Jump to content
Dogomania

Ariadna

Members
  • Posts

    412
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ariadna

  1. [quote name='pajunia']Dortko, dzwonilam. rozmawialam, probowalam sie jeszcze raz z Anke skontaktowac, ale jej na razie nie ma. Nie bardzo rozumiem, co ta Agnieszke Argos obchodzi, skoro ona tylko pomogla w jego transporcie. Zamelduje sie, gdy jeszcze raz z Anka porozmawiam. Nie mam zielonego pojecia co ja Argos obchodzi,ponoc razem z Anke pracuja w tej samej fundacji? pajunia ,najwazniejsze ,ze u Argoska wszystko w porzadku i ze jestes ty ,ktora,co jakis czas ma szanse wszystko skontrolowac;)
  2. pajunia w razie gdybys nie mogla sie dodzwonic dzisiaj ,bo roznie to bywa (siostra moze rozmawiac z ukochanych) podaje numer do York zoo,gdzie pracuje siostra.0048914886048.Mozna ja zastac w godzinach od 10 do 18.30 prosic Marzena Martynska
  3. Ja tez mam taka nadzieje,zastanawialam sie wlasnie czy to przypadkiem nie jest zbieg okolicznosci,ale wolalam napisac ,aby wszystko wyjasnic. Jam byla gotowa dzieci do kolezanki na noc wyslac i jechac po Argoska do Bremen:p Od razu sie lepiej poczulam kiedy ,pajunia napisala ,ze to nie mozliwe,zeby chodzilo o Argoska.Ale mimo wszytko wolalabym wszystko wyjasnic. Zeby nie bylo ,iz ja jakies "brzydkie" pogloski rozsiewam
  4. [quote name='pajunia']Ariadna, o co to chodzi, prosze o imie i nazwisko tej pani, to sie z nia skontaktuje. . Ta pani, u ktorej caly czas jest Argos, jeszcze nigdy nie byla w Polsce, wiec jak mogla z Twoja siostra rozmawiac. ? Jeszcze raz podaje jej pelne dane Anke Körner-Walkenhorst ZUFLUCHT FÜR NOTBOXER e.V. Christian-Seebade-Straße 120 28279 Bremen Telefon +49 (0)421 8398897 E-Mail akw@notboxer.de rozmawialam z nia, nic nie wie, o jakies rozmowie w Polsce, powtarzam, nigdy w Polsce nie byla i z nikim w Polsce na temat Argosa nie rozmawiala, jak rowniez doskonale wie, skad Argos jest. Argos rzeczywiscie jest nielatwym psem i potrzebuje pracy nad soba, nie wszystkich toleruje, ale o tym bylo rowniez przedtem wiadomo. jestem w prawie codziennym kontakcie z Anke : Jak czytam, zaczynaja sie znowu jakies podejrzenia w stosunku do mnie, , wiec jeszcze raz powtarzam, prosze sie kontaktowac z Anke. Ulka niemiecki znasz, wiec zadzwon do niej, aby znowu mi czegos nie przyczepiono. Pajunia,nikt nie ma do ciebie zadnych pretensji.Nie denerwuj sie . Napisalam tylko co siostra mowila,bo sama nie wiedzialam o co chodzi.Wydzwaniala do mnie przez caly dzien z prosba o telefon do poprzednich ludzi ktorzy zajmowali sie Argoskiem.Pani,ktora mowila o Argosie ,polka, ma na imie Agnieszka.Ponoc przewozi psiaki do Niemiec i tam pomaga znalezc im domki.Maz,Niemiec ,slawny weterynarz.Tylko tyle wiem. Sluchaj ,masz numer do moich rodzicow do Szczecina,blagam zadzwon do nich i porozmawiaj z moja siostra.Ona Ci przekaze wszystko to co mi mowila.W razie czego jeszcze raz podaje numer telefonu 0048914535451 siostra ma na imie Marzena.Chyba mialyscie juz okazje rozmawiac ze soba.
  5. No wlasnie dziewczyny,ponawiam pytanie, czy cos wiadomo o Argosie? Pani,z ktora rozmawiala moja siostra ( nie wiem jakim trafem sie zgadaly ,ze to ja wiozlam Argoska do Szczecina) prosila o telefon kontaktowy do ludzi ,miejsca w ktorym przebywal uprzednio Argos.Dziwilo mnie troche ,ze owa pani nie wiedziala ,ze Argosek w Mielcu byl w schronisku:crazyeye: Fajnie byloby cala sytuacje wyjasnic...
  6. Ja z takim malym zapytaniem. Dzwonila do mnie siostra ze Szczecina ,spanikowana ze niby sa jakies problemy z Argoskiem w Bremen i ze kobieta ,ktora jest odpowiedzialna za niego mowi,ze nie wie co ma z nim robic:crazyeye: ze niby ludziska boja sie wchodzic do boksu, w ktorym Argos przebywa ,bo ponoc przejawia agresje wobec nich.Czy ktokolwiek wie co sie dzieje z naszym Argoskiem?Bo ja juz zdurnialam .:roll:
  7. Ariadna

    LEONBERGERY ADY

    W koncu sie dokopalam, widze ze mini forum u Ady zatrzymalo sie na zyczeniach noworocznych.....Wszystkie dobrego:), Jak psiaki? Zdrowe?
  8. Oooo....:loveu: Gizmol sie rozdwoil:)))) Witaj Majka.... cudenka te twoje ciapciaki:))
  9. Lazy nie ma co, Twoj ma niezla "glowe";) Pol roku mnie nie bylo , a tu taaaaaaakie foty....
  10. [quote name='Rafka']Ja ma problem z doczyszczeniem siersci psa. Wlos Laguny jest bielutki przy skórze jednak na końcówkach nie moge do doczyscic. Nie te okropnie przebarwienia przy prysku i oczach - tego to w ogole nie ma jak wywabic.[/quote] Hej, jesli macie problem z "doczyszczeniem" zazolcen polecam wybrobowanie mydelka diamentowego z Iv San Bernarda, zadne szampony ani spray'e nie przyniosly nigdy lepszego efektu jak to mydelko,przynajmniej w przypadku pieskow ktorymi mialam okazje sie zajmowac, pozdrowienia.
  11. Ariadna

    LEONBERGERY ADY

    [quote name='adda'][quote name='Alicjarydzewska']no a kto ci nie pozwala :lol: .[/quote] Moja komputerowa głupota :D[/quote] przeslij do mnie , ja ci wkleje.
  12. jedna czesc prezentu to swinskie kopytko , ktore szpila lyka lezac na odlodze, a druga czesc?... moze swinski ryjek ...czakajacy na nia ...przy stole?! :lol: Szpila, twoje zdrowie :drinking: :drinking: :drinking: :new-bday: p.s. dbsst jak tam "milion dollar kurs"? 8)
  13. Ariadna

    LEONBERGERY ADY

    [quote name='adda']Słuchajcie [b]olekg18[/b], On ma rację :D Olcia, Ty też czorna, to co się czepiasz? A zdjęcia taty nie mam :roll: Ale zapewniam, że jak na swoje lata to trzyma się zadziwiająco 8)[/quote] tzn co uwazasz zes ladniejsza od dziecka swego? ale narcyzm! :lol: 8) :wink:
  14. Ariadna

    LEONBERGERY ADY

    ...wklej zdjecie taty to obadamy, czy po nim sie "mlodo trzymasz" :wink: :lol: 8)
  15. Ariadna

    LEONBERGERY ADY

    ciekawe czy te blizniaczki charakterami tyz podobne?...czy sie moze gryza, jak nikt nie patrzy :lol: 8)
  16. [quote name='PIKA'][quote name='LAZY'] Sylwia podziwia jak kopię dołek... [img]http://img66.echo.cx/img66/6991/obraz10446rr.jpg[/img][/quote] To Sylwia odważna jest, ja bym z tyłu kopiącego psa nie usiadła :lol:[/quote] ... pewnie jeszcze piachem w ziewajaca buzie nie dostala :lol:
  17. Ariadna

    LEONBERGERY ADY

    Zadna sie nie przyzna do przyprawiania rogow :evilbat: a juz na penwo nie TZ Addy... dziewczyny, my go przecie na zywe oczy nie widzialy...a nam tutaj Olcia wmawia TAKIE rzeczy, pomowienia, skandal! 8)
  18. ... moze w koncu polozy kres wszystkim tym spekulacjom ktora karma lepsza itd, byc moze otworzy drzwi do kolejnej dyskusji, mysle ze w tym wypadku bardzo ciekawej. Polecam przebrniecie przez caly artykul wszystkim psiarzom.Byc moze sa wsrod Was tacy ktorzy ten artukul znaja , ale pewnie sa tez tacy, ktorzy go jeszcze nie widzieli .... tamtamdadadam.... Oto on: Nawet dla urodzonych psiarzy, którzy wychowywali się w domach pełnych zwierząt, sprawy żywieniowe to temat trochę mglisty, bo z reguły ,,było ugotowane'' i wystarczyło przełożyć z garnka do miski. Pies jadł, co mu dano, w międzyczasie coś tam podkradał, coś tam użebrał u domowników i zakończył życie w wieku lat 18-tu, do ostatnich dni ciesząc się doskonałym apetytem i cokolwiek zaokrągloną figurą. No, ale teraz mamy własny dom i własnego czworonoga, dla którego chcemy jak najlepiej i naukowo. Zwłaszcza, że to pies rasowy, a wiadomo - zwłaszcza przy dużych ,,mięśniakach" - żywienie to podstawa prawidłowego rozwoju. No to ,,zasięgamy języka'' i zaczyna się... - Na czym gotować? No, kasza manna, jęczmienna... - Co, jęczmienna? W życiu! Tylko gryczana albo ryż! - Jaka kasza? Odbiło ci? Pies tego nie trawi! Tylko makaron! - Tylko pamiętaj, żadnych kasz ani makaronów! Jedynie płatki owsiane! - A nie próbuj czasem dawać płatków owsianych, tylko kasza jęczmienna! Po ustaleniu bazy podstawowej, przychodzi kolej na resztę. Dowiadujemy się, że najlepsza jest: wołowina / cielęcina / konina / baranina / mięso z nutrii lub królika / drób (niepotrzebne skreślić), przy czym mięso ma być: surowe / obgotowane / gotowane i podawane: w dużych kawałkach / siekane / mielone. Podroby - tak, kości - nie. Podroby - nie, kości - tak. Kości: młodemu - tak, staremu - nie. Kości: młodemu - nie, staremu - tak. Jajka: ile się chce, najwyżej jedno na tydzień; tylko surowe, tylko gotowane - na twardo / miękko, tylko żółtko! I koniecznie podawaj..., bo... . I pamiętaj, nigdy nie dawaj psu...., bo... . Listy ciągną się długo; zalecenia, dlaczego należy / nie należy podawać tej czy innej karmy stają się coraz bardziej fantazyjne i powoli dochodzimy do wniosku, że każdy z doradców mówi o innym gatunku zwierząt, w dodatku z dość kontrowersyjną fizjologią i przemianą materii. I każdy powołuje się na autorytety hodowlane i weterynaryjne, przytacza książki, z których wyczytał owe mądrości i zaklina się, że on zawsze tak żywił, i proszę - demonstruje dorodny psi okaz. Lekko oszołomieni tym natłokiem mniej lub bardziej sprzecznych rad, zaczynamy rozważać, że może jednak sucha karma, przynajmniej na początek... W hipermarkecie kolejny zawrót głowy. Kolorowe torby z roześmianymi psimi pyskami i oczywiście: ,,nr 1 w Europie'', ,,pokarm championów" itd... Każda z najlepszych składników, polecana przez najlepszych hodowców, w pełni pokrywa zapotrzebowanie twojego psa. Czytamy ulotkę, może skład nam coś powie: z tasiemcowej listy substancji, o połowie nawet nie słyszeliśmy; część znamy, ale nie sądziliśmy, że nadają się do jedzenia. I to wszystko okraszone suto naukowym żargonem: aglutynowane, chelatowane, postać skoagulowana, identyczne z naturalnym, liofilizowane, naturalnie stabilizowane, z dodatkiem substancji poprawiających właściwości takie i siakie... Poddajemy się i kupujemy tą z najładniejszym obrazkiem. W drodze do domu zaglądamy do specjalistycznego sklepu. Rzeczywiście, sprzedawca zna towar i potrafi doradzić, chociaż ceny pasz są tu zdecydowanie wyższe. Dowiadujemy się, że karma z marketu ,,to nie to'' a poza tym i tak musimy dokupić odżywki, bo to ,,sama karma nie wystarcza, a błędy żywieniowe z młodości..." Te słowa znamy na pamięć, więc cierpliwie obserwujemy jak na ladzie pojawiają się słoiki i pudełeczka z kolejnymi specyfikami: ten na sierść, ten na mineralizację kości, ten na stawy, jeszcze coś przeciw krzywicy i mieszanka mikroelementowa, i kolejna - witaminy. Stos rośnie, suma na kasie również. Chcemy zaprotestować, że to chyba przesada, ale oczami wyobraźni widzimy wielki billboard ze zdjęciem naszego pupila: rachitycznego, pokrzywionego, bez sierści i zębów oraz podpisem ,,bo moi właściciele oszczędzali na jedzeniu". Płacimy. Jeszcze tylko apteka i środki, które ,,koniecznie'' zalecił weterynarz i nareszcie do domu. I tu przekonujemy się, że nasz pies kompletnie lekceważy zasady prawidłowego odżywiania; jakimś cudem udało mu się upolować gołębia, którego pożarł z apetytem i większością piór, mając w głębokiej pogardzie kwestie siekania, mielenia i gotowania. Oczywiście, powyższy scenariusz został trochę przerysowany, ale tylko trochę!. Każdy ,,psiarz'' pamięta nieskończone dyskusje nad wartością takiej a nie innej karmy, gdy dochodziło niemal do śmiertelnej obrazy ,,bo ja czytałam, że...". Mnożą się racje i argumenty, przytaczane są wyniki badań naukowych. Padają mrożące krew w żyłach przykłady jak ten i ów podawał psu (bądź nie podawał) to czy tamto i w efekcie.... Zwolennicy ,,suchego'' gotowi są niemal przysięgać, że psy wynaleziono razem z granulowaniem pasz, zwolennicy ,,mokrego'' - że ich system żywienia jest bardziej naturalny. I każdy jest święcie przekonany o swojej słuszności. Po czyjej stronie jest więc racja? I co ma zrobić biedny właściciel psa, który chce jak najlepiej dla swojego czworonoga? Prawda jest taka, że nie ma ,,jedynej słusznej'' diety, o czym możemy przekonać się choćby na przykładzie ludzi. Obok ,,mięsożerców" żyją jarosze, wegetarianie, makrobiotycy, weganie, zwolennicy diety Diamondów i wielu innych systemów odżywiania, a nawet parę osób, które - jak twierdzą - żywią się wyłącznie energią kosmiczną. I każdy twierdzi, że to właśnie on żywi się najbardziej prawidłowo, zgodnie z prawami natury / fizjologii itp. I tylko nie potrafi wytłumaczyć, jak to jest, że ,,ci inni'' też żyją zdrowo i mają się dobrze. Czyżby mieli inną fizjologię? Jak to więc jest z tymi zasadami żywienia? Podstawowa reguła prawidłowego żywienia brzmi - żadnych reguł! Ogólne wytyczne organizmu (te same dla ludzi i dla zwierząt), mówią: daj mi to, co potrzebne i tyle, ile potrzebne; w sprawach szczegółów jakoś się dogadamy. Głównymi składnikami odżywczymi są białka, węglowodany, tłuszcze i minerały (mikro-, makroelementy i witaminy) i organizm musi je otrzymać. A czy węglowodany będą pochodziły z ryżu, pszenicy, kukurydzy czy jęczmienia - to już są ,,szczegóły do dogadania''. Jeżeli naszemu psu najbardziej smakuje makaron - niech je makaron, jeśli woli kaszę - dajmy mu kaszę. Możemy mu dietę urozmaicać, podając przemiennie różne gatunki kasz, płatki owsiane i ryż. Nie zawadzi wypróbować inne pasze, nawet jeśli nie są wymieniane w podręcznikach. Jeśli ktoś ma rodzinę lub znajomych na wsi - godna polecenia jest śruta zbożowa (grubo zmielone ziarno pszenicy lub pszenżyta). Od kaszy odróżnia ją wyższa zawartość składników odżywczych (przede wszystkim cennego białka z zarodka nasiennego) i włókna - wskazanego zwłaszcza dla osobników dorosłych. Wiele psów chętnie je grysik kukurydziany, chociaż nie jest on zalecany, ze względu na słabej jakości białko i wysoką kaloryczność. Jeśli jednak będziemy podawać go wymiennie z innymi kaszami (zwłaszcza z dodatkiem 1 - 2 łyżek siemienia lnianego), z pewnością nie przyniesie szkody a w korzystny sposób wzbogaci dietę naszego czworonoga. Podobna zasada rządzi mięsem: może być każde, jeśli będą i inne. Pies to nie miś panda, że bambus albo nic. Zje zarówno koninę jak i baraninę, nie pogardzi wołowiną, a jak mu się raz na jakiś czas trafi wieprzowina - to też nie będzie dramatu i pożre ją z całym cholesterolem. Mięso podajemy w różnej postaci: oprócz gotowanego w kaszy, nasz pupil chętnie zje surowy korpus z kury czy dobrze obrośniętą mięsną kość. Jeżeli trafi się nutria, to dużemu psu można podać ją w całości, nie patroszoną a kurę nawet z piórami (ale poza domem i raczej w bezwietrzną pogodę). Generalnie, im więcej namieszamy - tym mniej zaszkodzimy. To z pewnością brzmi jak herezja w stosunku do wszystkich podręcznikowych zaleceń, ale taka jest właśnie praktyka. (Większość poradników pisana jest chyba dla chowu przemysłowego; jak gdyby właściciel miał kenel na 140 psów a nie jednego pieszczocha, któremu osobiście przeżuwałby co twardsze kawałki, gdyby była taka potrzeba). Nie znaczy to, że możemy ,,odpuścić" sobie literaturę jako nieprzydatną. Wystrzegajmy się jedynie autorów, występujących z poziomu ,,jajakoznawca'', operujących nakazami i zakazami, ubranymi w pseudonaukową otoczkę typu: ,,badania naukowe wykazały'' czy ,,amerykańscy naukowcy stwierdzili, że...". Wybierajmy te pozycje, gdzie autorzy w sposób przystępny i rzeczowy wyjaśniają powody takiego a nie innego postępowania i czytajmy je ze zrozumieniem - przecież nie będziemy karmić wszystkich czworonogów, tylko jednego, konkretnego i unikatowego. Jeśli większość psów ma kłopoty trawienne po mleku, nie znaczy to, że mamy odmówić naszemu miski mleka, o ile do tej pory mu służyło. Jeżeli ktoś pisze: ,,nie wolno podawać psu wątroby" - to jest to kompletna bzdura i wysyłamy podręcznik wraz z autorem w Pireneje. Gdy zaś czytamy, że wątroba jest bogata w wit. A i podawanie jej w dużych ilościach, zwłaszcza surowej, może doprowadzić do przedawkowania, ponadto -jako śmietnik organizmu - zawiera wiele substancji szkodliwych i dlatego nie jest zalecana dla psów, wiemy przynajmniej, o co chodzi. Nie powinniśmy raczyć naszego pupila kilogramem wątroby wołowej 7 dni w tygodniu, ale nie zaszkodzi, jeśli co jakiś czas ugotujemy kawałek w kaszy. Podobnie ma się sprawa czekolady: wielu autorów krzyczy gromkim głosem, że ,,czekolada dla psa to śmierć, żadnej czekolady", podczas gdy wiemy z praktyki, że gdyby tak było, to połowa znanych nam psów dawno powinna wędrować po lepszym świecie. Jak to więc jest w rzeczywistości? Substancją niebezpieczną dla psa jest zawarta w ziarnie kakaowym teobromina (związek podobny do kofeiny i o podobnie pobudzającym działaniu), która w organizmie psa bardzo wolno się rozkłada (ponad dobę; kofeina - około 3 godz). Przeciętna dawka śmiertelna dla psa waha się od 200 mg do 400 mg/kg masy ciała, ale już przy 100 mg mogą wystąpić bardzo poważne zaburzenia, z konwulsjami włącznie. W 100 g czekolady mlecznej zawartość teobrominy wynosi około 150 mg. Tak więc byłoby to dużo dla ratlerka (chociaż raczej też jeszcze nie śmiertelne) ale z całą pewnością nie zaszkodziłoby 40 - kg rottweilerowi. Tak więc poczęstowanie naszego łasucha kawałkiem batonika czy herbatnikiem w polewie nie otruje go - problem tkwi w tym, żeby się sam przez przypadek nie poczęstował. Jeśli pozostawiony w domu zwierzak dobierze się do naszej zakamuflowanej urodzinowej bombonierki - oszczędzi nam jedynie paru centymetrów w biodrach, ale jeżeli natrafi na odłożone do wypieków 2 - 3 tabliczki gorzkiej czekolady (zawartość teobrominy 10 x wyższa niż w mlecznej) - może być z nim bardzo źle. Z tego też powodu powszechnie zaleca się unikania czekolady w menu psa - a od właściciela zależy, czy podejmie ryzyko zapoznania go z jej smakiem. Pit na wybiegu ma relatywnie mniejszą szansę na zdobycie śmiertelnej dawki tego smakołyku niż łakomy jamniczek u rodziny z dziećmi. W podobny sposób analizujemy wszystkie uwagi i wskazówki; patrzymy przede wszystkim pod kątem naszego psa; jego wielkości, rasy, płci a przede wszystkim właściwości osobniczych, upodobań i przyzwyczajeń. Tak więc literaturę i dobre rady traktujmy z rozsądną rezerwą. Wskazana ona jest zwłaszcza gdy dochodzi do delikatnej kwestii witamin i preparatów mineralnych. Chcemy jak najlepiej dla naszego psa ale pamiętajmy, że nadmiar szkodzi równie mocno jak niedobór. Jeżeli ma urozmaiconą dietę, bogatą w różne gatunki mięsa i warzyw, z reguły nie potrzebuje żadnych dodatków mineralnych, za wyjątkiem okresów szczególnie intensywnego wzrostu. Podawanie w nadmiarze różnorakich suplementów ,,na wszelki wypadek'' nie jest obojętne dla zdrowia psa - dotyczy to zwłaszcza tak hojnie szafowanych preparatów wapniowych (może dojść do zaburzeń gospodarki fosforanowo - wapniowej). Suplementacja składników mineralnych powinna odbywać się wyłącznie na zalecenie lekarza weterynarii i pod jego kontrolą, a nie dlatego, że ,,kolega to dawał i psu służyło''. Jeżeli zwierzęciu brakuje jakichś składników - zwykle sygnalizuje to poprzez nienormalny apetyt: liże ziemię, kamienie czy zardzewiałe rury. To sygnał, że pora przeanalizować jego dietę, a jeśli to nie pomoże - złożyć wizytę weterynarzowi. Jeśli nasz pies jest przyzwyczajony (a trzeba to robić od szczeniaka) do urozmaiconego żywienia, łatwiej jest nam zbilansować prawidłowo jego dawkę pokarmową. Dorosłe zwierzę znacznie gorzej znosi zmiany i może dojść do zaburzeń przewodu pokarmowego, gdy wprowadzimy nową paszę, np. na wniosek weterynarza. Z tego też powodu, wcześniej czy później każdy właściciel staje przed pokusą: a może by tak sucha karma? W końcu po to została wymyślona, żeby ułatwić życie osobom, które nie znają się na żywieniu psów bądź nie mają na to czasu. Nie trzeba się martwić o składniki i ich bilansowanie, czego za dużo, czego za mało - od tego są fachowcy. Wszystko przygotowane, sprasowane w poręczny granulat, dawkowanie wypisane - sypiemy z worka do miski i gotowe. No, po prostu wash and go! Wystarczy wybrać najlepszą karmę i mamy raz na zawsze kłopot z głowy. Przepis na znalezienie ,,tej najlepszej'' nie jest skomplikowany. Odszukujemy psy pokrewnej lub tej samej rasy, żywione wyłącznie suchą karmą jednego producenta; jeżeli będą w wieku 15 -18 lat, zdrowe i w dobrej kondycji a rachunek od weterynarza będzie się składał głównie z opłat za szczepienia - karma nie jest zła. Proste, nieprawdaż? Jest tylko jeden, mały problem - chyba nikt nie widział 18-letniego psa, karmionego wyłącznie suchą karmą. Przy tym ,,nowoczesnym'' żywieniu jakoś trudno im dojść do wieku, który osiągają czworonogi na naturalnej bądź kombinowanej diecie. (W USA, kolebce pasz suchych, pies 7-letni uważany jest za starego!). W Polsce też coraz bardziej rozpowszechnia się pogląd, że ,,duże psy nie żyją długo" i jakoś nie widać, żeby robiło to wrażenie na hodowcach. Rzecz jasna, w kwestii długości życia punkty widzenia hodowców i właścicieli będą rozbieżne: hodowca chce mieć zbyt na szczenięta, właściciel chce mieć swojego psa jak najdłużej. Czy więc zrezygnować z granulatów? Oczywiście, nie! Mają przecież wiele zalet. Przede wszystkim wspomniana wygoda, istotna zwłaszcza w lecie, gdy nie musimy się obawiać, że zepsuje się w wysokiej temperaturze. Stały i stabilny skład - cecha ważna szczególnie w podróży lub gdy zostawiamy naszego pupila pod czyjąś opieką - unikamy stresu żywieniowego. I z całą pewnością lepiej zbilansowany skład, niż zapewnili by niektórzy właściciele. Tak więc, choć nie jest to rozwiązanie optymalne, nie jest też takie złe. Jednym z ważniejszych problemów, związanych z granulatami jest słabsza przyswajalność tłuszczów, co wynika głównie ze sposobu ich konserwacji i przechowywania. Ze względów ekonomicznych kupujemy większe worki paszy, która stoi otwarta przez 2-3 tygodnie. W tym czasie dochodzi do utlenienia znacznych ilości kwasów tłuszczowych (wystarczy powąchać karmę ze świeżo otworzonego worka i z jego końcówki - można wyczuć wyraźną różnicę), zmienia się przyswajalność składników i misternie zbilansowana karma pozostaje wspomnieniem. Co ciekawe, większość producentów nie fatyguje się zamieścić na opakowaniu wskazówki o sposobie przechowywania i terminie zachowania składu paszy po otwarciu worka. Kolejnym problemem jest wielkość dawki suchej karmy - wynosi ona wagowo około 25 - 30 % ,,mokrej", mała jest też jej objętość. Istnieje ryzyko, że pies zje jej za dużo, a jeśli ograniczymy mu porcje - będzie ciągle głodny i podkradał co się da. Szczególnie niebezpieczne są karmy, które producent zachwala jako ,,wysoko przyswajalne, ze znikomą ilością resztek", czyli, że pies będzie pozostawiał mało odchodów. Zestawianie dawki pokarmowej pod kątem wielkości (a raczej małości) kupek, przeczy fizjologii i zdrowemu rozsądkowi; pomijając już drobiazg, że jest to prosta droga do schorzeń jelitowych. Albo więc potencjalny właściciel wcześniej przemyśli kwestię satysfakcjonującej go wielkości psich odchodów i stosownie do niej wybierze sobie odpowiednie zwierzę albo zdecyduje się na psa ,,z przyległościami". (A swoją drogą, byłby to niezmiernie ciekawy element charakterystyki ras, nie wspominając o pięknych zdjęciach w katalogach J). Brak jest danych o doświadczeniach na temat wpływu długotrwałego żywienia psów wyłącznie suchą karmą na ich zdrowie, natomiast wyniki 10-miesięcznych badań, przeprowadzonych w Instytucie Weterynarii AR we Wrocławiu przez Nicponia i wsp. wykazały gorszą przyswajalność pasz suchych (przy tym samym składzie co kontrolna ,,mokra'') oraz zmiany mikroskopowe w śluzówce żołądka młodych (od 2 do 12 mies.) psów. To może rzeczywiście odrzucić granulaty w obawie przed wizją owrzodzonego, zrakowaciałego żołądka naszego pupila? Chyba nie ma takiej potrzeby. Sucha karma to nie trucizna, a racjonalnie wykorzystywana może być dla nas prawdziwym wybawieniem. Możemy zastosować tzw. żywienie kombinowane, czyli kompromis między naturą a wygodą. Gdy mamy czas - gotujemy, w dni ,,pracowite" - granulat (plus ewentualnie nasze resztki - może być praktycznie wszystko, byle bez przypraw). Nie będzie też kłopotu, gdy będziemy musieli zostawić psa lub zabrać go na urlop. Nawet jak przez kilka tygodni będzie jadł ,,na sucho'' - nic mu się nie stanie, nadrobi ewentualne niedobory po powrocie do normalnego żywienia. Jeśli natomiast pies zaczyna mieć problemy typu alergicznego - lepiej zapomnieć o granulatach. Przy tym trybie żywienia możemy z powodzeniem wykorzystać tańszą, zwykle nieco gorszej jakości karmę. Odpowiednią ilość składników pokarmowych i tak dostarczymy w gotowanym jedzeniu, więc sprawdźmy jedynie, która będzie psu odpowiadać; mniej ważne są rewelacje na etykiecie. Pamiętajmy, że zwierzę to nie fabryka i nie wszystkie składniki musi dostać na raz a nawet jest to niewskazane; np. niektóre witaminy i minerały mogą hamować lub blokować przyswajanie innych. Dlatego skuteczność preparatów wieloskładnikowych typu ,,all in one'' jest dużo niższa, niżby to wynikało z ich składu (o czym zapewne przekonał sie każdy, kto stosował dostępne w aptekach ,,kompleksy witaminowo - mineralno - enzymatyczno - Bóg wie jakie", po których - teoretycznie - powinien przypominać skrzyżowanie Pameli Anderson i Rambo). O prawidłowości stosowanego menu najlepiej świadczy wygląd i samopoczucie naszego pupila. Jeżeli jest żywy i energiczny, wygląda zdrowo i dobrze się czuje - to znak, że wszystko jest w porządku. Warto przy tym zaznaczyć, że łatwiej jest popełnić istotne błędy w żywieniu małych psów niż przedstawicieli większych, cięższych ras. Dotyczy to zwłaszcza ,,grzechów dietetycznych'', czyli podawania niewskazanych przysmaków. Jak wspomniano wcześniej, w zasadzie mało jest takich pokarmów, których nie wolno jeść psom, ale - podobnie jak ludzi - obowiązuje je zasada: ,,co za dużo to niezdrowo". Problem w tym, że częstując naszego ukochanego czworonoga, zwykle stosujemy ,,ludzkie" kryteria wielkości porcji. Jeśli nasz piesek jest dorodnym, 50-kilogramowym nowofunlandem - nie ma większego problemu; kromka chleba z masłem i miodem (bo on tak bardzo lubi) zniknie bez śladu w przepastnym żołądku. Ale ta sama kromka w żołądku pekińczyka to zupełnie inna historia. Lepiej więc uważać i nie przesadzać ze szczodrością. Jeśli ktoś koniecznie musi wyładowywać nadmiar uczuć przez karmienie - doskonale do tego celu nadają się przedstawiciele płci męskiej ludzkiego gatunku. Jeżeli więc chcemy, żeby nasz czworonożny towarzysz dożył w zdrowiu późnego wieku, pamiętajmy, że ,,szczypta rozsądku i garść umiaru to podstawa każdej zdrowej diety". pozdrawiam :) autor Dr Ewa Walkowicz zrodlo [url]www.arcturus-pl.com[/url] :wink:
  19. Sa hodowcy , ktorzy wiaza z podawaniem czosnku wiele korzysci.Za oczywiste przyjelo sie , ze czosnek podnosi naturalna odpornosc, zas przez wytwarzanie odpowiedniego zapachu odstrasza pchly, natomiast u kotow i w mniejszym stopniu u psow powoduje wieksze spozycie wody i czestrze oddawanie moczu.Podobne cechy przypisuje sie cebuli.Wiele z tych opinii , czesciowo slusznych, jak chociazby ta ze podawanie czosnku dziala przeciwbakteryjnie oraz u kotow czosnek zwieksza spozycie wody i czestotliwosc oddawanego moczu.Cebula znowu , w opinii wlascicieli zawiera duza ilosc witaminy C.Podstawowym skladnikiem o dzialaniu toksycznym w cebuli sa pochodne fenolowe, a takze, chociaz opinie nie sa w tym przypadku zgodne , dwusiarczek n-propylowy.Podtsawowym niebezpieczenstwem w przypadku w przypadku przyjmowania czosnku i cebuli jest wystapienie , i to juz po kiku dniach , niedokrwistosc hemolitycznej.Pierwszym objawem jest pojawienie sie cialek Heinza.U psa o masie 15 kg, spozycie 30 g czosnku przez trzy dni powoduje wystapieniewyzej napisanej niedokrwistosci .Objawy kliniczne obejmuja wystapienie biegunki, wymiotow oraz goraczki.Zarowno w przypadku czosnku , ja i cebuli korzysci nie sa tak duze, zeby zrekompensowac potencjalne niebezpieczenstwa, dlatego powinno sie uwazac przy ich stosowaniu. /wyklady Prof. dr hab Roman Lechowski oraz prof. dr hab. Piotr Ostraszewski/
  20. Ariadna

    LEONBERGERY ADY

    ..dobra,dobra...przyznaj [b]adda[/b] ze corke powilas w wieku 12 lat, i nikt Cie o wiek nie bedzie pytal.....a corka "B"...jak lalka...piekne kocie oczy( po mamusi 8) )......geste czarne wlosy ( po mamusi 8) ...pierworodna ma chyba podatne na krecenie)....i nadasane usta....sama juz nie wiem po kim.... :lol:
  21. [quote name='sayma'][quote name='dbsst'][quote name='agabass']Cmok dla Szpili menelika pospolitego. A od kogo ona tego się nauczyła? hiihihihi pewnie od Pana. Pozdrawiam[/quote] no wiadomo ze nie odemnie hahahahahahhahaha o Ala to Ty masz luksusy ja nie mam wanny :( chyba ze sie w miske wpakuje hahahahaha[/quote] Dbsst po co Ci wanna bierz przykład ze Szpili: [img]http://img51.echo.cx/img51/7043/obraz0425qh.jpg[/img][/quote] O! O! O! wlasnie... dbsst i jeszcze tak pozuj!!!! :lol: :lol: Moze Wind da sie namowic? 8) Co dziewczyny? Chcemy zobaczyc zdjecia dbsst i szpili , razem "facet to face" w blotku? :lol:
  22. [quote name='Wind']Mowie "zrob siusiu" ;) i robi! Bez wzgledu na to, co jest odlozem. Jednak gdy mowie w domu "zrob siusiu", nie sika na dywan tylko biegnie do kuwety :-)[/quote] :modla: a jak tys go tego nauczyla?
  23. Asher mnie rzadko kiedy ponosi , uwierz! Ja stoikiem jestem :lol: Mialam na mysli ludzi ktorzy ucza swoje psy zalatwiania tego i owego do kuwety tylko dla swojej wygody, wiesz, zalatwi sie w domu wiec po co isc na dwor? no, po co? to sa UFOLE! Wracajac do tej pani od bernenczyka..widzicie pani po jakims czasie miala problem....pies tak sie przyzwyczail do tej swojej zoltej kuwetki, tak byl nagradzany i tak wszyscy sie cieszyli kiedy zalatwial w niej swoje potrzeby ze kilka miesiecy po szczepieniach pani miala problemy z nauczeniem go zalatwiania sie na zewnatrz. Z drugiej strony to nawet smiesznie musialo wygladac kiedy pani spacerowala z psem po godzinie a on wachal trawke....sloneczko podziwial "kwiatki spiewaja , ptaszki pachna" aj oj, a jak sie zblizali do latki schodowej to pies sru na gore do domu..jak najszybciej do lazienki ...pani patrzy a tam piekny wielki kupsztyl!!! 8) [b]Wind[/b] ja widze ze sobie [b]Ufoli[/b] do serca wzielas :wink: a ja o ile dobrze sobie przypominam w pierwszym poscie nie napisalam ze "[b]aaa piesek Wind to taki i owaki, brak mu wychowania, brak mu ruchu a sama Wind to ufol..[/b]"....na litosc! :lol: Jesli urazilam to przepraszam....wyzej napisalam dokladnie o kogo mi chodzi i kogo nazywam ufolami. piszesz ze twoj pies sika na komende , rozumiem ze w momencie kiedy mowisz " sikaj" on sika?.... czy chodzi przede wszystkim o podloze, ze nie jest wybredny i nasika na trawe, gazete , do kuwety itd?? :) [b]asher[/b] kiedy z psem odpowiednio dlugo spaceruje przed praca, to napotkanie kupy w mieszkaniu , nawet po osmiu godzinach zdarza sie nie wiecej niz raz na 6-8 miesiecy...bo zoladek nie wytrzymal itd... przynajmniej ja mam takie doswiadczenia. podsumowujac..asher , wind...wierze ze macie cudowne psiaki, i ze nie wyciagnelyscie z tej rozmowy zlych doswiadczen...a na ariadne spojrzycie poblazliwszym wzrokiem :wink: i zrozumiecie mnie troszke:) pozdrawiam :)
  24. [quote name='iac1'] (oczywiście ZAPOMNIAŁEM NAPISAĆ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ,ŻE NIKOMU NIE POLECAM NAUKI TAKIEGO ZAŁATWIANIA W DOMU DO KUWETY) - TO APROPO GDYBY KTOŚ POMYŚLAŁ że jestem walnięty zadając takie pytanie :D[/quote] no no tlumacz sie tlumacz :lol: :wink:
  25. Dla mnie to pytanie to jest jakas totalna paranoja , masakra i w ogole nie wiadomo co :o Zawsze ilekroc zadawano mi to pytanie , kiedy pracowalam w sklepie zoologicznym polaczonym zgabinetem fryzjersko kosmetycznym ( do ktorego przychodzil ogrom pan z "malymi pieskami" np york'ami) i pytaly jak maja tego swojego pupila nauczyc zalatwiac sie do kuwetki ..to mnie sie pod kopula gotowalo :evilbat: ..... Na domiar zlego przyszla kiedys starsza pani z bernenskim psem pasterskim , 2 miesiecznym bez szczepien- no i miala problem. Weterynarz zabronil wychodzenia na dwor, a ona nie chciala zeby jej piesek dom zapaskudzil, wiec poprosila o jakies rady co do nauczenia go zalatwiac sie do kuwety przez najblizsze 2 miesiace...a ona pozniej ( po zastrzykach) bedzie go na dwor wyprowadzac :o Najbardziej wkurzajace sa sytuacje zgola niepotrzebne ,kiedy to z psa wariata sie robi.[b]Spacer[/b] , wybieganie sie wplywa na psa najkorzystniej,nie tylko na jego psychike ale i na uklad kostny. Ludzie ktorzy biora sobie taka maskote sikajaca do "psiego nocnika" ( wlasciwie kociego :wink: ),to grupa ufoli ktorzy mysla ze wyprowadza sie psa tylko i wylacznie po to aby sie "wykupczyl i wysiusial"...takie szybkie sikanko ,dwa okrazenia do okola bloku i pedem do domu bo ulubiony serial leci. No ale....drogi uzytkowniku, odpowiadajac na twoje pytanie , musze zaznaczyc iz nie ma jednoznacznej odpowiedzi na twoje pytanie, mysle ze "spece" od nauki czystosci i sikania do kuwety , odezwa sie i wyjasnia tobie wszystko co i jak, Sa roznego rodzaju srodki cos jak "puppy trainer" do nauki czystosci, to taki plyn w buteleczce , ktory polewa na gazete ( kilka kropel) , gazete umieszcza sie w kuwecie, w momentach podwyzszonego ryzyka ( sikania- czyli po nocce, po spanku w porze obiadowej, po zabawie itd) bierze sie za wsiarz psiaka , wsadza do kuwety i czeka....grunt zeby tam nasiusial, kiedy ty zrobi..twoim zadaniem (zadaniem wielkiego pana) jest kruszynke pochwalic, dajesz mu smakolyczek w nagrode i tak kilka razy az sam zalapie.... :wink: pozdrawiam :)
×
×
  • Create New...