Jump to content
Dogomania

Greven

Members
  • Posts

    7282
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Greven

  1. Dla Ciebie to jest "po nowym roku", a dla psa ogromny okres rozwojowy. W przypadku zwierząt trudno później nadrobić to, czego zaniedbało się w momencie, gdy była na TO odpowiednia pora. Szczególnie mając doczynienia z psem problematycznym. Wykastrowałaś, to dobrze. Ale co dalej?
  2. Pewnie TOZ podpisze stosowną umowę z nowym domem, aby wykluczyć takie ryzyko ;) Ja zaglądam, czekam na wieści.
  3. Mnie się otwiera link z postu FLY. Ja miałam psa z zerwanym więzadłem. To był stary uraz (pies schroniskowy), ale nasz ortopeda sobie poradził. Najgorsze było hamowanie psa przed zmarnowaniem jego pracy. Na plus - pies lekki, skundlony husky. Na minus - ruchliwy, jak cholera. Spacery na krótkiej smyczy, zakazł włażenia na meble, wsadzanie do auta... o dziwo, wszystko pięknie się wygoiło. Pies trafił do nowego domu, gdzie spełniane było zalecenie lekarza - rehabilitacja przez pływanie. I on i opiekunka uwielbiali pływanie w jeziorze i rehabilitacja trwała cały sezon. Chodził, biegał, skakał - żadnych śladów kulawizny, nic się nie popsuło. Tylko trzeba naprawdę uważać w pierwszych tygodniach, a potem pilnować wagi psa i dbać i rozsądną rehabilitację. Twoja suka ma uprawnienia, że chcesz ją rozmnażać?
  4. Ja bym zadzwoniła do ZK i dopytała o tę hodowlę. Może faktycznie nic złego się nie dzieje, kobieta nie dopilnowała jakiś terminów itd., ale może też się okazać, że Twoje zapytanie będzie przy okazji powiadomieniem o "lewym miocie". Kto wie, co teraz wymyślają rządni zarobku rozmnażacze, może właśnie krycie warunkowe? Bo już teraz nie każdy daje się nabrać na "ostatniego w miocie", co to rodowodu nie dostał, a po wybitnych rodzicach est! - ludzie mają internet, mogą się dokształcić w tych sprawach (co nie znaczy, że niemal każdy laik, z którym rozmawiam, nie wierzy nadal w " piątego, siódmego, ostatniego w miocie". Cudo nie pies i to właśni im udało się go kupić!).
  5. [quote name='iwona&CAR']Jak masz watpliwosci ale gorzej jak jestes pewna i polecano Ci hodowle i to przez hodowce ktory tez jest pewny[/QUOTE] Nie rozumiem, możesz jeszcze raz?
  6. [quote name='panbazyl']Byla by idealna przy sportach zimowych - ciągniecie nart. Serio.[/QUOTE] Zapowiadają opady śniegu. Może zaczniesz ją zaprzęgać? Jeśli lubi ciągnąć, to niech ciągnie. Wyżyje się, zrealizuje, a Ty będziesz miała mniej nacisku na smycz. Moje psy w sezonie ciągają sanki, poza sezonem oponę. Może praca zaprzęgowa pomoże Ci rozwiązać przy okazji inne problemy.
  7. [quote name='Luna_Lab']a wogóle da sie tu skasować konto? ;//[/QUOTE] Napisz prośbę o skasowanie do moda, albo admina.
  8. Ja mam obecnie kundla... z wyglądu dla laika owczarek... ale umówmy się, że wilczur ;) Urodzony niewiadomo z jakich rodziców. Pierwsze pół roku życia na podwórku, gdzie za całą aktywność służyło mu podkopywanie i obsikiwanie krzaków. Właściciel sam zaciągnął go do mojego samochodu, żeby mieć pewność, że zabiorę "problem". NERO, bo tak się wilczur nazywa, pasienie ma tak mocno zakodowane w genach, że mimo iż nikt go tego nie uczył i nikt go do tego nie zachęca, pasie wszystko - konie, kozy, taczkę z sianem, koty, samochód, grupę ludzi. Potrafi paść nawet wodę lejącą się ze szlaucha. GENY, GENY.
  9. [quote name='Madie'](...) Na co takis tarszy Pan siedzacy obok z zona i kotem w kontenerze: "Boże...Przysiągłbym, ze to pies..."[/QUOTE] Świetne ;) Ja kiedyś próbowałam wytlumaczyć jednej panci od małego pieska w nosidełku, jednej od fretki w transporterze i jednej od królika (a może to była świnka morska?), czemu tłumaczę swojemu pitbullowi, że to jest kotek i "kotek nie lubi". Czy dla posiadaczy tych zwierzątek ujmą jest, gdy ktoś - na użytek swojego niezdrowo pobudzonego psa - nazywa je kotkiem? Tanga wie, że "kotek nie lubi" i kotkowi się nie narzucamy.... I smucimy się, że reszta świata nas nie rozumie :diabloti:
  10. [quote name='Fauka']To tak jak nie uświadomić rodziny o tym, jak postępoważ ze schizofrenikiem który jako tako wraca do rzeczywistości i trafia z powrotem do psychiatryka bo nikt mu w domu nie pomógł.[/QUOTE] Opiekunowie psów bywają bardzo odporni na "uświadamianie". Często regres w zachowaniu psa wcale nie jest winą szkoleniowca. On robi, co do niego należy, pracuje z psem, edukuje jego właścicieli, a potem drzwi się zamykają i... wszystko wraca na utarte ścieżki.
  11. Moje pitbullki są wychowane z kotami, ale o ile każdą z osobna zostawię z dowolną ilością kotów, to już obu na raz nie. Ludzie, którzy chcą połączyć swojego "niepewnego" psa z kotem, najczęściej decydują się na kociaka przyzwyczajonego do psów i rzeczywiście - to działa. Ale ja znów obserwuję, że moja starsza suka bardzo niezdrowo nakręca się na maluchy. Nie na zasadzie "dopaść i zagryźć", ale na zasadzie "dyskretnie przyrzymać sobie łapką i lizać, lizać... najlepiej do kości, a że miauczy to tym zabawniej". Podrośnięte, lub dorosłe koty mogę wprowadzać bez żadnego problemu, Tanga nie zwraca uwagi, że mamy "coś nowego", ale maluchy... tego lata trafiło do nas kilka i przyznam, że przez pierwsze dni miałam duszę na ramieniu, kontrolowałam Tangę i izolowałam od kociaków. Początkowo nagradzana była za spokojne ich obserwowanie z dystansu (bez błagalnych pisków i patrzenia mi głęboko w oczy z czytelnym przesłaniem: "pozwól mi, no pozwól mi wziąć sobie to futerko"), potem za leżenie na łóżku, na którym maluchy się bawiły, aż w końcu za delikatne obwąchiwanie i liźnięcia bez pomagania sobie łapami. Kilka miesięcy temu koleżanka wprowadzała do domu kota. Jej dwa małe psy (york i kundelek) nie miały z tym problemu, ale obawiałyśmy się reakcji 6-letniej amstaffki, która mimo że nigdy nie szczuta, źle reagowała na koty spotykane na ulicy, szczególnie jeśli kot szybko się poruszał (ucieka - gonić; nie ucieka - czekać, aż zacznie uciekać). Obecnie Lola może bawić się ogonem i uszami amstaffki, z małymi psami toczy prawdziwe sparingi, ale... tylko i wyłącznie w obecności opiekunki. Na czas jej nieobecności Lola jest zamykana w swoim kenelu w łazience.
  12. U mnie koty chodzą luzem po gospodarstwie, a co za tym idzie, załatwiają się tam, gdzie mają ochotę. Szczególnie lubią kretowiska - ziemia już spulchniona, nic tylko drapnąć dwa razy łapą i już można kucać ;) Wszystkie moje psy interesują się kocimi toaletami, ale na szczęście tylko na zasadzie powąchania "co nowego", lub w przypadku samców - obsikania. Niestety wyjątkiem jest Łapa, która lubi degustować (yyhhh) i nie mam jak jej upilnować. Problem kuwety w domu najłatwiej rozwiązać, kupując kuwetę krytą (tylko nie każdy kot będzie miał ochotę przechodzić przez drzwiczki i czasem trzeba je wymontować, a wtedy to już nic nie stoi psu na przeszkodzie, by wsadzić mordę do środka i wyjadać), montując w drzwiach ogranicznik (może być nawet sznurek na klamce, o którym już wcześniej ktoś tu wspominał), bramkę w wejściem tylko dla kota (ale jeśli zmieści się kot, to i niektóre małe pieski mogą się przecisnąć, a szczególnie szczenięta ras małych, dla których zjedzenie nawet kilku granulek żwirku - pęczniejących i brylących się w przewodzie pokarmowym - może być śmiertelnym zagrożeniem), lub wstawiając kuwetę do szafki. Stawiania kuwety "gdzieś wysoko" nie polecam, chyba że jest solidnie zabezpieczona przed spadnięciem. Ale i tak mogę sobie wyobrazić emisję z wysoka, czyli pewnie na całe pomieszczenie ;) rozgrzebywanego, bądź zagrzebywanego żwirku.
  13. [quote name='Angelka'](...) spokój i równowaga przewodnika jest wielokrotnie omawiana miedzy innymi w książkach P. McConnell żadna nowość[/QUOTE] Nie mówię przecież, że CM to wymyślił. On tylko propaguje zbiór metod, znanych od dawna i stosowanych przez wielu szkoleniowców, wprowadzając własne modyfikacje. Tak samo, jak Monty Roberts nie "wymyślił" naturalnego jeździectwa - on tylko zebrał w całość i rozpromował, podpisując własnym nazwiskiem, coś co znane jest od starożytności pod różnymi nazwami i z różnym powodzeniem - często intuicyjnie - wykorzystywane przez pokolenia jeźdźców i trenerów.
  14. [quote name='evl']Czy w takiej sytuacji mogę mu walnąć gazem, jak pańcia się nim nie przejmuje za bardzo? Może się przejmie jak do niej wróci zapluty? Dlaczego to ja mam się użerać z 30kilowym, obcym psem?[/QUOTE] Jeśli "tylko" podlatuje, to chyba gaz jest zbyt radykalnym rozwiązaniem, ale jeśli wchodzi w bezpośredni kontakt z Tobą, lub Twoim psem i czujesz się przez to zagrożona, to ja bym się na Twoim miejscu chyba nie wahała. Jasne, że można odstraszać, odganiać, rzucać łańcuchem, ale np. w przypadku spacerów z moimi sukami unikam tego typu metod, bo wtedy moje zachowanie pokazuje im, że rzeczywiście są powody, by się nakręcać. A tego nie chcę, bo Tanga będzie dążyć do ataku, a Łapa wystraszy się. Gaz jest dyskretnym sposobem radzenia sobie z agresorem, aczkolwiek dla agresora bardzo przykrym, dlatego zawsze trzeba mieć pewność, że faktycznie były podstawy do jego użycia.
  15. [quote name='Bonsai']Greven, a czy według Ciebie ekstremalnym przypadkiem jest sytuacja, że pies nie chce wchodzić na piętro po schodach, by spać z właścicielami? No faktycznie, to dobry powód, by poddać psa eutanazji.[/QUOTE] Nie piszę konkretnie o tym przypadku, tylko o większości (o większości - nie o wszystkich) przypadków, z jakimi CM ma doczynienia. Trafiają się odcinki lajtowe, wręcz zabawne, ale oglądając większość psów, z którymi ma doczynienia, wcale nie jest mi do śmiechu. I powtarzam - nikt nie musi ślepo kalkować metod Milana, tak samo, jak nikt nie musi - po obejrzeniu jakiegoś filmu przyrodniczego o polowaniu na krokodyle - chwycić za włócznię, założyć spudniczkę z trawy i mordować aligatory w bagnie. Wiele razy słyszałam, że CM nie nawiązuje więzi z psem, że jest obojętny, szorstki, dyscyplinuje. I nagle się okazuje, że tego właśnie było psu potrzeba - twardego przewodnika. Że dzięki traktowaniu nie mającemu nic wspólnego z zachowaniami swoich właścicieli - ciucianiem, niunianiem, rozczulaniem się, histerią, rozproszeniem i przelewaniem własnych lęków oraz frustracji na zwierzę - pies otwiera się na przewodnika, odzyskuje spokój i równowagę. Nie zawsze, ale często.
  16. Nie jestem bezkrytycznym fanem metod CM i pewnych jego zachowań nie rozumiem (w sumie nie muszę - ważne, aby rozumiały je psy, z którymi pracuje), ale większość jest dla mnie do zaakceptowania. Lepiej chyba przeturlać psa po podłodze, nastraszyć, czy wyszarpać dławikiem, niż bezradnie rozłożyć ręce i poddać eutanazji. Ktoś tu słusznie zauważył - część przypadków, z którymi pracuje CM, to przypadki [B]ekstremalne[/B]. Na pewno popełnia także błędy, ale błędów nie popełnia tylko ten, który nic nie robi. Każdy ma prawo do swojego zdania, ale śmieszą mnie argumenty typu: "ja ułożyłam swojego psa tylko i wyłącznie metodami pozytywnymi, więc CM też tak by mógł". Od szczeniaka? Pracując z jednym psem miesiącami i poświęcając mu całą uwagę? Na pewno by mógł. Ale on musi działać szybko, zdecydowanie i skutecznie. Jedzie na miejsce, rozwiązuje problem. Dalsza praca z psem leży już w gestii właściciela. Może stosować się do wskazówe CM, a może iść własną drogą - byle utrzymał psa w pionie psychicznym. Ten człowiek pracuje z ogromną ilością psów, z których większość ma prawdziwe problemy (a co za tym idzie - problemy ma też ich otoczenie). To, że czasem ponosi porażki, nie oznacza, że nie osiąga bardzo dużych sukcesów. Wyprowadza psy na prostą, pokazuje właścicielom, jak dalej pracować, ale niestety nie każdy się do tego dostosuje - stąd zapewne wynika część problemów, nawracających gdy CM kończy pracę z danym psem. Tak, jak napisałam na początku - nie jestem ślepo zapatrzona w CM i nie kopiuję równie ślepo jego metod, a ten, kto to robi, i tak znalazłby metodę by zepsuć i skrzywdzić swojego psa. Milan do tego nie potrzebny.
  17. Ja tylko podczytuję wątek czasem i nie wiem, o co chodzi z tym filmem. Pochwalcie się ;)
  18. [quote name='Luna_Lab']Dzięki za rady ale psa i tak już nie ma Poza tym on miał 7 lat robił swoje (wiem wiem "wymówka )[/QUOTE] To był starszy pies z ugruntowanymi nawykami, które trudno zmienić dziecku, szczególnie jeśli nie ma wsparcia ze strony rodziny, ale z nowym psem - bo chyba masz psa? - powinnaś położyć duży nacisk na posłuszeństwo i współpracę. Byłam u Mamy w odwiedzinach i widzę, że w okolicy nastąpiło parę zmian. Sąsiedzi mają sukę collie i [I]zdażało[/I] im się wyprowadzać ją na smyczy. Teraz już im się [I]nie zdaża[/I]. Suka lata samopas po ulicy. Generalnie nie jest kłopotliwa, psy i ludzi obszczekuje z daleka, tak z ok 10 metrów, ale to, że ona łazi luzem sprawia, że ja zza każdego zakrętu i zza każdego zaparkowanego auta muszę wychodzić ostrożnie idąc z moją Tangą, bo nie wiem, czy ona gdzieś tam nie stoi, albo nie leży. A naprawdę nie chciałabym konfrontacji "nosem w nos". Druga zmiana - kolejni sąsiedzi, którzy czasem [I]zapomnieli [/I]zamknąć furtkę, gdy w ogrodzie jest ich nabuzowany, agresywny jak diabli golden, teraz [I]zapominają[/I] o tym dość często. Średnio raz dziennie. O podchodach, żeby wyjść z psami, albo bezpiecznie z nimi wrócić, ewentualnie wracać drogą okrężną, nadkładając kilkaset metrów, nie chce mi się nawet pisać. Parę ulic dalej mieszka pani, co kiedyś miała czarnego, kudłatego burka. Burek egzystował albo zamknięty w ciasnym kojcu, gdzie dniami i nocami wył oraz szczekał, albo był wypuszczany, żeby się wybiegał. Jako, że w płocie dziur było sporo, to burek biegał po całej dzielnicy. Dożył w ten sposób dość sędziwego wieku, myślę że miał ponad 10 lat, gdy w końcu wpadł pod samochód, tak definitywnie i na amen. Bo wcześniej też wpadał, potem trochę kulał, parę dni, parę tygodni, ale zawsze udało mu się wylizać. W ramach pocieszenia pani sprawiła sobie słodkiego buldożka. Buldożek mieszka w domu i biega po posesji - gdyż okazało się, że dziury w płocie można było skutecznie załatać na przybycie sweet szczeniaczka. Buldożek ma obecnie ok roku i jego ulubionym zajęciem jest obszczekiwania przechodzących koło bramy psów. Nigdy nie wychodzi na spacery, nie ma zabawek (no chyba, że w domu), wszystkie krzaczki już podkopał, więc w sumie trudno mu się dziwić, że jest znudzony i szuka rozrywki. Niestety wczoraj sprawy zaszły trochę za daleko. Przechodziłam obok posesji z Tangą, buldożek obszczekał nas wściekle przez płot. Widziałam, że po podwórku i przy furtce kręci się paru facetów, ale na szczęście wszystko było pozamykane. Wracam po kilkunastu minutach, brama otwarta na oścież, a na drogę, prosto na nas, leci z ujadaniem zjeżony buldożek. Myślałam, że zacznie nas obiegać dookoła i szczekać, ale on rzucił się Tandze z zębami do pyska! Zszokowało mnie takie zachowanie, a zdążyłam postawić Tangę dęba na szelkach (żeby nie mogła sięgnąć buldożka) i zastawiałam przed atakami tego cholerstwa, które próbowało gryźć jej odsłonięty brzuch i łapy. Krzyknęłam, żeby ktoś zabrał psa i po chwili - w takiej sytuacji wierzcie mi, że to była baaaardzo długa chwila, choć pewnie trwała kilka sekund - na ulicę wyszedł jakiś facet. Zaczął wołać buldożka po imieniu. Zgadnijcie, czy to coś dało. On woła, buldożek atakuje, a ja ratuję buldożkowi życie, trzymając w górze na szelkach 30 kilo pitbulla. W końcu warknęłam, że zaraz puszczę psa, na co facet... podleciał, zaczął tupać i... rzucać w buldożka żwirem. W końcu - tymi dziwnymi, acz o dziwo skutecznymi metodami - zapędził cholerstwo za bramę. Czy przeprosił, zapytał czy wszystko ok? Ależ skąd... Trzęsłam się jeszcze przez kilka minut po powrocie do domu.
  19. Z moim PW jest coś nie tak od paru tygodni. Mogłabyś napisać na maila? [email]proequo@gmail.com[/email]
  20. [quote name='agaga21']a ja odpowiem na ten kretyński post trzema słowami: [B]BEZCZELNA, PUSTA I OKRUTNA![/B]:angryy::angryy::angryy: agnieszko, nie przejmuj się, niektórzy są wredni z natury i nic na to nie poradzimy.:shake:[/QUOTE] Ciebie też sobie zacytuję. AGNIESZKO, NIE PRZEJMUJ SIĘ!!!! JESTEŚMY TWOJĄ GRUPĄ WSPARCIA W GUBIENIU PSÓW :lol:
  21. [quote name='agnieszka32']Greven - Ty nie jesteś całkiem normalna. Zastanów się co piszesz... Co ty *******isz, za przeproszeniem??? Moje psy bez smyczy i kłusowały??? Szkoda, że ktoś nie zakłusuje na taką głupią ...... jak Ty! Wypowiedzi kogoś takiego, jak Ty, to nawet nie ma co komentować.:angryy: Idziesz na dno na całego, nie tylko finansowo. :shake::shake::shake:[/QUOTE] Aż sobie zacytuję. Kto oprócz Ciebie mówi, że Twoje psy kłusują? Ty pisałaś, że wywijały się z obroży i przegryzały smycze idąc za sarną. Wiem, że mój komentarz od początku był niepopularny, ale umiem z tym żyć :lol: A finansowo jest ok, dziękuję. P.S. Zaproś więcej koleżanek do wątku.
  22. [quote name='agnieszka32']U Fiodorka i Sary to był mały pikuś[/quote] Jesteś aż tak bardzo samokrytyczna (nie odpowiadaj, to było pytanie retoryczne), żeby nie dostrzegać różnicy? Ty dwókrotnie zgubiłaś własne psy. Własne, domowe, przywiązane do Ciebie. W szczegóły "zgubienia" ich wchodzić nie będę, pozostańmy przy oficjalnej wersji, że podczas spaceru poprzegryzały smycze i poszły w siną dal. Bo oczywiście nie były puszczone luzem i nie kłusowały. Nie poszły na okolicznych polach za sarnami. Pewnie, że nie. Bo to dobre psy były, ha! A tu zaginęła suka (sterylizowana i czipowana), której nie dopilnował dom. Dafne jest jednym z wielu, bardzo wielu psów, przechodzących przez PE. Nie czuję się odpowiedzialna za jej zaginięcie. Ale gdyby to mój osobisty, prywatny pies zaginął... czułabym się bardzo, bardzo źle. I [B]z większym dystansem komentowała zaginięcia innych psów[/B].
  23. [quote name='nataliahexe']Ostatnio usłyszałam coś takiego po tym jak moja łysa kochająca cały świat podbiegła do małego kundelka (takiego niskopodłogowego): -niech pani zabierze ją, bo mój pies to kundelek (odciągając swojego tak, że prawie go powiesiła na tej smyczy) -no i co, że kundelek? (pytam zmieszana) -no, że pani pies jest rasowy -ale co związku z tym?? (już w ogóle zgłupiałam!) -no to, że rasowe są delikatne a ja mam kundelka... Jak jej powiedziałam, że to nie ma znaczenia czy rasowy czy nie popatrzyła na mnie jak na jakąś idiotkę![/QUOTE] Może kobieta bała się, że jej pies w jakiś sposób (np. w zabawie) uszkodzi Twojego i ona będzie miała kłopoty - bo Twój rasowy, czyli drogi i np. zarządasz odszkodowania. Rozumiesz? Skoro prosi, żebyś zabrała psa, to go zabieraj, a nie wdajesz się w dyskusje. Jak chcesz podyskutować, to zrób to, o co Cię prosi i dopiero drąż temat.
  24. [quote name='donacja']na ekranie collie, u stóp collie...czyste szaleństwo[/QUOTE] Tak, muszę się z Tobą zgodzić.
  25. Asiorku, u nas prowincja ;) to i ceny niższe. Wiem, że macie dużo na głowie, ale spróbujcie nagłośnić temat krowy, a konkretnie jej transportu, jak już do transportu będzie gotowa - może znajdzie się ktoś, kto weźmie ją po kosztach, albo przy okazji. O ile oczywiście Canaverall potwierdzi, że podoła opieki nad dwoma dużymi zwierzami, czyli koniem i krową. W innym wypadku też warto szukać alternatywnych rozwiązań.
×
×
  • Create New...