Feluś/Okruszek vel Gucio już szczęśliwy w swoim domku. i niech tak już zostanie
Jestem bardzo szczęśliwa, że mu się udało.
Sen z powiek spędza mi koteczka Amelka, o której tutaj na wątku wspominałam. Czeka na nią miejsce u Murki...
Osoby, które maja Fb pewnie czytały na moim profilu, co się stało....dlaczego Amelka nie dotarła do Murki.
Opiszę pokrótce całą sytuację.
Amelkę znalazłam u siebie na osiedlu na początku maja. dokarmiałam, budowałam zaufanie, ale nie dawała się złapać. Nie było zbytnio czasu, trzeba było łapać na klatkę łapkę bo kotunia w ciąży...
Po sterylizacji wetki orzekły, że kotunia dzika i ją wypuszczą (kotka kastrowana na fundusz miejski). Nie zgodziłam się i zabrałam do dt. Tutaj ogromną pomoc uzyskałam od Fundacji ZEA i Fundacji Alternatywa dla Zwierząt.
Amelka po trzech tygodniach od kastracji miała jechać do Murki...i pojechała..tylko nie dojechała..zdarzył się wypadek w Soli k. Biłgoraja. Kotka uciekła z transportu.
Dzięki ogłoszeniom na fb i pomocy stowarzyszeń z Biłgoraja, kotkę udało się zlokalizować.
Umówiłam się z panem, do którego na posesję "wprowadziła " się Amelka, że będzie ją dokarmiał. Amelka bardzo blisko podchodziła do pana...Szczęście nie trwało długo. Pan umarł...nagle...
Niestety, dzieci pana nie życzą sobie chodzenia po posesji, dokarmiania i łapania kota...syn nieżyjącego pana poprosił, aby zabrać miseczki. Pozwolił łaskawie, postawić miseczki i dokarmiać za płotem, na takiej łączce należącej też do nich...Mało tego, jest podejrzenie, że Amelka została przepędzona, ponieważ zniknęła na kilka dni...
Pojechałyśmy z Tolą, miałyśmy zamiar rozwiesić plakaty z nagrodą za wskazanie miejsca pobytu Amelki. I tak chodziłyśmy po polach, nawoływałyśmy, od domu do domu, aż zapytany pan potwierdził, że kotka jest u niego w stodole. Radość ogromna, że żyje, jest...uffff
Próby złapania spełzły na niczym...zostawiliśmy panu karmę, kontenerek gdyby jednak udało się złapać.
Jednak Amelka wróciła na posesję nieżyjącego pana. Dzieci wyjechały, dom stoi pusty, kamery pozakładane....
Robię co mogę, aby koteczka nie była głodna, proszę dziewczyny z Biłgoraja, sama jeżdżę co trzeci dzień (ok 70 km w jedna stronę).
Dwa razy byłyśmy z Tolą i jej TZ.
Dzisiaj Tola, jadąc na wypoczynek specjalnie pojechała trasą na Sól aby nakarmić Amelkę, za co jestem im niezmierne wdzięczna.
Wieczorem podjedzie Marta z Biłgoraja
Dzisiaj zrodził się pomysł, aby zapytać Jamora, czy nie odłowi kotki. Przyjedzie, tylko teraz jest w Wałbrzychu, łapie koty. Jak tylko wróci, to się odezwie.
To już chyba ostatnia szansa, ja ani nikt inny z pomagających osób nie ma pomysłu, co jeszcze można zrobić. Nikt na miejscu nie pomoże..to jest wieś..a to tylko kot, poradzi sobie, myszy w stodole są ...
Jamor liczy 1,50zł za kilometr i 400zł za wyłapanie kota. Koszty pewnie przekroczą 1000zł....
Koszt spory, ale ja nie mam wyjścia. Nie po to ją ratowałam, aby teraz zostawić tam na tej wsi....
Tola mi dzisiaj napisała, że ona była bardzo głodna. Wczoraj zjadła przy mnie 2 saszetki. Zostawiłam suchą karmę cały pojemnik. Wszystko wyjedzone...
Zdjęcia z dziś robione przez Tolę..