Nie ma nowych wpisów, bo Ania nie byłaby sobą gdyby sobie czegoś nie wymyśliła. Włączyłam się jako wolontariuszka w porządkowanie starego, zapomnianego przez wszystkich cmentarza ewangelickiego w moim mieście. Właściwie to czegoś, co kiedyś było cmentarzem, a stało się buszem w którym nie było widać ani jednego grobu. Grobu? Raczej tego co zostało po grobach. W nosie mam to, jakiego wyznania ludzie są tam pochowani. Dla mnie to byli ludzie i tyle w temacie. No i jak Ania tam pójdzie , to wraca prawie na czterech i nie ma siły palcem kiwnąć ale szczęśliwa, że prace idą do przodu. Pracujemy tam bardzo wąską grupą od roku, ale tej wiosny ruszyliśmy pełną parą wykorzystując pogodę i już widać efekty. Latem podczas upałów nie da się fizycznie tak tyrać. Pracy starczy nam na kolejne lata, bo choć teren wykarczowany z dzikiego bzu i dzikich akacji, to te france nadal odrastają i odrastają. Nawet Randap tego nie bierze. No i sobie tak tam pracujemy piątek i światek, aby zrobić jak najwięcej przed latem.
To wcale nie oznacza, że zapominam o tej stronie, o Was , czy moich psinkach. Nic z tych rzeczy. Jednak uwierzcie mi na słowo, Wracam ze sztywnymi paluchami, w których boli każda kosteczka i nie chce się ani odpalać kompa, a tym bardziej klepać w klawiaturę, bo paluszki muszą być sprawne kolejnego dnia. Pozdrawiam Was wszystkich i jestem bardzo wdzięczna za to, że tu zaglądacie.
Kocham Was moje królewny