O kurka! To rzeczywiście nie ciekawe. Miałam kiedyś podobny przypadek. Wzięłam z azylu sznaucera olbrzyma. Był chory więc go wyleczyłam, odrobaczyłam, zaszczepiłam i......nie mogłam go dłużej zatrzymać, bo straciłam dach nad głową, a byłam w ciąży. Zaczęłam szukać mu dobrego domu. Miał tatułaż w uchu i był naprawdę przepiękny. Dałam ogłoszenie do gazety. Zgłosiło się kilka osób. Nie chciałam go oddać na wieś do budy, zdecydowałam się na oddanie Wezyra pewnej pani z Krakowa. Zdziwiło mnie, że nie intresuja jej żadne szczepienia ani wogóle informacje o psie. Wytłumaczyła,że się spieszy i że odezwie się jeszcze.
Nie odezwała się więcej! Zadzwoniłam ja i spytałam jak Wezyr. Jakiś mężczyzna spławił mnie niegrzecznymi slowami. Znajomi zachodzili pod dom tych ludzi, by zobaczyć co z psem. Nikt go nigdy nie widział! Co oni z nim zrobili? Do dziś nie wiem, choć minęło już 7 lat! Zresztą i dachu nad głową się nie dorobiłam, ale mam małą uroczą sunię, z którą mogę się łatwo przemieszczać.