-
Posts
2159 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by zachraniarka
-
To czy pies nadaje się na ratownika zależy od jego naturalnych predyspozycji i to one są sprawdzane podczas testów wstępnych. Wiele z tych cech jest wrodzona. Także o ile prawdą jest, że pies ratowniczy może być i z hodowli i ze schroniska. To faktem jest, że większość psów kupowanych jest z rodowodem ze sprawdzonych hodowli. W ten sposób zwiekszamy prawdopodobieństwo, że pies będzie nadawał się do pracy i obniżamy ryzyko choroby wykluczającej psa ze szkolenia. Po to właśnie powstają hodowle użytkowe, dla osób które nie chcą by wybór psa był loterią.
-
W Trójmieście ratownictwem wodnym zajmuje się Straż Miejska razem z Grupą Poszukiwawczo-Ratowniczą Straży Pożarnej. Oto jeden ze szkolonych psów:
-
Czy fakt, że do egzaminu trzeba sie przygotowywać miesiącami sprawia, że jest on prawie niewykonalnym? :roll: Jeśli tak, to ilu prawie niewykonalnym zadaniom podołał mój pies :D
-
Wspomniałam o całej filozofii.. :lol: Od lat czterdziestych istniał w Szwecji wojskowy ośrodek psów służbowych, w którym został zapoczątkowany system pracy. Od tamtego czasu Szwedzi starali się korygować wszystkie błędy, jednocześnie ucząc się na nich. Cały proces hodowli i szkolenia nadzorowany był przez etologów i instytuty badawcze w wyniku czego można mówić o szwedzkiej (skandynawskiej) filozofii pracy z psami. Ośrodek i systemy szkolenia są dziełem przede wszystkim Svena Jarveruda (obecnie ma 85 lat i dalej czynnie szkoli psy). Ja po poznaniu tego i owego, obejrzeniu sobie czegoś tu i tam.. na dzień dzisiejszy w pełni wchodzę w szwedzki system, osobiście nie znam nic lepszego. Jednak szybko zaznaczam, że to moje zdanie na ten temat. Ja metody poznawałam bezpośrednio, a co do poczytania.. Jakbym miała coś polecić, to autorstwa wyżej wspomnianego Svena książki: "Din hund" (Twój pies) oraz "Din hund fortsatter" (Twój pies kontynuuje). Obie niestety w ojczystym języku autora.
-
Ja nie mam zamiaru się z nikim kłócić, przedstawiłam tylko moje zdanie. Chciałam dla ciekawostki napisać jakiego ja bym szczeniaka wybrała i dlaczego, jeśli kogolwiek tym uraziłam to przepraszam. No chyba nie jest z nimi aż tak źle. :wink: Kwestia na jakich zasadach sie przeciągamy, możemy bawić się z psem w koleżeńskie zapasy, a możemy bawić się w walkę. Czyli też są podstawy, na których można budować. Pisać więcej nie ma sensu, jak sama zauważyłaś w innym temacie rady przez internet mijają się z celem. By powiedzieć coś konkretnego trzeba zobaczyć psa. No ale ja mam nadzieje, że kiedyś do takiego spotkania dojdzie i będziemy mieć okazje wspólnie poćwiczyć z naszymi psiurami. No to dla podniesienia ducha, bo w słusznych sprawach trzeba się wspierać, piszę szybciutko: w tym względzie ode mnie się nie różnisz, ani odrobinkę :D :D :D
-
A generalnie zabawkami jest zainteresowana? Lubi się bawić np. w przeciąganie?
-
Moim zdaniem trudno szkolić psa o dużym instynkcie posiadania. Taki pies działa przeciwko przewodnikowi (rywalizuje z nim), a nie współpracuje. A praca, jak to praca, miejscami podobna. Wystarczy wyobrazić sobie retrievera, który zamiast ptaka niesie przez chaszcze, wodę -bringsel, co w ratownictwie jest dość powszechnym widokiem :lol: No i oczywiście tu również nie ma mowy o upuszczeniu, ponieważ od tego może zależeć życie poszukiwanego człowieka.
-
Nie ma sprawy, przyjmujemy Misię ja i Huguś z radością :wink: :D :D Zacznę od tego, że wcześniej nauczyłam Hugusia aportować bardzo podobną metodą do Twojej. Hugo aportował na komendę, a mi to na dłuższą metę wcale, a wcale nie pasowało. Chciałam by robił to z przyjemnością, by wciskał mi na spacerach aport. W dojściu do sukcesu pomogła mi bardzo filozofia szwedzkiego szkolenia. Poznałam podział działań psa na poszczególne funkcje. Kiedy wiedziałam, który element nie działa, wystarczyło już tylko, że wzmocniłam daną funkcję. U mnie poszło to gładko, bo Hugo lubi zabawki, lubi nosić i bardzo lubi by mu rzucać. Natomiast po złapaniu nie było mowy o przyniesieniu, chyba że na wyraźną komendę. Kłopot z przynoszeniem= braki w funkcji socjalnej. Zaczęła się ciężka praca na codzień, zmiana nawyków, sposobu podchodzenia do psa. No i tak z dnia na dzień ćwicząc pozornie zupełnie inne elementy, sprawiłam powolutku, że pies zaczął z przyjemnością przynosić mi przedmioty. To już nie jest posłuszeństwo, to wspaniała zabawa. I to jest to do czego dążyłam. A co do: Bez zastanowienia biorę psa, który podnosi i przynosi, bo przecież jego nie trzeba już uczyć. Aportuje z przyjemnością, a czego chcieć więcej, a posłuszeństwo to nie wszystko. Komend nauczyć najłatwiej :wink: Tylko od razu sie tłumaczę, że ja mam skrzywione patrzenie na psa, bo wszystko jest przez pryzmat pracy z nim. A ja nie szukam psa, który będzie mi posłuszny, lecz takiego, który przede wszystkim będzie ze mną współpracował.
-
Powiało grozą :o Szczerze to trzymam kciuki za Ciebie. Ja też chciałam by mój pies aportował tak po prostu na spacerze. Duży wkład pracy i się udało, teraz mamy razem radochę i przyjemniejsze spacery :D Powodzenia.
-
Od jakiegoś czasu popularna staje się dogoterapia, wiele osób podchodzi do niej z entuzjazmem, często są to ludzie o wielkim sercu. Nie mają doświadczenia w pracy ze swoim psem, być może jednak udało im się nauczyć go kilku komend. Wydaje im się iż wystarczy, że pies jest słodki i miły do ludzi, równocześnie spokojny i zrównoważony aby był dobrym dogoterapeutą. Jednak tak naprawdę wymagania co do psa pracującego z dziećmi a w dodatku dziećmi upośledzonymi są inne... Pies i przewodnik muszą tworzyć doskonale zgraną parę, a taki stan osiąga sie po wielu różnorodnych treningach. Przewodnik doskonale zna reakcje swojego psa, jego skalę tolerancji na zachownia i gesty niepełnosprawnych dzieci. Pies musi mieć motywację do wykonywania często dyskretnych poleceń swojego przewodnika, które na dodatek musi czasem wykonywać kilka razy z rzędu. Nie może okazywać lęku a w żadnym wypadku zniechęcenia czy też bojaźni do swojego prowadzącego. Zawsze gotowy i chętny do pracy, nawet tej nieprzyjemnej czy męczącej. W trakcie działania ze swoim przewodnikiem powinien pokazywać naturalną radość i zadowolenie by taką postawą zdobyć zaufanie i serce często zablokowanego dziecka. Taka forma współpracy człowieka z psem wydaje mi się trudniejsza od nauczenia psa powszechnego, podstawowego posłuszeństwa, a z drugiej strony nie jestem w stanie wyobrazić sobie dobrego psa terapeuty bez powyższych umiejętności.
-
Jacek spokojnie, podejmę sie takiego szkolenia, które będzie w zgodzie ze mną, a nie na które jest zapotrzebowanie. Nie przemawiają do mnie techniki bazujące na bólu, karach. Dlatego np. u nas na placu nie uznajemy kolczatek. Natomiast jak już raz pisałam dróg jest wiele, wśród nich nie jedna lecz kilka dobrych, choć różniących się od siebie. Wybór należy do przewodnika, jego oczekiwań, upodobań i oczywiście jest zależny od psa. Nie będę narzucać wszystkim mojej metody, ponieważ ja taką stosuję, mogę co najwyżej ją polecić, to wszystko.
-
No i tu całkowicie się zgadzam z Flaire. Kiedy przychodzą ludzie z ulicy na posłuszeństwo uznaje metody Flaire, łańcuszek, kontrola. Podyktowane jest to tym, że ludziom zależy na szybkich i prostych rozwiązaniach. Jednak jeśli ktoś ma chęci na cuś więcej, wprowadzam go w stosowaną przeze mnie filozofię, w której m.in. wystepuje jak to Flaire ładnie nazwała metoda "drzewa". Wszystko tak naprawdę zależy od nas, metod jest wiele, najróżniejszych. Wybieramy to co pasuje nam, kiedy coś nie gra, szukamy dalej. Do celu prowadzi wiele dróg, kwestia odpowiedzenia sobie co jest dla nas najważniejsze.
-
Oj Meggi wystarczyło by tylko napisać Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza z Gdańska... :oops: A co do psiurów to niesamowite reakcje wywoływały tam wśród miejscowych od zafascynowania i podziwu do strachu i obrzydzenia. Dla jednych zwierze nieczyste, dla innych pełni poswięcenia ratownicy, tak niezwyli bo na czterech łapach :D
-
Flingston 10 minut to nie jest nawet, oj psiurki potrafią być duuuużo bardziej uparte. Także troszkę cierpliwości, szczeniaki mają takie zagrania. pozdrawiam
-
I ja się podpisuję pod metodą, którą opisuje Azir. Widziałam najróżniejsze rozwiązania stosowane na ciągnięcie i ta metoda podoba mi sie najbardziej. Wymaga cierpliwości i samozaparcia, wprowadzamy ją małymi kroczkami, a raczej małymi odcinkami. Justa nie zniechęcaj się tylko myśl o efekcie końcowym i dalej do pracy :D
-
A ja nie słyszałam, ale wiem, że dwie grupy z Polski zostały postawione w stan gotowości, który po kilku godzinach został odwołany. Teren akcji był stosunkowo niewielki i nie wymagał użycia pomocy psów ratowniczych z innych krajów. Także nie było kogo odsyłać...
-
Pies, o którym wspomina uziluna pracuje w polskiej grupie poszukiwawczo-ratowniczej i nie był na WTC. Znam tego laba. A tak będąc przy temacie, miałam okazję spotkać ratowniczkę pracującą na WTC ze swoim psem. To co opowiadała o swoich doświadczeniach z miejsca akcji było niesmowite. Naprawdę wspaniała, pełna poświęcenia praca ratowników zarówno ludzkich, jak i psich.
-
uziluna nikt z Polski na WTC z psami nie pojechał. Stany mają wystarczającą ilość dobrze wyszkolonych psów, że są samowystarczalni jeżeli chodzi o katastrofy pokroju WTC czy pentagonu. Nie musieli wzywać ratowników z Europy, chociaż polskie służby zostały postawione jak zawsze w takich przypadkach w stan gotowości.
-
Hugo został ofiarą, że tak powiem gwałtownej sprzeczki. Wczoraj zostały zdjęte szwy, także jest już dobrze, zagoiło sie jak na psie :) Kurcze, ten mój komp coś bardzo szwankuje. Ostatnio łapię go na tym, że nie wysyła mi wszystkich wiadomości na dogomanii :cry: Informacje o grupie łódzkiej wysłałam do Ciebie już dawno temu i tak właśnie się zastanawiałam, czemu milczysz :lol: Jutro rano wyślę jeszcze raz namiary.
-
Flaire, przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale miałam poważne problemy z moim psiurkiem. W Warszawie jest Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza działająca przy Państwowej Straży Pożarnej. Namiary prześlę Tobie na priv. Jcebula, napisz coś więcej o Cave Canem. Z kim współpracują, kto ich szkoli, jakie mają kursy. Ile mają wyszkolonych psów tzn. z egzaminem, biorących udział w akcjach ratowniczych? Myślałam, że znam wszystkie grupy z psami ratowniczymi na bieżąco, a tu coś nowego :D
-
Jedyna Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza w Warszawie działa przy Państwowej Straży Pożarnej. W Polsce jest 5 Grup Poszukiwawczo-Ratowniczych w Nowym Sączu, Gdańsku, Poznaniu, Łodzi i właśnie w Warszawie. Obecnie w grupie warszawskiej, która jest młodą grupą, znajdują się tylko zawodowi strażacy, ale może, chcieliby w swoich szeregach ochotników, tak jak np. w Gdańsku jest. Zdobędę namiary i podam Tobie Flaire.
-
Agnieszka, ja też przebrnęłam przez Hauuward i też mam jak najgorsze wspomnienia, choć lat od tego czasu troche minęło. Przez miesiąc szkolenia głównym celem treserki było, nie nauczenie mojego psa posłuszeństwa, lecz namówienie mnie na łańcuszek. Nie liczyły sie efekty osiągnięte na obroży, pies na placu ma mieć łańcuszek i koniec. Paranoja :evil: Ale na ten temat była juz szeroka dyskusja na forum "Szkolenie".
-
Jacek ja tak sie zapalilam na te biegi, bo moj brat od kilku lat w tym temacie biega. No i co tu dużo mówić ma spore sukcesy :lol: :lol: Kluby wszystkie w 3mieście znam, tzn. mój brat zna. Problem w tym, że już od zeszłego roku próbuje zrealizowac mój pomysł połączenia orienteeringu z psami, no i wszyscy niby zainteresowani, niby wszyscy chetni, ale żeby coś zrealizować to każdemu ciężko. Prawdę mówiąc podejrzewam, że tym zapalonym biegaczom nie chce sie po prostu bawić "w pieski". No i pewnie po co taki niepotrzebny balast. :-?
-
Uważam, że pomysł z zawodami biegów na orientacje z psem jest super!! Muszę jednak z przyczyn transportowych poczekać na taką imprezę w pomorskim, a wtedy na pewno sie stawię. Mam tylko nadzieję, że miłosnicy szpiców, nie zabroniliby udziału w biegu sympatycznemu labowi? :lol: :lol:
-
Catarina1, ja tylko pisze, że różne tryby pracy utrudniają uzyskanie efektu, ale go nie wykluczają. Myślę, że jeśli tylko masz chęci to tak jak Jacek zacznij sie bawić w ratownictwo. Dla psa to wspaniała zabawa odszukiwanie przyjaznych mu ludźi, a jak wspaniale rozwija więź między przewodnikiem i psem. Z prawdziwą pracą ratowniczą ma to mało wspólnego, ale dla domowego pupila jest to okazja do wykazania się. Jacek u góry opisuje podstwowe ćwiczenia z poszukiwania, później wszystko zależy od pomysłowości przewodnika. Stopniowo wprowadza sie różne utrudnienia, ale to już pozostawiam Waszej wyobraźni. Bawcie sie dobrze, bo tak jak Jacek zauważył: "znudzony pies, to nieszczęśliwy pies".