-
Posts
6046 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by PaulinaT
-
Wika - pies który zmienił moje życie! + reszta Psiarni + inne stwory
PaulinaT replied to Marta i Wika's topic in Foto Blogi
Boski sad, a ta ławeczka... Na bali słomy fota wypaśna! :lol: -
Poznań. POMOCY! Coca-cola PILNIE szuka domu.... JUŻ NIE! MA DOM!!!!
PaulinaT replied to PaulinaT's topic in Już w nowym domu
Ząbek ząbkiem. Ale kot z 20szwami na kolenia i Abi ze szwami na powiekach za to bez macicy...? No zobaczymy, jak się wszystko powylecza i znajdę kamikadze co ich będzie doglądał? Bo tym razem do mamy nie mogę zawieźć... -
[quote name='Marta i Wika']To nie trzymasz go tak, żeby nie był w stanie Cię użreć?[/quote] No niby trzymam... ale on jest zdolny :diabloti: Wczoraj byliśmy - dla odmiany - na poprawianiu opatrunku. Został on mocnym plastrem na około przyklejony do Teosia... :roll: i niby miało już być ok. Ale Teoś był innego zdania i już wieczorem porozciągał bandaże tak, ze całą ranę ma na wierzchu. I sru - tak zostanie. Początkowo też było okienko, żeby rana "oddychała". Za szwy się nie bierze. Nogi w tym stanie bandaży też nie używa, a chyba głównie w tym opatrunku o to chodzi, żeby jej nie obciążał i nie zerwał tego co mu tam poprzyśrubowywali. (jezu co za słowotwór!) A tych chocków-klocków to jeszcze jakieś 5 tygodni przed nami... :mdleje: Wczoraj przeżyłam też szok cenowy. W klinice trafiłam na "nie-moją" ;-) wetkę, która potraktowała mnie pełnocenowo a nie ulgowo jak "moje" wetki... Kurde, ja nie wiedziałam że 4 zastrzyki dla kota (1 na miejscu i 3 na wynos) mogą kosztować 50zeta! :o Dobra dość o kotach. Teraz coś o psach będzie. Abi. Abisia ostatnio była przeze mnie przystosowywana do ewentualności korzystania z środków komunikacji miejskiej. Czyt. autobusów. W ramach wstępu - Abi dość mocno boi się jeżdżących dużych gabarytów, zwłaszcza jak piszczą im hamulce lub uchodzi z głośnym "pysziiit" powietrze z tychże. I nigdy w całym swoim czteroletnim życiu autobusem nie jechała. I ostatnio - w niedzielę - postanowiłam ten stan rzeczy zmienić, wykorzystując do powyższego dodatkowo sprzyjającą okoliczność czyli zaprzyjaźnionego kierowcę autobusu ;-) pracującego wieczorem na wycieczkowej trasie do Kiekrza. Pojechałyśmy na pętlę na ogrodach. Abi bez szemrania wsiadła do stojącego autobusu i żywo się po nim rozejrzała nawet. Bez sprzeciwu przejechała trasę do przedostatniego przystanku. Wysiadłyśmy tam, żeby wsiąść znowu gdy autobus nawróci na końcówce. Bo wtedy musiała wsiąść do autobusu, który właśnie nadjechał. Wsiadła gładko. Wyszło więc na to, że nie doceniłam tej mojej molosowej cudowności :loveu: Lalunia. Lalunia ma nowych wielkich wielbicieli. Są to właściciele kiosku z warzywami oraz punktu ksero, niedaleko po sąsiedzku. Jednego dnia poszłam z Lalą do punktu ksero - nie nie, nie chciałam skserować Lali, jedna mi wystarczy :evil_lol: Lala mi po prostu towarzyszyła. W ramach urozmaicania sobie życia :lol: I Pan obsługujący nie mógł się nią nazachwycać, sam będąc miłośnikiem i właścicielem bulw... Dzisiaj wybiegła za nami Pani z warzywniaka - koleżanka tego Pana od ksero, zwołała swoje koleżanki i gromadnie miziały i zachwycały się moją zaplutą pomarszczoną paskudą... Jednak nie to ładne co ładne ale to co się komu podoba :diabloti:
-
Zakładam, ze od wyrwania będę wszędzie już jeździć bez zęba...
-
Jakoś żyjemy. Teoś to oaza spokoju :cool1: I zrównoważenia :cool1: Grzecznie zostaje w klatce jak jadę do pracy, jak jestem śpi na fotelu lub w pojemniku na pościel pod tapczanem mojej siostry :roll: Olaboga zanim ja go tam znalazłam, już myślałam że jakoś nawiał był. Nawet zastrzyki przyjmuje tylko ze zmrużeniem oczu (nie wiem dlaczego na ten sam zastrzyk zaaplikowany u weterynarza reaguje gryzieniem mnie po paluchach...) No ale aż tak słodko nie jest. Bo Teo codziennie zdejmuje sobie opatrunek :diabloti: Nikt nie wie jak. Nawet mu pętlę wokół-tułowiową przywiązałam ostatnio bandażem do obroży. I tak gucio. Zdjął. Wczoraj jakoś naprawiłam. Dzisiaj już mi nie wyszło - więc chyba pojedziemy sobie dzisiaj na jutrzejszą kontrolę :p Zamiast jutro. [quote name='___karolina___']Abi czeka na swoją kolej?[/quote] Czeka. W piątek jest ten dzień. Nieodwołalnie! I jakoś to i tak załatwię, mimo że wczoraj otrzymałam służbowego emaila, że w czw-pt-sob mam zadanie w postaci konferencji ortopedycznej... od rana do późnego wieczora... No zapomnieli byli mi wcześniej powiedzieć, że tam mam być. No zapomnieli i już. No i w czym problem?? :shake: No nic, jakoś ten logistyczny problem rozwiązać muszę. Czy do pojutrza zdążę się sklonować??
-
Dziewczyny. Nie wiem co z moją obecnością w tej II połowie września będzie. W domu szpital mam. I remont. I jeszcze ząb mają mi wyrwać :placz:
-
:mdleje::mdleje::mdleje: :roflt::roflt::roflt: niech żyją!
-
Teodorek :mad: Wczoraj wieczorem raczył zdemontować - częściowo - opatrunek. Nie wiadomo jak ściągnął pętlę, która przechodzi mu przez brzuch i grzbiet i ma utrzymywać bandaż na łapie na swoim miejscu. Musiałam zabawić się w pomysłowego Dobromira, przeciąć pętlę (niszcząc dość drogi bandaż - Flexus się chyba nazywa, taki specjalny lekko klejący) i posklejać z powrotem ze sobą i do kota bezpośrednio :diabloti: przy pomocy plastrów i... taśmy klejącej :roll: Ale przetrwało toto do dzisiaj, czyli do kolejnej wizyty kontrolnej. No i chyba nie jest źle, na wizycie wyszło. Kolanko jest nadal spuchnięte, co jest myślę normalne, ale nie sącz się i chyba się nie najgorzej goi. Już gorzej wyglądają rany po pazurach wyrwanych... No i Teo raczył mnie znowu ugryźć w palec przy zastrzyku :angryy: Teraz odsypia. W kuwecie. Bo mój super normalny kot od 3 dni śpi w kuwecie. Protest? Bunt? :niewiem:
-
[URL]http://www.youtube.com/watch?v=G6U2-IA79EU[/URL] Polecam :-)
-
Heh. Ten twój Kacper to też niezły ananas. Co w tych kocich głowach siedzi? Durne toto takie :angryy: Teo bez opatrunku to spokojny kotek. Nawet ten cały sedalin nie jest mu potrzebny. Spokojnie przemieszcza się po mieszkaniu... ale ale. Czemu ja go wypuściłam z kennelu? Bo Teodor wszelkimi dostępnymi sposobami próbował mi to więzienie wyperswadować. N. położył się wzdłuż kuwety i wysypywał sukcesywnie cały piasek na siebie :diabloti: No więc odniósł kolejne zwycięstwo, postawił na swoim i teraz łazi sobie całkiem free po chacie i jest grzeczny i spokojny. Mam nadzieję, ze mu tak zostanie. Bo od poniedziałku wchodzi mi Pan Złota Rączka z remontem...
-
Poznań. POMOCY! Coca-cola PILNIE szuka domu.... JUŻ NIE! MA DOM!!!!
PaulinaT replied to PaulinaT's topic in Już w nowym domu
No właśnie nie za bardzo wiadomo co i jak bo Cola tamten weekend spędzała poza miastem, u znajomych czy rodziny i nie była jedynym psem, który tam był w tym czasie. A tylko jej się tak porobiło. Ale prawdą jest śmietnisko na międzyblokowych trawnikach. Moje suki nie jedzą syfów - znaczy chętnie by pojadły ale respektują zakaz. Dopiero Figa i jej zapędy konsompcyjne uwidoczniły mi ogrom jadalnych-niejadalnych odpadków,które ludzie po prostu wyrzucają przez okna :o Jak mi bóg świadkiem - nie pojmę dlaczego. Dla kotów? Ptaszków? Czy z lenistwa? -
Migawki z życia Białych Misiów trzech i Niepieseczki :-)
PaulinaT replied to Camara's topic in Owczarek podhalański
[quote name='Kasie']Paulinko, nie uwzględniłaś jednego, że Camara ma aż 3 miśki, wcale nie ruchliwe tylko po prostu Ty widzisz coś białego a nigdy nie wiadomo co to się akurat podstawiło ;)[/QUOTE] Aaaa! Noto wiele tłumaczy ;-) -
AMICUSOWE MALAMUTY - piękne, uśmiechnięte. Saba się pożegnała ['].
PaulinaT replied to mar.gajko's topic in Już w nowym domu
mar.gajko :mad: przecież II śniadanie w racy to rzecz święta! jak jeszcze pracowałam stacjonarnie też miałyśy lodówkę i drugie śniadanka... ech, teraz tylko czasem w locie cosik wciągnę. Tych drugich śniadanek to mnie brakuje. Ojjj. A Pajut... fajno ślepi się w obiektyw :p Znaczy zezuje :evil_lol: -
Wróciliśmy z lecznicy. Decyzja póki co następująca - Teo ma zdjęty usztywniacz a założony opatrunek elastyczny. I do tego sedalin na uspokojenie. Siedzi na razie w kennelu i cały czas wysypuje piasek z kuwety żebym tylko zwróciła na niego uwagę :mad: Ze strat - ma wyrwane 3 pazury. To co mu się na kolanie sączy to od własnych ugryzień, nie z rany pooperacyjnej. Sam je i pije. Korzysta z kuwety. Mam nadzieję, ze teraz, gdy nie jest aż tak unieruchomiony tym mocno usztywniającym opatrunkiem będzie spokojny. Teraz chociaż te 2 tygodnie, najważniejsze tak naprawdę.
-
Poznań. POMOCY! Coca-cola PILNIE szuka domu.... JUŻ NIE! MA DOM!!!!
PaulinaT replied to PaulinaT's topic in Już w nowym domu
Z Colą była stresu... co niemiara. Cola w zeszły weekend prawie umarła. Czegoś się najadła - co dokładnie jej zaszkodziło nie wiadomo, po 2 dniach zrobiła kupę która składała się z samej trawy - i w ostatniej chwili wylądowała w klinice. Oczywiście - była to niedziela. Na szczęście i mała i jej opiekunowie byli dzielnii dali radę. A linia telefoniczna była rozgrzana do czerwoności... Dopiero wczoraj Cola doszła do siebie. Dobrze, że tak się skończyło... Było by strasznie niesprawiedliwe, gdyby teraz coś się właśnie jej niedobrego stało... -
Boli go na pewno. Ale moim zdaniem on przede wszystkim chce się uwolnić od tego opatrunku. Ma w nim wygiętą do tyłu łapę, ledwie może się poruszyć i do szału doprowadza go to unieruchomienie. Możliwe też, że ból kojarzy się dla niego z tym opatrunkiem właśnie. Bo wiesz - uspany do operacji, nic go nie bolało. Nagle budzi się, noga boli a jakieś wstrętne białe sztywne coś trzyma go za nogę. Zrobiło się późno - a ja jeszcze w domu. Ale wypuściłam go z pokoju, pojadł popił, powariował też - ale już powoli na mój krzyk przestaje się tak rzucać. Na kolankach nawet mi chwilkę pomruczał, po czym otworzył oczy i - do diabła - znowu to białe coś mu na łapie wisi więc zerwał się jak oparzony i próbował wleźć na kaloryfer... On chce uciec od opatrunku a ten jak na złość wszędzie za nim...
-
Dziewczyny - dzięki za obecność i podtrzymywanie na duchu. Taki niby ze mnie twardziel ;-) ale się wczoraj rozkleiłam. Jakoś przetrwaliśmy noc. Tzn. stwierdziłam "jak się chcesz zabić to droga wolna pacanie" i poszłam spać. Wstawałam tylko raz, żeby go uwolnić z kołnierza - założyłam mu go tak, że bandażem umocowałam na zasadzie szeleczek, na szyi i za łapkami. I to też udało mu się rozwalić. Kołnierz ma wydrapane dziury na wylot. Więc trudno będzie bez kołnierza - do szwów się nie dobiera póki co, opatrunek usztywniający twardy więc się nie przegryzie. Teraz się mocno gryzę - wetka mówiła wczoraj, że jak do pracy dzisiaj idę to mam go przywieźć do lecznicy i oni go przypilnują. Ale to będzie nowy stres. Teraz Teoś wlazł do wiklinowej budki (nie wiem jak i nie wiem jak uda się mu z tą sztywną i wygiętą do tyłu nogą wyleźć z tego) i tylko miauczy do mnie. Więc może lepiej go zostawię jednak w domu? No mam jeszcze jakąś godzinę do namysłu. Dobrze że nie mam normowanego czasu pracy, a dzisiaj tzw. dzień apteczny więc moge to nawet późnym popołudniem dokończyć.
-
Koty sa trudnymi pacjentami. Ale Teo - pewnie dlatego że jest mój - jest ekstremalnie trudny. Serio mówiąc - nie wiem czy wystarczy mi sił i odporności (a przeżyłam już wiele zabiegów i operacji na licznych zwierzach obu gatunków) aby to przetrwać. Gdyby był jakiś dobry szpital, chyba bym go tam zostawiła. Teodorek dzisiaj spokojnie sobie spał, po lekach i po jedzonku. Ja się też zdrzemnęłam. Nagle obudził mnie rumor i hałas i krzyk mojej mamy. Teodor wpadł w coś na kształt amoku. Można też go nazwać szałem. Lub furią powiązaną z panicznym strachem. Skakał i wywijał salta w kennelu. Wylał na siebie wodę, rozsypał jedzenia i zawartość kuwety. Mama chciała go przytrzymać - wyskoczył na pokój. Złapany - dotkliwie ją podrapał i pogryzł. Nie puściła. Zaczął wyć. Nie puściła. Trzymała. Sytuacja patowa trwała dobre 20 minut, zanim za pomocą jeszcze mojego szwagra - bosze jak dobrze, ze moja rodzinka była akurat, sama nie dałabym sobie rady - wsadziłyśmy go do małego transporterka, opatrunek był nieźle rozpruty, część usztywniacza nachodziła na szwy i trzeba było na sygnale jechać do lecznicy. Po drodze transporter cały czas podskakiwał na tylnym siedzeniu w rytm wrzasków kota. Dojechałyśmy. Kot ucichł i zamarł bez ruchu. Dał sobie poprawić opatrunek. Wyjąć i włożyć z powrotem do transportera. Jak tylko opuściłyśmy progi lecznicy zaczął od nowa... W ruch poszedł sedalin w żelu. Teraz ciągle Teo śpi ale już powoli się dobudza. Już pojadł i popił. Boję się co się zacznie za chwilę. Teraz już zostałam sama.... Póki co zrezygnowałam z trzymania go w klatce. Mam jeden pusty pokój - miał być za 2 tygodnie remontowany i nie ma tam mebli poza starą sofą. Zamknęłam tam delikwenta. Może zamknięcie tak na niego wpłynęło? Tam nie ma gdzie wskoczyć, na co wejść czy się zahaczyć, chyba jest bezpiecznie. Na pewno na ten stan wpłynął też szok, że łapa nie chce współpracować, że jest usztywniona - w pewnym momencie widziałam, ze rzcił się na tą łapeczkę i gryzł i drapał. Pogryzł się też w swoje kolano - niedaleko szwów. Powiem szczerze. Gdybym wczoraj wiedziała jak będzie wyglądało jutro zostawiłabym go z tą łapą. Jakoś by sobie dawał radę. Może nie byłoby tak źle jak mówili weci. Teraz jest tragicznie.
-
Oj tak... koty to bardzo trudni pacjenci. Muszę się przyznać, ze wczoraj zaczęłam mieć wyrzuty i wątpliwości, że zrobiłam mu tą operację... 3/4 nocy się wił i wiercił po klatce, rozbijał o pręty (siedzi w kennelu po Figusi), zaplątywał w kocyki... Masakra. Dzisiaj rano też nie było za dobrze - ciągle był zamroczony ale już sporo spokojniejszy. Nawet jakimś cudem wlazł do kuwety na siku :o Jak wróciłam z pracy (a zrobiłam wszystko, żeby wrócić dzisiaj szybko...) jest niebo lepiej. Jest spokojny, dużo śpi lub obserwuje leżąc. Zjadł pół miseczki chrupek! Sam! Często leży na tej łapce - a szew musi być na wierzchu - ale nie przekładam go, może tak mu wygodniej? Na szczęście rana wygląda czysto, jest sucha i nawet nie zaczerwieniona. Dostał przed chwilą lekarstwa (wzięłam zastrzyki na wynos, żeby go nie wozić w tę i nazad). Zniósł to dzielnie. Dokarmiłam go też convalescence support - trochę po to, by go tez napoić, bo pić nie pił. Teraz znowu śpi... Oby mu to tylko na dobre wyszło.
-
Karolka- witaj :drink1: Teoś już w domku - po operacji. Już... Zawiozłam go o 9 rano, odebrałam o 16... jeszcze pół-zamroczonego. Pół-zamroczony jest jeszcze teraz... Biedny strasznie. Kolano spuchnięte jak balon, zszyte na długości kilkunastu cm... Biedne kolanko no... Teoś kiepsko dochodzi do siebie. Jak próbowałam go poprawić, bo się zawinął i obawiałam się czy się nie poddusza (w dużym kontenerku do transportu kotów) zaczął się rzucać, przytrzymywany mocno pogryzł mnie po paluchach. Więc nawet nie mam jak mu pomóc gdy się zakręci :-( A kręci się i skrobie i głową o ten transporter uderza a ja jestem bezsilna. Co powiedział wet-magik co go operował? Że w kolenie poszły Teosiowi wszystkie możliwe wiązadła - przednie krzyżowe, tylne krzyżowe plus jakieś boczne. Gdybym go teraz nie poddała operacji - pewnie skończyłoby się amputacją, gdyż łapka byłaby nieużywana, doszłoby do zaniku mięśni i - jak to ujął Pan Lekarz - "łapka by uschła". :niewiem:
-
Migawki z życia Białych Misiów trzech i Niepieseczki :-)
PaulinaT replied to Camara's topic in Owczarek podhalański
:eek2: dopadli niepieska.... ale... ...ale jako właścicielka psa gabarytowego... ...wyrażam ogrom zadziwienia i najwyższy szacunek... ...nad ruchliwością miśków! :o