-
Posts
760 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by MałGośka
-
[B]Zurdo [/B]- gęsi? co gęsi? jakie gęsi? :eviltong: [B]Moooorus[/B], chłopie - no weź, spręż się, wyzdrowiej zupełnie-totalnie... No ile tak można... :shake: Prosiem bardzo - oto reportaż z morusowo-rozgwieżdżonego życia :loveu: "moje najsłodsze kudełki!" [img]http://www.schronisko.wielun.pl/adopcje/2006/Morus/Morus_dom_13.jpg[/img] "łypie okiem" [img]http://www.schronisko.wielun.pl/adopcje/2006/Morus/Morus_dom_14.jpg[/img] "ulubiona pozycja moro" [img]http://www.schronisko.wielun.pl/adopcje/2006/Morus/Morus_dom_15.jpg[/img] "moro i lusia" [img]http://www.schronisko.wielun.pl/adopcje/2006/Morus/Morus_dom_16.jpg[/img] "ciekawe czy ładna z nas para?" [img]http://www.schronisko.wielun.pl/adopcje/2006/Morus/Morus_dom_17.jpg[/img] "we wspólnym łóżku" [img]http://www.schronisko.wielun.pl/adopcje/2006/Morus/Morus_dom_18.jpg[/img] [img]http://www.schronisko.wielun.pl/adopcje/2006/Morus/Morus_dom_19.jpg[/img]
-
Staruszek Bary - ratujmy jego życie! (str.5) / za TM :(
MałGośka replied to MałGośka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Oj, urlopować to ja moje kochane bym baaardzo chciała, ale raczej mi to nie grozi, bo urlopy to ja raczej biorę aby albo pochorować sobie, albo popracować nad schroniskowymi ogonkami ;) Bary w schronisku jest już od jakiś 4 lat, bo gdy pojawiłam się po raz pierwszy w schronisku - w lipcu 2003, zanim udało nam się je przejąć - już tam był :( Czy nie jesteśmy w stanie pomóc, trudno orzec. Faktem jest, że chłopak już tak długo u nas przebywa, że to po prostu jego życie... Ma swoją ukochaną wolontariuszkę Madzię, która stara się co jakiś czas do niego zajrzeć, ale - zwłaszcza w roku szkolnym - bywa to raz na prę tygodni... Nie uważam, by nasze schronisko należało do wzorcowych, daleko nam do ideału - ale wielu rzeczy po prostu nie przeskoczymy... Np. tego, że całym światem jest dla Barego kojec... Zapewne i jego zdrowie pozostawia wiele do życzenia, ale w Wieluniu wiele nie dokonamy, z diagnostyką zwłaszcza... Przyznam, że ja wciąż widzę Barego na własnym podwórku, i z ukochanymi ludźmi, którzy koniecznie będą poświęcać mu codziennie sporo uwagi, choćby tylko zagadując do niego. Nie będzie raczej z niego kanapowiec, możliwe, że nawet nie ma pojęcia, że coś takiego jak wnętrze domu istnieje... Jest bezkonfliktowym psem, zwłaszcza wobec psich panien - więc mógłby sobie truchtać po takim podwóreczku całymi dniami, co jakiś czas będąc poklepywanym i mizianym... -
Delfinka odeszła za TM ... nie tak to miało być ...
MałGośka replied to MałGośka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Toska - nikt jeszcze mnie o Delfi nie pytał :shake: -
Och, och, och :loveu: Chyba mnie zamurowało z zaskoczeniowego zachwytu :loveu: I co by tu powiedzieć - chyba TYLKO ach, ach, ach!! ( Nie zmieścisz się w kadrze? Hmmm?... :cool3: )
-
Łomatko Zurdo! :crazyeye: Czy Ty nie chciałabyś przypadkiem podpisać jakieś umowy, takiej na wyłączność dla wieluniaków szukających domów? :razz: Podaj tylko stawkę, biorę Cię całą z wszelkimi wynikającymi z tego konsekwencjami :loveu: A tekścik beczelnie "ukradłam", o - [url=http://www.wielun.fora.pl/viewtopic.php?p=18821#18821]tutaj[/url] :P Kciuki za wyniki! Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni i wreszcie będzie można prawidłowo zareagować, by serial "P jak perystaltyka" zakończyć :)
-
A jak myślisz - co mam właśnie na talerzu? Oczywiście - męski posiłek! Morusek, a Ty? :razz:
-
Delfinka odeszła za TM ... nie tak to miało być ...
MałGośka replied to MałGośka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
:lying: Jaaaaaacie! Jak jutro Delfi opowiem jak ją ciotka w świecie promuje, to nie uwierzy :p I te pozostałe ogłaszane wieluniaki też :buzi: -
[quote name='zurdo']No i mam nadzieję, że sensacje się skończyły i bidul będzie mógł w sywestra zjeść [B]pożądny męski posiłek[/B].[/quote] Hm. Aaaale zabrzmiało - aż zrobiłam się głodna :cool3:
-
A przyjaciel_koni w dzioba chce? :eviltong: Założycielka wątku zagląda za każdym razem, no prawie :razz: U Wikinga bez zmian, może poza tym, że nie młodnieje, kolejne dni w schronisku mu upływają - tak, że już dawno schroniskowy kojec za swój dom uznał :(
-
[quote name='rozgwiazda']no niech tu MałGośka zajrzy, bo już nie mogę się doczekać aż zobaczycie moje cudo!!![/quote] MałGośce się skrzynka wysypała i trochę trwało zanim listy pozbierała na kupkę ;) Ale ciotka Zurdo o Moruska (czy raczej pozostałe ciotki ;) ) zadbała, fotki umieściła, więc spoooko. [B]Zurdo [/B]- co do "morusicy", na którą Twa Mama choruje: niestety jest na to lekarstwo... "Niestety" - bo stale tego typu psy do schronisk trafiają. Znając świat, to za miesiąc, dwa i wieluniak znów taki się trafi...:shake: [B]Rozgwiazda [/B]- co do biegunki: jeśli nadal będzie trwała porób mu dokładniejsze badania, przeróżne rzeczy psiska z nieznana przeszłością potrafią "w sobie" nosić :roll: A co do rad dziewczyn - popieram :) Czyli: ujednolić mu dietę, najlepiej sam ryż z jakimś lekkim dodatkiem smakowym, jesli będzie marudził. No i dużo picia, żeby się nie odwodnił. Podawaj mu siemię lniane - najlepiej zaparzaj to zmielone i w całości dodawaj do jedzonka, pomoże to w regulacji organizmu. A może podtykacie mu jakieś smakołyczki, nawet w małych ilościach - na co on taką rewolucją reaguje? Na pewno odstawiłabym na razie suche. I piiiisz, pisz :loveu:
-
Fotki, fotki! Dziś będą fotki! :multi: (:eviltong: To był szantaż emocjonalny ;) )
-
[IMG]http://www.schronisko.wielun.pl/images/kartka_swieta.jpg[/IMG] W imieniu naszej schroniskowej brygady - tej realnej, ale też i wirtualnej :loveu: - życzę Wam, przyjaciołom wieluńskich ogonków w potrzebie - świąt spokojnych, rodzinnych i szczęśliwych... :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: :santagri: I bardzo, ale to baaaaardzo dziękuję za życzenia, kartki, maile i smski świąteczne :buzi:
-
Uf, dopiero dotarłam przed kompa, nadrabiam więc szybko zaległości moruskowe i zaraz zmieniam tytuł całego topiku :D [B]Zurdo [/B]- o jakiej Jastrzębiej Ty mówisz? :o [quote name='dusje']bo jak pisalam w ktoryms z watkow, chyba Elmo, Morus trafil niestety na wyelegantowna dame tyle ze zabraklo jej elegancji ducha....i checi.....nie mozna oskarzac psa o szczekanie a tam sasiedzi juz uragali, pani powiedziala:mad: Tej pani rybki trzeba bo one glosu nie maja:evil_lol:[/quote] [B]Dusje [/B]- czy Ty Gosię znasz? Nie sądzę. Więc czemu tak o niej mówisz? I czemu przeinaczasz moje słowa? Mogę Was z Gosią skontaktować, porozmawiasz z nią i wtedy na tej podstawie będziesz mogła wydać jakiś osąd. Proszę - jesli już macie ferować wyroki - to czytajcie chociaz dokładnie wszystko. Pisałam parokrotnie, że Morusek podczas całej sosnowskiej adopcyjnej akcji był niesamowicie pogodny, radosny i chętny do ciągłej zabawy. Problemem był ciągły szczek i brak możliwości pracy nad psem, a cała historia nie była dla psem żadnym traumatycznym przeżyciem. Faktem jest, że dziewczyna adopcji nie sprostała. I jak Rozgwiazda pisze - wygląda na to, że to jednak kwestia małych pomieszczeń :roll: U nas, jakby nie patrzeć, tez bidulek siedział w malusim kojcu - fakt, że widział przez kraty okolice, ale jednak powierzchnia była ograniczona... Tak się teraz zastanawiam czy np. podczas tej "niby-adopcji", którą przeszedł przed schroniskowymi czasami - nie trzymano go własnie w jakims malutkim pomieszczeniu... Wiem tylko, że tamte panie były przerażone warunkami i psa cudem odebrały. Zwizualizowałam sobie Moruska na łańcuchu - ale może to właśnie była jakaś piwnica, czy komórka... [B]Rozgwiazda[/B], [B]Zurdo [/B]- marsz na wspólne spotkanko, foty robić :mad: I pisać, piiiiisaaaaać! :cool3:
-
[quote name='zurdo']Rozgwiazda, zrób Morusowi kącik w jakimś cichutkim miejscu, niech ma własne miejsce, przez które nikt nie przechodzi, w którym będzie się czuł bezpiecznie i będzie miał spokój, kiedy będzie go potrzebował.[/quote] :evil_lol: Z tego co Tata mówił wynika, że Morus to nie z tych co spokoju potrzebują :evil_lol: Chyba żeby go spacyfikować jakoś umiejętnie... Moruska znaczy - nie Tatę :razz:
-
Dziękować? Uhm - zobaczymy czy (ewentualnie kiedy) Ci zapał nie przejdzie :cool3: A Tatę masz swiet-ne-go!! :loveu: (ups, chyba się rozpędziłam cokolwiek... Mamę oczywiście też ;) ) Morus moje kochane w tej chwili opiera się o parapet i jęczy :evil_lol:
-
WARCZY? :o [img]http://manu.dogomania.pl/emot/oooch.gif[/img]
-
Kochani - musimy i tak poczekać do wieczora, żebym wiedziała co z tym naszym autkiem. [B]Pidzej [/B]- no własnie chodzi nam o to był połączyć, ale Moruska z odbiorem darów dla naszych ogonów, dlatego idealnie byłoby gdyby nasze schroniskowe autko "stanęło" na koła, albo jeszcze istnieje szansa malusia, że pewien Warszawiak ruszyłby do Wielunia (tylko nie wiem wtedy co z karmą :shake: ) Czyli - jak widzicie sami - więcej tu niewiadomych, więc po prostu poczekajmy do wieczora (takiego bardziej nocnego :razz:)
-
[quote name='Aga i Eto']staną tam nowe wielkie 3 budy (bez łańcuchów oczywiście) i hulaj dusza ..[/quote] Aga - może tylko w swych planach uwzględnij, że jak przy psach nie będzie żadnego człowieka przez tyle godzin - to psy mogą między sobą wdać się w walkę. Nawet prędzej stare niż młode - bo mogą być już schorowane i reagować histerycznie na jakieś zaczepki... A skoro chcesz duże psy - to pociąga za sobą większą siłę psich szczęk i poważniejsze rany zadawane w bójce. W większym stadzie układ będzie się pewnie dogrywał przez jakiś czas, i oczywiście wszystko może przebiegać wprost idyllicznie - ale musisz pamiętać, że w takich warunkach czasami zachowania stadne biorą górę... :roll: Wydaje mi się, że początkowo przynajmniej dobrze byłoby mieć psiska jakoś izolować od siebie, albo mieć po prostu taką możliwość...
-
Powiem tak - [B]Rozgwiazda [/B]- dzwoń do mnie pilnie! Są szanse, na razie [I][B]nieduże[/B][/I], ale jednak - że uda nam się ruszyć z Wielunia. Problemy następujące: - auto w naprawie, chyba wieczorem będzie wiadomo co i jak, - brak kasy na ów transport :roll: - na terenie W-wy może ktoś być potrzebny. Ale to dokładnie będzie wiadomo najwcześniej dopiero wieczorkiem... Taka "konfiguracja" byłaby tym bardziej przydatna, że pewien przesympatyczny pan chce nam podarować karmę :loveu: Przywieźlibyśmy szczekacza i odebrali żarełko. No zobaczymy.
-
No pięknie :splat:Na starość z pamięcią coooraz gorzej :oops: Oczywiście, że doszła, nawet specjalnie p. Krysi się dopytywałam, tylko się "jakoś" tutaj to nie napisało... Oficjalnie więc już - Żabusiu - wieluńskie ogonki majtają w Twoją strone swymi kitami w podziękowaniu za gwiazdkową paczuchę :loveu:
-
A własnie Zurdo, że nieprawda :eviltong: Rozgwiazda nie podjęła decyzji ot tak, długo ją zniechęcałam - ale się nie udało jak widać :razz: Hm, tak myślę o tym transporcie... Piątek przedświąteczny to straszny tłum ludzi przed schroniskiem - bo mamy obok plac targowy. Do tego ostatni pracujący dzień przed świętami, nie sądzę bym znalazłą na szybko kogokolwiek gotowego zabrać do Łodzi kudłatego śmierdziuszka :( Może za to jakiś Warszawiak, na przykład w sobotę, przywiózł Rozgwiazdę i zabrał ją razem z Morusiakiem do nowego zycia? :roll:
-
No to ja powiem może tak - jeszcze mi się nie zdarzyło, a przecież prowadzę naprawdę sporo psów już szczęśliwych :razz:, by pojawił się szczekacz totalny - jakim jawił się Morusek u Gosi w Sosnowcu. Czyli, że może i będzie darł paszczę, ale to wieczne być nie powinno - owszem może być czujnym obrońcą, ale tu raczej mieliśmy do czynienia ze szczekaniem stresowym. Istnieje też szansa, że w rozgwiazdowych warunkach domowych Morus nie poczuje potrzeby nawet jednego szczeku ;) Ale oczywiście trzeba brać wszystko pod uwagę.
-
I z Rozgwiazdą i z Monią123 jestem w kontakcie. Co z tego wyniknie? Zobaczymy :cool1:
-
[B]Rozgwiazda [/B]- jakby co, to jeszcze raz namiary na mnie: [email]malgoska@schronisko.wielun.pl[/email] 0 608 111 640 (jeśli nie odbiorę - to dzwonić do skutku :razz: )
-
Nie, nie przeszedł, i nie przejdzie - bo po prostu nie ma jak. Czyli to co poprzednio powiedziałam będzie miało stałe zastosowanie. Patrząc na to jednak jak wszędobylskim jest kudłatkiem - sądzę, że będzie próbował się z kicią zapoznać, kwestia tego na jakiej zasadzie :razz: Z własnego doświadczenia wiem, że nawet najbardziej morderczo nastawiony wobec kotów pies da się jakoś spacyfikować, a i kot uczy się w końcu jak egzystować by nie zostać zjedzonym. Tylko czy opiekun będzie miał chęci/możliwości/wiedzę by spróbować? Bo to wymaga sporego poświęcenia czasu i cierpliwości. A przecież może się okazać, że Morusek koty uwielbia - i to wcale nie jako pokarm ;)