Ja mieszkam w Częstochowie, i tam nie mam większych kłopotów ze znalezieniem miejsca, gdzie Chinook może się wybiegać całkowicie luzem. Niestety wszędzie gdzie chodzę (najczęściej nad rzeki) jest całe mnóstwo zwierzyny. Nie ma spaceru bez ścigania bażantów, na których nawoływanie pies dostaje delirki :D , zdarza się też zając (po gonitwie, bywa że piesio jest tak zmęczony jak po 10 km treningu), a czasami zdaży się sarenka co jest chyba najgorsze. Ogólnie puszczam psa luzem od małego szczeniaczka i zauważyłem że z biegiem czasu i nabytym przez Niego doświadczeniem, jest lepiej, tzn. pies nie ucieka na oślep byle dalej, ale stale kontroluje kierunek spaceru- co kilka minut pojawia sie w zasięgu wzroku(zaleznie od terenu są to różne odległości). Nauczyłem go też że pokazuję mu kierunek wyciągniętą ręką i jednoczesnie wołam: CHINOOK TAM i on się w tym orientuje. Sprawdza sę to np. w lesie , gdzie mamy mnóstwo skrzyżowań duktów. Oczywiście były też niemiłe sytuacje. Pamiętam jakiś rok temu w byłem na rybach (jestem wędkarzem- spinningistą) oczywiscie z Przyjacielem, i idąc z nim leśną drużką, wzdłuż rzeki od której oddzielał nas pas bagiennych jeziorek na jakies 2-3 km długich. Pies nagle zobaczył dałe stado saren. Trzeba dodać że Chinook był po raz pierwszy w tym terenie, a ja niewiele więcej. Pobiegł za nimi a one go wyciągnęły na przesmyk, między rzekę a te jeziorka. Pobiegł tak daleko że nie słyszał ani mnie, ani nie mogł wrócić po sladach(bo biegł po wodzie, miejscami głębokawej). Wtedy to zginął na jakieś 4-5 godzin. Tyle zajęło mi odszukanie skurczybyka. Oczywiście rybek nie połowiłem :D . Tak zdartego gardła nie maiłem nigdy nawet po jakimś koncercie albo śpiewach pod wpływem :lol: . W końcu znalazłem diabła w największych krzakach, ale cóż na drugim brzegu jeziorek!
Sytuacja nie do pozazdroszczenia (woda do pasa nie wiadomo jaka warstwa mułu, GRUDZIEN i śnieg na brzegach). Na szczęscie pies był już nauczony wskazywania kierunku i obeszło się bez kąpieli brrrr. Pies jak w końcu dotarł do mnie był tak zestresowany ze nie miałem serca go karać. Po oględzinach okazał się do tego niesamowicie gruby, aż do niewyobrażenia! Myślałem że coś upolował i zjadł. Ale nie: wyobrażcie sobie, że miał w żołądku mnóstwo wody z tych jeziorek. Zwrócił ją jak wracaliśmy do samochodu. I nie wiem czy chciał je wypic :D , czy w stresie tak się zachował. Nie pamiętam jak się te zachowania nazywają ale charakteryzują się tym, że zwierzęta( ludzie też) w stresowych sytuacjach zachowują się w sposób nietypowy i irracjonalny(np. ptaki w konflikcie i jeden z nich zaczyna najspokojniej w świecie-pozornie-szukać pokarmu). Takie Przygody własnie nauczyły mojego hasiora ze lepiej jednak mieć baczenie gdzie jest pan, i dokąd idzie :). I tak po kilku nieciekawych w ogólnym rozrachunku ucieczkach pies zaczął używać oprócz instynktu także głowy :D . Oczywiście ze wszystkimi pieskami to nie przejdzie, ale zachęcam jeśli tylko macie mocne nerwy(i gardło) do luznych spacerów. Bardfzo wazny jest silny kontakt z psem, i wyprawy od małego, najpierw w znany sobie a nie psu, teren (najlepiej jakiś z góry obmyślany, i przewidywalny -nie możliwe :P ). Aha no i pies musi bezwzgłędnie przychodzić na zawołanie( jak nie ma np sarny, bo jak jest to nic nie pomoże) co nie jest łatwe do wytrenowania :D ale możliwe. Naprawdę po kilkugodzinnym spacerze pies jest tak zmęczony, że jak mi się kiedys zdażyło spał w sosnowym młodniku i tylko ze była zima i śnieg za kolana, udało mi się go wytropić po sladach i przerwac słodki sen :D , jak naprawdę po dobrym treningu, i co najmniej tak samo szczęśliwy jesli nie bardziej, bo zawsze inna droga i nie ciągnie jakiegoś leniwego dwunoga , który jeszcze się drze akurat gdy ma ochotę siknąć na drzewko :D