-
Posts
3333 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by wiosna
-
Problem nie leży w "komórce" - nazwie, której użyłaś, ale w tym, że ogólny wydźwięk wypowiedzi sugeruje dramatyczną sytuację psa. Mój poprzedni post związany był z ciągłym podważaniem każdej naszej decyzji jako szkodzącej psu i powodującej jego nieszczęście. Krótka smycz, zapewniająca Wam bezpieczeństwo podczas spaceru, naprawdę nie powoduje długotrwałego dyskomfortu Niko, jest po prostu koniecznością. Ale pytanie, jakie padło na samym początku Waszej wizyty od razu sugeruje, że Niko nie ma się u nas dobrze. "Czy on zawsze chodzi na takiej krótkiej smyczy?". Nie "jak wyglądają wasze spacery?", "opowiedz nam, co Niko robi na codzień", "jak się zachowuje na spacerach?", "czy to jego codzienna smycz?", czy nawet "dlaczego jest na takiej krótkiej smyczy?". Nie. Padło: "czy on zawsze chodzi na takiej krótkiej smyczy?". W podtekście jest przesłanie, że Niko jest u nas bardzo biedny, uciemiężony i cierpiący. I nie chodzi o to jedno pytanie - tak jest na każdym kroku, w każdej sprawie, zawsze. Boks wewnętrzny, brak zabawek, kaganiec, krótka smycz - to nie są decyzje podjęte po to, żeby zgnębić Niko. To są decyzje podjęte z konieczności. To nie jest jamniczek, piesek, który jeśli nawet pogryzie, to w sumie i tak nic się wielkiego nie stało. To jest prawie 50-cio kilogramowy pies po wielu przejściach, z zakorzenionymi już, złymi nawykami, który nie ma absolutnie żadnych oporów, żeby zaatakować człowieka. To co my robimy, czyli hotelowanie naprawdę trudnych psów za naprawdę niewielkie pieniądze, robimy ponieważ chcemy im pomóc. Są inne hotele, ośrodki pracy z trudnymi psami. Wymioniony kilka stron wcześniej Songo. Bardzo głośny ostatnio hotel ratujący ciężkie przypadki, kosztujący 1500 zł za 4 tygodnie pracy z psem. Pomijając długofalowe efekty szybkiej pracy z psem i zdolność Niko do podołania intensywnemu treningowi, warto się zastanowić, czy warunki są specjalnie inne? Pooglądajcie. Kojce są w większości placówek identyczne. Boksy wewnętrzne podobne - choć fakt, u nas części tynków i kafelek jeszcze nie ma. Jednak czy dla psa rzeczywiście to kafelki są najważniejsze? Kolor ścian? Czy może kontakt z opiekunami? Bardzo zmęczyło mnie już ciągłe niezadowolenie. Jako firma chciałabym, aby moi klienci byli zadowoleni. Jeśli jednak nasze usługi nie spełniają oczekiwań, w tej branży oferta jest szeroka. Właśnie stąd nasza decyzja.
-
Jestem. Co do tekstu - nie sądzę, aby było w porządku napisanie, że Niko to pies całkowicie stabilny i zrównoważony, że tak łatwo daje się go uspokoić. Określenie "kłapnął kilka razy, raz do krwi" jest bardzo mylące. Ja wiem, że nikt z Was nie widział Tomka, prawdopodobnie wcześniejszych pogryzionych też nie, ale przynajmniej to ostatnie to było regularne pogryzienie, nie "kłapnięcie". Pogryzienia przez Niko są niebezpieczne, Niko to pies który atakuje człowieka skutecznie, a przy tym nie potrafi sam opanować swoich emocji. Wiecie, że w Gostarze wyskoczył na naszą Olę - ponieważ cała sytuacja, to co działo się dookoła wywołało w nim duże emocje. Po Waszym odjeździe zaatakował mnie - z tego samego powodu. Zebrały się w nim emocje, a on ich ujścia szuka właśnie w taki sposób. I tak, mechanizm jest czytelny i jasny, przewidywalny, ale nie oznacza to, że pies nie ma zahamowań aby wyładować swoje emocje na najbliższej w danej chwili osobie. Ja go nie przekreślam, ale to nie jest pies po prostu z zapędem do dominacji, który czasem próbuje coś wymusić. W Niko łatwo wzbierają i kumulują się emocje, nad którymi on sam nie jest w stanie zapanować. Jeżeli jego opiekun w porę tego nie wychwyci może dojść do kolejnych pogryzień. Jego nowy właściciel zawsze musi być czujny, i żeby zapewnić bezpieczeństwo sobie i osobom w otoczeniu musi zwracać baczną uwagę na zachowanie Niko. Nie wiem jak opiszecie to w ogłoszeniu, może żeby nie odstraszać ewentualnych chętnych, których raczej i tak nie będzie za wielu, po prostu to wytłumaczycie już bezpośrednio. Ukrywać nie polecam, bo "po prostu" ktoś będzie musiał się leczyć, a i samemu Nikowi nijak to nie pomoże. I dalej - niekoniecznie w ogłoszeniu, ale prywatnie należałoby poinformować zainteresowanych, że stan łap Niko jest naprawdę poważny. Pomijając zachowania psa, wpływ na jego ruch, trening i pracę, są to też koszty, z którymi nowy opiekun musi się liczyć. Temat operacji jądra Niko wciąż wydaje się nie być dla nikogo istotny, odkłada się to na jakieś "kiedyś". A to naprawdę są pilne rzeczy, które mogą Niko zwyczajnie zabić, alarmuję o tym już od dawna. Moim zdaniem najpierw należałoby zabezpieczyć niezbędne leczenie psa, później zajmować się czymkolwiek innym, a nie odwrotnie. A na koniec - zdanie o komórce i materacyku przebrało we mnie jakąś miarkę. Od dawna słychać w opiekunach Niko niezadowolenie z tego, że on jest u nas. Bo w budynku, bo nie ma na czym zawiesić oka, bo krótka smycz zabrana na spacer z Wami (obcymi dla Niko osobami, więc krótka ze względów bezpieczeństwa). To nie tak, tamto nie tak. Mówiłam już ostatnio Marzenie, że ja rozumiem, że chciałybyście żeby Niko był rozpieszczanym kanapowcem albo prawie kanapowcem, ale to nie jest tak. Mamy zdecydowanie inną wizję pomagania temu psu. W obliczu tych ciągłych podtekstów my rezygnujemy. Poszukajcie proszę dla niego innego hotelu. Wciąż i wciąż jest wiele zastrzeżeń co do jego pobytu u nas, na każdym kroku spotykam malutkie, ale jednak bardzo wyraźne sygnały, że uważacie, że coś jest nie tak. Widocznie nie jesteśmy takim hotelem, jakiego szukacie. Betka, nie odbierz tego osobiście. Akurat Twój post przeważył szalę i skłonił nas do przemyślenia tego tamatu, ale chodzi nam o całokształt, nie o ten jeden post.
-
heh, nie no, bez żartów - nikt nikogo nie wyrzuca, spokojnie ;) Natomiast sprawa kojców wygląda tak, że to nie jest jakaś stała nasza propozycja, że my tak robimy zawsze. my chcemy u siebie, w obecnej siedzibie fundacji postawić kilka kojców - dokładnie pięć, i postanowiliśmy zrobić to w taki sposób, zresztą nie my jedni, wiele organizacji tak tworzy swoje zaplecze. Ale miejsca i możliwości czasowych jest na pięć kojców. Jeden jest już w trakcie robienia, a o czterech kolejnych rozmawiamy, po prostu więc może się okazać, że miejsce się skończyło. Takie okienko na przekazanie psa z kojcem otworzy się jeszcze w naszej fundacji jak kupimy ziemię pod ośrodek, co planujemy na przyszły rok lub najdalej 2016. ale nie ma chyba co teraz się zastanawiać, póki co zobaczymy jakie zapadną decyzje. Po prostu napisałam Wam to, żeby nie było nieporozumienia, że tu się na coś umawiamy, a ja później napiszę że miejsca już nie ma. Chociaż o kojcu rozmawiało się tu sporo, żadna decyzja nigdy nie zapadła, a ja nie mogę blokować innych psów które potrzebują miejsc. Zwłaszcza, jeśli są to psy z wojtyszek.
-
Odezwał się do nas człowiek, który chce umieścić pod naszą opieką psy z wojtyszek. Tym samym może się okazać, że zabraknie nam miejsca na kolejne kojce, bo możemy ich u nas postawić tylko kilka. Nie jest to jeszcze sprawa na pewno, ale wolę Was uprzedzić, żeby sprawa była jasna, żeby nam nie powstało jakieś nieporozumienie później.
-
dzień dobry :) Mam wiadomość - chyba ważną i nie cierpiącą zwłoki - Nikolcowi 23 kończy się szczepienie na wściekliznę. A jak się Niko wścieknie, to będzie zadyma, że hej. Rozumiem, że mamy jechać zaszczepić?
-
Właściwie zostało to już wyżej napisane, ale chciałabym, żeby nasze stanowisko też było jasne. Uważam, że samo przeniesienie Niko nic nie da. Niko jest wymagającym psem, ale to nie tak, że z nim jest coś nie w porządku (Betka, Niko absolutnie nie jest nieprzewidywalny, jego reakcje są zawsze uzasadnione i całkowicie zrozumiałe, choć nie znaczy to, że jest to łatwy pies). Problemem tutaj jest odpowiedni dla Niko człowiek. I naszym zdaniem szkolenie ma ogromny sens, ale nie samo w sobie - nie chodzi tu bowiem o Niko, ale o jego relację z nowym opiekunem. Naszym zdaniem sens ma nie wysyłanie Niko na szkolenie, ale wysłanie go na szkolenie z nowym panem (panią). Więc stworzenie dla Niko funduszu mogącego pokryć miesiąc albo i trzy miesiące szkolenia - w Songo, Gostarze lub innej dobrej szkole miałoby ogromny sens. Ufundowanie takiego pakietu osobie adoptującej Nikolca byłoby idealnym krokiem, dającym szansę na udaną adopcję. Dopóki nie ma osoby realnie zainteresowanej adopcją takie działanie nie może - moim zdaniem - przynieść konkretnego efektu. Na chwilę obecną Niko dogadał się z nami, na codzień wspólpracujemy na bardzo fajnej stopie. Myślę, że znaczenie ma tutaj również to, że w jego życiu pojawiły się jakieś pewniki, regularny rytm i stabilność. To się przenosi na sposób, w jaki Niko reaguje na otoczenie i sytuacje w jakich się znajduje. Natomiast ogromny sens ma zoperowanie Niko - chodzi mi o usunięcie drugiego jądra. To coś, co może w niedalekiej przyszłości przerodzić się w nowotwór i zabić tego psa - niezależnie od tego jak bardzo będzie wyszkolony i zresocjalizowany. Z jego łapami nie da się wiele zrobić, choć należy stosować środki zapobiegające pogłębianiu się problemu. Czyli przede wszystkim unikać przeciążania. Natomiast sprawa jądra jest otwarta i wciąż jest to palący problem, którego odkładać naszym zdaniem nie należy. Jeśli chodzi o powrót Niko do nas to uczciwie odpowiem - nie bardzo to widzę. Nie ze złej woli, po prostu na miejsce u nas czeka dużo zwierząt. A ponieważ są to najczęściej psy z wyrokami, które muszą na szybko gdzieś się podziać. Jeśli więc Niko pojedzie do Songo albo w inne miejsce, u nas miejsce znajdzie inny potrzebujący pies. Jak sami wiecie takich psów jest dużo, a miejsc gotowych je przyjmować bardzo niewiele.
-
Komornik juz sie zbliza,juz puka do Kseni drzwi...............
wiosna replied to Marinka's topic in Już w nowym domu
O, jak miło przeczytać Twój post Dusje. Tyle tylko, że ja nie jestem hotelem "dogomaniackim" i biorąc psa pod opiekę zaznaczyłam, że na dogomanii pojawiam się bardzo sporadycznie i zdecydowanie nie zobowiążę się pisać tutaj na bieżąco i uczestniczyć w tematach. Ladymonia jest osobą która umieściła Ksenię u nas i jesteśmy w stałym kontakcie telefonicznym, informujemy co u Kseni. Nawet nie przeczytałam więcej, niż ostatnie 4-5 postów, które wyświetliły mi się teraz. Rozumiem, że dla Was ten wątek jest ważny, jednak ja mam pod realną opieką stado żywych zwierząt i nie zostawię ich, żeby czytać forum. Nasz Hotel prowadzi stronę na facebooku, gdzie publikujemy zdjęcia psów przebywających u nas. Ustalenia z Ladymonią dotyczyły m.in. takiej formy przekazywania zdjęć. Teraz jestem tutaj, ponieważ Ladymonia telefonicznie poprosiła nas o napisanie czegoś tutaj (sama przebywa w szpitalu). Widząc jednak Twój wpis Dusje zdecydowałam, że mój post będzie zawierał jedynie informację, że nie będę się tutaj pojawiać. Ja nie jestem tutaj ani koleżanką, ani tym bardziej wrogiem. Ladymonia korzysta z usług naszego hotelu, zastosuję się więc dokładnie do naszej umowy i podaruję sobie dodatkowe pisanie tutaj. Publiczne informacje na temat Kseni przekazywać bedziemy za pośrednictwem wygodnych nam mediów (facebook i strona www), natomiast szczegółowych informacji udzielamy naszemu klientowi - w tym przypadku Ladymonii. Wy możecie w dowolny sposób dogadywać się z Ladymonią dalej i przekazywać sobie uzyskane informacje i zdjęcia, np wstawiac je na fora. Taka jest umowa z naszym hotelem i zasady współpracy. Zawsze można znaleźć sobie inny hotel, dopasowany do swoich potrzeb - np taki, który aktywnie uczestniczy w forach internetowych. Przykro mi, że panuje tutaj taka atmosfera. Skoro jednak panuje, ja zdecydowałam nie uczestniczyć już w tym wątku ani biernie, ani tym bardziej czynnie. Pozdrawiam serdecznie. -
Elvis - zabiedzony prawie ON - odkarmiamy i domu mu szukamy, pomóżcie!!
wiosna replied to majuska's topic in Już w nowym domu
Witajcie. Przepraszam za moją nieobecność na wątku. Tak jak wspomniałam na fb, ostatni okres był u nas bardzo gorący, nijak nie wystarczało nam czasu na facebooku, fora i inne przykomputerowe zajęcia. Chciał nie chciał bycie przy psach zawsze ma przecież wyższy proprytet niż jakiekolwiek pisanie, choć nie chcę żeby zabrzmiało to niegrzecznie. Tak czy siak - w albumie są nowe zdjęcia (link: https://www.facebook.com/media/set/?set=a.347919598694922.1073741854.192975384189345). Chłopak zdecydowanie się rozluźnił, jest radosny i bardzo energiczny. Tomka pokochał najbardziej na świecie, to jego ukochany pan i Elvis zrobi wszystko, żeby mu się przypodobać. Ja raczej tylko "mogę być", Elvisowi zdecydowanie bardziej podoba się zabawa z "Prawdziwym Panem" ;) Postępy szkoleniowe są, choć zaznaczyć muszę, że Elvis należy raczej do psów bardzo kochanych niż specjalnie bystrych. Lub może inaczej - spacery są dla niego wciąż taką radością, że woli biegać i zwiedzać niż skupić się na pracy. Jednak i tak siada i waruje już ładnie, coraz mniej ciągnie na smyczy, uczy się też chodzić przy nodze. Zależy nam na socjalizowaniu go z ludźmi, nowymi miejscami i ruchliwym otoczeniem - teraz już spokojniej znosi takie atrakcje, powoli powoli robi się to normalne. Ogólnie staje się trochę mniej rozszalały, trochę lepiej się skupia na człowieku, szczególnie jeśli nie ma nowych bodźców w zasięgu wzroku. W kwestii kojca. Jak wiecie rozsypała mi się współpraca z poprzednią firmą, z którą mieliśmy działać. Z tego powodu sprawa przeciągała się w czasie, musiałam szukać innej firmy. Nie udało mi się znaleźć nikogo, kto za kwotę jaką mamy do dyspozycji zrobi nam takie kojce, jakie potrzebujemy - z rurek, z podłogą i dachem, ocynkowane, kompletne z dużą, ciepłą budą. Kojce będą kosztowały prawie 3 tys zł każdy, i nie sądzę, żebym z tej kwoty dużo mogła jeszcze "uszczknąć". Tak czy siak jednak umowa pomiędzy nami się nie zmienia - jestem gotowa przyjąć Elvisa pod opiekę Fundacji na takich warunkach o jakich rozmawialiśmy wcześniej, a brakującą do kojca kwotę wyrównamy już sami. Tutaj nic się nie zmienia, jeśli więc jesteście zdecydowani, to nic nie stoi na przeszkodzie. Na jutro (07.10) mamy umówioną kastrację w lecznicy w Kluczborku. Był to najbliższy wolny termin jaki mieliśmy do dyspozycji. ..chyba tyle. Na przyszłość - jeśli ktoś z Was ma pytania, chce się czegoś dowiedzieć - dzwońcie. Mój numer telefonu to 500162535, pod telefonem jestem generalnie dostępna, a jak mnie amurat nie ma to śmiało można dzwonić za chwilę, do skutku. Naprawdę często nie mogę być na dogo ani w ogóle przy komputerze, bo mamy pod opieką dużo zwierząt, przy których codziennie spędzamy większość dnia. Mam nadzieję, że zdjęcia wyświetlają się Wam poprawnie, album powinien być widoczny publicznie. Pozdrawiam Was ciepło, do uysłyszenia. -
Przerwę ciszę, choć trochę zmieniając temat. Wypadł mi wczoraj wyjazd do lecznicy w Namysłowie z jednym z moich fundacyjnych psów. W moim wiejskim dość regionie jest tak, że do lecznic generalnie jest daleko. Podstawową opiekę sprawuje nad moimi futrami gabinet Ventus w Kluczborku, jednak jeśli potrzebujemy RTG lub bardzo skomplikowanych zabiegów, jeździmy do Namysłowa. Mamy tam jednak 50km. Ponieważ jechałam tam z malamutem, zabrałam przy okazji Niko. Mój wyjazd wypadł raczej nieplanowanie, nie mogłam więc umawiać się wcześniej. Próbowałam dodzwonić się do Marzeny, ale nie udało mi się, dlatego to co zrobiłam zrobiłam na moją odpowiedzialność i jeśli podjęłam złą decyzję, liczę się z konsekwencjami. Przede wszystkim zgodziłam się na podanie Nikodemowi leku usypiającego - bez tego nie da się tknąć obcej osobie, nie mogło być więc mowy o zbadaniu go w jakikolwiek sposób. Prześwietliliśmy łapy, lekarze szukali też zaginionego jądra. Bezskutecznie - w kanale go nie ma, a to oznacza, że Niko ma je w jamie brzusznej, co należy raczej koniecznie zoperować. Takie jądra mają skłonności do nowotworowania, często są upośledzone albo w jakiś sposób zmienione, powiększone, generalnie chore. Dlatego ważne jest zorganizowanie w niedalekiej przyszłości całej akcji poszukiwania zaginionego jąderka i wykastrowanie Nikolca już ostatecznie. O wpływie na zachowanie rozpisywać się nie będę, sprawa chyba jest oczywista. Co do łap - tu nie mam dobrych wieści, choć chyba też bez zaskoczenia. Niko ma wadliwe kości. Są większe niż powinny i inaczej ukształtowane, co upośledza pracę jego stawów. Problem raczej nie jest do usunięcia, nic z tym nie zrobimy. Gdyby Niko był rosnącym młodzikiem, możnaby jeszcze próbować korygować to operacyjnie, ale w tej chwili cudów już nie zdziałamy. Z wiekiem, co też raczej oczywiste, będzie gorzej, i tak jak podejrzewałam prawdopodobnie właśnie to w pewnym momencie zmusi opiekuna Niko - czy to będziemy my, czy ktoś inny - do uśpienia go, ponieważ będzie go to zwyczajnie bolało. Wspomagająco oczywiście będziemy podawać preparaty na stawy, ale na duże zmiany nie ma co liczyć. Co do operacji jądra, jej koszt będzie zależny od tego ile będzie trwała i jak przebiegała. Lekarze nie podali mi jednoznacznej kwoty, ale zaznaczyli, że może to być sporo więcej niż 350zł, co zdarza się być kosztem zwykłej kastracji tak dużego psa. Niestety w tej lecznicy nie mam takich cen jak w "moim" gabinecie w Kluczborku, który wspierając fundację traktuje nasze zwierzęta bardzo bardzo ulgowo. Tak jak zaznaczyłam na wstępie, nie mogłam skontaktować się z Marzeną. Nie chciałam odkładać sprawy, bo jeździmy do tej lecznicy rzadko, a ja nie zawsze mam jak jechać specjalnie - z braku czasu, no i ze względu na koszty - dlatego chciałam połączyć te dwie sprawy za jednym wyjazdem. Przepraszam, że nie skonsultowałam tego z Wami, ale nie mam numeru telefonu do nikogo innego z decydentów w sprawie Nikodema. Nie podjęliśmy jednak żadnych znaczących decyzji, było to jedynie badanie.
-
:D Wygląda na to, że musimy chyba łóżka i laptopy do boksów powstawiać. W jednym co prawda jest już kanapa, ale Albin jej nikomu nie odda, nie ma szans ;) Co do Nikolca - z tego co ja wiem ma 3-4 lata, ale to wiem tylko z przekazów. Nam zęby pokazywał z tak bliska, że jakoś nie dostrzegłam jak tam kamień na nich się układa i czy bardzo są starte, ale z tego co przyuważyłam oceniam go podobnie. Z jego łapami nie jest dobrze. Jego starość będzie okropna i pewnie w którymś momencie właśnie ten problem będzie największym z problemów Nikodema. I okropne jest, co ludzie zrobili z tymi psami. "Rasowy" powoli już zaczyna oznaczać "chory". Ale do rzeczy, bo przecież wiem, że czekacie na coś konkretniejszego. Obiecałam napisać co myślę na temat Nikodema i jego przyszłości, bo wiemy wszyscy, że jest to ciężki przypadek. Najlepiej byłoby oczywiście znaleźć dla niego nowego właściciela, ale takiego idealnego - kolejnej wpadki nikt z nas przecież nie chce i chyba ryzykować też już nikt nie zamierza. Zresztą niezależnie od tego jak poukładamy sprawę Niko formalnie, moim zdaniem powinniśmy go ogłaszać i szukać mu kogoś - byłoby przecież znacznie lepej, gdyby był jedynym psem w rodzinie, a nie jak u nas - jednym z wielu. Może się uda? Dopóki jednak się nie znajdzie wszystko może zostać tak jak jest - czyli Nikodem jest u nas w hotelu. To da mu największą możliwość pracy i rozwoju, będzie miał najwięcej czasu spędzanego z nami, co w opcji fundacyjnej nie jest takie proste. Psy hotelowe siłą rzeczy mają pierwszeństwo do zajęć, spacerów, wyjazdów, treningów czy pracy, fundacyjne natomiast mają tych atrakcji mniej. Jednak na dłuższą metę są to przecież potężne pieniądze. Nawet nasza stawka, raczej przecież niska niż wygórowana, pomnożona przez powiedzmy 10 lat życia Nikodema to pieniądze, za które można zrobić więcej niż utrzymywać jednego psa. Mi opadają ręce kiedy widzę, ile pieniędzy w Polsce wydaje się na hotele niepotrzebnie. Wiadomo - na czas socjalizacji, szkolenia, pracy itp jest to potrzebne, ale o niebo lepiej byłoby tworzyć przy tym coś stałego i rozwiązywać przy okazji problem bezdomności psów. Myślę, że gdyby trochę tylko zmienić podejście do sprawy, spokojnie moglibyśmy co roku postawić niewielkie, fajnie działające schronisko. Ale to znów dygresja. Hotelowanie Niko do końca jego życia uważam za marny pomysł, choć oczywiście hotel to moja praca i w pewien sposób pisząc to sama sobie chleb odbieram. Opcja fundacyjna miałaby polegać na kupieniu dla Nikodema kojca. Będzie on wtedy dalej pod naszą bezpośrednią opieką, byłoby też fajnie, gdybyście utrzymali deklaracje dla niego w kwocie chociaż 75zł miesięcznie - czyli objęli Nikodema adopcją wirtualną, może od czasu do czasu kupili mu preparat na stawy czy co tam mu będzie potrzebne. My postaramy się, żeby jego codzienność nie odbiegała bardzo od tej, jaką Niko ma teraz - w ostateczności jest to wyjątkowy pies i wyjątkowy "przypadek", więc po prostu trzeba coś niestandardowego dla niego wymyśleć. Problem z kojcem pojega na tym, że Niko źle reaguje na psy dookoła, frustruje się widząc nas zajmujących się innymi psami. Dla niego najlepiej jest tak jak teraz - kiedy ma swój boks w budynku, jest osłonięty od denerwujących i nakręcających go bodźców. I raczej dobrze byłoby, żeby tak pozostało, przynajmniej narazie. O to tak na marginesie też zapytaliśmy w Gostarze - pozwolę sobie podeprzeć się więc autorytetem Pani Małgorzaty, która upewniła mnie, że to dobry wybór dla Niko. My nie możemy jednak przyjąć Niko do Fundacji przeznaczając jej w ten sposób kolejny boks. Nie chcę, żeby to zabrzmiało brzydko, ale ja niestety też muszę jeść, a do tego spłacać kredyt - więc jakoś zarabiać, chciał nie chciał, też muszę. Fundacja którą prowadzę działa w oparciu o nasze własne - czyli właśnie hotelowe kojce i boksy. Dlatego kojec który kupilibyście dla Niko póki co służyłby innemu psu, będąc po prostu miejscem u nas. Jeśli Niko psychicznie będzie na takim etapie, że spokojnie będzie mógł mieszkać obok innych psów oczywiście będziemy mogli go tam przenieść, ale na chwilę obecną byłoby to dla niego po prostu szkodliwe. Zastanawialiśmy się nad możliwością postawienia całkiem osobnego kojca dla Niko, ale nie bardzo mamy gdzie go ulokować, żeby Niko nie widział psów czy nie miał ich tuż obok siebie. Nie możemy przecież trzymać Nikolca sąsiadom tuż pod oknami, bo głos ma donośny, a my i bez tego nie jesteśmy najłatwiejszymi sąsiadami. Tak to widzę. Już jakiś czas temu rozmawiałam o tym kojcu z Marzeną - zastanawiałyśmy się jak to zrobić, żeby kojec, który kupicie był faktycznie dla Niko, nie dla innego psa. Ja takiej opcji póki co nie widzę, zwyczajnie nie mam pomysłu. I chociaż standardowa opcja zakłada, że kupuje się kojec dla konkretnego psa i ten właśnie pies będzie tam mieszkał, tutaj sytuacja wymusza inne rozwiązanie. Do tego w perspektywie kilku lat my chcemy stworzyć placówkę, do której zostanie przeniesionych większość kojców fundacji. Swoją drogą projekt wart uwagi - chcemy uruchomić połączenie schroniska dla psów z ośrodkiem szkoleniowym, gdzie dzieci i młodzież mają w ramach regularnych szkolnych zajęć uczyć się opieki nad zwierzętami, pracy z nimi, podstaw tego jak działają emocje, jak nad nimi panować, jak powstają frustracje i co można z nimi robić - przydatna praca i dla psów, i dla samych dzieciaków. ..mogłabym długo pisać, wychodzi na to, że to mój projekt życia ;) Jeśli ktoś z Was chciałby więcej, to jest w informacjach o stronie tutaj: www.facebook.com/greytplace. Ale co do Niko - nawet jak już powstanie GREYt PLACE i przeniesiemy tam kojce i większość fundacyjnych psów, Niko - zakładając że w międzyczasie nie znadzie się ten idealny człowiek, który go adoptuje - zostanie tu z nami. Atmosfera placówki w której dużo się dzieje, przewija się mnóstwo osób i nieustannie są nowe psy, nowe zajęcia, nowe osoby - to chyba nie dla niego. My wtedy z Nikoszką i naszymi starymi hasiorami stworzymy wreszcie spokojny dom, bo wtedy wszyscy będziemy już bardzo, bardzo potrzebowali kawałeczka spokojnej przestrzeni. Nie wiem, co jeszcze mogę Wam napisać. Na szczęście ja mogę tylko sobie dywagować, napisać co myślę i jak ja to widzę - Wy natomiast musicie realnie podjąć decyzje dotyczące Nikodema, to przecież Wasze zębate futro. Od siebie powiem, że my go - dziada wstrętnego, co tu dużo pisać - coraz bardziej traktujemy tak, jakby miał z nami spędzić resztę swojego czasu. Jest paskudny, trzeba na niego uważać, obcych by zeżarł, psy też by wszystkie zeżarł, w ogole najbardziej to chciałby być sam jeden na świecie, ale nas pokochał całym swoim łobuzerskim serduszkiem. Po zajęciach w Gostarze, które z perspektywy Niko nie były żadną tam oceną, ale wspólnym polowaniem, Tomek stał się przyjacielem. Od tamtej pory Niko jest swobodneijszy, bardziej "miękki", jeśli wiecie co mam na myśli. Daleko mu jeszcze do psa, któremu ja czy Tomek w pełni zaufamy, ale chyba jesteśmy na jakiejś wspólnej drodze w dobrym kierunku. Co do Gostaru - jestem głęboko wdzięczna za wszystkie rady, które otrzymaliśmy w tej szkole. Bardzo pomogły w pracy z Nikodemem i jestem pewna, że pomogą jeszcze niejednemu podobnemu psu, z którym w przyszłości skrzyżują się nasze ścieżki, bo tzw "beznadziejnych przypadków" jest u nas pod dostatkiem. Coś jest w tym, że Wiosna nie lubi miłych egzemplarzy ;] Wizyta w Gostarze, chociaż nie przyniosła przecież natychmiastowej adopcji, nikt też nie zaczarował Niko i nie rozwiązał w pięć minut wszystkich jego problemów, dała nam jednak bardzo wiele. Przez swoje dotychczasowe "dokonania" Niko mocno zawęził grupę osób które nadają się na jego nowych właścicieli. Jednak po tylu nieudanych adopcjach mogłoby być nieodpowiedzialne prowadzenie dalej ogłoszeń - wizyta w Gostarze upewniła nas, że Niko jest psem zrównoważonym i pod pewnymi warunkami można oddać go do adopcji. Niestety rygor, który narzucają te warunki dyskwalifikuje większość chętnych, ale jeśli uda nam się znaleźć osobę która chce się podjąć pracy z tym psem i będzie potrafiła zastosować się do zasad bezpieczeństwa, będzie to miało sens. Takich osób jednak, jak wszyscy wiemy, chodzi po świecie bardzo niewiele - a jeśli już chodzą, z reguły podąża z nimi sporo psich łap. Dlatego znów wracamy do początku - dopóki nie ma idealnego nowego opiekuna dla Niko, musimy mu wystarczyć my. Mam nadzieję, że niezależnie od Waszych decyzji uda nam się jeszcze choć raz, choć czasem pojechać z Nikodemkiem do Gostaru. Zapolować, a jakże! ;)
-
Kilka nowych zdjęć wrzuciłam do albumu łobuza. I muszę lecieć, mamy nieplanowanego hasiorka i kota, któremu wczoraj trzeba było usunąć oko. Ahh, że też nikt jeszcze nie wymyślił aplikacji do łatwego dyktowania i publikowania tekstów..
-
Jestem, ale tylko na sekundę, postaram się niedługo być na dłużej i napisać coś więcej, ale teraz tylko w skrócie - przede wszystkim cieszę się bardzo, że udało nam się wreszcie zabrać Nikolca do Gostaru. Potwierdziło to sytuację jaką wszyscy podejrzewaliśmy - że Niko w gruncie rzeczy to dobry chłopak, trochę ma w głowie bałagan, ale na pewno nie jest niezrównoważonym, chorym psem. Ja gorąco dziękuję Gostarowi za to spotkanie i ocenę Nikodema, było to dla nas bardzo ważnym krokiem, teraz wiemy na czym stoimy i co mniej więcej można robić dalej. Te "dalej" właśnie opiszę Wam później, ale dziś przez dwa zgłoszenia o błąkających się psach (które do tego jak na złość jakby zapadły się pod ziemię) jestem totalnie do tyłu z czasem. Najważniejsze jednak, że z "wydaje nam się" zrobiło się pewne, sprawdzone "jest". A ponieważ Niko to egzemplarz wyjątkowy, będzie trzeba niestandardowo ugryźć - nomen omen - cały ten temat. Aha, jeszcze jedno. Niko ma problemy z łapami, teraz dopiero pomyślałam, że tego na zdjęciach może nie być widać. Arthroflex nam się powoli kończy, trzeba będzie albo kupić kolejną butlę, albo zmienić preparat. Właśnie w Gostarze rozmawialiśmy o preparatach, mam już nazwę i link do innego, który podobno bardzo dobrze działa i faktycznie przynosi efekty, ale nie przeczytałam o nim jeszcze o tym nic, więc to też napiszę następnym razem. Póki co lecę, buziaczki dla Was od Nikolca - oczywiście tylko dla tych, co się zębisk nie boją ;]
-
FILONEK ciągle w domu - ale kankana nie będzie :( :( :(
wiosna replied to jola_li's topic in Już w nowym domu
Dzień dobry, Filonek jak wiecie jest już z nami, dojechał spokojnie i bezpiecznie, chociaż ta zmiana zdecydowanie pozbawiła go pewności siebie. Na spacer poszedł jednak bez oporów, choć nieśmiało. Rano to samo - ostrożnie i z dystansem, ale spokojnie. Daje się dotykać, przyjaźnie reaguje na obecność człowieka, poza warczeniem na kogoś podchodzącego z większej odległości nie wykazał żadnych absolutnie oznak agresji czy niezadowolenia. Wszystko to jednak wstępne oceny, Filon nie czuje się tu u siebie, więc wszystko może się bardzo zmienić w najbliższym czasie. Tutaj jest kilka zdjęć chłopaka: [url]https://www.facebook.com/media/set/?set=a.359888164164732.1073741859.192975384189345[/url]. Do albumu będziemy dodawać kolejne, także zaglądajcie. Osoby nie używające facebooka też mogą zobaczyć album, jest publiczny. Ja na wątku postaram się czasem się pojawić, ale raczej na co dzień brakuje mi czasu na dogo i komputer generalnie, więc raczek oprzemy to o kontakt telefoniczny. Pozdrawiam Was ciepło i do usłyszenia, Marta -
Komornik juz sie zbliza,juz puka do Kseni drzwi...............
wiosna replied to Marinka's topic in Już w nowym domu
Witajcie, Przepraszam za poślizg ze zdjęciami - tutaj link do albumu: [url]https://www.facebook.com/media/set/?set=a.358385794314969.1073741858.192975384189345[/url] (album jest publiczn[FONT=arial]y, więc nawet osob[/FONT][FONT=arial]y nie uż[/FONT][FONT=arial]ywające facebooka mogą zobacz[/FONT][FONT=arial]yć zdjęcia). Mała, jak zresztą ch[/FONT][FONT=arial]yba[/FONT][FONT=arial] widać, czuje się świetnie i bawi doskonale, jest bardzo energiczna i ż[/FONT][FONT=arial]ywiołowa. Aha - formalne sprostowanie - Ksenia nie jest podopieczną Fundacji. Zrez[/FONT][FONT=arial]ygnowaliście z opcji fundac[/FONT][FONT=arial]yjnej (z kojca dla niej) i została umieszczona u nas w hotelu - a to już nie Fundacja, to 3RD-POLE, nasza Firma. Może się to w[/FONT][FONT=arial]ydawać skomplikowane, ale są to całkiem różne "organ[/FONT][FONT=arial]y", choć oba prowadzone przez nas. Informacje o Kseni i zdjęcia nie będą więc pojawiać się na stronie Fundacji ani fundac[/FONT][FONT=arial]yjn[/FONT][FONT=arial]ym facebooku[/FONT][FONT=arial], [/FONT] -
Ten park w Świerklańcu to fajne miejsce, tam się dużo dzieje. Ja zawod[FONT=arial]y zaprzęgowe wspominam bardzo miło, szkoda, że teraz jeżdżenie gdziekolwiek stało się dla nas całkiem nierealne. Chart[/FONT][FONT=arial]y tamtejsze kojarzę, grupa ich miłośników odezwała się kied[/FONT][FONT=arial]yś do nas z prośbą o sponsoring, i jak t[/FONT][FONT=arial]ylko będziem[/FONT][FONT=arial]y mogli to ufundujem[/FONT][FONT=arial]y im nagrod[/FONT][FONT=arial]y, bo robią bardzo fajne rzecz[/FONT][FONT=arial]y :) A jeśli do Świerklańca masz blisko, to za bodajże trz[/FONT][FONT=arial]y t[/FONT][FONT=arial]ygodnie będzie tam też fajna impreza, chociaż nie psia - mistrzostwa europ[/FONT][FONT=arial]y we wspinaczce drzewnej. Cuda ludzie robią na linach, a i pochwalę się, że mój brat jest w t[/FONT][FONT=arial]ym lataniu po drzewach [/FONT][FONT=arial]mistrzem polski ;) Wracając na ziemię - do GOSTARu jak widać nie pojechaliśm[/FONT][FONT=arial]y dziś, znów przełoż[/FONT][FONT=arial]yliśm[/FONT][FONT=arial]y to o t[/FONT][FONT=arial]ydzień, będziem[/FONT][FONT=arial]y konkretnie umawiać się pod koniec t[/FONT][FONT=arial]ygodnia. Może to i dobrze, bo dojdzie now[/FONT][FONT=arial]y kaganiec, a w nim[/FONT][FONT=arial] prz[/FONT][FONT=arial]ynajmniej Nikodem będzie mógł porządnie paszczę otworz[/FONT][FONT=arial]yć w razie potrzeb[/FONT][FONT=arial]y ;) I najważniejsze - Wolf, uczciwie mówiąc gr[/FONT][FONT=arial]yzę się mocno co tu z dziadem zrobić. Rozmawiałam już z Marzeną o t[/FONT][FONT=arial]ym, obie jednak przed jakąkolwiek dec[/FONT][FONT=arial]yzją [/FONT][FONT=arial]chcem[/FONT][FONT=arial]y poznać Gostarową opinię na temat Niko. Na pewno dowiem[/FONT][FONT=arial]y się czegoś więcej, bo m[/FONT][FONT=arial]y to przecież amatorka, i wted[/FONT][FONT=arial]y będzie można postanawiać co robić dalej[/FONT][FONT=arial]. Ja mam et[/FONT][FONT=arial]yczne duże "ale" do trz[/FONT][FONT=arial]ymania psów przez lata w hotelach, to jest nieporozumienie i ślepa uliczka w ratowaniu psów. W[/FONT][FONT=arial]ydaje się górę pieniędz[/FONT][FONT=arial]y na jednego psa, któr[/FONT][FONT=arial]y po latach i tak dalej jest bezdomn[/FONT][FONT=arial]y, a i nijak nie prz[/FONT][FONT=arial]ycz[/FONT][FONT=arial]ynia się to to ograniczenia problemu bezdomności w Polsce, więc po prostu to bez sensu. Te pieniądze trzeba w[/FONT][FONT=arial]ydać na ster[/FONT][FONT=arial]ylki albo na budowę schronisk, t[/FONT][FONT=arial]ymczasów, kojców, zaplecza - które będzie realnie pomagało psom i coś zmieni w ich s[/FONT][FONT=arial]ytuacji. [/FONT][FONT=arial]Na wiem, że nie będę potrafiła przez długi czas hotelować Nikodema, jeśli nie rokuje on na poprawę i r[/FONT][FONT=arial]ychłą[/FONT][FONT=arial] adopcję. A wsz[/FONT][FONT=arial]ysc[/FONT][FONT=arial]y [/FONT][FONT=arial]wiem[/FONT][FONT=arial]y, że z t[/FONT][FONT=arial]ym raczej jest ciężko. Z drugiej stron[/FONT][FONT=arial]y m[/FONT][FONT=arial]y mam[/FONT][FONT=arial]y 10 swoich psów na utrz[/FONT][FONT=arial]ymaniu, nie dam[/FONT][FONT=arial]y rad[/FONT][FONT=arial]y adoptować Nikolca. Zachciało mi się zakładania fundacji, to teraz niestet[/FONT][FONT=arial]y muszę mocno licz[/FONT][FONT=arial]yć na co się zobowiązuję finansowo. Jed[/FONT][FONT=arial]yna więc opcja, jaka mi się maluje, to zrobienie dla chłopaka kojca, w któr[/FONT][FONT=arial]ym będzie mógł ż[/FONT][FONT=arial]yć, i prz[/FONT][FONT=arial]yjęcie go do naszej fundacji, niech czeka na bezpieczną adopcję[/FONT][FONT=arial], albo po prostu u nas sobie ż[/FONT][FONT=arial]yje[/FONT][FONT=arial]. Eh, sama nie wiem jak to najsensowniej ugr[/FONT][FONT=arial]yźć, zawsze z pieniędzmi problem ;/ T[/FONT][FONT=arial]ym "poz[/FONT][FONT=arial]yt[/FONT][FONT=arial]ywn[/FONT][FONT=arial]ym" akcentem skończę, na Wasze barki składając prz[/FONT][FONT=arial]ywrócenie tu lżejszej atmosfer[/FONT][FONT=arial]y. Jak to mawiał mój znajom[/FONT][FONT=arial]y - nadzieja umiera ostatnia. A kied[/FONT][FONT=arial]y umrze nadzieja, pozostaje już t[/FONT][FONT=arial]ylko czarn[/FONT][FONT=arial]y humor.[/FONT]
-
[quote name='mar.gajko']Uffff, jak zobaczyłam, że jest wpis Wiosny, tak myślałam: czytać? czy nie czytać? Pogryzł? A może zagryzł? [/QUOTE] Nie no, spokojnie, wieści Wam będę dawkować i przynosić zawsze z zaskoczenia, a nie tak że co wpis to wiadomo, że jakaś wpadka. Musi być przecież dreszcz niepewności ;] Dzisiaj wieści też mam oczywiście :diabloti: Niko znalazł sobie nowe lokum, powiedzmy nową budę. I to nie byle jaką - trzy pokoje, wielkie okna, ba - nawet ma tam elektryczność i tapiicerowane meble! Niko pokochał bowiem nasz samochód i uwielbia w nim siedzieć. Ja tam mu się nie dziwię, też go szybko pokochałam i w sumie mogłabym tam zamieszkać ;] Wczoraj mieliśmy też odwiedziny - nas, Nikodema i nade wszystko Barona odwiedzili kaukazowi opiekunowie, Bogdan z małżonką. A ponieważ Potwora kojarzą, poszliśmy i z nim na spacer. Jakby to ująć - Niko chyba dziś w nocy nie spał, tylko pisał kolejne rozdziały swojej pracy z anatomii człowieka, tym razem oparte jednak nie na badaniach mechanicznych, ale na dokładnej obserwacji ruchu człowieka w jego dość naturalnym otoczeniu. Pyszni ci wszyscy ludzie, ahh, ślinka cieknie.. ;] A poważnie - pilnuje nas chłopak i śledzi obcych mu ludzi bardzo czujnie. Dał się jednak pogłaskać, chociaż jak mu się zrobiło zbyt dużo dotykania dał znać, że wystarczy - zawarczał i podniósł fafelka, zza którego pokazał się jego wielki biały kieł. Obcy ludzie są fajni, ale mimo wszystko łapy przy sobie. W gruncie rzeczy jednak jestem całkiem zadowolona z jego zachowania - ostrzeganie jest przecież ogromną zaletą u takiego psa. Każdy chciałby go podrapać i pomiziać, a tu nie da rady, Nikodem nietykalny jest i już. Ale i tego nie możemy mu przecież zaliczyć jako wady, ma swoją przestrzeń to i jej broni. Ja też nie dałabym każdej świeżo spotkanej na ulicy osobie miziać się po nosku ;] Co do kagańca - zamówiłam, fizjologiczny z Choppo. Cenię te kagańce i myślę, że skoro potwór ma wiele godzin mieć go na nosie, to niech ma wygodny. Takiego Lecterowego nie znalazłam niestety, chociaż chodzić z takim potworem po ulicach - no, no, to by było ;) Wolf, w Świerklańcu mogłeś nas spotkać chyba tylko na wyścigach zaprzęgów, i to lata temu, i to jeszcze samą mnie ;) Na wystawach bywałam okazyjnie z biegunowym stoiskiem, ale to było kilka pojedynczych przypadków, chyba nigdy na wystawie owczarowej. Wiesz, te owczarki tak naprawdę to nie mój typ, one takie posłuszne.. ja prywatnie kocham prawdziwie wstrętne dziady ;]
-
ja to mam lepiej, mi nikt nie każe kagańca nosić w prac[FONT=arial]y, mogę gr[/FONT][FONT=arial]yźć do woli ;) A Nikodemow[/FONT][FONT=arial]y kaganiec to już powoli powoduje, że zaczęłam warczeć, bo znaleźć taki w sklepie to ch[/FONT][FONT=arial]yba tak samo jak w[/FONT][FONT=arial]ygrać w lotto. Zrobiliśm[/FONT][FONT=arial]y w[/FONT][FONT=arial]ycieczkę po pięciu cz[/FONT][FONT=arial]y sześciu sklepach w Gliwicach, i wszędzie albo nie ma, albo za małe, albo za szerokie, albo to, albo sio, ehh. Z braku sił[/FONT][FONT=arial]y zamówię[/FONT][FONT=arial] przez internet, ewentualne koszt[/FONT][FONT=arial]y zamieniania biorę już na siebie, lepsze to niż bujać się z psem po mieście. Chociaż Nikulec nie narzekał, jemu to akurat się w[/FONT][FONT=arial]ycieczka podobała. T[/FONT][FONT=arial]ylko moja Mamusia biedna b[/FONT][FONT=arial]yła nieco przerażona, że m[/FONT][FONT=arial]y tego potwora jej do domu prz[/FONT][FONT=arial]ywlekliśm[/FONT][FONT=arial]y ;] aha - sobotnie zajęcia w GOSTARze są wstępnie umówione, ale t[/FONT][FONT=arial]ylko wstępnie - [/FONT][FONT=arial]potwierdzi się wsz[/FONT][FONT=arial]ystko dopiero w piątek wieczorem, będę dzwonić. Ż[/FONT][FONT=arial]ycie Nikodema musi b[/FONT][FONT=arial]yć z dreszcz[/FONT][FONT=arial]ykiem i chociaż trochę z[/FONT][FONT=arial] [/FONT][FONT=arial]zaskoczenia, inaczej b[/FONT][FONT=arial]yłab[/FONT][FONT=arial]y straszna[/FONT][FONT=arial] nuda i znów chłopak musiałb[/FONT][FONT=arial]y sam jakieś emocje w[/FONT][FONT=arial]ykrzesać. [/FONT][FONT=arial] [/FONT][FONT=arial] [SIZE=1](ahh.. a ja coraz bardziej lubię tego Waszego dziada :loveu: )[/SIZE][/FONT]
-
[quote name='wolf122'] Z przecieków-podobno Niko zrobił magisterkę :lol:[/QUOTE] z anatomii człowieka, z bardzo rozbudowanym opisem struktur mięśniowych kończyn górnych ;] Wybaczcie, że zaglądam tu tak rzadko, ale czasu na komputer u nas bardzo niewiele. Wstawiłam do albumu fotki z wczorajszego spaceru w Kluczborku, chłopak spędził z nami pół dnia na szwędaniu się tu i tam. Generalnie u nas nuda, ofiar żadnych nowych nie ma, nic się nie dzieje, nie ma co pisać. łazimy, biegamy, spacerujemy i zwiedzamy, i znów, i znów. Za tydzień wstępnie planujemy wycieczkę do prawdziwego miasta, odwiedzimy Silesia City, a nie te nasze zaściankowe mieścinki, to może coś się wreszcie wydarzy ciekawego. Aha, jeszcze mam pytanie - udało się cokolwiek wyśledzić w sprawie zaginionego kagańca? Ten nasz ciasny taki i niewygodny, a na dodatek nijak w nim gryźć się nie da ;]
-
Elvis - zabiedzony prawie ON - odkarmiamy i domu mu szukamy, pomóżcie!!
wiosna replied to majuska's topic in Już w nowym domu
hej hej :) w kwestii formalności - naszą Fundację i Firmę łączymy my - jedną ręką prowadzimy to, drugą tamto. Firma pomaga Fundacji jako partner, ale z pewnością nie jest to jedno i to samo, obydwa te "organy" to jednak osobne twory. Elvis jest teraz podopiecznym Firmy, czyli Trzeciego Bieguna, choć jest dla niego też opcja fundacyjna, ale to chyba właśnie jeden z tematów czekających na omówienie po powrocie Ariette. Sam chłopak chyba czuje się nieźle, jest wesoły i bardzo, ale to bardzo podobają mu się spacery po ścierniskach i polnych dróżkach. Upał trochę doskwiera, ale generalnie nie jest źle. Do zachowania trochę mamy zastrzeżeń, bo chłopak ma zrywy warkotu i obszczekiwania ludzi - na początku witał nas tak częściej, teraz zdarza się to bardzo sporadycznie (np kiedy miał niedojedzoną kolację i przeszliśmy obok boksu). Czasem burknie przy zapinaniu smyczy do obroży albo odplątywaniu zaplątanej łapy. Szczerze mówiąc zaczynam też podejrzewać, że chłopak trochę miesza sygnały - czasem zdarza się to psom. Znam takie, które z radości witając pańcia warczą czy "gadają", łapią zębami za rękę czy robią inne, podobne rzeczy - generalnie wydające się być agresją, ale u danego psa będące objawem radości czy zadowolenia. Elvis miesza pokazywanie totalnej uległości z dość niedopasowanym do tego szczeknięciem czy warknięciem.Trochę to wszystko jest nieczytelne i wprowadzające w błąd, zanim więc coś więcej powiem chcę go jeszcze poobserwować w różnych sytuacjach. Póki co mam wrażenie, że Elvis jest generalnie uległy i raczej wystraszony, ale z jakiegoś powodu nauczył się mieszać w to warczenie czy skok na kraty. Ala tak czy siak to póki co tylko wstępne wrażenia, zobaczymy co będzie dalej. Teraz idę spać, bo mi do rana czasu zabraknie. Dobranooc :) -
Elvis - zabiedzony prawie ON - odkarmiamy i domu mu szukamy, pomóżcie!!
wiosna replied to majuska's topic in Już w nowym domu
tutaj jest album chłopaka - wstawiłam pierwszych kilka zdjęć, będziemy sukcesywnie dodawać nowe. Album jest publiczny, więc nawet osoby nie używające facebooka mogą go oglądać: [url]https://www.facebook.com/media/set/?set=a.347919598694922.1073741854.192975384189345[/url] -
Elvis - zabiedzony prawie ON - odkarmiamy i domu mu szukamy, pomóżcie!!
wiosna replied to majuska's topic in Już w nowym domu
Hej :) Dotarłam tu do Was wreszcie ;) Chłopak czuje się dobrze, bardzo szybko się zaaklimatyzował. Większość psów potrzebuje na to więcej czasu, a on normalnie jakby był tu od zawsze. Trochę na początku na nas naskoczył z zębami, ale to tylko przez kraty, chcąc chyba obronić swojej nowo zdobytej przestrzeni. Kilka spacerów i pyszne papu skutecznie przekonało go jednak, że nie jesteśmy tacy znowu najgorsi. Zrobię Wam zdjęcia, tylko potrzebuję na to jeszcze trochę czasu, mamy ostatnio totalny młyn, dziś Tomek pojechał zawieźć naszego małego (48kg ;) ) Bąbelka do nowego domu aż do Łomży, więc znów nie ma jak zrobić fotek. Zresztą dziś akurat nic by z tego nie wyszło, ciągle pada i jest bardzo paskudnie. Pozdrawiam Was ciepło od nas i od Elvisa oczywiście ;) -
Dzień [COLOR=#000000]dobr[/COLOR]y. Mam dla Was wieści, niezbyt dobre. Wczoraj zdarzyła nam się przykra sytuacja. Rano Tomek ćwiczył z Niko na wybiegu, jak co dzień zresztą. Ćwiczenie dla Niko trudne, bo uczymy go zostawiania, a Niko jest zaborczy i tego, na czym mu zależy oddawać nie chce. Ma wielki zgryz czy wybrać zabawkę czy żarcie, chciałby mieć wszystko. I nakręcił się chłopak bardzo, więc po najbliższym sukcesie Tomek przerwał tą lekcję. Niko pobiegał, rozluźnił się i poćwiczyli przywołanie. Po którymś podejściu Niko złapał palec Tomka zębami, po czym zaczął gryźć Tomka w ręce i skoczył mu na plecy. Kilka razy Tomkowi udało się go odgonić, Niko odbiegał, robił kółeczko i wracał. Skończyło się nie wesoło, Tomek ma dziury na obu rękach, sińce na plecach, no i stracił odrobinkę swego malutkiego paluszka. Przy tym wszystkim jednak od razu napiszę, że niewiele nam się zmieniło w całym obrazie Niko. Nie chcę, żeby teraz zrobić z niego psa mordercę czy niezrównoważonego, niestabilnego i nieprzewidywalnego potwora. Jest dokładnie tak, jak wiedzieliśmy, że jest - Niko był na samym dnie, wiedzieliśmy, że jest źle, a przecież dopiero co do nas trafił, więc ciężko jeszcze mówić tu o jakichś konkretnych efektach naszej z nim pracy. Teraz zmieniło się tylko jedno, choć to i tak hipotezy, bo nikt z nas nie widział wcześniejszych pogryzień. Dotychczas ocenialiśmy je jako obronę opiekuna przed kimś trzecim - nadreakcję Niko i ataki zdecydowanie za wcześnie na obronę, ale na takim właśnie tle. Teraz dokładamy do tego dominację i zaborczość Niko, która jest u niego potężnym problemem. Niko ma też kłopot z panowaniem nad emocjami, nakręca się. Co dalej? Patrząc na tego jednego, konkretnego psa mogę spokojnie powiedzieć, że jak każdy pies zasługuje on na szansę. Nie wiem jak pracowano z Niko w poprzednim hotelu, dlatego nie mogę ocenić czy była to jego szansa czy nie bardzo. My podejmiemy się pracy z nim, efekty powinno być widać najwcześniej po kilku miesiącach. Wiemy nad czym i jak pracować, więc teraz chodzi o utrwalenie Niko nowych schematów działania, o zaproponowanie mu nowych rzeczy zamiast starych i wpojenie tego do głowy. Jeśli będą postępy - super, wtedy można określić kryteria i szukać domu adopcyjnego, ale jeśli ich nie będzie, wtedy będę za uśpieniem Niko. Właśnie dlatego, że w obliczu problemu bezdomności na skalę kraju ja nie jestem zwolennikiem trzymania nierokujących psów w hotelach czy organizacjach (choć ta druga opcja i tak jest o niebo lepsza). Jak dla mnie wydawanie grubych tysięcy zł publicznych pieniędzy - Waszych czy kogokolwiek innego - na opiekę nad psem nie mającym szans na bezpieczną adopcję, kiedy tuż obok setki podobnych, ale łagodnych i przyjaznych siedzi i umrze w schroniskach jest nieetyczne. Ale przecież Niko jest już z nami, i decyzja o jego dalszych losach jest w Waszych rękach. Ja jestem "złą kobietą", bo patrzę na sprawy pragmatycznym rozumem, a nie gorącym sercem, ale nie sposób nie pomyśleć o tysiącach psów, ba - setkach owczarków, które siedzą w schroniskach i szansy nie dostają, bo ratujemy psy nierokujące. Brutalna, brzydka rzeczywistość, której wolałoby się nie widzieć. Ale wszystkim nie pomożemy, więc dla Was jest to ciężka decyzja. Adopcję teraz bym odradzała. Niewygodnie mi to mówić jako osobie która dostaje pieniądze za pobyt psa, ale mówię Wam jak jest i sami musicie ocenić co robić dalej. My na pewno wciąż podejmujemy się pracy z Niko. Nasz błąd, bo zaufaliśmy mu trochę za bardzo, zrezygnowaliśmy już w międzyczasie z asekuracji i uznaliśmy, że już się znamy i możemy sobie nawzajem zaufać. Ale pracy dalszej to nie przekreśla. Przykro mi, że tym wszystkim hurra-optymizm rozpada się w drzazgi. Od siebie dodam, że jest mi po prostu smutno że tak się stało. Gryzą się we mnie chęć pomocy temu psu, którego przecież zdążyłam w międzyczasie zwyczajnie polubić, który z każdym dniem - łatwym czy nie - mocniej wrasta w nasze życie, ze świadomością, że w moim tylko regionie dziesiątki psów pozostają na ulicach, bo ich ochrona działa dobrze tylko na papierze, a jeszcze więcej wisi na łańcuchach u zaniedbujących je właścicieli, bo nie ma ich dokąd odebrać i za co się opiekować. Czyli tak źle i tak niedobrze, trzeba "tylko" wybrać mniejsze zło. Jeszcze raz podkreślam - to zdarzenie w mojej ocenie nie pogarsza rokowań Niko, one cały czas są ostrożne. Nie jest gorzej - Niko przyjechał jako pies z problemem, z realnym zagrożeniem ataków. Sęk w tym, że my zbyt wąsko oceniliśmy przyczyny agresywnych zachowań Niko, co uśpiło naszą czujność i pozwoliło nam zaniechać środków ostrożności. Skończyło się to dla Tomka tragicznie, dobrze jednak, że sprawa wyszła na jaw u nas - ludzi którzy są świadomi ryzyka i poradzą sobie z konsekwencjami, a nie w kolejnym domu adopcyjnym. W tym wszystkim Niko nie jest złym psem - pies zawsze, tak jak i dziecko, jest wynikiem tego, co dostał od życia. Jemu trafiło się to życie cholernie ciężkie, dlatego jest jak jest. aha - pewnie nie będzie mnie teraz na dogo. Tomek jest wyłączony z roboty, więc mam do ogarnięcia cały nasz świat, co skutecznie mnie wyłączy z dogo, foteczek i fejsików. Jestem pod telefonem, jakby ktoś z Was chciał porozmawiać.
-
Moje Drogie Panie, ja z t[COLOR=#000000]ym kojcem to nie przekreślam adopcji absolutnie, moje fundac[/COLOR][COLOR=#000000]yjne futra normalnie szukają domów adopc[/COLOR][COLOR=#000000]yjn[/COLOR][COLOR=#000000]ych. Ale to tak gwoli w[/COLOR][COLOR=#000000]yjaśnienia, żeb[/COLOR][COLOR=#000000]y sprawa b[/COLOR][COLOR=#000000]yła klarowna. Mnie osobiście opcja hotelu raczej pasuje, przecież to moja praca, nie ma się co tu czarować. Fajnie, że Wam się Nikodem spodobał ;) Dziad chce zagarnąć dla siebie wsz[/COLOR][COLOR=#000000]ystkie piłki z w[/COLOR][COLOR=#000000]ybiegu i żadnej nikomu nie oddać. Zazdrosn[/COLOR][COLOR=#000000]y jest koszmarnie, nie może znieść, kied[/COLOR][COLOR=#000000]y bawim[/COLOR][COLOR=#000000]y[/COLOR][COLOR=#000000] się z inn[/COLOR][COLOR=#000000]ym psem, a nie nim. [/COLOR][COLOR=#000000]Człowiek jest MÓJ i koniec. Ahh te owczarki ;)[/COLOR]
-
Miło spotkać tu osoby patrzące na wszystko nie tylko sercem, ale też głową ;) Znalezienie domu dla Nikodema to będzie wyzwanie, nie ma co się czarować, po takiego psa nie będą się nam ustawiać ludzie w kolejce. Dlatego też moim zdaniem należałoby odpuścić sobie kryteria w stylu samotnie mieszkający mężczyzna - to znacznie zawęziłoby i tak nieliczne grono potencjalnych chętnych. Jak dla mnie jedyny konkretny warunek to to, żeby nowy opiekun Niko wiedział co robi i pisał się na to na pewno, a nie "był gotów spróbować". To, czy mieszka w mieszkanku czy w domu z ogrodem, na wsi czy w mieście, sam czy z kimś to sprawy drugorzędne, możliwe do poogarniania, jeśli tylko chce się to ogarnąć. Zaznaczyłam telefonicznie, że z tego wszystkiego chyba najbardziej użyteczny byłby kojec - i to jedyna rzecz, która może mieć znaczenie dla bezpieczeństwa. Poza tym nowy opiekun musi chcieć - to wszystko, tylko i aż tyle. Ponieważ jednak ja też mam podejście do ratowania psów dość pragmatyczne i staram się obejmować problem możliwie szeroko, podsunę Wam jeszcze jedną opcję. Z powodów oczywistych dla mnie osobiście mniej korzystną niż aktualna, ale może sensowną - oceńcie sami. Jak wiecie ja poza firmą (m.in hotelem) prowadzę też fundację. I od kilku lat walczę o stworzenie placówki na naszym terenie - swego rodzaju połączenia schroniska z ośrodkiem pracy z dziećmi i młodzieżą, żeby na dłuższą metę ogarnąć problem bezdomności zwierząt na mojej zacofanej dość opolszczyźnie. Projekt idzie jak krew z nosa, ponieważ pieniędzy nie ma, ale pomalutku jakoś chcemy działać i zaczynamy od zbudowania kilku kojców. W skrócie - w mojej fundacji można zostawić psa jeśli wybuduje się dla niego kojec. Opcja na dłuższą metę jest sensowniejsza niż hotel - jest tańsza. Koszt kojca z budą to 2500,00 zł (wiem, da się zrobić kojec z paneli za tysiaka, ale nam chodzi o kojce które posłużą lata i nie rozpadną się przy pierwszym psim skoku). W przypadku Niko taką kwotę wydacie na hotel w ciągu siedmiu miesięcy. Opcja więc jest dla Was do przemyślenia, sami oceńcie co i jak Wam się opłaca i co chcecie. Nie chcę żeby to zabrzmiało jak jakieś namawianie czy tym bardziej naciąganie Was na cokolwiek, dość już się nasłuchałam jak to chcę się dorobić na tych kojcach, co jest de facto dość absurdalne. Korzysta na tym moja fundacja, której nie stać na kupienie kojców, a która ich zwyczajnie potrzebuje, choć korzysta nie finansowo - pies byłby na jej finansowym utrzymaniu tak długo, jak będzie tego potrzebował. To w ramach informacji, bo pomyślałam, że skoro publikujemy taką opcję na facebooku, to nie ma powodu, żeby i Wam tego nie podsunąć. A co do Niko - chłopak wygrywa swoim wyglądem. To, że jest piękny i rasowy daje mu szansę na to, że ktoś będzie chciał poświęcić coś, żeby go mieć. Gdyby był zwyczajnym szarym kundlem szansa na dom dla niego byłaby równa z cudem. Spokojnego ;)
-
Przysyłam gorące pozdrowienia i podziękowania od Waszego chłopaka :) O mały włos Niko wczoraj nie załapałby się na spacer socjalizacyjny, ale na dzień dobry wyskoczył na sukę znajomych z wrzaskiem i groźbami. Ponieważ był to spacer w zasadzie "służbowy", na który spotkaliśmy się omówić planowany w fundacjach projekt, nie było jak iść dalej od siebie i powoli chłopaka z sunią zapoznawać. Ale w gruncie rzeczy nie było źle, Niko dość szybko uspokoił się stojąc koło suni, a na spacer poszedł osobno. Cóż mogę powiedzieć - chłopak jest fajny, to dobry pies, jeśli trafi w odpowiednie ręce. To nie pies morderca chcący rozszarpać tego, kto się nawinie, nic z tych rzeczy. Szczegóły napisałam Marzenie mailem, pewnie wkrótce je tutaj wstawi ;) Doszła do nas wpłata za hotel i transport, dziękuję serdecznie.