-
Posts
186 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by SAGITTARIUS
-
Szczenieta,ktore nieraz zdarza sie,ze nie znalazly nabywcy "na czas" traktuje jak gdyby mialy u mnie zostac-nigdy nie trzymam ich na dystans!Mialam juz kilka razy watpliwa przyjemnosc wychowywac psy,ktore zostaly u hodowcow i jako przeznaczone do zbycia,byly "obslugiwane oschla reka"-a wiec wlasnie z dystansem,przy czym nie idzie tu akurat o wilczarze.Pytalam hodowcow,dlaczego nic z psami nie robili poza karmieniem i sprzataniem po nich...-"bo nie chcialam zeby za bardzo sie przyzwyczail i potem tesknil","bo przeciez kazdy kto kupi to bedzie chcial wychowac po swojemu" itp.pelne ignorancji odzywki.Po wielkch mozolach psy te przystosowywaly sie do nas,i pozniej w efekcie byly czesto nadmiernie przywiazane!Ja od poczatku zawsze staram sie wychowac psa tak,aby mogl kto inny mnie zastapic w opiece.Przeciez nieraz musze wyjechac,zostawic ukochane stworzenie...ono wiec musi znac,ze taki jest porzadek rzeczy,ze wlasciciel znika,i jest ktos inny.Tak wiec np.wychodzac gdzies,zostawiam malcowi zabawki,wode do picia (zawsze moze sie rozerwac wylewajac ja,no nie?),jakas kosc pyszna,albo towarzyszke jamniczke.Nie ma dramatu,sasiedzi nigdy mi sie nie poskarzyli na jakies wycia szczeniakow,a domy nasze stykaja sie jedna sciana,i zaraz obok tez sa sasiedzi.Stosuje tez "wypozyczanie " na spacery psow znajomym,zdarza sie bowiem,ze mam malo czasu,no a sa ludzie,ktorzy na stale psa wziac nie moga,natomiast wezma moje na spacer nieraz na pol dnia-czysty zysk dla psow i dla mnie.Te psy sa potem najfajniejsze "w pozyciu",i mimo to bardzo ukladne,zwiazane ze mna jak nalezy.Jedynie z importami sa powazne ,powazne problemy przez nieraz pare lat,ale to tez sa wyjatki-nie regula.Poza jednym sprowadzonym jako dorosly pies z USA,wszystkie byly na poczatku bardzo zagubione,nieszczesliwe i ja tez.Jakos odruchowo jakby czlek rzucal sie "kochac je bardziej"...takie wilczarze trzeba czesto dotykac,czestowac je smakolykami,jednak karesy musza byc wywazone,na poczatku krotkotrwale,ot,takie "musniecie uczuciem"-zas spacery trzeba dawkowac jak lekarstwo-na poczatek najlepiej wychodzic...noca,wtedy na ulicach jest z reguly spokojniej. Oczywiscie,zdarza sie czesto,ze szczeniak jest jakis taki "rozwydrzony"-jednak wilczarz bardzo szybko roznicuje,komu i kiedy mozna wejsc na glowe...widac to zwladszcza przy sprzataniu kojcow-mojej corce szczeniaki nie przeszkadzaja,nie wlaza na plecy,nie podlaza pod szczotke itd.-bo ona od razu je sobie "ustawia"krotkim fuknieciem ,zaraz wiedzaze nie pora na zabawe.Zas dorosle psy moja corke zawsze przepuszczaja pierwsza w drzwiach-ja musze wpierw sie rozwrzeszczec...ale tez ja wlasnie czasem "psuje"linie wychowawcza i jej swiatle zalozenia nadmierna iloscia pieszczot i nie przestrzegania zakazow...niestety to ode mnie silniejsze.Tak wiec czytajacy latwo sie domysla,ze nie zawsze wychowam sobie szczenie tak,jakbym chciala-lecz dotyczy to tych wzajemnych raczej domowych relacji "wewnetrznych",nie zas pozostawania spokojnie bez wlwsciciela-to ostatnie mam dopracowane do perfekcji. Musze udac sie w rejony garow i patelni,sorry!
-
No to teraz pora na moje 3 grosze,lub 3 grzyby w barszczu-mowiac przenosniami.Temat jest dla mnie wrecz smakowity-multum szczeniat roznych ras wychowalam i wyhodowalam,moge wiec zeznawac nawet dluzej niz Rywin a w dodatku nie zmyslac z geba pelna rumienca. Moje szczeniaki,te urodzone u mnie,sa w domu tak dlugo jak mozna z nimi wytrzymac,bo po prostu uwielbiam je obserwowac.Z reguly wiec jest to 7-8 tygodni nawet latem(na dwor wychodza kilka razy dziennie oczywiscie ,przy dobrej cieplej aurze to jak tylko wstana na nogi-klade matce poslanie pod jablonka i tam sobie urzeduja).Pozniej przekladam je do kojca,juz bez matki,bo z reguly ona juz musi odpoczac,ale jeszcze dopuszczam je oczywiscie do ssania nawet do 10 tygodni-matka chetnie jeszcze sie nimi wtedy zajmuje,jeszcze czuje potrzebe mycia ich,sprzatania [po nich,wiec sie nie wtracam.W ogole w tym pierwszym etapie wtracam sie jak najmniej do poczynan matki,ona wie lepiej ode mnie czego bachorki potrzebuja-ja jestem tylko dostarczycielem pozywienia i glaskaczem-przytulaczem,wstawiam tez pieszczotliwe gadki,ale zenujacym byloby jakiekolwiek cytowania...).Pozniej przybywaja nabywcy,wiec juz o kazdym maluchu wiem sporo,i daje stosowne wytyczne wychowawcze jako dodatek do ogolnej "instrukcji obslugi".Zdarza sie jednak,ze zostawiam szczenie do dalszej hodowli.Z reguly jest tak energiczne,ze niemozliwym jest pozostawianie go w domu pod moja nieobecnosc,narobiloby szkod jak sie patrzy!Umieszczam je wiec w kojcu,ale nie samo-zawsze z ktoryms spokojnym i wyrozumialym psem lub suka.Tu od razu dodam,ze moje psy do,pewnego wieku zyja w wygodnych budach-domkach z okienkami na dworze,zamykane zarazem w kojcu gdy wychodze do pracy-nie chce by mogly miec dostep do plotu i moze narazily sie komus ujadaniem(niektore wilczarze staraja sie byc Strasznymi Obroncami!),i vice versa,nie chce by kazdy przechodzien mial do nich dostep...ludziska rozniste som... Z reguly szczeniak bezbolesnie mi w ten sposob dojrzewa,zwlaszcza fizycznie,ma tez znakomity apetyt.Gdy wracam,zajmuje sie nim tyle,ile moge-biore do domu,uczestniczy on w zajeciach domowych,szybko sie uczac,ze sa chwile gdy sie nim na pewno nie zajme,(bo np.siedze przed komputerem albo czytam cos waznego)-tu zreszta moze zaobserwowac,co robia starsze psy?no i je nasladuje.A one leza i przeczekuja niedostepnosc czlowieka.Szczenie przytula sie do nich i drzemie.Zabieram je na spacery,raz samo,raz z innym psem(zawsze innym)Idziemy tez powiedziec dziendoberek albo dobrywieczorek naszemu vetowi,ktory ma klinike po drodze do lasu-ot tak,w ramach poznawanie swiata.Do sasiadow tu gdzie mieszkam teraz nie zachodze jednak z psami-sami cos maja,i bylby za duzy rwetes w domu,wszyscy tutaj sa bardzo zapracowani.Sa sklepy,do ktorych moge ze szczeniakiem wejsc,wiec czasem i to robimy.Wszystko to go akuratnie "podmecza" i potem w domu juz nie jest tak aktywny,a jesli nawet,to dostaje jakas pocieche kostna i spozywa ja na osobnosci by stare nie widzialy(bo niestety od razu mu zabiora albo wmowia ze jest niesmaczna). Troche trudniej bywa z przywiezionymi obcymi szczeniakami...ale pierwsze dni spedzaja w domu,jesli nie mam urlopu ,to zostawiam je w pokoju gdzie maja i poslanie,i klatke w ktorej przylecialy,i jakies zabawki...i jamniczke ,ktora jest cudownego charakteru i zawsze kocha nianczyc malce...wiec to na pewno osladza im te chwile samotnosci i nudy.Szczesliwie tak mam ustawiona prace,ze wracam po 5 gidz.do domu,i mam 2 godziny na psy,potem 3 razy w tygodniu jeszcze spadam do drugiej pracy,ale wazne jest ze zaden pies nie siadzi w zamknieciu 9 godzin.To napewno wiele ulatwia. Cd nastapi(musze wyjsc na maly spacerek z nmajmlodsza Garrincha)
-
Charty ciągną na smyczy, czy nie???...
SAGITTARIUS replied to Arika_Dominika's topic in Chart Polski
Domi-mam caly tlumek wilczarzy (9),tak jest juz od lat,bo starzejace sie psy zostaja u mnie do konca,a le przybywaja tez mlode (import,lub zostaje cos z miotu do dalszej hodowli).Zauwazylam,ze przede wszystkim trzeba miec silna dobra wiez z psem.I tak,zanim mlody sie "obije"w swiecie-tzn.pozna miasto,srodki lokomocji itd.,to powinien juz byc bardzo zzyty z wlascicielem.Trzeba wiec bawic sie z nim w domu,duzo gadajac (w domu sedecznie,na spacerach w taki specyficznie wspierajacy sposob-bez "pocieszajacego tonu" bo wowczas poczatkowo niesmialy psiak sobie wymysli,ze jest cos w tym otoczeniu nieprzyjaznego(i w sumie bedzie mial w pewien sposob racje-te wszystkie huczace auta,jakiez to dalekie od natury!Slowem,pies musi zrozumiec,ze przede wszystkim jego rola jest byc PRZY NAS-a wiec i nie ciagnac na smyczy OD NAS,musi pamietac-idziemy razem!Ja maiewam klopoty z psami przywozonymi z Zachodu-choc nieraz kilkumiesieczne,nie znaja czesto smyczy,a miejskie spacery sa dla nich od razu przykre...dla mnie to tez ciezka sprawa,bo sa to bardzo silne psy.No wiec uciekam sie do tych szelek Easy Walk-bo one nie dusza psa a partii szyi,a jedynie cisna pod pachami,pies od razu staje,i szybko uczy sie zwalniac tempo.Ja mysle ze Twoja mloda sunia bza miesiac zapomni o napinaniu smyczy-pod warunkiem ze Ty bedziesz umiala zainteresowac ja swoja osoba-musisz stac sie dla niej wazniejsza od wszystkich bodzcow!Stosuj wiec takze smakolyki,polaki sa dosc lakome.Ja kiedys przez kilkanascie dni wychowywalam polaczke OKAZJE z Wielgowa,bylo to niezwykle bystre stworzenie,uczyla sie szybko i byla bardzo zainteresowana,by byc blisko mnie,bo zawsze dostawala mile niespodzianki-a to glaski,a to czule potarmoszenie,a to serek zolty plus serdeczne slowa gdy akurat np.mialysmy wejsc w tlum i widzialam,ze rzednie jej troche mina...po prostu odwracalam jej uwage,mialam oczy dookola glowy i staralam sie przewidziec,co ja moze wystraszyc.Z wilczarzami jest trudniej gdy sa zaniedbane spacerowo-maja bardziej wrazliwa nature i swiat dookola mniej je cieszy,nie preferuja spacerow w miescie.Niestety teraz tak mieszkam,ale zaczelam hodowle w fajnym miejscu-byla laka,rzeczka,ciche podmiejskie ulice,park w poblizu.Dobrze jest w trakcie spaceru tez usiasc na lawce,pies wtedy inaczej oglada swiat,i mozna mu o nim troche "opowiedziec"-obserwujemy wtedy jego inne reakcje na samochody,przechodniow,przebiegajace psy itp.Mozna go uspokoic glaskaniem,przytulic,ruszyc dalej.Trzeba niestety zmusic sie do spaceru codziennie i codziennie pilnowac,by nie dochodzilo do ciagniecia.Mozna pojsc do psiego przedszkola,ale szkoleniowiec musi byc z prawdziwego zdarzenia.Tak czy owak,nasza integracja z psem jest najwazniejsza. -
Charty ciągną na smyczy, czy nie???...
SAGITTARIUS replied to Arika_Dominika's topic in Chart Polski
A bo...te charciska to sa pociagajace...i pociagowe! A tak na serio,to ja w wypadku osobnikow opornych na nauczanie stosuje szelki Easy Walk,czasem rownoczesnie z obroza (z reguly jest to lancuszek).Prawda jest taka :im mniej masz czasu,a szybciej chcesz miec sukces tzn. charta nie ciagnacego na smyczy,tym wiekszy dyskomfort dla obu stron na spacerze...Po prostu liczy sie i procentuje codzienne cwiczenie! Ale to nie zawsze jest do zrealizowania. Tak czy siak-zycze Ci Dominiko wytrwalosci! -
U mnie wiosna zaistniala wreszcie-widac nieuzbrojonym okiem rozne zielone takie te,co wynurzaja sie spod ziemi(badz noca aniolki je pozzrzucaly z niebios?).Poza tym co rano drze sie rozkosznie jakas ptaszyna... W pracy to ja mam chyba najlepiej i najgorzej,bo musze latac do dwoch miejsc-przed poludniem w sklepie (ale branzowo-sklep zoologiczny tzw.jednak bez zywych stworzen,to byloby ciezkie do znoszenia-widok poklatkowanych istnien!),potem dziki ped kolejka podmiejska do domu,szybka obsluga psiejow,i znow lot do kolejki,do lecznicy,gdzie jestem naczelnym postrzygaczem roznych zwierzatek(bo i kotki persy nieczesane sie trafiaja)-ale dluzej juz tak nie pociagne,bo ostatnio mialam awarie kregoslupa i pierwsze w zyciu zwolnienie lekarskie na dwa tygodnie...wtedy to moglam zaistniec na Dogomanii,moi kochani!Na spacery z mymi najmlodszymi chodzi Ania,studentka oceanologii,i jest swietna w tym,,ja zas biore teraz po chorobie te starsze,wolniejsze,na krotsze trasy.Z drugiej pracy wracam zreszta niezle "uryrana" (nie pytajcie co znaczy to slowo,wystarczy je wymowic na glos),a wtedy jeszcze cos pitrasze dla psow i siebie troche tez.No i ostatnio uprawiam jeszcze ten dogomanski nalog!Na szczescie nie wszystkie dni tygodnia mam tak zajete,bo strzyzenia zrobilam sobie tylko 3 razy w tygodniu(chyba instynkt samozachowawczy?)...ale nadejscie wiosny oznacza tez wiecej pracy w tym zakresie,tak wiec chyba niedlugo bede tylko nocna dogomaniaczka!Dobre i coniebadz...Tak czy owak zycze wszystkim milej resztki dnia i znikam ,by zaistniec w drugiej robocie!
-
Tilia-bardzo dziekuje za wrzut fotek... no i juz je opisuje:na schodach w charakterze ozdoby przycupnely dwa interchampiony-Might & Main zwana Margo,i Hold the LIne,zwany Oldrichem przez swa czeska pania.Potem Rarivari importowana z Francji,ch.PL,pozuje wsrod niedobitkow choineczek,dalej troche zaspane Yashika i stafficzka Duszka(Duszki prawie nie widac,co sie rzadko jej zdarza!),nastepnie kicajaca po podworku Margo(bardzo lubi sobie malowniczo pokicac,nie tylko w nadziei na smacznostki);w nastepnej porcji zdjec-mamusia i corka,czyli oblizujaca sie Yashika (po ciasteczkach)i Pogoria-ch.PL,pozuje zaraz po swym drugim zamazpojsciu...z ktorego miala potem 8 zarlocznych pociech-jedna,Garrincha,zostala w domu-fotki niebawem,wczoraj odbyla sie sesja zdjeciowa,po ktorej dochodzilam do siebie przez godzine albo i wiecej-silna z niej bestyja i do tego...raczej niepokorna!
-
oooops...charciaro...juz nie zjem kolacji...spoznionej...co mi zreszta na dobre wyjdzie... brrr...brrlanoc....
-
Musze przyznac,ze tak to one sie nie osmielaja upackac.Moze sie boja,ze stara wezmie rure..i po nerach,po brzuchach brudnych!A moze nie lubieja jak im w brzuszek mokro-nie wiem.Jeden tylko,Halny,w lesie zarywal sie jak dzik w co glebszej kaluzy i nasycal sie smrodem bagien.Potem wygladal...ze pies Baskervillow przy nim to maly pikus!
-
Noooo!dzieks wszystkim!poczulam sie lepiej z racji,ze nie jestem jedyna posiadaczka gownianego pola minowego!Tylko ze produkcja kosmatych to cos naprawde porazajacego.Najgorsze ze teraz nie ma jak tego "dobra" zagospodarowac.Latem to sie kopie duzy grobowiec i wrzuca do bolu,az jest pelny,ale teraz...pakuje toto w worki po karmie(hi,hi!ujrzec mine producenta byloby interesujacym,co?)i pod oslona nocy wywoze na miejski smietnik...a raczej czekam az sie pojawi moje dziecko aby mnie wyreczyc w tym dziele....taaak!o tych urokach hodowli zwykle nie pamieta sie w roznych opowiesciach. Ale teraz naprawde o wiosnie:chyba faktycznie juz koniec zimy,bo moi podopieczni wyraznie akcentuja checi rozprostowania gnatow w roznych szalenstwach-wymyslaja straszliwe glupoty na podworku,a w domu sa wrecz szkodne-prawie przestawiaja meble.A ze dworu wracaja galopem i nie patrza,ze moga cos/kogos stratowac...zas biegajac po podworku przedziwnie wyginaja ogony-w takie dziwne esy-floresy.Jak zas dorwa kawalek odmarznietej ziemi,to robia zeza i probuja popelnic jakis dolek ...
-
Buuuuu....fuuuuu....bue!te dziwne odglosy wydaje nieszczesny hodowca,dla ktorego absolutnie najpierwsze oznaki wiosny to g...a wilczarzy,ktore wychynely spopod sniegowej kolderki...a jeszcze maja pewna taka twardosc wiazaca je z podlozem...bueee!Kazda moja wiosna jest CIUT przez to zohydzona! Sorry za TAKIE ujecie tematu...jak kto brzydliwy,niech zamknie oczki.
-
amster -piszac o upiornosci kozek afrykanskich mialam na mysli to,ze ich wscibstwo ,upor,wszedobylstwo oraz donosny glos przekraczal w znacznej mierze to,do czego przywyklam majac wpierw pod opieka zwykla Koze Kozowata (z pewnym zazenowaniem przyznam,ze nazywala sie Baska,i z tym imieniem byla juz nabyta).NIe wspominam juz o wszystkozernosci,w tym zakresie ich wyczyny powalaly po prostu.Pierwszy herzklekot z ich powodu mialam,jak zaraz po nastaniu w nasze progi obzarly z papy swiezo ogacone na zime budy psow...do konca byl to ich wielki przysmak.W pewnym sensie zatruly nam zycie,i gdy w koncu wyjechaly na prawdziwa wies do prawdziwego gospodarza,nigdy juz nie odwazylam sie zainstalowac koz w najblizszym otoczeniu.Zas slowo KOZA budzilo jeszcze dlugo dosc niezdrowe emocje...koziego mleka nie tkne juz,rowniez nie odwaze sie uzywac kremu "Kozie mleko"pewnej znanej firmy.Chyba to nieuleczalna alergia.Ale na cudze zmagania z chowem koz milo sobie popatrzec...w koncu to pelne wdzeku stworzenia.I podobno pozyteczne. Proponuje imie Zdzisiek (Maklakiewicz...)
-
Amster -gratuluje przychowku!Niesamowite jest to,ze one rodza sie takie jakies od razu "gotowe",co?Ja mam tez za soba pare lat przezytych w towarzystwie uzupelniajacym do wilczarzy- w mym poprzednim domu w Oliwie ,najpierw mielismy normalna Koze koziasta,a potem upiorne kozki afrykanskie.Koziolka Alfreda nosilam najpierw w plecaku na wizyty do ludzi,potem prowadzalam na smyczy.Jezdzil ze mna wszystkimi srodkami lokomocji,wystepowal tez przez jeden sezon w teatrze.Byl troche mniejszy od wilczarza.Jego ukochanym zajeciem bylo walenie rogami w siedzenia moich licznych kolezanek,ktore przyjezdzaly wypoczywac na naszej laczce nad rzeczka-wystarczylo,ze sie pochylily kuszaco wypiete nad jakims jaskrem czy inna lelija.Coz to byl za widok!A jakie okrzyki!Zycze duzo zdrowia dla bialego stworzonka.Co z imieniem? Baska i wilczasie
-
Mi siedzi w glowie juz od lat,ujrzany tylko na fotkach w czasopismie,deerhound Airescot LAZULI-nieprawdopodobnie okazaly,troche jasniejszej barwy-nie tak "grafitowo-szary "jak wiekszosc bywa...byl w blekicie!sadze ze imie to mialo odzwierciedlac zreszta.Wygrywal BISy,co szarym nie tak czesto sie zdarza.Jak go ujrzalam,odechcialo mi sie PROBOWAC hodowac deery...i nigdy mej Jasavy nie pokrylam... Musze odkopac te zdjecia,sa gdzies w kartonach na strychu,psiakosc...co zle wrozy terminowi,w jakim moge je znalezc!Na razie bowiem na strychu jest polarna temperatura,w ktorej ja gine...a wiec byle do wiosny!
-
Ja tam bardzo chetnie...ale jak to zrobic-sama jestem jeszcze zielonka internetowa...a najgorsze,ze mam zamarly skaner,i wielu fotek nie moge nigdzie poslac,...w archiwum zas cos bym w komputrze znalazla-tylko komu toto poslac?
-
Swietny pomysl! tylko nie wiem,ktory Aniolek bardziej kuszacy... czaru osobistego maja chyba w nadmiarze,moze sie podziela? Zasylamy migu-migu ogonami -wilczasie i inne psiasie
-
Artystyczne doznania w dlugie zimowe wieczory
SAGITTARIUS replied to Anna.'s topic in Chart irlandzki
Dawcy obrazkow!Jestescie wspaniali! Bardzo dziekuje...to balsam na oczy znekane dosc odrazajaca codziennoscia! Bede tu wracac i sie sycic... Baska i Kosmate -
ad akk4psy -nie wiem,gdzie i jaka rane ma Pikutek,ale moze pomoglyby mu tzw.opatrunki zelowe?takie przzroczyste,jak z krochmalu?maja fantastyczne zdolnosci gojace.A moj vet,dr Bandura,czesto na rany stosuje "Plyn Oliwkego"-tak to nazywa-jest to takze swietny preparat,o innej konsystencji. ad Carragan -oby Malenstwo nie dostalo meczacej czkawki po tym piwku!kiedys jeden wilczarz sobie pozwolil na podobny wyczyn i czkal potem dosc dokuczliwie...ale napoj ten polubil niestety,i trzeba bylo go delegowac na dwor,gdy jakis gosc chcial w spokoju pochlonac ten boski napoj...
-
Po obejrzeniu fotek Pana Pikutka nie mam watpliwosci:Pikutek rulez! I tak trzymac... with admiringly and love-gromadka wilczarzy oraz ich pancia
-
Ita-musze przyznac z uznaniem,ze skok wloszczyzny do barszczu przebil wszystko.Zupelnie powaznie musze zwazac,czy me kosmate pomyslowe dobromiry nie beda stykac sie zbyt blisko z jakims spryciula charcikiem italskim.Nie daj Boze zechca tez z barszczem cwiczyc.Albo bede sie wystrzegac przyrzadzania tej skadinad pysznej zupy.Albo bede zamawiac ja tylko w restauracji-tam kosmatych nie wpuszczaja(w naszym kraju,bo jak kiedys bylam z Nauri w Belgii,to kelnerka przyniosla jej miche risotto,miche wody,i bialy recznik do wytarcia ryja-wszystko na polecenie pana restauratora.Musze przyznac,iz bylam w niezlym szoku,tym bardziej,ze potrawa mej suki wygladala duzo bardziej smakowicie niz to,co ja zamowilam...)
-
Czyta sie to wszystko lepiej niz oglada serial !a jakiz material na scenariusz...tylko krecic material filmowy i dla przyszlych pokolen jak znalazl,z tytulem""gwoli przestrodze".Ja dzis tylko krotko,bylam pierwszy dzien w robocie po 2 tyg.laby,i glowa chce mi trzasnac.Chcialam tylko dodac do tematu ,ze u mnie sa na kazdych drzwiach specjalne haczyki-bo klamki wszystkie sa otwierane niedbalym "tryc" nochalem,zas stara Shikunia-Bzikunia ma swoj patent siadania przed drzwiami,i walenia lapa z nagla w klamke,malo ze klamka odskakuje to jeszcze jest halas.Jak sie tak jej zachce nieraz po nocy zmienic locum,to budze sie z uczuciem ze zawal juz jest(u mnie oczywiscie,nie u niej)a potem mam dygot do rana.Ona zas spi bardzo zadowolona. No i jeszcze musze nadmienic o drzewkach-ubieglej wiosny pan stolarz robil mi nowe ploty,i zawzial sie,by posesji poprawic wyglad.Nawiozl cudnych choinek,zreszta w prezencie,i pieczolowicie je posadzil.Po miesiacu juz byly bardzo nieswieze,a co ciekawe,bestie zzeraly im zawsze najpierw czubki,a potem wszystko co wystaje,a potem...spuscmy zaslone milczenia.
-
OUC!postanowilam czytajac posty na tym topicu,bezwzglednie wypraszac wilczarze z pokoju.Czasem bowiem zagladaja mi przez ramie,i jeszcze dowiedza sie,ILE mozna nabroic.Bo one,musicie wiedziec,sa raczej zlodziejami niz niszczycielami.Jak wiadomo,w swych zlodzejskich zapedach rzadko musza sie wspinac...natura czyniac je kolosami,po prostu skazala je na zlodziejska profesje.Na szczescie niezwylke rzadko zdarza sie,aby stanawszy przednimi grabami na blat,siegaly w glab szafek gdzie stara ukrywa ciasto "gosciowe".Jeden tylko jest spec od tego-Garland.wslawil sie tez wyrwaniem zlewu ze sciany,bo kradl cos z siateczki z suszonym chlebkiem,ktory w poblizu wysoko wisi,i zahaczyl byl lancuszkiem na szyi o rant zlewu i szafki pod tym zlewem. Rumor byl taki,ze myslalam ze to TIR dostawczy wjechal jakims cudem do kuchni.Najlepsze,ze lancuszek zaklinowal sie byl,i musialam sie nieco nabiedzic,by uspokoiwszy przerazonego zlodziejaszka ,odczepic go nie duszac psa i nie rozwalajac szafki bezpowrotnie.Bylam pewna,.ze to wyleczy Garcka (obecnie taka ma ksywe)z rabowania zarcia,ale nadzieja matka glupich jest,jak wiadomo.Totez on wlasnie w kuchni zostawac nie moze.Zlodziejstwo jego jest zreszta genetyczne-to,czego dopuszcza sie do dzis jego mamusia,najstarsza w stadzie Yashika,to nie do opisania w jednym poscie.Dzis byla skromna-jej ofiara padly jedynie rodzynki,do ktorych dobrala sie dwukrotnie dzieki memu gapiostwu i siedzeniu na Dogomanii-sprytnie otworzyla sloiczek w ktorym je trzymam,i gdyby nie halas,to by sie nie wydalo.Jutrzejsi goscie dostana wiec ciasto "gole",bez rodzynek w srodku.Zreszta,jak to zwykle bywa,i tak Shika gwizdnie to ciasto takze,gdy wyjde zamknac za goscmi furtke-rzadko kiedy pamietam by postawic talerz jakos antyyashikowo tzn.wyzej. Co do pozeractwa bombek to Krzys nie jest sam!Takaz manie ma tez Amerykanin-Santer,Jest to zloty z charakteru,przemily pies pozbawiony narowow,ale ma niestety 2 nalogi-kradziez i likwidacja bombek(sciaga je z choinki)oraz niszczenie dlugopisow(moze c hce napisac jaka skarge,petycje lub powiesc?)-sa dni ze trace ich kilka>pan ze sklepu papierniczego gdy tam wchodze,bez slowa podaje mi pojemnik z dlugopisami,ale jak z zalem stwierdzil,nie ma dlugopisow pancernych. Pamietam inne charty,ktore okresowo u mnie mieszkaly badz byly goszczone-ale o ich pomyslach innym razem.Teraz musze zapchac zoladki kosmatej bandzie.Czy Wasze tez maja zegarki w brzuchu i o pewnych godzinach nie ma zmiluj,tylko w gary runac?Pa,pa-Baska i W.
-
Korci mnie ten temat od dluzszego czasu.Pozwierzajmy sie sobie z "pomyslow"naszych chartow na urozmaicenie nam zycia.Na pewno kazda rasa ma jakies "specialite de la maison"-inne harce cechuja whippki,inne charcizne wloska,inne arabska...z tego co sie slyszy,szczegolnie afganstwo ma bogaty repertuar.Najbardziej ciekawia mnie wyrafinowane produkcje chartow pod nasza nieobecnosc-krotka,chwilowa,jak i ta dluzsza,gdy wybywamy z domu by zarobic na chlebek i pozywienie dla ukochanego charciska! GO! Baska w otoczeniu wilczarzy(zaden nawet nie zamierza dostac rumiencow!a mam ci ja duuuzo do opowiedzenia!)
-
Sa te ksiazki,sa!ale juz tylko jako obciachowe-relikty-przeszlosci!nawet krajalnica z cebula nie pomoze!!! B.
-
Chorek babski dogomaniaczek:Marcinie jestes slodki jak Rozynek...tfu...rodzynek!dziekujemy! Amster!do tablicy! B.(i,jak sadze,reszta dogomaniaczek)
-
Noooo?Jutro wszak...Dzien Kobiet...-to jakze bedzie? (wilczarze dusza sie ze smiechu) B.