to wczesniej czy pozniej rozpozna i zaakceptuje. pSY TO MADRE I WDZIECZNE ZWIERZETA: a DORADZAC KOMUS Z DALEKA WCALE SIE NIE POWINNO beDZIE DOBRZE!!!
  16. Castro tez najpierw uciekal, ale zapedzalam go w kat i tam udawalo sie go zlapac. Ugryzl mnie tylko raz, potem to juz tylko klapal ostrzegawczo zebami, a ja opanowalam "bezpieczny" chwyt, i pakowalam go w koc z pomoca meza zeby sie nie wyrywal. Rekawiczek nie zakladalam , bo jak napisalam jestem odporna na bol, a rece mam stale podrapane, bo moje koty malo delikatnie sie bawia. Moga sie tez zle kojarzyc psu. Najtrudniejsze bylo dla mnie przelamanie tej bariery, ze musze jego opory pokonywac jednak gwaltem. Mialam kiedys przed laty "psa znajde" o wyjatkowo twardym, trudnym i niezaleznym charakterze. Probowalam z nim "pedagogicznie", a moja mama majaca prostsze podejscie do zwierzat rozwiazywala problemy z nim kapciem. Zgadnil kto mial wieksze powarzanie u niego, za kim podazal nawet na niedzielne msze? Absolutnie nie popieram i ciagle pozostaje przy " pedagogice", ale niektore typy potrzebuja poprostu tzw. twardej reki, co ciagle nie znacz dla mnie brutalnej przemocy.
  17. Dzis ten czas, ktory spedzil u mnie nie wydaje mi sie ani tak dlugi, ani tak trudny. A Castro pozostanie na zawsze moim najszczytniejszym osiagnieciem, ktore chetnie powtorze jesli tylko warunki ku tamu beda korzystne. W takie psy trzeba wierzyc i trzeba dawac im szanse. Znam wiecej takich przykladow gdzie konczylo sie to pozytywnie. One najczesciej juz zawsze pozoztaja troche inne, ale potrafia korzastac z zycia i cieszyc SWOJEGO czlowieka. Nowi wlasciciele Castro musieli przejsc przez to wszystko jeszcze raz sami, ale znacznie, znacznie...... krocej. W drugim tygodniu uciekl im niespodziewanie, i z niewiadomych powodow na spacerze. Dosyc daleko od domu, ze smycza, taka wyciagana! Okrutnie przerazony, goniony przez teze to smycz popedzil prosto do ......domu! Dzis biega juz "spokojnie" bez smyczy na spacerkach, choc takie strachy bez powodu ciagle mu sie zdarzaja, ale wtedy chowa sie za pancia. Swan napewno bedzie dobrze tylko trzeba czasu, czasu, czasu....i cierpliwisci, cierpliwosci,cierpliwosci i WIERZYC! Trzymam za Was Kciuki.
  18. Po tygodniu stacilam cierpliwosc. Ile mozna patrzec na klebek nieszczescia w kacie! Zapakowalam go w koc i polozyla obok siebie na kanapie. oczywiscie szybciutko uciekl w swoj kacik. Ta "zabawe" powtarzalismy przez kolejny tydzien, az w koncu popuscil i zaczal powoli korzystac z luksusu spania na kanapie, oczywiscie najpierw tylko pod kocem, i tylko w mojej obecnosci. Jak tylko ktos wszedl do pokoju znowu uciekal " do siebie". Potem wazne bylo aby byc pod kocem, ale czubek nosa zaczynal wystawac. Potem kanapa stala sie jego azylem, ale dosiadac moglam sie tylko ja, bo inaczej znowu robil myk.. Uwazam, ze niesamowicie wazne sa dla psow rytualy, np. spacer( na poczatku ciagle ta sama trasa, zeby dobrze poznac droge do domu) i powroty do domu, tzn. tego samego miejsca. Zawsze poparte pozytywnym skojarzeniem np. kawalek szynki! Oczywiscie rzecza nadrzedna jesto aby pies mi nie uciekl, a to jest okropnie trudne. Szelki i obroza musza byc zakladane ciasniej, co w tym przypadku jest koniecznyn utrudnieniem. W domu ich nie zdejmowalam, dlugo, dlugo.... tylko poluzowywalam, i ....ciagle kupowalam nowe.
  19. Hallo Swan, rozumie, ze przezywasz kryzys i rozczarowanie,ale miesiac pracy nad takim psem to nawet jeszcze nie poczatek. Mialam takiego "dzikuska" pod swoja opieka. Przylecial do mnie z Majorki (mieszkam w Niem. i wspolpracuje ze stowarz.) gdzie przez 2 lata nie pozwolil sie dotknac i gryzl. Mnie tez ugryz na dziendobry, ale jestem odporna na bol. Przez 2 dni niz zalatwil sie wcale, przez tydzien nie wychodzil z najciemniejszego kata pokoju, a wygladal tak sztywno jakby wogole nie oddychal. Na spacery byl wynoszony i przenoszony z miejsca na miejsce, bo sie nie poruszal, no i ciagle probowal grysc. Nie mam warunkow do izolowania zwierzat( kojec, inne pokoje...) dlatego probowalam robic wszystko normalnie jak z moim wlasnym psem, oczywiscie cierpliwie i wyrozumiale, ale pewnie. Mysle, ze taki psy szczegolnie wyraznie musza odczuc to, ze my za nich bedziemy decydowac i ze to wcale nie jest takie zle! Moj pies to chodzacy spokuj, a wstosunku do innych psow, poprostu straszny ignorant o wyjatkowej cierpliwosci. Bardzo mi pomogl.
  20. Najbardziej lubie filmy ze zwierzetami w rolach glownych. Sa szczere,naturalne i najprawdziwsze. Powinniscie wydrukowywac te historie i przesylac je do Hollywod. Zbijecie majatek, zrobicie kariere i......... pokryjecie straty. Nikt nie wymysli lepszego scenariusza!
  21. A ja jestem Dorota i mam czarnego kota. Chodzi za mna jak cien, a psy oblaskawia cichutkim miaulkaniem Tak naprawde to jest kotka, tak czarna pereleczka.
  22. Ja tez bardzo chce do tego stowarzystwa. Wszystko znam, a teraz czekam na kolejna wybitna osobowosc, ktora jak mnie przestezono swa niezwyklosc podkresla wysokim podnoszeniem tylnej lapy w widocznych miejscach pokoju. Mam nadzeje, ze uda mi sie przekonac moja czeladke, iz my mamy swoje zwyczaje.
  23. Ciesze sie z Wami. To naprawde wspaniala wiadomosc!!!!!
×
×
  • Create New...