-
Posts
186 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by SAGITTARIUS
-
A gdzie te chlopy...?oni nic nie czytali?wiemy wszyscy,ze "Chlopaki nie placza-"no i nie wymagamy,ale moze co czytali,i sie podziela wrazeniami??? Cooo?ani lez,ani wrazen? No wiec co? Czekamy z nadzieja .(pewnie jaki zlosliwy powie "I dobrze,ze nie przy nadziei!") B.
-
Oluska!(nie obrazam nieco ekstrawaganckim zdrobnieniem?piwko obalilam...)Jasne!Pewnie ze kazdy mial imie.MOj ulubieniec nazywal sie BELLO...brat(mlodszy)zlosliwie pobrzydzal to imie mowiac "Bellak"...cierpialam zapewne,na szczescie inne cierpienia to przyslonily skutecznie.Wstyd sie przyznac,tego pluszaka zdecydowalam sie wyrzucic (w doslownym znaczeniu)jak mial juz kilkadziesiat lat!!!i byl juz w sumie kupka trocin zaszytych w nieforemnym z racji wieku cialku...swoja droga!ostatnio,gdy po raz pierwszy w zyciu poszlam na 2 tyg.zwolnienie z pracy(awaria kregoslupa)to bolesnie uderzyla mnie mysl nastepujaca:dlaczegoz to,zanim pomrzemy,musimy sie jeszcze do tego obrzydliwie dosc zestarzec?nie byloby bardziej estetycznym pasc z twarzyczka i figura 18-tki?(niewazne ile latek naprawde byloby sie na tym padole) Ale wrocmy do pluszakow-psiakow,prekursorow naszych obecnych ulubiencow i podopiecznych.Tak,ubieralam je nawet we wlasnorecznie stwarzane obrozki,smyczki itp.To sprawialo osobliwa przyjemnosc,i nieraz dowodzilo,ze nie jestem taka totalna niezdara i beztalenciem,za jak ootoczenie mnie mialo,i za jaka sama sie pokornie mialam.Na wyimaginowane spacery tez wyprowadzalam i tu zapewne niejeden dogomaniak przyzna,ze tez tak czynil...cos w tym jest,jakas wspolnota?teraz jestem typem samotnika z wyboru,ale my wszyscy,ludziska,stadne jestesmy istoty(co szczegolnie na Dogomanii widac-a co,moze kto zaprzeczy?)Nie zapomne zatroskanych twarzy rodzicielskich...moim wyalienowaniem swoistym...mama przywykla,ojciec cierpial chyba do konca...pewnie ich nie rozumialam,ale gdy juz ich nie bylo,przezylam tzw."swoje"z corka kilkunastolatka...teraz moje spojrzenie jest zmienione zupelnie!Consensus z sama soba uzyskalam pozno bardzo,ale dobrze,ze nastapil!troche bulwersuja mnie wspomnienia,ze majac juz bodaj latek 16,wciiaz po cichu,po kryjomu,dyskretnie nosilam do posilkow rodzinnych mojego pluszaka Bello...sadzalam go za soba na krzesle!przeciez to chyba bylo chore?Pamietam,ze Tata byl znie-sma-czo-ny!Teraz mu sie nie dziwie.NIe myslcie,ze sie tu na sile obnazam ze swoimi prywatnosciami...cos w tym jest,ze my wszyscy,tak ROZNI,jednak sie TUTAJ wlasnie stowarzyszamy.Mnie jest to potrzebne... Wam wszystkim chyba tez...wybaczmy wiec sobie to i owo ..i cieszmy sie,oraz darzmy dalszym swoistym zaufaniem...tym bardziej,ze kazdy z nas ma pod opieka kilka lub nieraz kilkanascie istnien,calkowicie od nas zaleznych(Jezu!zorientowalam sie,ze wylazi chyba ze mnie byla harcerka!licze na wybaczenie.)Dobrej nocy ! Barbara z wilczarzami,staffikiem i jamnikiem (!)
-
ad Rotti podpuszczaj mnie ,podpuszczaj!Ja przeciez mam zaleglosci,bo dotad tylko bylam ohydnym podgladaczem!A ze juz mi przeszla wrodzona tragiczna niesmialosc,to moge byc grozna w gadatliwosci!Tym bardziej,ze moj zywot jest calkowicie pod psia gwiazda(i nie mam tu na mysli gwiazdy ringu!)Prawde mowiac,zalatwila mnie tak moja sp.babcia...kiedys przyszla w odwiedziny,ja czekalam na progu z koszula w zebach (czyli bylam w odpowiednim wieku ,by sie czyms zainfekowac mentalnie...no i Babunia trzymajac w raminach pluszowa psine-prezent,udala,ze psina ta piszczy bolesnie,po czym wysnula rzewna opowiesc,jak to znalazla osamotnionego szczeniaczka pod plotem...nooo!wiadomo,zostalam zalatwiona raz na zawsze.Z zabawka nie rozstawalam sie wrecz patologicznie.Najgorsze,ze rodzice dlugo nie chcieli zgodzic sie na zywego psa...to co,mialam szanse nie stac sie psiara?Cale dziecinstwo mialam oczy dookola glowy "w temacie pies".Najpiekniejsze chwile przezywalam w smarkatym wieku,gdy rodzicow odwiedzala znajoma,pani Nina,elegancka mloda osoba ze szkolona suka owczarka niemieckiego,Nora.Pozwalala mi ja brac na spacer,a madra suka dostojnie paradowala ze mna poprzez osiedle nad rzeczke.Podziw okolicznych dzieciakow bardzo mnie deprymowal,ale i dodawal skrzydel,w koncu bylam tylko kobieta niewolna od checi bycia podziwiana za to czy za owo...tym bardziej,ze na codzien bylam irytujaco niesmiala,schowana za gora przeczytanych ksiazek i sterta pluszowych zwierzat(przewazal gatunek pies,jasna sprawa). podejrzewam,ze my wszyscy tu gromadzacy sie ochoczo i bez przymusu,mielismy podobne przezycia w bardzo mlodocianym wieku.Dzieci wciaz szukaja ciepla,i tego namacalnego,i tego uczuciowego,a rodzice wciaz na polowaniach o kes strawy nie maja nawet czasu sobie tego uswiadomic...wiec jak to dobrze,ze sa ksiazki...ze sa psy (a pozniej-DOGOMANIA!) Kurcze,wzruszylam sie.Starsze kobitki tak maja.Z tego wzruszenia chyba zakradne sie do lodowki po piwko(nie moge isc oficjalnie,bo wiadomo ze ta cala banda tylko czeka na tego typu "sygnal"!)Bo chyba juz dosc natrzaskalam dziobem (pardon-w klawiature)? na razeczko! Basia i wilczasie
-
Moja stafficzka Duszka namietnie porywa mi rekawiczki,ale ceni sobie te jeszcze cieple,ktore zdejmuje po powrocie do domu i klade "gdziekolwiek"-niestety sporo par zlikwidowala,a co najgorsze,ja mimo to nie nauczylam sie dziergac na drutach .Jest juz dorosla,nawet jakby juz nieco stateczna,ale pasja rekawiczkowa nie chce jej minac.Uwielbia tez ciumkac uszy wilczarzy,ale to juz nie w niszczycielskich celach-po seansie ciumkania uklada sie wygodnie calym kadlubkiem na kolosie,i w miare zapadania w gleboki sen,zsuwa sie w dol,tak wiec po pewnym czasie przypomina szprotke przycisnieta do sledzia w ciasnej puszce-tak sa w siebie wpasowane.Wilczarze zdaja sie to lubic,przymykaja tylko oczy;taka symbioza odbywa sie "na okraglo"-zwlaszcza w czasie po zjedzeniu posilku.Z rzeczy,ktore Duszeczka uwaza za nieodwolalnie swoje,to sa wszelkie opakowania po serkach,jogurtach,margarynkach,ktore zawlaszcza tak szybko,ze wilczarze nawet nie zdaza powachac.Sloiki po dzemie tez sa "zdobywane".Puste ,wylizane do czysta,juz jej nie interesuja ,i poblazliwie patrzy,jak wilczarze biora je w obroty usilujac stwierdzic,czy warto byloby sie na to "zasadzic" w przyszlosci.Ale i tak nie zdaza-ona to wie,i one tez zreszta.Co jest najgorsze,to to,iz Dusszka za "swoich" uwaza wszekich gosci! Potrafi wilczarzom pokazc zeby,gdy tez chca byc glaskane;czuje sie tak dowartosciowana,ze traci przytomnosc umyslu z zawisci,i potem nieraz jest zdziwiona,gdy ktorys spostponowany przy gosciach wilczarz ja w odwecie odrzuci nosem,gdy z kolei po wyjsciu gosci,ona wraca popiescic sie do mnie.
-
To ja,Sagittarius,zakradlam sie tu noca,bez wilczarzy,bo juz po pysznej kolacyjce spia -orzekly ze po zadnych forach sie ze mna wloczyc nie chca.A ja pare slow: Marcin-tak,te whippki i greye byly z Sopotu,znam ta hodowle od samego poczatku,wiele lat chodzilysmy razem z wlascicielka na spacery w przepastnych lasach oliwskich,przezywalam sprowadzenie i wychowanie kazdego nowego importa Barbary Westrych.Ona przywozila swe psy samochodem,bralysmy tez na wyprawy dzieciaki-ona syna,ja corke,i znikalo sie na dluzszy czas w lesie.Chodzil tez z nami maly kundelek Pasztet(juz chyba widzicie wszyscy ,jak musial wygladac,skoro takie dostal imie...mial jeszcze drugie-Pershing...tez adekwatne,ale do jego natury,juz nie wygladu)-przy czym nieznosny Pasztet towarzyszyl nam tylko do momentu wejscia do lasu-potem przepadal ,by nieomylnie wychynac z zarosli tuz przed koncem eskapady-nie wiem jak tego dokonywal,jego krotkie nibynozki nie mogly rownac sie z lapami chartow-a jednak...na marginesie dodam,ze szanowny pan Pasztet mial takie wziecie u okolicznych suczek,ze zgroza brala.A nastal do naszego domu,bo tak mu po drodze wypadlo,i juz zostal.Lapiny mial zbiegane do krwi,uszy wielokrotnie pokiereszowane,jakies tajemnicze sznyty na szyi i boku...nastal do nas majac ze 4 lata,i gdy zamknal oczy na zawsze,mial prawdopodobnie z 17 lat.Umarl zreszta tak,jak przewidzialam-powiedzialm kiedys patrzac jak dopomina sie o swa miche,ze dzien,w ktorym Pasztecio odmowi jedzenia,bedzie dniem jego smierci;tak tez sie stalo.Ktoregos dnia nie wstal na sniadanko,zostal wiec otulony kocykiem i tak zgasl do wieczora cichutko w ulubionym kaciku.Jeszcze dlugie lata rozsmieszaly mnie komiczne sylwetki jego roznorodnej,pstrej progenitury,zamieszkalej u sasiadow.Wszystkie mialy podobnie niezlomna nature i zyly bardzo dlugo pomimo wyraznych wad budowy.Ale wrocmy do chartow!Tych spacerow nigdy nie zapomne.Dzieki Baski rozlicznym kontaktom zagranicznym mialam tez okazje goscic kiedys na przechowaniu wspanialego charta saluki sprowadzonego z Niemiec-Bigalla"s USTAD"a,ktory pozniej trafil do pani Ewy Stolarskiej i przezyl tam szczesliwe lata.Byl to subtelny,przeszlachetny osobnik niebywalej urody.Saluk wtedy w Polsce wlasciwie nie bylo,z tym wiekszym wiec "namaszczeniem" podchodzilam do tak niezwyklego goscia.Dobrze zgadzal sie z wilczarzami,ktorych juz wtedy bylo kilka,ale w obejsciu byl o wiele subtelniejszy,taki wytworny,lekko jakby zamyslony...jednoczesnie cierpliwy,bardzo czuly dla "swoich",a zywotny w terenie.Mial piekna bialo szara masc,ktora rzadko chyba u tej rasy wystepuje.I tak urzekajacy wzrok...Pamietam go jakby to bylo wczoraj. Do wszystkich:nie myslalam,ze tak bede sympatycznie witana,i miod bulgocze w mym sercu...i moze przedostanie sie i do ukladu krazenia!Moze bedzie fajnie byc stara ale slodka baba...(wilczarze wzniosly wzrok do sufitu i bodaj czy nie pukaja sie w czolo znaczaco-ide wiec spac zanim parskna otwarcie smiechem...smiech nieraz zabija,wiecie?) Baska nocna charciara
-
Ewa: Dziekuje za powitanie,cala banda ladnie sie klania,aczkolwiek zagonily mnie do kuchni,bym posprzatala ryz,ktory swisnely i rozsypaly malowniczo-jeszcze maja pretensje,ze brzydko sie wyrazam! Z greyami i pipetami spedzalam ongi sporo czasu na spacerach-hodowala je jedna z mych podopiecznych w sekcji charta(ano,z grzechow mlodosci,to bylam sekcyjna na charty w O/Gdansk-przez jakies dwadziescia pare latek)To byly piekne czay...nie bylo internetu...czlek uzalezniony od chartow nie stukal w zadna klawiature,ino z nimi po lesie ganial!a i lesniczy nieobecny,spal gdziesik w boru...na sciezkach jeno zboczencow obnazajacych wdzieki sie spotykalo...ach...(tu sie obawiam,ze to moze bylby temat na nowy topic-"suma zboczkow spotkanych w obrebie lasu w zyciu naszym i naszych chartow... ) Wszystkiego naj...,Ewuniu! Basia i wilczasie
-
:lolad ITA-jak to milo byc pozdrawianym...od razu musze sie podzielic pewna obserwacja sprzed kilku lat-na wystawie w Szwajcarii zdarzylo mi sie ujrzec niezwyklosc-obok stada wilczarzy stal dziarski wloski malec,z mina wielce zadziorna..podskakiwal zachwycony,lizal kosmate po gebach ,i w ogole na rozne sposoby okazywal im gorace uczucia,a na obu przednich lapach mial...gustowne,dostosowane barwa do siersci,ochraniacze-takie wysokie "mankiety",z czegos usztywnionego,zapinane na maluskie sprzaczki!Wygladal ...no,kosmicznie,znaczy-odlotowo!Spytalam,dlaczego (dociekliwe ze mnie bydle),i uslyszalam,ze malzenstwo zeszlo sie z panienskim wilczarzem i kawalerskim "italiancem".i kiedys maly zlamal sobie przednia rasie,dziko ganiajac wokol kosmatego,czy tez moze kosmaty go przydepnal niechcacy,tego oni nie widzieli,dosc ze po wyleczeniu biednej raczuchny uszyli mu wg porady weta,takie zmyslne ochraniacze.Niestety nie bylam na tyle przytomna,by zrobic fotke malucha.Ale caly czas to pamietam.Tym bardziej,ze ochraniacze byly tak zrobione,ze nie ograniczaly malemu ruchow,a jednak mial konczyny "zabezpieczone". Tak w ogole,to ogromnie podobaly mi sie zdjecia szczeniat ,ktore sa w innym topicu,urrzekajace,powinny znalezc sie w jakims czasopismie.Tak trzymac i wiecej dawac! Basia i wilczasie
-
Ad Tilia-"Tatus"-naprawde stylowy,o absolutnie klasycznej linii gory i dolu...doskonale konczyny(a wiec zapewne ruch takoz).Powiem krotko:Tilia- GO!GO!GO!-szczeniaki robic,a nie marudzic o jakichs tam sterylkach.Marcin ma swieta racje! Jakby co,sluze skromnym sponsoringiem na wyjazd do tego psa-tylko sie upomnij w razie czego...zaraz pojde wytlumaczyc kosmatym,ze w slusznej sprawie moze kiedys byc im cus od geby odjete!Zrozumieja chyba-poki co,ja tu rzadze.....choc tak naprawde, to ja U NICH mieszkam,bynajmniej nie odwrotnie. Baska i wilczasie
-
:oops: Witam,to ja,podgladajacy do tej pory "Sagittarius"-z pewna taka niesmialoscia postanowilam sie wlaczyc,bo temacik psich imion to cos co mnie baaardzo kreci (nie jestem pewna czy nie hoduje takze po to,by sie wyzywac w nazewnictwie...jak chcecie,zboczeniem to nazwijcie-przyjme z pokora)Ad rem:zawsze staram sie dopasowac imie do zywego stwora i rasy.Spisuje wszystko co mnie w codziennych lekturach zachwyci,i czesto posilkuje sie tymi zbiorami,jak juz przychodzi Czas Nazywania.Czesto wisi juz nade mna topor w postaci wizyty ludzi ze Zwiazku -tatuaz,przeglad,te rzeczy.No i jestem juz z reguly przygotowana,kazde szczenie ma w pogotowiu nazwe plus uzasadnienie,dlaczego ta a nie inna.Czesto potem dobre dobrze dopasowane imie "niesie" psa (czesto i w chwale przez rigi wystawowe)Musze tez powiedziec,ze stosunkowo czesto imie zostaje i jest uzywane przez wlascicieli,ewntualnie z sugerowanym przeze mnie zdrobnieniem.U mnie w domu,potem taka "ksywka"pozostajacego w hodowli delikwenta,ulega licznym modyfikacjom,i nieraz jest to kilkanascie ksywek w zyciu psa-kazda jest uzywana przez jakis czas,najkrocej miesiac-dwa.Ale to temat na nowy watek,wiec tym razem cicho.Wracam do tematu-co robia z naszymi pieczolowicie wypichconymi,dopasowanymi i z namaszczeniem nadanymi,imionami robi wiekszosc nabywcow...ja ostatnio dostalam po nosie tak:pies ulokowany w Danii,o imieniu GUARNIERI...wolany jest "POLSKI" (to z powodu zachwytu jego jakoscia i inteligencja ponoc ponadprzecietna-przy czym nie jest to pierwszy wilczarz w tej rodzinie)...naprawde oslupialam ,choc wypadalo poczuc sie dumnie i cokolwiek patriotycznie;potem suka imieniem GUERRA-wielka,potezna i taka "number one"...wolana jest ..ooops..."BASIA" (rumienczyk wypelzl byl na me skonfundowane oblicze)-tak mnie uhonorowala Jette,moja dunska przyjaciolka!.Znowu innym razem,ja wysmazylam dzwieczne imie "AMERISSO"-no i co? "PLUTO" go wolali!Albo:ja psu (cudownemu!)-"MIR SAID"-wlasciciel _"KARUSEK",ja:GIULIANI"-nabywca czeski _"JACEK"-pytam nieszczesna "Procz?"(po czesku "dlaczego?",i slysze "Bo Jacek,to takie najbardziej znane polskie imie!I tak dalej...moglabym jeszcze dlugo,dlugo,ale starczy jak na debiut na Dogomanii,co? Wyznam jeszcze z niejakim zazenowaniem,ze bluzgi do kosmatych tez leca,tu juz niewymyslne,przasne,zeby nie powiedziec pospolite(dre pysk w podobnych klimatach jak Amster,kiedpsiska wejda mi na odcisk czy to doslownie,czy w przenosni)Jeszcze o imieniu mej juz minionej deerhoundki-pisalm juz o tym Tilii-nazywalam ja niezbyt ladnie,acz czule "Sledzik"-zgadniecie,dlaczego? z wilczarzowym pozdrowieniem- nieuleczalna charciara (off all breeds!)-Baska Strzalkowska