Jump to content
Dogomania

Adiraja

Members
  • Posts

    453
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Adiraja

  1. Dziękuję Wind :) To samo na temat ząbków powiedział mi weterynarz :) Trochę się zdziwiłam słysząc ile moja bestyjka waży , bo ostatnio przechodzi etap grymaszenia nad miską i wydawało mi się nawet , że cosik zeszczuplała... :lol: Ale to pewnie moje przewrażliwienie... :lol: re Gosiek Cieszę się , że pociechy tak nam ładnie rosną :) Wet mi powiedział , że tak na jego oko , to z kilogram najmniej przybędzie Vikuni, czyli dojdzie do 3kg :)
  2. Wind, Kamień spadł mi z serca... Buziaki :)
  3. Byłam dziś na ostatnim szczepieniu i przy okazji pan doktor zważył moją pociechę (nie posiadam w domu wagi) - 1,9 kg. W domu próbowałam ją zmierzyć i tak w przybliżeniu wiercipięta ma 19-20cm wzrostu. Jak na 3 miesiące z hakiem , to niezły z niej wielkolud :wink: Viki jest z tych większych yorków... pan doktor powiedział , że przerosła już standardową dorosłą miniaturkę... :D PS. A tak ogólnie , to nasłuchałam się samych superlatyw o małej i jestem taaaaaka szczęśliwa! :) :) :)
  4. Wind , Ta dyskusja pozostawiła jakiś niesmak , a nie o to przecież chodziło... szczerze mówiąc źle się z tym czuję i dlatego - jeśli czymś Cię uraziłam , to przepraszam , nie było to moim zamiarem... Mogłybyśmy tak się "przerzucać" postami w nieskończoność i tak nie znalazłybyśmy pewnie złotego środka... Jeśli uregulowania o których pisałaś miałyby chociaż zminimalizować bestialską produkcję bazarowych handlarzy , to pewnie bym na to przystała bez dwóch zdań (również kosztem tych dobrych domowych hodowli)... dla dobra zwierząt ogólnie... Ale cały ten proceder trzeba by zacząć od "naprawiania" ZK. Wystarczy poczytać forum ZKwPL by włos się jeżył na głowie - opieszałość , zaniedbania , wygodnictwo , koneksje tudzież inne układy... tu również spotyka się pseudohodowców , którym najmniej zależy na zwierzakach , a na pędze która zasili ich brudne kieszenie... Jak napisałam wcześniej - nie posiadam aż takiej wiedzy by móc dyskutować o tym wszystkim i mieć 100% pewności co do słuszności swoich racji... Mam nadzieję , że nie będziesz żywiła urazy... Pozdrawiam serdecznie A.
  5. Wind, Co do snobizmu... wybacz, ale był wyczuwalny w Twoich postach i nie tylko w tym topiku.Ale przecież to tylko moje odczucie , zatem może nie warto się tym przejmować... IMHO , może nawet dla zasady (ze względu na większą grupę urażonych Twoją niefortunną wypowiedzią osób) wartałoby przyznać się do małego faux pas i zlekceważenia ustalonego przez siebie punktu regulaminu... Wracając do tematu... przykro mi , ale nie potrafię odpowiedzieć na te pytania. Nie mam pojęcia jakie uregulowania prawne mogłyby rozwiązać chociaż w cześci ten problem... Tym torem wkraczamy już w inne zagadnienie i nie jestem pewna , czy moja wiedza pozwoli mi na podjęcie rękawicy :-?
  6. Witaj Flaire :) Jestem przekonana, że gdyby cała ta dyskusja rozpoczęła się od wypowiedzi w takim tonie jak Twój , to inaczej by się potoczyła... a tak, wybacz - mieliśmy podstawy by poczuć się - delikatnie mówiąc - urażeni. Rozumiem Twoje i innych racje jeśli chodzi o względy zdrowotne i z tymi nie będę się spierać... Uważam jednak , że to trochę jak loteria - wszędzie zdarzają się przykre sytuacje. Czuję odrazę do wszelkiego rodzaju bazarowych handlarzy i innych zwyrodnialców dla których zwierzę , to tylko zyski... Nie potępiam natomiast amatorskich domowych hodowli , gdzie na szczenięta się dmucha i chucha , kocha i zapewnia fachową opiekę... I nie czuję się PRZESTĘPCĄ , bo kupiłam psa od takich właśnie ludzi... Nie znoszę pasjami wszelkich przejawów snobizmu i bynajmniej nie chodzi mi tu o sam fakt posiadania owego "papierka" , a o podejście i rozgraniczanie na lepsze i gorsze, a takowego tu nie zabrakło... Mój psiak , to moja MIŁOŚĆ... Kocham ją niewyobrażalnie , dbam o nią nie mniej jak inni tutaj i jestem tu po to , by robić to jeszcze lepiej... To tyle... Pozdrawiam A.
  7. Wind , jestem daleka od wylewania złości tudzież bryzgania żółcią... i NIC co napisałaś na temat psów bez rodowodu nie jest mi "nie na rękę" - mam swoje zdanie i będę go bronić... a ta dyskusja jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu , że oceny miotu i inne duperele ZK są o kant rozbić... Mi również zależy na merytorycznych dyskusjach , wymianie doświadczeń , dzieleniu się radością z pociech i to nie ja rozgraniczam na LEPSZE i GORSZE... Już wcześniej ukłuł mnie snobizm posiadaczy rodowodowych yorków - to plany stworzenia Klubu Miłośników Yorków , do którego na wstępie zamknięto nam drzwi , dając marchewkę w postaci możliwości sympatyzowania. I za nic nie pojmuję skąd ta bufonada? Jeśli zaś chodzi o ujawnianie IP , identyfikowanie userów tudzież inne praktyki dające Ci większe możliwości "podglądowe" , to zdania nie zmienię i tyle... A regulamin do którego nie mam wglądu , nie jest moim regulaminem... to logiczne Wind. Jeszcze raz, Bez urazy... A. PS.Dalsza dyskusja (jeśli takowa w tym topiku będzie) dopiero późną nocą - obowiązki wzywają :-?
  8. Ja proszę moderatora TEGO forum o wyjaśnienie... bo TEN moderator powołał się na jakiś REGULAMIN do którego nota bene wgląd powinni mieć wszyscy userzy... Na swoim przekonaniu , że jeden adres IP = jeden użytkownik już się Wind potknęłaś i dalej to samo?
  9. Proszę o zacytowanie tego punktu regulaminu. Poza tym , Wind - z jednego adresu IP może nadawać kilka osób. Ba! Z jednego kompa również - czy , jeśli zacznie pisywać tu mój mąż , to będziemy zobowiązani do korzystania z jednego nicka? Od kilku lat pisuję na różnych forach , przez długi czas prowadziłam swoje... ale widać TUTAJ panują iście westernowe zasady...
  10. Czyli na jakiej podstawie określa się PET-y w miocie? I jaki sens mają Wasze monologi o kupowaniu petów zamiast psów bez rodowodu? Przecież "wszytkie cechy dyskwalifikujace yorka do hodowli ujawniaja sie duzo pozniej anizeli przy przegladzie miotu."
  11. Wind, Akurat ten problem nie stanowi tematu dyskusji , a posługiwanie się wiedzą o IP użytkowników nie należy do uczciwych, jeśli dany user nie obraża nikogo itp. Jeśli ktoś ma ochotę , może posługiwać się tyloma nickami , ile dni w roku , a Ciebie jako MODERATORA i jedyną osobę mającą wgląd w IP obowiązuje zachowanie tajemnicy...
  12. Wind , jak Cię lubię i szanuję , to jednak miałam po Twoich postach w tym temacie podobne odczucia jak Maku... Viki również nie posiada rodowodu i nie czuję najmniejszego dyskomfortu z tego powodu, a mój wybór nie był podyktowany względami finansowymi – zapłaciłabym za nią każde pieniądze. Dynda mi i powiewa rodowód , jej przodkowie tudzież inne wystawy i laury – ja wzięłam psa do KOCHANIA. Wszędzie zdarzają się „trefne” psy , a kynolodzy do świętych nie należą i tajemnicą nie jest CO można załatwić za odpowiednią sumę... Dla mnie to bez znaczenia... mam pięknego psa , rozwija się idealnie i to mi wystarczy. Dopuszczać jej nie mam zamiaru i to nie dlatego , żeby nie powielać tego niecnego postępowania, a dlatego , że nie chcę i nigdy nie było to moim zamiarem... Tak się zastanawiam , czy nie lepiej byłoby zmienić nazwę tego forum na – Yorki z RODOWODEM – a nas posłać do kategorii „Kundelki”... Bez urazy... A. PS. To skąd PET-y , Wind? To ja już wolę swoją sunię bez rodowodu niż jakiegoś PET-a z wadą zgryzu na przykład , którego dziadek uginał się od medali...
  13. Wind, Zgadzam się w 100% co do dwuznaczności przepisów i dlatego jestem za JASNYM i WYRAŹNIE sprecyzowanym zakazem, tak żeby już NIKT nie miał wątpliwości... Co do wystaw europejskich , to również 100% racji. :)
  14. Wind, te przepisy obowiązują od '97 roku i cały czas praktykuje się obcinanie uszu i ogonków - LEGALNIE. Tu potrzeba jasno sprecyzowanych zakazów i dziwi mnie bierność kynologów... wiele gadania i nic poza tym. Znasz przykład choćby jednego lekarza pociągniętego do odpowiedzialności za złamanie tego przepisu? Ja nie... Jest jeszcze pkt 3 Zabiegi powodujące ból wykonuje się w znieczuleniu ogólnym albo miejscowym, z wyjątkiem tych zabiegów, które według zasad sztuki weterynaryjnej wykonuje się bez znieczulenia. Zawsze się mogą tym posiłkować...
  15. Wind Przeczytałam ustawę Ustawę o ochronie zwierząt i niestety nie wprowadzono żadnych modyfikacji przepisów od '97 roku , czyli NIE MA prawnego zakazu tych praktyk. Owszem , dużo się o tym mówi w kontekście wystaw w krajach UE , ale na tym koniec...
  16. Ponieważ Wind "posprzątała" zdublowane topiki :) , mój wpis mógłby się wydać dziwny... dlatego go zmieniam. Podpisuję się pod postem Waldka. I mam nadzieję , że słowo "hodowla" zostało użyte przez Yoreczkę100 trochę na wyrost... :roll:
  17. Yorkies , już niedługo zrobi się ciepło... ruszą kawiarniane ogródki , a tam z reguły nigdy nie ma problemów z czworonożnymi pociechami :) Także, oby do lata!!! :beerchug:
  18. Wind , piasek polecał mi Pan w sklepie zoologicznym - fachowiec podobno... :( Kuwet z podwójnym dnem we Wrocku nie uświadczysz... objechałam wszystkie znane mi sklepy i echo... Jutro przejadę się na giełdę zoologiczną , może akurat trafię... jak nie, to zmówię w YC lub Karusku. :)
  19. Ciekawostki z www.psy.pl Pies i gastronomia Nie mamy dobrych wiadomości dla tych, którzy chcieliby razem ze swoim pupilem zjeść obiad w centrum miasta. Choć zdarzają się wyjątki, większość warszawskich lokali to wciąż strefa wolna od zwierząt, a wszystkie kości, jakie restauratorzy mogliby zaproponować naszym pupilom - właśnie "wyszły". Została tylko kość niezgody. Dariusz Szczebiot, kierownik restauracji "Marconi" w hotelu Bristol nie ukrywa, że pies na sali byłby dla niego prawdziwą solą w oku: - "To kwestia prestiżu. Po prostu zwierzęta nie pasują ani do "Bristolu", ani do naszego lokalu, w którym spotyka się świat polityczno-handlowy. Już sobie wyobrażam zdumione oczy naszych gości na widok wkraczającej do restauracji damy z pieskiem - zakomunikował reporterce ,Gazety Wyborczej" (,Obiadek z czworonogiem", ,GW", 7.08.01). Wątpliwy prestiż Kategoryczny sprzeciw Dariusza Szczebiota wobec czworonogów w ,Bristolu" może wynikać z dwóch błędnych przekonań. Po pierwsze: ze stereotypu "psiary" - damy z pieskiem, staroświeckiej, zwariowanej staruszki, mającej kota na punkcie swego psa i generalnie słabej na umyśle. Po drugie: z przeświadczenia, że zwierzę nie pasuje do eleganckiego wnętrza restauracji (w domyśle: jest brudne, zapchlone, po prostu wstrętne). W świetle słów szefa restauracji w ,Bristolu" posiadanie psa to sprawa wstydliwa - co najmniej jak jakaś paskudna choroba, z którą trzeba siedzieć w domu a na pewno trzymać się z dala od świata polityczno-handlowego. Ale czy ów świat naprawdę tego chce? My, Polacy, tkwimy w ogonie tych krajów europejskich, które mają już restauracje, plaże, centra handlowe nie tylko dla ludzi. We Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii pies w domu towarowym czy w barze nikogo nie dziwi. Jedynie polskiemu restauratorowi wydaje się jeszcze, że uczynienie jego lokalu ,strefą wolną od zwierząt" to kwestia prestiżu. Biznesmeni, politycy i ludzie kultury, pytani o opinię w tej sprawie, na ogół twierdzą, że chętnie chodzą lub chodziliby do publicznych miejsc wraz ze swymi pupilami. Lorenzo Di Meo, prezes Włosko-Polskiej Izby Handlowo-Przemysłowej jada ze swym bolończykiem Jinkim w domu i na mieście, podróżuje z nim samolotem. Do fotografii dla ,Pulsu Biznesu" pozował z pieskiem, a w wywiadzie dla ,Mojego Psa" opowiadał nam o tym, jak denerwują go ludzie, którzy krzywią się na widok psa w restauracji. Zauważył, że wielu z nich mogłoby się od ,brudnego" czworonoga nauczyć kultury osobistej i kilku elementarnych zasad higieny. Do restauracji ze swym labradorem Pikusiem chętnie chodzą też Olga i Wojciech Fibakowie. Lokale pod psem Na szczęście jest w Warszawie kilka restauracji i kawiarni, którym można przyznać zaszczytne miano lokalu ,Pod psem". W pubach ogródkowych, takich jak ,Lolek", nikomu jedzenie nie stanie w gardle na widok naszego Burka. Do tych pubów, często usytuowanych na terenach zielonych, przychodzi wielu ludzi, którzy pod koniec spaceru z czworonogiem chcą wypić kufelek piwa i akurat mają ochotę uczynić to - wzorem Anglików - w towarzystwie psa (James Herriot, autor ,Wszystkich stworzeń małych i dużych", nazwał takie psy pub-terierami). Z czworonogiem można się pokazać w ogródkach ,Rozdroża" i ,Flika". Ten ostatni to zwierzęce miejsce magiczne - właścicielka, pani Lidia Kiełczewska, serdecznie zaprasza ,wszystkie stworzenia małe i duże", choć nie każdego zwierzaka zachwyca leżakowanie w ogródku. - Pewna pani przywiązała sympatycznego brytana do parasola przymocowanego do stolika i poszła do toalety. Stęskniony pies udał się za nią - razem ze stolikiem i parasolem - opowiada pani Lidia. Na tyłach ,Flika" jest również buda dla bezdomnych kotów, którym pani Kiełczewska, prywatnie opiekunka dziesięciu dochodzących kocurów, wynosi wieczorem resztki z restauracji. Miejsca magiczne to również ,Qchnia artystyczna", restauracja ,Maria", wegetariańska ,Mata Hari" i ,Zielony Bar" w hotelu ,Victoria" - tu psy mogą siedzieć z nami na sali. W ,Zielonym" od 5 lat jada pan Di Meo wraz z bolończykiem Jinkim, stałymi bywalcami są także staruszek-jamnik i york. Nasz pies dostanie w ,Victorii" miseczkę z wodą oligoceńską i jakiś smaczny kąsek. Kaganiec nie jest wymagany - wszyscy pracownicy są miłośnikami zwierząt. Miejsce przyjazne czworonogom znaleźiśmy także w Krakowie. W zabytkowych wnętrzach restauracji ,U Hawełki" przy Rynku równie mile widziani są i goście i ich psy. Nie po stołach W Polsce nie ma przepisów, dotyczących obecności zwierzaków w restauracjach. Z artykułu w ,Gazecie Wyborczej" wynika, że mimo to Sanepid zwraca uwagę tym restauratorom, którzy wpuszczają psy na salę: - Zwierzęta są nosicielami różnych chorób - argumentowała w rozmowie z ,GW" Anita Panek z wojewódzkiej stacji Sanepidu. Argument ten jest jednak wątpliwy - od zwierzęcia możemy się (teoretycznie) zarazić również w autobusie czy tramwaju, co więcej - jeszcze łatwiej możemy się zarazić od drugiego człowieka. Może przestaniemy wpuszczać do metra i do restauracji osoby z katarem, łupieżem, grzybicą paznokci i trądzikiem? Można także wprowadzić specjalne certyfikaty zdrowia (również psychicznego), okazywane przy wejściu. Paweł Nowak, kierownik Sekcji Higieny Żywienia w Sanepidzie na warszawskiej Ochocie mówi, że nie zna ani jednego przypadku zarażenia się choroba od zwierzęcia w restauracjach: - Moim zdaniem zwierzę, o ile nie chodzi po stolikach, może przebywać na sali wraz z ludźmi. Zwierząt nie wolno wprowadzać na zaplecze, do magazynów spożywczych - stwierdza. Jego pracownice, Danuta Tomaszewska i Jadwiga Zwolińska, nie tylko prywatnie, ale również zawodowo są "za" chodzeniem ze zwierzętami do miejsc publicznych. Obie panie chętnie zabierają swoje psy do pubów na Polu Mokotowskim i do kawiarnianych ogródków. Kto się boi zarazków - W ,Lolku" wiszą na kołkach specjalne smycze dla psów, które przychodzą do pubu. Właściciel może zwierzakowi kupić kiełbaskę z grilla. Jest sympatycznie - opowiadają. W pewnej chwili, jakby na znak, panie wyjmują z torebek zdjęcia swoich pupilek - pekińczykowatej Nuki i Kamy - mieszańca wilka i dobermana. Sfotografowana Kama leży na łóżku, w pościeli, a kudłatą Nukę pani Danuta przytula do twarzy. Obydwie promienieją szczęściem. Jaki stąd wniosek? Taki, że pracownicy Sanepidu mniej boją się zarazków, niż niektórzy restauratorzy.
  20. Witam serdecznie :) W innym temacie pisałam o moich zmaganiach z nauką czystości (po szybkim pojęciu o co chodzi z gazetkami i załatwianiu się tylko na nich , mojej suni się cosik odmieniło i siusia tam gdzie akurat sobie stanie... :-? Za radą niektórych forumowiczów kupiłam dziś Vikuni kocią kuwetę (takich z podwójnym dnem nigdzie nie było) oraz piasek, który został mi trochę wciśnięty na siłę przez sprzedawcę (ja przejęta rolą kupiłabym chyba wszystko haha). Obładowana pakunkami i worem piasku wróciłam do domku i natychmiast zabrałam się za oswajanie suni z tą toaletą. Pierwsza porażka - Viki zajadała się owym piaskiem! :o (sprzedawca poinformował mnie,że jest nieszkodliwy i psiak może go konsumować, ale niestety - mała mi potem trochę zwracała :( ) Wysypałam zatem to paskudztwo i położyłam gazetki (jest do nich bądź co bądź przyzwyczajona) , ale... co włożę tam Vikulę, to ona się kładzie... jak tylko się odwrócę , to czmycha i robi siku gdzie JEJ się podoba... Wiem, że w godzinę... dzień, czy dwa nie nauczę jej załatwiać się jak małej damie przystało :wink: , ale coś mi z tą kuwetą nie pasuje... Nie wiem, czy problem jest w tym, że jest za mała i Viki nie może się w niej pokręcić przed zrobieniem siku, czy za wysoka i to jej przeszkadza? Szczerze mówiąc robienia tam kupasków już wogóle sobie nie wyobrażam... Viki ma taaaaki rozbieg przy "tej potrzebie" i tak się kręci, że kuweta musiałaby mieć z dwa metry długości :roll: 8) Mam pytanie - jakie są koszty wysyłki przy zakupach w YorkCentrum? Jak duże są kuwety, używane przez Wasze pociechy? PS. Yoreczko , gratuluję wiedzy i zaangażowania :) Twoja stronka była moim "przewodnikiem" jeszcze przed kupnem Viki. Zaglądam tam regularnie z wielką przyjemnością (mam ją w ulubionych )
  21. Tygrysku, spokojnie możesz już dawać psiakowi suchą karmę. Tak jak pisała Wind , powinno się to robić stopniowo... Przyznam się bez bicia ;-) , że ja zrobiłam to w jeden dzień... Viki od drugiego miesiąca niechętnie jadła namoczoną Eukanubę... nasypałam jej raz suche granulki i miała radochę jakich mało... chrupała sobie aż miło było patrzeć :-) I tak już zostało... Od 7 tygodnia powoli dawałam jej serduszka - nagrody , także była już w miarę przyzwyczajona do gryzienia i nie pochłaniała pokarmu jak odkurzacz... Spróbuj dać Jerremu z ręki po jednym ziarenku i zobacz jak sobie z nimi poradzi :-)
  22. Cześć mAKU :) re Wind Dziękuję za ciepłe słowa :buzi: Dziś też załatwiłam sobie wolne , żeby być z Viki i cały dzień bacznie ją obserwowałam.Dzięki Bogu nic złego się nie działo... :) Nie ukrywam , że ta sytuacja mocno mnie przeraziła i mimo uspokojenia przez weta z Klinik nie spałam całą noc... Jutro już do pracy... i to na 18 godzin , w niedzielę bagatelka - 14 godzin :wallbash: Poniedziałek i wtorek też - bo będę musiała odrobić te dwa dni, cholerka! Trzymajcie za mnie kciuki... cobym nosem nie ryła po śniegu po takim maratoniku :wink:
  23. Owieczko Dziękuję za pomysł z wycieraczką :) Do tej pory gazetki rozkładałam na ceracie kuchennej... jedno i drugie fruwało po mieszkaniu. Viki bardzo szybko nauczyła się siusiać na gazety (kupaski niestety sadziła zawsze gdzie popadło) i nie było z tym najmniejszego problemu... Od jakiegoś tygodnia, może półtorej coś się jej odmieniło i robi to w kratkę... raz w wyznaczonym miejscu, raz na dywanik... a jak zostaje sama, to gazety służą jej jeno do zabawy :-? I jak tu dojść do ugody z tą bestyjką? :wink: A dziś przeżyłam chwile grozy :cry: Rano wyskoczyłam do fryzjera, a po powrocie jak zwykle moja piesiunia przywitała mnie w drzwiach szalonym tańcem.Wzięłam ją na ręce, weszłam do pokoju,a na podłodze rozwalone pudełko i pełno zapałek... :( Jak je dorwała pojęcia nie mam... Przerażona zbierałam je i oglądałam czy są poślinione i czy wszystkie mają (jeszcze) siarkę... Bałam się przeokrutnie,czy nie zjadła jakiejś w całości (znalazłam dwie podejrzane - lekko podmiętolone). Roztrzęsiona zadzwoniłam do pani doktor, a ona do mnie z krzykiem... że jeżeli od zjedzenia minęło więcej niż 20 minut (mnie nie było 2 godziny), to już prowokowanie wymiotów nie ma sensu, a jeżeli zjadła z pięć zapałek, to jest po psie i tyle! Na moje pytanie, czy mogę przyjechać, żeby obejrzała sunię i podała jej coś na osłonę, odpowiedziała, że NIE, bo nie ma sensu... mam sobie obserwować pieska przez 24h, a jak dostanie konwulsji, to znaczy że to koniec... ewentualnie mogę wtedy pędzić do całodobowej kliniki i może coś tam poradzą... Nie muszę chyba pisać w jaki szok wpasowało mnie to babsko, trzymałam moją kruszynkę na kolanach i wyłam jak głupia... Do pracy oczywiście nie poszłam... Zadzwoniłam do Kliniki (za radą mamy,która mnie opieprzyła,że zamiast ryczeć mam ruszyć głową) i tam pan doktor spokojnym głosem uspokoił mnie, że piesek napewno zapałek nie zjadł, tylko pogryzł i popluł sobie, a nawet jeśli, to nie w ilości która mogłaby być śmiertelna... jedyne co może się stać, to biegunka lub wymioty, ale to też jest mało prawdopodobne skoro psiak wariuje, je i nie zachowuje się podejrzanie... Pogadaliśmy sobie tak z 20 minut - ja płacząc i lamentując, pan doktor - tłumacząc mi i uspokajając cierpliwie. Przez cały dzień chodziłam jak cień... a Viki szalała, wcinała przysmaczki i swoją Eukanubkę i dzięki Bogu żadnych sensacji nie miała... Teraz śpi sobie na mojej poduszce, a ja co chwilę podchodzę do niej i cmokam moją kochaną mordaskę :) Lekarza oczywiście zmienię... i nikomu z Wrocławia nie polecam gabinetu na ul.Zawalnej.
  24. Dziękuję Wszystkim za miłe przywitanie :iloveyou: Sylwia, ja wychodząc zostawiam włączony telewizor... zawsze to troszkę jaśniej w pokoju, coś sobie gada i piesek nie czuje się (chyba) aż taki samotny... :wink:
  25. Cześć Ewa :) Wiem jak ciężko jest Ci znaleźć pracę, bo ja cały czas szukam czegoś, gdzie będę spędzała trochę mniej czasu... te moje maratony nie są "najzdrowsze". Cieszę się bardzo,że Viki jakoś to znosi choć z drugiej strony "uciekł" pretekst do zwolnienia się haha... :wink: Jeśli chodzi o własny interes,to życzę powodzenia... tu też ciężko utrafić w coś intratnego... Ja po zeszłorocznej klapie (Owieczka pewnie pamięta, bo dużo o tym pisałam na innym forum) jestem przeostrożna, co też dobre nie jest... bo kto nie ryzykuje,ten nie ma... Buziaki A.
×
×
  • Create New...