byłam dziś wieczorem; wyzelek podbiegł do ogrodzenia, cieszył się i szczekał, ale jak tylko Pan Paweł chciał go zapiąc na smyycz, Bruno natychmiast uciekł do swojej super luksusowej-nówki-budki i za nic nie chciał już wyjść.:shake: No ale były ze mna jeszcze 4 obce osoby po drugiego wyżełka , który pojechał do nowego domku.:lol:
Bruno musi sie oswajać i dopiero będzie można go dać do adopcji. Najlepiej do domu z ogrodzonym własnym terenem, żeby go nie stresować smyczą ani odgłosami wielkeigo miasta.:razz: