-
Posts
1703 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by rebellia
-
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nie mogę uwierzyć... teraz sobie przypomniałam... "Jak znowu przyjedziesz to pewnie nadal będziesz musiała uciekać przed Dragonem" nie doczekałam tej chwili.... wtedy się z tego śmiałśmy... nie, nie wytrzymam, przepraszam... dopiero do mnie to dotarło... -
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
No i wiedziałam... rozpłakałam się... k... -
DRAGON - cała historia walki, miłości i choroby... [']
rebellia replied to rebellia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dragoniku tylko tyle mogłam zrobić dla Ciebie... -
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Moniczko, zrobiłaś WSZYSTKO co można było zrobić. On jest teraz szczęśliwy, a przede wszystkim NIE CIERPI. Kiedyś jakiś ksiądz zapytany czy zwierzęta mają duszę odpowiedział: Jeśli ktoś kocha swoje zwierzę, to na pewno odnajdzie je po tamtej stronie. I ja w to wierzę. Wierzę w tęczowy most tak samo jak w ludzkie niebo. Dragon po coś przyszedł i po coś musiał odejść. Nauczył jeszcze większej walki i nauczył, że czasami taka walkę należy przegrać. Dla siebie i dla innych... -
Dziekuję niedzwiedzico... Bossiu opiekuj się Dragonem, to jeszcze dziecko przecież... jest młodszy od Ciebie, więc pamiętaj aby mu wszystko pokazać!!! Ty tez kochałeś jeździć autem!!!
-
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Tutaj jest cała historia Dragusia (od znalezienia go w autobusie, przez nowy dom, itd) spisana przeze mnie, łącznie ze zdjęciami, linkami i cytatami... dla tych którzy chcieliby sobie przypomnieć... i dla tych, którzy dopiero tu weszli... http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?p=2081681 -
Początek historii... [na podst. http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=25755 ] [SIZE=2]15 maja 2006 Romenka znajduje mix owczarka niemieckiego na ul Powstańców Śląskich, na warszawskim Bemowie. Tak go wówczas opisała: "Jest wesołym psem który prawdopodobnie komuś uciekł ze smyczy.Co prawda jest bez obroży, ale mógł się wyślizgnąć... Widać, że pies bardzo tęskni za swoim panem, bo kiedy jadę z nim autobusem to on cały czas szuka... po czym próbuje wysiadać i ponownie wsiąść do innego autobusu w dalszym poszukiwaniu." "Pies jest młody ok roku na moje oko. Bardzo domaga sie pieszczot wpychając łepek pod dłoń by go głaskać.Uwielbia sie bawić i szybko sie przyzwyczaja do człowieka najbardziej boli że przyzwyczaił się do mnie i nie spuszcza oka ze mnie, a ja muszę go oddać. Jest troszkę chaotyczny i za bardzo nie rozumie co do niego mówię, może dlatego, że nie wiem jakie jego imie .(...)" Rozpoczyna się poszukiwanie nowego domku dla Dragona, aby nie trafił do schroniska... Domek znajduje sama Romenka - w Lubyczy Królewskiej koło Zamościa. Tam też 23 maja trafia Dragon. Tak wówczas relacjonuje to Kasiek (25.05.06): "Dzwonila do mnie (tj.Romenka - przyp. Rebelli) ze Piesio jest już w nowym domku. Gdzieś daleko od Warszawy, ale podobno extra domek!" Wydaje się, że to kolejna piękna psia historia z happy endem... jednak szczęście Dragona ma nie trwać wiecznie... Ucieczka... [na podst. http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=26450] [SIZE=2]Czwartego czerwca zmroziła dogomaniaków taka wiadomość: "4-5 dni temu uciekł nowemu właścicielowi z posesji.Ma na sobie pomarańczową obrożę.Być może kieruje się w stronę Zamościa bądź Hrebennego.Z Tomaszowa Lubelskiego jechał dżipem do nowego właściciela, więc myślę że nie będzie miał problemu by trafić do Tomaszowa Lubelskiego, jeśli tylko zapamiętał drogę. Sama go znalazlam w Warszawie i przywiozłam do Tomaszowa w poszukiwaniu mu nowego domku. Pies okropnie się przywiązał do mnie więc myślę, że wyrwał się w poszukiwaniu mnie (...) Najgorsze że psiak nie radzi sobie sam, ponieważ atakuje kury,kozy,krowy!!! Ja sama, jak wzięłam go na wieś, myślałam że sobie nie poradzę, gdyż mało brakowało a skoczył by krowie do gardła nie mówiąć o kurach które zagryzł! Nikt nie pozwoli na to tym bardziej że tamtejsi ludzie trzymają takie zwierzęta a Dragon napewno będzie probował atakować!!!Poniżej daje jego zdjęcia! Bardzo proszę o pomoc!!!" Z uwagi na to, że mało osób z tamtych stron ma dostęp do netu, Romenka decyduje się na samodzielne poszukiwania i dzień później pisze:"Pojutrze jade do Tomaszowa w poszukiwaniu mojego Dragonka" [SIZE=2]Kiedy na dogomanii trwają dyskusje i drukowanie plakatów, to docierają pierwsze wieści. Tak niepewne, ale jakże optymistyczne. Dragon żyje i się błąka. Odnajduje się w końcu Rudzie Żurawieckiej. A to już relacja Romenki: 1.poszukiwania: Pierwszego dnia (..) jeździłam na stopa w poszukiwaniu Dragona,niestety w tedy jeszcze nic nie wskórałam.Tego drugiego dnia mojego pobytu zajechałam do Hrebennego.Zatrzymałam się koło baru, prowadziła go dziewczyna, która pozwolila wywiesić mi ogłoszenie o moim zgubie.Kiedy łapałyśmy stopa spowrotem, zaczął zaczepiać nas Ukrainiec i stroić sobie żarty z naszych poszukiwań|(...). Kiedy przemówiłam mu pare słów zamknął się ,ale niestety dowiedziałam się od tej dziewczyny w barze że pod granica jest tak że ukraińcy łapia psy i potem sprzedaja wietnamcom !(...) Wtedy wiedziałam co ten idiota chce mi przekazać pokazując to udko z kurczaka. Następnie pojechałam na piękna wieś-Potoki.Tam poznałam dzieci, które oprowadziły mnie po okolicy.Starsi ludzie powiedzieli mi, że był taki pies jak Dragon, ale niestety powiedzieli że juz chyba nieżyje: "był taki biedny i coś się z nim działo ,bo szurał tyłkiem po drodze.Chcieliśmy mu dać jeść ale uciekał" Stamtąd pojechałam juz do Lubyczy Krolewskiej i znowu spotkałam dzieciaki te same co w Potokach.Dzięki tym wspaniałaym Aniołkom rozeszła się wieść o poszukiwanym Dragonie. Na trzeci dzień dostawalam mnóstwo telefonów o znalezionym piesku "to napewno pani Dragon"mówili. Kiedy przyjechałam na miejsce okazało się, że że jest piesek błąkający się po Lubyczy -niestety to nie był Dragon. Nie wiedziaąłm co mam zrobic z nim. Zaczęłam rozmawiać z policjantem i pytać czy byłaby możliwość przewiezienia pieska do schroniska w Zamościu ten powiedział że nie i z Zamościa tez nie przyjadą bo za daleko...A le zobaczyłam że jest też dużo dobrych ludzi tam, bo widziałam zainteresowanie się psiakiem (...). Potem dowiedziałam się, że niedawno jakiś samochód duży rozjechał psa na ulicy który akurat przechodził na pasach. Modliłam się w tedy by to nie był Dragon!!! Okazało się później że to też piesek który się błąkał ale to nie Dragon.(...) 2. odnalezienie: Kiedy nadal moje poszukiwania nie przynosiły rezultatu pojechałam do swojej koleżanki spać, ale zaraz na drugi fdzień zadzwoniła pani która powiedziała że jest taki piesek na Rudzie Żurawieckiej... potem po przyjechaniu na Lubyczę spotkałam się z dziećmi.One tez przekazały mi tą nowine.Co się okazało Dragon z Lubyczy przyjechał sam autobusem wysiadł i widocznie zgłodniał bardzo, więc poszedł na łowy...Parę kurek zagryzł (...) Kiedy znalazłam go Dragon patrzył sie na mnie i nie wierzył że to ja!!! Powiedziałam tylko jego imię"Dragon"a on wskoczył na mnie i już potem nie chciał mnie za nic puścić!!!" 3.do domu! "Dragonik cieszył się jak dziecko że go odnalazłam. Potem Basia, która była ze mna i ktora mieszka na Rudzie Żurawieckiej zaproponowała mi i Dragonowi nocleg. Wieczorem zaczeliśmy mysleć co dalej z Dragonem bedzie. Babci Basi nie zgodzila się na spanie psa w domu. Basieńka główkowała az w końcu po kilku probach znalezienia dla Dragona miejsca do spania wymysliła, że Dragon powinien spać na dworze i byc na łańcuchu.Mnie bardzo to ucieszyło ponieważ inne wyjścia jakie nam przyszły do glowy kończyły się niepowodzeniem, bo Dragon uciekał z pomieszczeń zamykanych a do innych nie można bylo go zamknąć, bo drapał w drzwi ,a nikt niepozwolił by sobie na niszczenie swojego mienia(...) Był spokój ale długo przecież nie moglo to trwać... Dragon zepsuł rynne w domu, potem na koniec pozrzucał doniczki i podrapał balustradę! Nie chce wiedziec co Basia i jej babcia już mysleli o nas Droga Dragonka do Warszawy juz spokojnie przeminęła.W Zamościu spotkałam się z Magda-Zamość kochana dziewczyna i naprawdę mi bardzo pomogła.Kupiła smycz Dragonkowi i jedzenie.Bardzo sie o niego martwiła.szczegolne podziekowania dla Was wszystkich!(...)" Tak oto Dragon znowu stał się psem-warszawiakiem. Szczeście jednak znowu trwało bardzo krótko. Pobyt w Warszawie i Wyszogrodzie: [SIZE=1][na podst. http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=26806] 12.06 Kasiek napisała: Sprawa jest dosc tragiczna dlatego bardzo pilna!!!! (...) Niestety dzis wydarzylo sie cos nieprzewidzianego! Sunia Romenki z zazdrosci naskoczyla na psiaka, ten myslac ze to zabawa pacnął ją łapą w oko, tak że sunia jest juz po opearcji i nie wiadomo czy bedzie widziec... Romenka musi go oddac, boi sie tez reakcji swojego chłopaka (...). " Ostatecznie Dragon znalazł schronienie w psim hotelu w Wyszogrodzie. W tym czasie miał już wahania wagi ciała, ujadał całymi dniami, uciekał z kojców i demolował. Widać było, że potrzebuje dużo czasu, aby zostać odpowiednio wychowany. Na jego pobyt i leczenie zbierano fundusze m.in. sprzedając cegiełki na Allegro i wpłacając na dogomaniacki Alarmowy Fundusz Nadziei (AFN) Powstały także bannery informacyjne: Nadzieja umiera ostatnia: Z hoteliku Dragon trafił pod koniec lipca do domku tymczasowego w woj. łódzkim - do Mosii. Osobiście przetransportowała ona Dragonka do siebie. Ponieważ nie akceptował innych psów i kotów, to do czasu pojawienia się kojcy przebywał w psim hoteliku przy lecznicy. Wypowiedź Mosii z 17.07.06, po wizycie w Wyszogrodzie: "Dragon w mojej ocenie jest niebezpieczny dla zwierząt i ludzi równiez, poznałam tego psa, jest zle, Dragon do adopcji sie nie nadaje, jezeli został jako szczenie przypiety na łańcuch, to ma potworne braki w socjalizacji(co widac)" Wiadomości z 30.07: "Jeżeli chodzi o Dragona: jest juz wykastrowany, od jutra bedzie przyjmował leki psychotropowe, przeciwdepresyjne i przeciwlekowe. Zachowanie(jak na Dragona) w miare w porzadku.(...)" 02.08: "ehh Dragon mieszka, do czasu az przyjadą kojce, w stajni... musiałam go równiez zapiąć na linke poniewaz stajnia drewniana.... wiadomo co Dragon wyczynia... ale Dragon i tak znalazł sobie rozrywke. Posiekał w drobny mak wielkgachny wiklinowy kosz. No i oczywiscie wyjął z jajek szwy... Pozytw- Dragon załapał, ze musi stać spokojnie aby dostać to co mam w dłoniach(zabawka) reaguje jak wryty na hasło "spokój"" Jak sama pisałam niedługo po tym, wydawało się, że jednak z Dragona da się "wypracować" grzecznego psa (13.08 ) "osobiście jestem zaskoczona... nie mam żadnego interesu w tym, aby podkoloryzować jego zachowania, bo szczerze mówiąc Dragon mnie ani ziębi, ani parzy... jednak widać, że on chce pracować i "jest kumaty". Przyznaję, ze przedwczoraj widział mi się jako rozhisteryzowany potworek i nie dawałam mu większych szans... Jednak jeśli się przełamać i zacząć z nim pracować to Dragon wie o co chodzi. Potrafi się wysilić i na trochę skupić nad tym co ma zrobić. Hm z ciekawością będę śledziła jego dalsze postępy... pierwszy raz mam w zasadzie mozliwość zobaczenia i przekonania się na własnej skórze jak taki pies się przeobraża... i to w szybkim w sumie tempie... Oczywiście przed nim jeszcze długa droga, ale chyba mniej wyboista niż wszyscy myśleli..." Następnego dnia jednak Dragon zdemolował stajnię i widać było, że zaczyna się męczyć uwiązany na lince. Ponieważ lada dzień miały przyjechać kojce, Dragon jeszcze na kilka dni trafił pod fachową opiekę do hoteliku przy lecznicy. Wet. uważał go za psa trudnego, ale czy dogomaniacy się łatwo poddają? Tego samego dnia, kiedy wyjechałam po południu od Mosii, wieczorem dowiedziałam się, że ją zaatakował... Był to dzień przywiezienia go do kojca... Atak: [na podst. http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=29695 ] "nie było mnie ok godz. przyjechałam i chciałam coś sprawdzic w kojcu, w którym Dragon zamieszkał, wchodze, nie witam sie- ignoruję. dokręcam srube(nie w okolicy miski ani budy) i chce wychodzic a Dragon wtedy mnie za reke- nie w zabawie, ale ze jest brutalny odsunęłam go i próbuje znów, a on warknął i znów mnie ugryzł tym razem mocniej- zwątpiłam... dostał w pysk, ale nie wycofał sie. Ugryzł mnie w buta. Wymiękłam... stałam bez ruchu i on tez, próbowałam go czymś rozproszyć ale pilnował każdego mojego ruchu. Mieszkam sama. Nagle zdałam sobie sprawe ze siedzę w kojcu z psem, który mnie próbuje ugryźć. Stałam tak dobre 20min aż zajął się czym innym. wyszłam. Podczas gryzienia- żadnego stroszenia, napinania się, starszenia..........." Zaczęto snuć teorie takiego zachowania. Tymczasem stan Dragona zaczął pogarszać się z godziny na godzinę... Nazajutrz (23 sierpnia) Dragon późnym wieczorem wpadł w dziwny szał... "Dragon miał jakiś atak(?) wypusciłam go z kojca, a on popadł w jakis straszny amok,wył podskakiwał ale mnie nie dotykał, jakby nie zauważał mojej obecności, próbował za wszelką cene dostać sie do auta, udało mi sie załozyć mu kaganiec i wpusciłam go. Dragon wbił sie w najgłębszy kąt bagaznika i wył-piszczał przeciągle, trząsł sie i drzał, kiedy otwierałam bagaznik wyskakiwał i wskakiwał kilkanaście razy. złapałam go w końcu za głowe i przycisnełam do siebie a on wył........ wstrząsnęło mną to..... ten pies jest bardzo chory........." Wtedy Mosii podjęła decyzję o natychmiastowych badaniach Dragona. Zaczęła też za pośrednictwem m.in. Doddy, załatwiać psiego neurologa. Pożegnanie... W dniu dzisiejszym (25.08.06) rano Mosii napisała: "z Dragonem jest bardzo żle, szczeka i piszczy od wczoraj wieczorem, on cierpi bardzo........... gardło zdarł sobie do krwi........ juz nawet ledwo oddycha taki cały jest spuchnięty........." Widać było, że Dragon bardzo cierpi. Weterynarz nie dawał mu szans przeżycia do poniedziałku - wg niego wszystko wskazywało na nowotwór mózgu. Mosii napisała... Dragusiu Drogi to jest pożegnanie, pokochałam Ciebie od pierwszego naszego spotkania mój niefrasobliwy łobuzie miałam nadzieje całym sercem modliłam sie bedziesz szczęśliwszy biegając za Tęczowym Mostem w końcu szczęśliwy............. do widzenia Dragusiu do widzenia..................... A Dragonik pobiegł za Tęczowy Most, gdzie może biegać, polować i... jeździć autobusami... I jest tam szczęśliwy... ['] [Dragon i Mosii. Fot. Rebellia 13.08.2006]
-
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Moniczka, jakby co to... wiesz... ....................... ['] -
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Rozmawiałam z Mosii Dragon odszedł ['] Miał 3 krotnie podwyższony poziom wapnia co jednoznacznie wskazuje na nowotwór. Proszę o uszanowanie jej decyzji. Ten pies bardzo cierpiał. -
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
ale numer.... :/ -
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Czy kamica nerkowa u psa nie objawia się bardzo silnym bólem? Bo jesli tak to nielogiczny staje się fakt, że Dragon ładnie chodzi na smyczy. Należę do poradni neforlogicznej i wiem coś niecoś i nie sądzę, aby się to diametralnie różniło u psów... jeśli ból jest porównywalny to nie wierzę, że spacery coś dają. Poza tym, aby ból zniwelować Dragon kładłby się wówczas w różnych dziwnych pozach. Sam piasek na nerkach nie wydaje mi się, aby był aż tak dokuczliwy, natomiast kamienie to już inna bajka. -
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
OK - przekazalam info ;) -
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
No jasne ;) możesz mi wyslłać, wkleję jej na GG lub przedzwonię ;) -
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
PS Rozmawiałam z Mosii (której nie ma na razie) - wyniki będą wieczorem. -
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Aha, dzięki wielkie..., a czym przy tym uszkodzeniu nie ma zaburzeń ruchowych... -
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nie, nie Paros... zobacz, że w hoteliku u weta też w był w boksie, ale nie było takich akcji... A co do guza mózgu, niech mnie Rybon poprawi, ale w 99% są jaieś zaburzenia ruchowe... w przypadku pasożytów zaburzenia ukł pokarmowego... tu tego nie ma. Moja siostra ma jamnika z padaczką... pies także ma "nerwowe" odruchy... Kurczę Dragon nie pasuje do żadnego typu znanych mi (i Mosii) przypadków... Czekam na jej telefon i zobaczymy... -
Bank czasu to fajny pomysł :) Szkdoa tylko, że w zasadzie wypala wyłącznie w dużych miastach :(
-
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
No nic, Mosii pijechała właśnie do weta, a nam trzeba czekać... zobaczymy... -
Dragon[*] odszedł na moich rękach.....
rebellia replied to mosii's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Szmajo nie mam pojęcia :( ale chociaż już wtedy żeby się tak nie męczył... teraz przeczytałam o mongu siedzę i w zasadzie... nawet słów mi zabrakło...