Jezdze czasami do domu rodzinnego z Bilbo - 4-letnia kundelka wielkosci pinczera miniaturowego - i jak to malenstwo mialo 8 miesiecy, kierowca prawie mnie nie wzial, bo nie miala kaganca. Pozniej nie chcial wziac, bo termin szczepienia uplywal 29, a ja jechalam 25... Wszystko zalezy od kierowcy.
W MPK nie woze ze soba i dziewczynkami szczepien, ale zawsze mam kaganiec w pogotowiu. W PKP nigdy jeszcze nie zazadali szczepien - ani od bullterrierki, ani od malej. W PKSie co trzecia podroz chca (tak srednio). Czasami tez jak jechalam z Bilbo, kierowca kazal trzymac ja na podlodze, nie moglam jej wziac na kolana, bo straszyl, ze mnie wysadzi...
Wszystko zalezy od kierowcy po prostu - niektorzy glaszcza i bawia sie z psami, a niektorzy najchetniej by mnie nie wzieli, ale ze spelniam wszystkie wymogi formalne, to musza...
I nie trzeba miec ksiazeczki szczepien, tylko zaswiadczenie o szczepieniu przeciw wsciekliznie.
Ale to wszystko i tak jest niczym w porownaniu do kotow - za nie nie placi sie za przejazd (za psa zawsze), one tez nie musza miec szczepien... Paskudna dyskryminacja!