Z moją Ziutą wychodzę minimum trzy razy dziennie, a także prawie zawsze przy okazji wyjść np. do sklepu lub ze śmieciami.
Smycz ze sobą zazwyczaj zabieram choć z reguły jej nie zakładam. Na szczęście w dziedzinie chodzenia przy nodze, przychodzenia na zawołanie i zatrzymywaniu się na rozkaz odniosłam sukces wychowawczy :D :oops:.
Niestety mój piesio za spacerami raczej nie przepada :( , a szczególnie tymi w czasie deszczu i pluchy. Wlecze się wtedy zawsze "pół kilometra" za mną i zatrzymuje się przy każdej alejce wiądącej w stronę domu patrząc na mnie wyczekująco z miną, która mówi "jesteś pewna, że niechcesz już wrócić? No zastanów się jeszcze raz, w domku jest tak milutko, a ja już wszystko tutaj załatwiłam."
Kiedy widzi, że na nic się zdały jej prośby zaczyna wlec się dalej rzucając mi spojrzenia pełne wyrzutu.
No i taką ma człowiek nagrodę za swoje poświęcenie na spacerach, nie dosyć, że nikt nie docenia to jeszcze pretensje ma :wink:.
Choć jest jedna rzecz, za którą Ziuta przepada na tych naszych spacerkach - aportowanie :D . Po prostu urodzony z niej aporter, a im większy kij tym lepszy. Uwielbia to :D.
Czasami można boki zrywać jak się zobaczy takiego małego kajtka z zapałem dzwigającego gałąź, którą ledwie może objąć paszczą, i która jest kilkakronie dłuższa od samej psicy. :lol: