Jump to content
Dogomania

Adiraja

Members
  • Posts

    453
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Adiraja

  1. Na początku wypadałoby się serdecznie przywitać, co czynię z przyjemnością! :D Śledzę to forum od jakiś 10 tygodni,to znaczy od dnia kiedy zobaczyłam moją kruszynkę i wiedziałam,że tylko TA i żadna inna jest miłością mojego życia... Jestem dumną właścicielką 12 tygodniowej Viki - najsłodszego stworzenia pod słońcem! :) Z ogromną radością i okrzykami "Aaaaaa" , "Ooooo" i "Woooow" witam Owieczkę - moją netową koleżankę z innego forum - to ja Boram :oops: A teraz słów kilka o zostawaniu psiuni w domu.Od samego początku był to dla mnie i mojego męża ogromny problem.Oboje pracujemy po kilkanaście godzin dziennie i długo zastanawialiśmy się , czy wogóle możemy pozwolić sobie na nowego domownika.I pewnie roztrząsalibyśmy tą kwestię w nieskończoność gdyby nie dzień, w którym zdecydowaliśmy się odwiedzić dom w którym na świat przyszła nasza królewna.Jedno spojrzenie wystarczyło,żeby cały rozsądek diabli wzięli i od tej chwili tylko czekaliśmy,żeby zabrać naszą pociechę do domu... W pierwszym tygodniu los nam sprzyjał - teść miał urlop i zostawał z Vikunią pod naszą nieobecność... Po tygodniu zaczęła się nerwówka i strach, bo jak tu takie maleństwo zostawić samiuteńkie? :( Na szczęście mąż ma możliwość "wpadania" do domu co trzy, cztery godziny (ja niestety jestem poza domem 14 - 18 godzin w systemie dwa na jeden - 2 dni w pracy, jeden dzień wolnego).Ku naszej radości Vikunia od początku dobrze znosiła tą rozłąkę! Początkowo przesypiała te godziny , o czym świadczyła zaspana mordeczka i żadnych zniszczeń w domu.Teraz zdarzy się jej cosik zmajstrować podczas tych dłuuuugich godzin (do 8h samotności), ale co tam... tapętę się zmieni, wykładzina też już zmęczona więc nie ma co lamentować,a trochę ponadgryzane szafeczki są teraz jeszcze oryginalniejsze dzięki esom - floresom wyrzeźbionym tymi mini ząbkami :wink: Jedyny problem to ,to że Viki załatwia się pod naszą nieobecność gdzie popadnie,a gazety które zwykle służą jej za toaletę są rozwleczone po całym domu... i nie mogę nijak znaleźć na to rozwiązania... :-? Jej radości po naszym przyjściu do domu nawet nie da się opisać... pieszczoty nie mają końca!!!:-) Na zakończenie powiem tylko,że byłam skłonna zwolnić się z pracy gdyby tylko Viki źle znosiła samotność, co w tych czasach oznaczałoby kompletny brak zdrowego rozsądku... ale któż zaprzeczy,że te małe istotki odbierają rozum i kocha się je szaleńczo?? :wink: :fadein: Pozdrawiam cieplutko Agnieszka
×
×
  • Create New...