-
Posts
1099 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by dorotak
-
Na treningu było bardzo fajnie i sympatycznie - dziękujemy bardzo Marii za prowadzenie i Cavanowcom za gościnę. Dodatkowym atutem/przeszkodą było fantastyczne błotko - po powrocie wszyscy i wszystko wylądowaliśmy w wannie, pralce itp. ;-) Patiszon, ja wzięłam aparat, parę razy się przymierzyłam, ale... zrezygnowałam. W tych warunkach przy sprzęcie "automatycznym" nie było raczej szans. Zakla, nie w czwartek, tylko w niedzielę (9 stycznia). No właśnie, czy to na pewno ma być następna niedziela, czy za dwa tygodnie (bo kurczę, zaczęłam mieć wątpliwości)? W każdym razie na pewno niedziela, godzina 10.00 na terenie lotniska Bemowo (tam, gdzie odbywaja się kursy związkowe). Przy okazji - wydaje mi się, że Maria rozmawiała z kimś, kto miał rozpropagować ideę Obedience w Legionowie. Czy ten ktoś jest może na Dogomanii, albo Mario, może mogłabyś mi podać namiary tych osób? Chętnie bym pomogła w przedsięwzięciu. Pozdrowienia
-
Ile ćwiczymy? Teraz niezbyt intensywnie - na porannych spacerkach czasem ćwiczymy na wyrywki różne rzeczy. Ale to wszystko są powtórki. Na ćwiczenie nowych rzeczy raczej zostawiamy sobie weekendy. Poza treningiem agility i ewentualnymi spotkaniami obediencowymi sami ćwiczymy tak pół godzinki w ciągu dnia. Żeby wystartować w zawodach nie musisz być zrzeszona w żadnym klubie. W przypadku tych nieoficjalnych musisz się tylko zgłosić do organizatora i opłacić startowe. W przypadku zawodów oficjalnych, takich z błogosławieństwem Związku, musisz być członkiem Związku i mieć opłacone składki. Co do zasad przechodzenia z klasy do klasy w obedience, to aby przejść z "0" do "1" musisz dostać jedną ocenę doskonałą, aby z "1" do "2" - dwie oceny doskonałe od dwóch różnych sędziów. Jakie są wymogi na klasę międzynarodową - nie mam pojęcia ;-) Jeślibyś chciała mimo awansu do wyższej klasy dalej startować w niższej, to nie widzę problemu. "ile wczesniej trzeba sie zgłąszac na zawody itp? i np. gdzie sie mozna o takowych dowiedzieć" Zadałaś wbrew pozorom bardzo trudne pytanie ;-) W naszej rzeczywistości nie masz co liczyć na pomoc Związku - nawet terminy zawodów pucharowych (piszę o agility) bardzo długo są niewiadome, mimo że sami to organizują. To do kogo należy się zgłaszać, do kiedy i ile zapłacić - to już ściśle tajne. Dużo lepsze informacje są z reguły o zawodach nieoficjalnych. W każdym razie polecam zaglądanie na Dogomanii do działu Sport i praca\Obedience (lub Agility). Jak na razie to jedno z lepszych źródeł informacji o zawodach. A jeśli chodzi o nagrody, to myślę, że tak jak w agility. Zawsze możesz liczyć na dyplom, zdobywcy pierwszych miejsc na pucharki lub nagrody (zabawki dla psów, karma). Cała reszta czasem też dostaje jakiś suwenir - zależy kogo organizator zdoła przyciągnąć na sponsora ;-) Pozdrowienia
-
No to suuper. Jakby się więcej osób zebrało, to może warto byłoby założyć sportowy wątek sznauceromaniakowy? Według mnie dobrze jest, aby to patrzenie stało się częścią ćwiczenia. Niektórzy stosują metody już podane - parówka w ustach (dla łakomczuchów), piłka pod pachą (dla zabawowych). Ja po prostu cały czas do Atosa gadałam, cmokałam próbując utrzymać jego uwagę. Z czasem oczywiście stajesz się coraz mniej rozmowna ;-) Dobrze widziane jest, jeśli pies patrzy się na Ciebie przez cały czas ćwiczenia. A i właśnie jest to praktyczne, bo nie ma wtedy czasu na zajmowanie się obwąchiwaniem terenu itp. My na razie tylko nieoficjalnie. W klasie "0" i próbnie w "1". Wydaje mi się, że na oficjalnych zawodach opłaty są rzędu 20zł. No teoretycznie nie powinien się cofnąć od ręki sędziego. Jeśli ma takie tendencje, to to również powinniście poćwiczyć. Wydaje mi się, że to naturalny odruch sznaucera. Atos też woli przejąć inicjatywę niż być obiektem zainteresowania. To znaczy jak ktoś obcy próbuje go pogłaskać, to często się usuwa. A chwilę potem wyskakuje i próbuje taką osobę polizać w nos ;-) Pozdrowienia
-
No właśnie, ja Ci tylko przypominam, że Zuzia też startuje :D No i OK. Nie o to mi chodziło ;-) Jak ktoś nie chce, to nie. Chodziło mi o tych, którzy mówią: "no fajne to agility/obedience, też bym poćwiczyła z moim psem, ale..." i tu się zaczyna litania powodów dla których "chciałabym, ale nie mogę". Faktem jest że nasz kochany Związek poza PT i IPO nie widzi innych dyscyplin. Z łaski organizuje Puchar Polski agility. Ale inne sporty opierają się tylko na zaangażowaniu poszczególnych klubów czy zapaleńców i jeszcze pewnie długo nie będzie można po prostu pochodzić sobie na agility, flyball czy obedience w każdym oddziale ZKwP :-( Pozdrowienia
-
Madzior_ka, przede wszystkim trzeba chcieć ;-) W przypadku agility jest większy problem - trudno samemu zbudować pełny tor a torów nie ma tak dużo. Ale przecież chodzi o zabawę - nie jest problemem zbudować na własny użytek stacjonaty w rurek PCV czy zakupić tunelik dla dzieci w Ikei i już można się bawić! Oczywiście, jeśli ktoś chce startować w zawodach to potrzeba więcej przeszkód. Ale jak w okolicy nic nie ma, to warto skrzyknąć grupkę zapaleńców i zrobić (albo zlecić zrobienie) pozostałych przeszkód. I Alternatywa i Cavano mają większość przeszkód robionych. Kupowane (w Czechach) są tylko tunele. A do obedience ćwiczymy sami. Jest regulamin, wiadomo czego należy nauczyć. Oczywiście chętnie włączylibyśmy się w jakąś większą grupę zapaleńców (dlatego chętnie przyjdziemy w niedzielę na spotkanie), ale nie ma jeszcze "kursów" obedience. Każdy uczy sam, a na takim spotkaniu weryfikuje ile udało mu się nauczyć ;-) Jesli chodzi o zawody, to na razie wystapiliśmy tylko na nieoficjalnych zawodach, ale w przyszłym sezonie chcielibyśmy się już pokazać na tych "prawdziwych"... Naprawdę wszystko się da zrobić, ale do tego nie można narzekać, że "chciałabym, ale w okolicy nie ma klubu, albo jest za daleko, jest za zimno/gorąco, za wcześnie trzeba wstać" itd. tylko brać się do roboty. Piszesz, że Denis się nie nadaje - to nieprawda, nie wierzę ;-) Trzeba więcej ćwiczyć i tyle. Patrzenia w oczy się uczy, jeśli pies nie ma tak z natury (mój też tak nie ma). A potem, jak patrzy na Ciebie, to nie może po prostu jednocześnie wąchać, rozglądać się itd., tylko grzecznie idzie przy nodze ;-) (no chyba, że jednak coś go bardziej zainteresuje :diabloti: ) Pozdrowienia
-
Dos ;-) Szkoda, żeśmy się nie spotkały, ale Atos wtedy jeszcze uczęszczał do przedszkola ;-) Pozdrowienia
-
Ka-Vango tak, trenujemy w Alternatywie. A w niedzielę spotkamy się u Was, bo z Atosem również przygotowujemy się do Obedience ;-) Pozdrowienia
-
Mniam, mniam, nareszcie jakieś zdjęcia sznaucerów w ruchu ;-) To my z Atosem tez sie pokazemy na torze: Bierzcie swoje sznaucerki na tor (lub róbcie własne przeszkody) bo one to uwielbiają!!! Pozdrowienia
-
Może chodziło o brodę mokrą po piciu? Bo o ile sznaucery rzeczywiście się nie ślinią to na brodzie potrafią wynieść z miski sporo wody (proporcjonalnie do wielkości) ;-) Pozdrowienia
-
Hmmmm, naprawdę? Mój pies w wieku 8 tygodni (jak go odbierałam) już miał ledwo widoczny tatuaż. Teraz (ma trzy lata) muszę się bardzo natrudzić, żeby w ogóle znaleźć miejsce, w którym był robiony (w pachwinie) - pozostały jedynie pojedyncze kropki. Natomiast metrykę zaniosłam sama do oddziału i rodowód również odebrałam sama (bez psa). Przecież sam dokument o niczym nie świadczy - jest metryka, to na jej podstawie wyrabia się rodowód. Dopiero jak jest potrzebna identyfikacja psa z papierem, to trzeba sprawdzić tatuaż na konkretnym osobniku i porównać z wpisem w rodowodzie. Ale na żadnej wystawie, nawet na egzaminie PT (gdzie sprawdzenie tatuażu jest wpisane w regulamin) nikt nigdy nie sprawdzał mojemu psu tatuażu. I całe szczęście, bo nie wiem, co bym zrobiła. To nie moja ani nie hodowcy wina, że osoba tatuująca spaprała robotę :-( Pozdrowienia
-
Ja i chip chodziłyśmy ze swoimi psami na legionowskie szkolenie wiosną. Raczej bym nie polecała, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś przyszła na parę spotkań i sama zadecydowała, czy Tobie i psu to odpowiada. Na pewno następny kurs będzie na wiosnę. Zakla, a czego Ty byś oczekiwała po takim szkoleniu? Pozdrowienia
-
O rany, ale następne stopnie są jeszcze lepsze :o . W "dwójce" ten sam dystans i ten sam czas, ale połowę (10km!) człowiek zasuwa na piechotę! A "trójka" to już prawdziwy triatlon!!! Podobno tytuły w tych dyscyplinach są dla psów. Ale jak dla mnie to chwała tym właścicielom, którzy dają radę dotrzymać im kroku :D Pozdrowienia
-
Flaire, wiem że mam szczęście, chociaż akurat w tym wypadku wcale mi się to nie podoba. Nie mam natury hazardzisty i takie sytuacje jak teraz (czekanie "wyjdzie czy zablokuje psa") bardzo mnie stresują. Co do gumowych zabawek, to zwykłe "piszczyki" nie są dla psa dostępne w domu. Ale ponieważ za nimi szaleje, to zabieramy je na spacery. On zaczyna je zjadać, jak się nimi "bawi" sam. Ostatni jeżyk służył nam w całości przez jakieś dwa miesiące (a codziennie był dwa razy wyprowadzany na spacer :) i służył mojemu psu za zwierzynę łowną) i dopiero w niedzielę został obgryziony i to przez jamnika, który ukradł mojemu psu zabawkę na spacerze :evilbat: Ten drugi jeżyk miał być w zamian za tego pogryzionego. Dałam go psu dosłownie "na chwilkę" żeby się nim nacieszył, zanim wyjdziemy na spacer. Niestety to wystarczyło... Natomiast rzeczywiście unikam wszelkich olejów parafinowych i podawania czegoś "dla poślizgu". Bo jak się zaklinuje w jelitach... :( Pozdrowienia
-
Mój "odkurzacz" często ma takie przygody. Myślałam, że może z wiekiem przejdzie mu połykanie niejadalnych przedmiotów. Niestety... Co gorsza często są to kawałki dosyć duże. Natomiast jego żołądek całkiem sprawnie sobie w takich wypadkach radzi. Najczęściej z samego rana, kiedy wszystkie rzeczy strawialne zostaną już strawione a pozostaje w środku tylko to "coś" to na tyle drażniąco działa, że powoduje odruch wymiotny i przedmiot wychodzi tą samą drogą, którą się dostał. Ponieważ mój zwierz raczej nie gryzie na drobne kawałki tylko połyka większe fragmenty, to unikam prób "przepchnięcia" tego przez psa. W każdym razie oczywiście obserwuj zachowanie psa. Czy je, czy się wypróżnia, czy nie sprawia wrażenia jakby go bolał brzuch. Jeśli zauważysz takie niepokojące objawy, to szybciutko do weta. Ale w większości przypadków wychodzi którymś końcem psa ;-) Ja obecnie czekam na ryjek plastikowego jeżyka - dałam go zwierzowi tylko na czas mojego ubierania się przed wyjściem na spacer... :evil: Pozdrowienia
-
Tilio, raczej nie byłyście z Małą tuż za Darkiem, bo koleżanka z gończą polską miała 95pt (nawet chyba nie wie, że otarła się o podium ;-)), my z Atosem 92pt a ile jeszcze osob miało wynik w okolicy, to tylko one wiedzą. Niestety karty zostały pomieszane (a może raczej - nie zostały ułożone) a wyników nikt zbiorczo nie zapisał :-( Więc pewne są tylko pierwsze trzy miejsca (jeśli chodzi o lokaty). Pozdrowienia
-
Wrzuciłam parę fotek z IALu na http://www.dorotak.net/ial/maszewo1.htm Pozdrowienia
-
Pozwolę sobie jeszcze zacytować informację Doroty Z, którą podała na liście agilityagility: "Mała poprawka - zawody rozpoczną sie o 9.00 - ze względu na dużą ilość zawodników." Zawody mają się zacząć od klasy 0. Więc niestety trzeba wyjechać wcześniej :-( Pozdrowienia
-
Jeśli chodzi o dojazd do Maszewa, to na stronie Doroty Z http://agility.w.interia.pl/ w części "Gdzie trenujemy" jest piękna mapka dojazdu. Do zobaczenia w sobotę ;-)
-
Ja jeszcze ze swoim (a właściwie Atosowym) zdjęciem nie pojechałam, więc nie wiem jak to jest. Nam to akurat niepotrzebne do hodowli tylko dla mojego spokoju (bawimy się w agility) więc wstępna diagnoza weterynarza, że wszystko jest w porządku, na razie mi wystarcza ;-) Według VetSerwisu wiarygodne jest prześwietlanie psów powyżej 2 roku życia. Twoje rozgoryczenie jest zrozumiałe. Nie chcę tutaj bronić hodowców - nie znam sprawy na tyle, żeby kogokolwiek osądzać. Ale przecież pies to żywa istota. Mimo naszej wiedzy o genetyce, mimo testów, mimo najlepszych starań zdarza się, że coś pójdzie nie tak. To nie fabryka. Czasem jest odpowiednia klauzula w umowie kupna - jeśli wyjdą na jaw jakieś wady wrodzone to... (kupujący ma prawo zwrócić psa, odzyskać część pieniędzy itp.). Jakkolwiek osobiście mi się to nie podoba (bo ja biorę psa na dobre i na złe), to takie są prawa hodowli. Czy masz taką klauzulę? Wtedy brak zęba i potwierdzona (chociaż mam nadzieję, że nie) dysplazja mogłyby Cię upoważnić do skorzystania z niej. Pozdrowienia
-
Wydaje mi się, że powtórzyć zdjęcie. To, że weterynarz chciał słać zdjęcie do Wrocławia nie powinno budzić Twoich podejrzeń. Lekarzy uprawnionych do odczytu zdjęć "na dysplazję" jest niewielu w Polsce i taka jest standardowa praktyka. Jest to jak najbardziej legalne. Czyli jeśli masz podejrzenia, to powtórz badanie. Masz podstawy do podejrzeń - pies wygląda zdrowo, rodzice byli zdrowi. To oczywiście nie daje gwarancji, ale w tej sytuacji chyba lepiej zasięgnąć jeszcze jednej opinii. Szczerze mówiąc bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że zdjęcie zostało źle zrobione niż że są przekłamania w rodowodzie. A może na razie, żeby psicy nie stresować kolejnym RTG, wyślesz jednak te zdjecia do Wrocławia? Z tego, co słyszę, dr Siembieda jest uważany za najlepszego speca w sprawach dysplazji. A jeśli chodzi o hodowcę? Wydaje się, że poza przekarmieniem malucha nie możesz mu nic innego zarzucić... Przede wszystkim postaraj się o konkurencyjną diagnozę. Mam nadzieję, że psica okaże się zdrowa. Pozdrowienia
-
Dysplazja jest chorobą o podłożu genetycznym. Wolny od niej pies nawet niewłaściwie karmiony, przekarmiany czy przeciążany ćwiczeniami fizycznymi nie "zachoruje" na dysplazję. Może się nabawić mnóstwa innych problemów ortopedycznych, ale na pewno nie dysplazji. Natomiast u psa z dysplazją takie postępowanie może pogłębić czy przyspieszyć rozwój choroby. Dlatego na pewno powinnaś dbać o wagę swojej suni (jeśli ma jeszcze "troszeczkę za dużo" to z tym walczyć), ale postępowanie hodowcy na pewno nie wpłynęło na "zachorowanie" na dysplazję - chociaż na pewno nie było niej zdrowe. Więcej na stronach VetSerwisu http://www.vetserwis.pl/dysplazja.html Pozdrowienia PS. Aby uściślić - to, co wyżej napisałam dotyczy dysplazji stawu biodrowego. W przypadku stawów łokciowych złe żywienie MOŻE doprowadzić do powstania dysplazji. Źródło j.w.
-
U nas to było ewidentnie z nudów. Na przykład jak przychodziła dziewczyna mojego brata to swoje buty - mimo moich kilkukrotnych próśb, żeby je chowała do szafki - zostawiała na podłodze. I Atos nigdy się nimi nie zainteresował aż do czasu kiedy ja nie przyszłam z pracy. Wtedy je zabierał i zaczynała się zabawa ;-) Czyli nie chodziło o buty i o to że on je lubi "zagryźć" - bo to robiłby zawsze jak ma do nich dostęp. Tylko o "rozruszanie" pani ;-) Zresztą zawsze na początku przychodził ze swoimi zabawkami. Dopiero jak się jego "zaproszenia" zignorowało zaczynał szukać czegoś do ukradzenia. Tutaj problem polega na tym, że to pies ma być zmęczony, a nie Ty powinnaś sądzić, że on powinien być zmęczony ;-) Jeden pies po półgodzinnym spokojnym spacerku ma już dosyć aż do następnego dnia, a inny po dwugodzinnym aktywnym spacerze odpocznie pół godziny i już jest gotowy do nowych szaleństw... Ja wcale nie jestem pewna, czy to minęło ;-) Dzień jest już coraz krótszy - nasze wieczorne spacerki również. Więc podejrzewam, że kradzieże od czasu do czasu wrócą. To, co mogę Ci poradzić to: a) Uniemożliwienie kradzenia rzeczy, których zdecydowanie nie chcesz, żeby kradł. Czyli pilnowanie zamykania drzwi do łazienki, zamykanie kosza na bieliznę, postawienie go wyżej itp. Zawsze uważałam, że nic tak jak pies, nie uczy porządku ;-) b) Jeśli mimo to coś ukradnie, to wymieniania tej rzeczy na smakołyk albo zamiany na psią zabawkę razem z chwilą pobawienia się tą zabawką. c) Zapewnienie intensywnych spacerów i dodatkowo porcji zabawy w domu. Na przykład szukanie ukrytej zabawki, uczenie sztuczek itp. Pozdrowienia i powodzenia ;-)
-
Eeee tam, przesadzasz ;-) Ja też mam taki "przypadek" w domu. Od szczeniaka Atos uwielbiał nosić różne rzeczy a ja z konieczności musiałam go nauczyć je oddawać. Z konieczności bo w dużym pokoju stał okrągły stół. Jeśli pies wbiegł do dużego pokoju, to nie było szans, żeby go w pojedynkę złapać, jak on nie chciał ;-) No więc musieliśmy po dobroci - czyli zawsze wymiana na jakiś smakołyk. Owszem, przeszło to trochę w nawyk pt. "ukradnę coś a potem wymienię na Frolika". Ale wierz mi, są gorsze rzeczy niż wykupywanie skarpetek ;-) A fakt, że pies sam z siebie chętnie odda Ci skradzioną rzecz docenisz np. wtedy, gdy radośnie przyleci do Ciebie z bardzo cenną umową w pysku ;-)) W końcu doszliśmy do tego, że kradzieże zdarzały się tylko, jak pies się nudził. Wtedy sprawdzał, który pokój jest otwarty i co takiego można z niego wynieść, na co na pewno ktoś zareaguje i będzie się chciał wymienić (i tym samym wreszcie się z psem pobawi). Z pokoju mojego brata wynosił jego bieliznę (tradycyjnie wrzucaną pod łóżko), z łazienki - szmatę do podłogi, z kuchni - torby plastikowe składowane za lodówką a z naszego pokoju dowolne papiery które akurat leżały na biurku. Teraz przeprowadziliśmy się i Atos dużo więcej czasu spędza na aktywnych spacerach w lesie. I nie pamiętam, żeby mi coś ukradł, aby dokonać wymiany. Pozdrowienia
-
Dziękujemy ;-) Tak, Atos jest czarnym średniakiem Cena, jakość szkolenia itd. - to wszystko zależy. Musiałabyś się kiedyś przejechać, zobaczyć jak takie szkolenie wygląda, czy Ci odpowiada i popytać o szczegóły (cena, terminy). Nie można z góry powiedzieć, że wszystkie związkowe szkolenia są OK, a prywatne be. Mogą być kiepskie związkowe i świetne prywatne. Trzeba się też dopytać jak wygląda sprawa egzaminu na koniec szkolenia. Często prywatne szkoły nie zapraszają uprawnionego sędziego i aby zdać egzamin trzeba się zapisać oddzielnie w swoim oddziale ZK na egzamin eksternistyczny (płatny ok. 70zł) Ewo, dziękujemy za gratulacje. Tomek i Aisha zrezygnowali w połowie i nie podeszli do egzaminu. Zresztą popieram ich decyzję, bo szkolenie bazowało na metodach siłowych (kolczatka, szarpanie, naciskanie) a o ile te metody sprawdzają się u owczarków niemieckich to upartego, pełnego energii sznaucera mogą tylko zepsuć :-( Dlatego - jak napisałam - myśmy praktycznie szkolili się sami spotkania na zajęciach traktując tylko jako sprawdzian opanowania danego polecenia w warunkach rozproszenia ;-) Spacerek bardzo chętnie. Ale nie wiem, czy np. sobota rano Wam odpowiada ze względu na niedzielną wystawę? Jeśli nie, to spacerek możemy przełożyć na przyszły weekend. A na wystawę wpadnę - mam nadzieję, że się spotkamy. 2 lata i 7 miesięcy ;-) Pozdrowienia
-
Ależ... Polecam się ;-) Mój oddział (Legionowo) robił tylko dwa razy w tygodniu (soboty i niedziele), ale wiem że w Warszawie było trzy razy (środy, soboty i niedziele). Z tym, że po pierwsze zajęcia w tygodniu raczej są po południu (dla większości osób po pracy lub szkole) a poza tym nie musisz być na wszystkich. Jeśli dużo pracujesz z psem sama, to ta nieobecność w środku tygodnia w niczym Wam nie przeszkodzi. W każdym razie lista obecności nie jest sprawdzana ;-) i warunkiem dopuszczenia do egzaminu jest poziom wyszkolenia psa a nie obecność na zajęciach. Mam nawet całkiem świeże - sprzed dwóch tygodni ;-) - z testowania nowej cyfróweczki... Pozdrowienia