Jump to content
Dogomania

Miła

Members
  • Posts

    111
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Miła

  1. Chyba każdy pies lubi szaleć na śniegu. Na czym to polega, ze psy nie przepadają za deszczem, ale ... mogą szaleć na mokrym śniegu i sprawia im to prawdziwą przyjemność?
  2. Ja lubie zimę w okresie Świat Bozego Narodzenia. Lubię nastrój jaki daje padający wielkimi płatkami snieg, lubię oświetlone gwiazdkowymi dekoracjami miasto, lubię cichą zasnieżoną wieś, kocham emocje zwiazane ze zbliżajacymi się świętami, wymyslanie i poszukiwanie prezentów dla rodzinki ( największy problem mam zawsze z Tomkiem - Frodo & Patyk, bo on nie dość, że gwiazdka to jeszcze imieniny i urodziny :D ) przygotowywanie światecznego menu. Uwielbiam wigilijne spotkania całej naszej rodziny, choinki aż pod sufit, rodzinny konkurs na najpiekniej ubrane drzewko (kazda rodzina uwaza, że ich drzewko wygrało :lol: ), konkurs na najwymyślniejszą bombkę. I doceniam to, że choć jeden raz w roku wszyscy ludzie starają sie byc dla siebie mili. Ja poprostu kocham czas Bożego Narodzenia i nie wyobrażam sobie świąt w ciepłym klimacie! :x-mas: A nasze charty tez lubią zimę. Na borzoiach "chłodek" nie robi wrażenia, a whippety tez nie chodzą w ubrankach.
  3. Jak byś znala lepiej Froda i Patyka to byś wiedziała, że to u niego norma :lol: Już taki chłopak jest, że lubi sobie pogadać. Faktem jest, że nie udzielają się ostatnio ludzie, których kiedyś było tu pełno! Czy wszyscy się poprzenosili gdzieś indziej, czy tylko nie chce im się gadać?
  4. Niestety takich na papierze nie mam, ale oczywiście mogę je zgrać na CDika i wysłać pocztą. Napisz mi tylko proszę adres. A maila już wysłałam. :D
  5. Dysponuję zdjęciem Ari Stepowy Goniec (mam nawet dwa :D ) i słuze bardzo. Niestety nie umiem go tu zamieścić. Przeslę mailem. Mnie też przydałoby sie zdjęcie Rohana. Bardzo proszę!
  6. Cóż, przynajmniej jednego roku innym będzie bliżej :)
  7. Napiszę dużymi literami, żeby do wszystkich ( zwłaszcza do Tomka) dotarło: OBSADA SĘDZIOWSKA NA KLUBOWĄ W POZNANIU NIE JEST JESZCZE ZNANA!!! Trwaja dyskusje! Fakt - p.Mania chce zeby było tanio, ale który prezes zwiazku tego nie chce? Fakt - p. Mania nie kocha chartów tak jak my ( sa mu raczej obojetne) - cóż, nie wszyscy sa idealni :lol: . Jednak bój o sedziów trwa, dlatego jako taki nie jest jeszcze przegrany. A teraz czas na mój lokalny patriotyzm. Poznań to bardzo dobre miejsce na wystawy. Prawdą jest, ze wystawy w hali nie sa tak przyjemne jak na dworze, ale przeciez nasze hale sa duze , przestronne, czyste, z duzymi ringami, krzesełkami dla wystawców i zwiedzajacych, bezpłatne ubikacje przestronne i czyste. Chciałabym, zeby wszystkie wystawy odbywały sie choc w zbliżonych warunkach.
  8. Ale mnie się marzy Kasiu klubówka w Antoninku w sierpniu lub na poczatku wrzesnia. Termin do uzgodnienia. Antoninek to dopiero swera moich marzeń. Najpierw sie trzeba skupić na klubówce 2005! Coby p. Mania potem nie miał pretekstu zeby nam odmówić. :lol:
  9. Myślę, że Świerklaniec jeszcze bedzie gościł charty i to nie raz! Juz sie o to Kasia z Wojtkiem postarają. :D Poznań 2005 to tylko przerywnik dla Swierklańca, a Antoninek to tylko moje marzenia. Bardzo zauroczyło mnie to miejsce. Wprost wymarzone na wystawe klubowa chartów. :P
  10. Gratulacje, Tomeczku, gratulacje!!! Swoją drogą muszę wam powiedziec, że wystawa była świetna, bardzo dobrze zorganizowana, w pięknym miejscu, parking za darmo, wejscie za darmo, toalety ( czyściutkie przez cały dzień, z papierem toaletowym, mydłem w płynie, recznikiem papierowym) za darmo, atmosfera piknikowa. Jesli uda nam sie klubówka w 2005 to bede się starała, żeby za jakis czas zrobic klubowa chartów własnie na terenie Antoninka. Miejsce , uwierzcie mi, urokliwe!
  11. Tomaszku! Znów się czepiasz starej ciotki?! :evil: Do Twojej wiadomości; jestes członkiem tego oddziału i mam nadzieję, ze nie poprzestaniesz tylko na gadaniu, ale właczysz sie do pracy nad tą wystawą. Wystawa odbędzie się na terenie Targów Poznańskich - tam gdzie zwykle sa organizowane nasze międzynarodówki i bedzie to najprawdopodobniej pierwszy weekend listopada. jesli chodzi o obsadę sędziowską to cóż moge powiedzieć? mam nadzieję, że choć w jakimś stopniu uda nam się wpłynąć na decyzję p. Manii i p. Kaźmierskiego :roll: Jak tylko coś będę wiedziała napiszę. Niewatpliwie na najblizszym spotkaniu poruszę sprawę chartów polskich.
  12. Do wszystkich zainteresowanych!!! Jest to informacja jak najbardziej ... nieoficjalna :D , ale prawdziwa. Klubowa wystawa 2005 odbędzie sie w Poznaniu na dzień przed wystawą międzynarodową. W tej chwili razem z Karolem Skowronkiem staczamy bój o obsade sędziowską i kazdy kto zna przewodniczacego naszego oddziału wie, ze ten bój nie jest łatwy :wink: . Najprawdopodobniej będzie trzech sędziów . Walczymy o to by 2 z nich było zagranicznych. Sędzią z Polski bedzie najprawdopodobniej p. Krystyna Opara. Jeśli będę wiedziała coś konkretnego napiszę.
  13. Co do rosyjskiej whippetki to moze być, co do miss to raczej z wielu wzgledów, równiez formalnych nalezało by sie mocno zastanowić. :wink:
  14. Nie było mnie kilka dni na forum i teraz jak to czytam jest mi niezmiernie miło, że o mnie nie zapomnieliście. Zdecydowanie Miła = Władca Traw. Pozostaje jeszcze pytanie czy Miła to whippeciara czy borzoiara ( jeżeli juz mamy patrzeć na ludzi w takich kategoriach). No i mamy problem! Jestem silken windhound czyli takim mieszańcem whippeta z borzoiem :lol:
  15. Dodam jeszcze, że to był nas pierwszy miot i nie mielismy wówczas zupełnie doswiadczenia.
  16. Zpewnym wetem, który odbierał poród naszej suki, ale po urodzeniu dwóch szczeniąt stwierdził, ze poród idzie zbyt wolno i ze zrobi cesarkę. Zrobił. Na świat przyszło wówczas razem siedem pięknych silnych szeniaków. dwa dni po porodzie zmarła pierwsza suczka. pomyslałam, że była najsłabsza, cóz tak bywa, życie jest trudne, ale po paru godzinach zmarło następne dorodne szczenię. To juz mnie zdziwiło. Zaczęłam dzwonic do weta, który stwierdził, że szczeniak miał na pewno jakieś wady, ale gdy padło nasępne szczenię, a do tego suka zaczęła gorączkować odstawiłam maluchy. Objawy, które maleństwa miały przypominały mi posocznicę, czyli ogólne zakarzenie organizmu. Sześć lat przed tym porodem mój syn miał posocznicę. Objawy były takie same: brak odruchu ssania, bezmocz, ogólne osłabienie organizmu, zaburzenia krążenia, sinica, śmierć. Od wystąpienia pierwszych objawów do smierci mijały 2-6 godzin. Dlatego skojarzyłam fakty i zadzwoniłam do tego weta, a on na to, ze to mozliwe. Małe dostały antybiotyk, ale i tak padły. Wszystkie , cała siódemka. W międzyczasie Z rany po cesarce, zaczeła płynąć ropa, a sama rana wyglądała nieciekawie. Po tym, jak weterynarz nie przejął się tym, że to ja stawiam diagnozę , to ja staram się uratować szczeniaki ani tym, że z Tory lała się ropa zmieniliśmy weterynarza. Przypadkiem trafiliśmy na kogoś z olbrzymią wiedzą , doswiadczeniem i sercem. maluchów juz wtedy nie dało się uratować, ale udało się uratowac Torę. Zrobiliśmy sekcję, pobrano próbki do badań, zbadano i zoperowano na nowo Torę, zbadano jej mleko. Wynik : zakażenie, póżniej zakażenie mleka, a przez nie maluchy. Okazało się, że pan weterynarz, który wykonywał cesarkę nie widział potrzeby sterylizacji swoich narzędzi. W dobie sterylizacji plazmowej panu doktorowi wydawało się, że wystarczy przelac narzędzia gorącą wodą. Uff... historia robi się nieco długa, ale już prawie kończę... Krótko po tym spotkaliśmy przypadkiem ludzi, którym doktor P. obcinał pazurki . A właściwie nie im a ich suczce. Obcinał, je wyjętymi z jakis brydnych szmat cążkami, traf chciał, że obciął, jeden z paznokci zakrótko i suka dostała zakażenia. Leczono ja prawie miesiąc . Węzły chłonne u tej suni były wielkości śliwki, choć zama sunia wcale nie jest duża,póżniej znalazł się ktoś, komu ów weterynarz wykończył świnkę morska i skwitował to słowami, że moze mu dać 20 zł, żeby sobie kupił nową świnkę w sklepie. I tak trafilismy do sądu. Zbiegiem czasu świadków na złą prazę pana P. było więcej. I to tyle.
  17. Hmm... Wyglądało to tak, że nie stać nas było, by nasza sprawę prowadził adwokat, ale przed kazdą następną rozprawą radzilismy się znajomego prawnika. To jednak nie to samo niestety. Strona przeciwna, która miała swojego adwokata na kazdej rozprawie mam wrazenie, że zawsze była o krok przed nami. Mieliśmy swiadków, osoby zupełnie z nami nie związane, ale swiadczyły na nasza korzyść ( też miały problemy u tego weta). Muszę jednak przyznac, że to był koszmar.
  18. Nasz "opiniotwórca" był znanym biegłym sadowym pomimo to sąd i tak wyznaczył biegłego jakoby z urzędu. Sumę 300 zł zapłaciliśmy, biegły potwierdził opinię naszego lekarza, sprawe wygraliśmy, 300 zł nie odzyskaliśmy. W wyroku nawet nie było o tym mowy. prawdę powiedziawszy, gdyby ktos mi mówił, ze będzie to tak wyglądać nie wierzyłabym. Sprawa wydawała się oczywista, a jednak trwała prawie rok. Pozostała mi tylko satysfakcja wygranej. Nasze prawo jest strasznie dziurawe i czasami niedorzeczne. Trzeba troche pochodzić po sadach, żeby to dostrzec. czego więcej ani sobie, ani nikomu innemu nie zyczę.
  19. My zwiedziliśmy Europę z psem (borzoi) i namiotem. To były najlepsze wakacje w naszym życiu! Nie ma się czego bać.
  20. Przykro mi, ale biegłego sądowego nie wybierasz sobie sam - to wiem na pewno. Dostarczenie samodzielne opinii pisemnej lekarza ( w naszym przypadku był to tez biegły sadowy) nie wystarczyło, sąd wyznaczył biegłego sadowego z urzędu ( miało to gwarantować obiektywność biegłego - biegły nie związany w zaden sposób z zadną ze stron). Mogliśmy sie na to zgodzić wpłacając 300 zł w ciagu 2 tygodni, lub nie wpłacać pieniędzy i w ten sposób odstąpić od sprawy. Oczywiście, że będziesz miała świadków i ze nie ich ilość , ale jakość się liczy. Ja tylko napisałam, że sprawa nie jest ani tak łatwa, ani przyjemna jak się niektórym wydaje. O kosztach nawet nie wspominam.
  21. Niestety dla sądu opinia Twojego weterynarza nie jest wystarczająca. Do takich spraw potrzebna jest opinia biegłego sądowego. Kosztuje to od 250 do 500 zł, w zależności od tego jakie tytuły ma lekarz. Ty nie masz wyboru, biegłego wyznacza sąd. Po wyznaczeniu takowego masz 2 tyg na wpłacenie pieniędzy do kasy sądu , jeśli tego nio zrobisz sąd wycofuje sprawę, uważa ją za niebyłą. Ale zanim dojdzie do biegłego musisz wnieść sprawę do sądu, a to też kosztuje. To jakis procent od żądanego przez ciebie odszkodowania. A więc jeśli Cię na to stać i chcesz dopiec nieuczciwej hodowczyni możesz to zrobić. Tylko jakie masz szanse na wygraną? Jak już pisałam nie słyszałam o przypadku sporządzania umowy kupna - sprzedazy nierodowodowego szczeniaka. Hodowca nie będzie na siebie kręcił bata! Jeśli jest to ktoś niezarejestrowany w ZK , to z regóły nie płaci podatku z tytułu psiej działalności. Nie sporządzi więc umowy, bo byłby to dowód dla Urzędu Skarbowego, oraz dla sadu gdyby jakiś niezadowolony klient po kupnie np. chorego psa chciał wnieść sprawę. Jesli jest to ktoś ze ZK to nie podpisze umowy, bo to dowód, że działa wbrew statusowi Zwiąku i teoretycznie może być z tego powodu usunięty z szeregu członków. A świadkowie...., przecież jesli jest ktos z gruntu nieuczciwy to nieuczciwie zagra tez w sądzie i powoła swoich swiadków swiadczących na jego korzyść, a sąd musi się kierować zasadą domniemanej niewinności więc jeśli nie udowodnisz czegoś czarno na białym to tylko stracisz pieniądze i nachodzisz się po sądach.
  22. Problem w tym, że kupując szczeniaka bez rodowodu nie zawiera się umowy. Przynajmniej ja nie słyszałam o takim przypadku. I to też świadczy za tym, że należy kupować szczeniaka z rodowodem. Ja swojego pierwszego borzoia kupowałam li i wyłącznie do kochania. To miał byc przyjaciel rodziny i nic więcej żadnych wystaw, wyścigów.O tym nie było mowy. Jednak po doświadczeniach kolegi ( o którym pisałam wcześniej - kupił borzoia wyrósł nowofunland) postanowiliśmy kupić psa z rodowodem. I kupiliśmy Daffiego za 3 miliony, gdy ceny szczeniaków kształtowały sie wówczas w granicach 9-12 milionów ( smiesznie teraz to brzmi - miliony :wink: ). Cena była tak niska dlatego, że szczeniaki miały już 6 miesięcy a zostały jeszcze trzy do sprzedania. Mało tego prosiłam hodowcę by zatrzymał dla mnie Daffiego dwa tygodnie bo wówczas dostanę trzynastkę ibędę miała z czego za Daffiego zapłacić. Hodowca nie tylko się zgodził, ale dał mi juz Daffiego tego dnia razem z ksiązeczką zdrowia ( zatrzymał tylko metrykę do momentu uregulowania przeze mnie kwestii finansowych) i pożyczył jeszcze obrożę i smycz aż nie kupię sobie sama. Kiedy Daffi miał rok przez przypadek spotkałam osobę, która namówiła mnie na wizytę w Związku Kynologicznym. Tam spotkaliśmy się z miłym przyjęciem przez p. Ulę Smoczyńką- kierownika sekcji charta. Ona namówiła nas na trening na torzew Mosinie i ... tak Daffi został Wyścigowym Mistrzem Świata, dwukrotnym Mistrzem Polski, Vicemistrzem Europy , itd. . daffi zaraził nas miłością do chartów. Tak powstała nasza hodowla. Do czego zmierzam? Do tego, że nie zawsze kiedy kupujemy szczeniaka robimy to z myślą o wystawach i hodowli, a jednak po jakimś czasie nasze chęci, marzenia i plany ulegają zmianie. Gdybyśmy kupili wówczas psa bez rodowodu zamiast Daffiego nie przezylibyśmy tylu wspaniałych chwil i wzruszeń. A drugi morał z tej opowieści jest taki, że można znaleźć okazję kupienia psa rodowodowego za niewielkie pieniądze.
  23. Mój małzonek do odbierania porodu sie nie nadaje (a który sie nadaje?..) Mój! Wspaniale daje sobie rade z rodzaca suką. I żeby nie było niedomówień, ani z weterynarią , ani z medycyną nie ma nic wspólnego.
  24. Od razu zaznaczam, że jestem z kręgu tych co to myslą rasowy = rodowodowy. I mam ku temu wiele powodów. Po pierwsze dawno, dawno temu nasz znajomy kupił szczeniaka borzoia. Piękny to był i puchaty szczeniaczek, ale kiedy wyrósł bardziej przypominał budowa nowofunlanda. Po drugie znam ( ledwo, ledwo, ale niestety znam) osoby( matka z cóką), które wyłapują ogłoszenia w gazetach, w necie o oddaniu rasowych psów. W ten sposób gania u nich na podwórku kilka najróżniejszych ras. Ostatnio , nie wiem czy świadomie, czy nie pokryły się rottwailer z berneńskim psem pasterskim i co zrobiła "hodowczyni"? Powiedział, że te szczeniaki przypominające rottweilerki sprzeda jako rottwailery, a przypominające berneńczyki jako berneńczyki! żeby was jeszcze bardziej zbulwersowac dodam, że pani ta to członek Związku Kynologicznego i od czasu do czasu ma też papierowe mioty. Na moje sugestie, że należałoby tą panią wykluczyć ze Związku usłyszałam, że to nie ma sensu, bo jak ja wykluczą to wtedy wszystkie mioty pójdą bez papierów, a po za tym "życzliwi" mi poradzili, żebym lepiej była cicho, bo to nieładnie tak donosić. Ręce opadają.Nie rozumiem dziwnej solidarności kumplowskiej pewnych hodowców. Takie zachowania pseudohodowców rzutuje na opinię wszystkich hodowców. A przecież są wśród nas ludzie uczciwi, miłosnicy psów, których celem jest wyhodowanie zdrowych, pięknych szczeniaków, odchowanie ich jak najlepiej i znalezienie im wspaniałych domów.
  25. Szanowni Państwo, Weszłam na wasze forum z prawdziwej sympatii dla rasy ( znam kilka CDB) i muszę przyznać, że jestem Państwem rozczarowana. Wszystkimi! Jad leje się zarówno z jednej jak i z drugiej strony. Czegoś takiego jeszcze w życiu nie widziałam. Zachowujecie się bardziej bojowo niz wasze psy! Obrażnie innych osób na forum podejrzeniami czy stać ich na wyjazd na wystawę czy nie, czy ktoś pracuje jako kierowca czy sprzątaczka to nawet nie bezczelność, to raczej dziecinada. To dzieci w piaskownicy brutalnie zadają sobie ciosy poniżej pasa, bo nie potrafią inaczej walczyć. Od osób dorosłych, kynologów, znawców i miłośników rasy oczekiwałabym raczej konstruktywnej dyskusji, a nie chamstwa. Nie rozumiem, co ma wspólnego z hodowlą to na jakim stanowisku pracuje dana osoba. Sznowni Państwo, żadna praca nie hańbi, a wykształcenie nie zawsze idzie w parze z kulturą. Gdybym była osobą zainteresowaną kupnem szczenięcia maorki, po przeczytaniu waszych wypowiedzi, głęboko bym się nad tym zastanowiła czy ma to sens. Kynologia , przynajmniej dla mnie, to rodzaj hobby, przyjemne spędzanie czasu z psami i przyjaciółmi, a nie walka na noże. Z poważaniem Bogumiła Komorowska
×
×
  • Create New...