Jump to content
Dogomania

Ruffikuss

Members
  • Posts

    167
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Ruffikuss

  1. Witam Na początek dzięki za wszystkie rady i opisy :modla: A teraz przechodzę do rzeczy: Raport z pola walki. Meldunek nr 1. Piątek godzina 10.50 Od trzech dni walczymy. Obraliśmy nową strategię w wyniku analiz sztabowych i raportów wywiadu z dogomani. Jest ciężko, ale przyświeca nam szczytny cel i nie poddamy się. Zastowaliśmy strategię zmasowanych bodźców i ćwiczymy intensywnie. Po trzy cztery razy dziennie na spacerach, a później w domu. Po pierwsze w przypadku zauważenia psa na horyzoncie odwracamy uwagę na wszelkie możliwe sposoby po czym sadzamy suczydło na tyłek. Sa posadzenie czterech liter i zaprzestanie warkotu natychmiast jest nagradzana. Trzy razy mieliśmy już bliskie spotkania trzeciego stopnia. Dwa razy by odwrócić uwagę suczydła od potencjalnej przekąski musieliśmy wykonać manewr oskrzydlający polegający na symulacji dania w dupsko. Suczydło wężowym ruchem ataku uniknęło natomiast zwróciło na mnie uwagę. A to o to chodziło. W tym momencie siad i smakołyk. Przy trzcim razie mimo początkowych harców na smyczy na komende siad zareagowała po molosowatemu, ale o dziwo zareagowała :D więc oczywiście nagroda itp. Naturlanie byłem w ciężkim szoku. Oczywiście cały czas ćwiczymy również niejako od początku chodzenie na smyczy, przychodzenie na komende siad leżeć itd. No i niew wiem czy to ja przedstawiłem zbyt drastyczny obraz, czy Miya była rozbrykana po sylwestrze gdzie latała całymi dniami po górkach imprezowała z nami i wolno jej było niemal wszystko, w każdym razie psisko reaguje prawidłowo i oki. Inna sprawa, że ja stałem się dużo bardziej stanowczy, no i chyba przede wszystkim konsekwentny. Olbrzymią pomocą jest również fakt, że bestia za ciasteczko zrobi wszystko. Więc pracujemy. Staram się zabierac ja w miejsca mało uczęśzczane, żeby przede wszystkim wyrobić nawyki. Zobaczymy. Miya jest chyba lekko oszołomiona zmianami, ale to dobrze. Zmieniło się też trochę w domu. Już nie ma głaskania kiedy tylko psisko podejdzie i chce być głaskane nie ma zabaw wtedy kiedy ona przyniesie zabawkę i kupa innych drobiazgów, które jednak budują relacje. Skoncentrowałem się jednak na pozytywnych działaniach czyli nagradzaniu, ale przestałem już uważać, że danie klapsa od czasu do czasu to nie zbrodnia przeciwko ludzkości. Oczywiście klapa jeszcze ani razu nie dostała, ale dwie próby już były, które przyniosły pożądany skutek - uświadomiły Miyi, że JA nie chcę, po drugie odwórciły jej uwagę. Aha no i ćwiczymy na lince. Po pierwsze ja mam większy komfort psychiczny i kontrolę po drugie pomaga mi w szkoleniu. cokolwiek to znaczy. :) Wiem, że przed nami jeszcze kupę roboty, natomiast zacząłem wierzyć, że jestem coś w stanie z suczydłem zrobić. No i kwestia kota. Benek jest u nas od wczoraj. Relacje między zwierzakami bardzo poprawne. Chociaż Miya go troszkę gania, ale to bardziej cheć zabawy i obwchąchania. Wczoraj był już moment, że razem leżały obok kanapy. Wprawdzie jeszcze dystans między nimi zachowany i jedno i drugie dość czujne, ale leżały. Może to też dlatego, że Miya byla padnięta po spacerze, a Benek zszokowany przeprowadzką. No w każdym razie kocisko pierwszy raz od tygodnia zjadło w spokoju, ma wyznaczony swój azyl, no i zobaczymy co będzie dalej. szeregowiec Ruffikuss Jeszcze raz dzięki za wszystki ready i posty no i będę relacjonował na bieżąco
  2. No cóż ja generalnie póki co woogóle nie wyobrażam sobie reakcji Miyi na innego zwierzaka na "jej" terenie. Wprawdzie z Benkiem (to kot) znają się dość dobrze to jednak zawsze wszystkie spotkania były na "terenie" kota i jak już był znudzony zalotami suczydła to śmigał na dwór i po kłopocie. U nas z wiadomych względów takie rozwiązanie jest niemożliwe. Prawdopodobnie kocisko będzie miało swój azyl w łazience. Po pierwsze dlatego, że innego miejsca nie ma, po drugie dlatego, że Miya zawsze miała tam zakaz wstępu, a po trzecie bedzie to najłatwiejsze do kontrolowania... tak czy tak jestem przerażony... Próbowałem tak tylko, że ona jak tylko zobaczy jakiegoś psiaka to dostaje małpiego rozumu i posadzenie jej w takiej sytuacji jest bardzo, ale to bardzo trudne. Co innego jak tylko ja go zauważe to wtedy jest do opanowania. Będę próbował Bedę próbował tylko, że ona przy ataku głuchnie... nie reaguje praktycznie na nic. No ale to może po prostu mój brak hmmm twardej ręki... Z niecierpliowścią wyglądam momentu kiedy będę mógł dać jej wieeeeeelką nagrodę :) Mam nadzieję, że i mi się uda doprowadzić ją do takiego stanu...oby.... Wiesz, że może coś w tym być. Kiedyś takie zachowania kompletnie ignorowałem myśląc, że brak reakcji z mojej strony sprawi, że suczydło też przestanie dany pies interesować. Teraz widząc innego psa już szukam miejsca, w którym mógłbym się zaprzeć tak żeby ją utrzymać i pewnie moja wiedźma top wyczuwa. No własnie....czyli tak jak pisałem zaczynamy od nowa....a wydawało mi się, że jest tak pięknie... Tylko, że po przeszło dwóch latach okazało się, ze zawaliłem 70% no może 60% co i tak jest mizernym pocieszeniem No to akurat wiem, że jak 3846596730 metrów od nas jest owczarek niemiecki to muszę się licz z tym, że na 90% Miya zaatakuje bez względu na to czy to pies czy suka. Zresztą o niechęci bestii do tej rasy gdzieś pisałem, tylko najgorsze jest to, że jej się roprzestrzenia na rasy pozostałe :-? Największy problem w tym, że kaganiec na Miye jest niezwykjle kupić. Nam jak dotej pory nie udało się znaleźć odpowiednio dużego. A gdy była mniejsza i chodziła w metalowym to nogi zawsze miałem jak po kopaniu się z koniem...ehhh dupa jestem nie własciciel, że o alfie nie wspomnę. No właśnie i dlatego zgodnie z Waszymi radami powrócimy do błogosławionych scieżek zdrowia Zdjęcia na kanapie były robione w wynajmowanym mieszkaniu kiedy gruba miała 4 miesiące. Chwile później wyprowadziliśmy się do "siebie" i od tego momentu bez względny zakaz włażenia na jakiekolwiek meble. A co do posłanka jest to stosowane, ale może z rzadko. Miya dostaje jedzenie dwa razy dziennie po porannym i wieczornym spacerze. Wszystko zjada niemal natychmiast. Chociaż zdażały się sytuacji, że nie zjadła i wtedy micha z żarciem zostawała. Innego wyjścia chyba nie widzę.... I tego się własnie boję, ale muszę być twardy, bo inaczej to wziąc i siebie samego o kant dupy potłuc. Kot zostaje na zawsze... Jutro kupuje linkę w sklepie żeglarskim. I bedziemy konia cwiczyć... I właśnie dlatego jestem przerażony... :( Akurat Benek uwielbia pieszczoty i uwielbia być mizianym, ale nie wiem jak to bedzie przy Miyi Oby. Bardzo chciałbym. Dzięki za wszystkie rady. Będę relacjonował na bieżąco postępy i moją walkę samego z sobą....
  3. Monik@ ja też mam takie wrażenie... z tym, że to jeżeli o rozpuszczanie chodzi to niestety wina leży tylko i wyłącznie po mojej stronie...ehhh smutne oczy "córeczki". A co do włażenia na meble to jedna z rzeczy, której nawet ja konsekwentnie pilnowałem - ona nie ma wstępu nie tylko na łózko, ale nawet do sypialni....Zresztą na żadne meble... No zobaczymy. Od dziś zaczynam z gazetą. Za każde złe zachowanie będę walił z całej siły w łeb. Siebie za to, że praktycznie niczego jej nie nauczyłem ehhhhhh Basia...dzięki dla mnie w tej chwili każda rada, mimo, że niby to wszystko wiem to zbawienie. Wiesz człowiek, w którymś momencie głupieje...Chyba po prostu muszę zacząć od początku. Tak jak piszesz podstawowe komendy no i jak pisała Monika reżim uczuciowy...
  4. Ja bardzo chętnie, ale najwcześniej w niedzielę. No i z dużymi obawami, bo mi się coś psisko znarowiło, no ale może coś z tym zrobie. Marta ja myślę, że bardziej od witamin to jej brakuje twardej ręki.... :(
  5. No to i się dołączam z dwoma problemami. Wydawało mi się, że ze wszystkim sobie daje radę. No ale niestety nie jest tak różowo. O agresji na smyczy już pisałem, ale mimo wielu prób i wielu różnych sposobów problem wcale nie znika, a mam wrażenie, że nawet się pogłębia. Tzn na smyczy każdy pies to wróg. I nie ważne, czy go zna czy bez smyczy nawet się z nim bawi. Jak jest na smyczy to stara się zaatakować każdego psa. Próbowałem karcenia, efekt praktycznie żaden. Próbowałem odwracać jej uwagę smakołykami. Zainteresować czymś innym - efekt nad wyraz mizerny by nie powiedzić żaden. Zaczyna mi brakować pomysłów (i wstyd się przyznac cierpliwości) Staram się być konsekwentny i wyraźnie dawać jej do zrozumienia, że takie zachowanie kompletnie mi nie odpowiada. I nic... Ale niestety to nie wszystko. Miya zaczeła być agresywnma równiez bez smyczy. Musze mieć oczy dookoła głowy, bo gdy jaj jej nie zdąże zapiąć a ona zauważy jakiegoś psa głuchnie. Nie reaguje. Co więcej praktycznie każdy pies widząc takiego pędzącego kloca zaczyna uciekać, a to moje bydle wtedy atakuje. Nie wiem, już czasami dochodzę do wniosku, że nie powinienem mieć psa. Albo prowadzić ja tylko na smyczy. Ale z drugiej strony co to za spacer tylko na smyczy? Niestety jak tak dalej pójdzie to chyba nie będę miał wyjścia. Najgorsze jest to, że nie wiem, w którym miejscu popełniłem błąd, bo wcześniej była istnym aniołkiem, a każdy psiak to przyjaciel...Teraz wprost przeciwnie. No i najgorsza wiadomość z ostatnich dni. Psisko zaczęło mi szarpać za smycz w trakcie spaceru Wskakiwać na mnie, a nawet powarkiwać i podgryzać. Dostała za to mały poligon, ale boję się, że po prostu przestał uznawać mnie za alfę. Bo wszystko na to wskazuje...( tak mi się przynajmniej wydaje) Może to też wiek, bo Miya własnie kończy 2 i pół roku. Kurcze po prostu już sam nie wiem. I to prawda nie głupich psów - są tylko głupi albo nieporadni właściciele...ehhhhh Może wpadnie Wam coś do głowy - będę wdzięczny. Acha no i jeszcze jeden problem. Od piątku ma trafić do nas kot dorosły kocur. Zbieg różnych okoliczności - po prostu musimy go wziąć i już jestem przerażony jak to będzie i jak się dogadają. Obawiam się, że posiwieje albo oszaleje... Help i hilfe.... pozdrawiam pełen wątpliwości i strachu....
  6. No tak... Agacia, Ania szkoda, że nie udało nam się ystalić jakiegoś wspólnego terminu...może się uda już w nowym roku. Jagoda nie mam zielonego pojęcia, ale dużo :D . Miya po spacerze padła ja neptek i zdecydowanie odmówiła wyjscia wieczorem. Co więcej miqała poważne wątpliwości czy podnieść cztery litery w niedzielę rano. Ja zresztą podobnie :) No a mocnych wrażeń czarownica dostarczała, bo ona rozrywkowa dziewczynka jest co było widać na załączonym obrazku.... no i jak się okazuje uwielbia buraczki ;)
  7. Ja tradycyjnie propnuje okoloice mostu trzebnickiego. O 11.30 na ten przykład...i później galopadę brzegiem Odry...
  8. A co... no dobra zapomniałem napisać, że trzymałem je zębami 8)
  9. Ja w sobotę też mogę. Suczydło mi się wyleczyło to i chętnie podreptamy. Jagoda, pewnie, że pomogło, bo ja trzymałem też kciuki u stóp - taka ze mnie małpiatka....
  10. To super, że suńką wszystko oki....teraz najgorszy okres czyli dieta ;)
  11. I ja trzymam kciuki...
  12. Oj to szkoda, że mnie nie było....Marta w szale to musiał być piękny widok 8) A może w tą sobotkę byśmy się ruszyli, pod warunkiem, że nie bedzie lało i nie będzie jakoś strasznie zimno, bo Miya podziębiona jest, a i ja nienajzdrowszy.....Ale może by się udało ......
  13. Wały nad Odrą w pobliżu mostu Trzebnickiego..... A tak przy okazji jak było ostatnio jak mnied zawineli do pracy?
  14. Ja na przykład nie mieszkam 8)
  15. Hehe, ja tam zawsze mówiełem, że to wredne morderce te stafiory. Do gardeł siem rzucajo z wyskoku. Czajo sie na szafach i znienacka wskakujo na karki, i swietnie strózujo! Co za debil...tez poslalem mu slow cieplych kilkanascie...niech ma 8)
  16. Ja na 99% będę bez względu na pogodę....I Marta faktycznie przyda Ci się trochę schudnąć 8) No a tak na marginesie to z całego zajefajne spaceru wyjdzie tylko jedno, że mój pies to śmierdziel :-? Hmmmm... Marta to przyjdziesz bez spodni i kamizelki ...fajnie
  17. Ja prawie na pewno mogę :) No chyba, że Andrzejki mnie przerosną ;) Ale póki co ja się piszę
  18. A, bo to wrażliwe istotki jakieś..... i sliny się nawet brzydzą 8)
  19. Chyba to zrobiłem, ale jakoś tak przesiąkła...
  20. No wiesz, musiała bronić stada a przede wszystkim Penny.....ale była bardzo ekhm...delikatna? Ja też jestem jak najbardziej za! A jeszcze przy takiej pogodzie to ..... PS. A mija smierdziała aż do wieczora...kruca fuks tego rozkosznego zapaszku nie można sie było pozbyć .... :lol:
  21. Heh...mnie też :) Ale Miye chyba jeszcze bardziej, bo stanowczo odmówiła wyjścia na wieczorny spacer....a po powrocie do domu zaległa i żadna siła nie była w stanie podnieść ją z legowiska......troche tylko zjadła i popiła po czym spatuni. No, ale było super.
  22. Ja niniejszym chciałem donieść, że wczoraj czyli w niedzielę, odbył się wstrząsający spacer nad Odrą, w składzie Moboj ze swoim Menszyznem czyli Przemkiem i sunią, Marta z dwoma psiutkami i córką 8) Jagoda z Tdzikiem i Ja z bestią. Było superaśnie....No nie było nikogo kto by się za nami nie obejrzał 8) Furorę robiły psy Marty, z których jeden witał się wszystkimi, a drugi....hmmmmm uciekał przed Miyą, albo po prostu uciekał 8) no a przy tym wygląda zajefajnie. No cóż ja tyle tytułem wstępu, pewnie dziewczyny napiszą też jakies relacje 8) PS. Tylko nie piszcie co zjadała moja grubasińska i jak pięknie pachniała 8)
  23. Dixi z Myszo się nie dyskutuje...sie wykonuje!
  24. Mysza ja widzę, że Ty z seksji historycznej w łowcę talentów się przeistoczyłaś :)
  25. Rotti i inni od oznaczania. Powiem Wam, że nie jest to głupi pomysł. Zwłaszcza jak ludzie umawiają się na wystawach a nie widzieli się nigdy wcześniej....Co więcej na molosach, taki pomysł jest realizowany, czy przynajmniej był, bo całe wieki tam nie zaglądałe. Można by i Margo cosik takiego podrzucić......
×
×
  • Create New...