Jump to content
Dogomania

pyra

Members
  • Posts

    783
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by pyra

  1. Cuduj śmiało, jeśli ma to dać ukojenie poranionej duszyczce to cuduj. Wszak ma tylko Ciebie tuż obok i gromadę życzliwych acz "zdalnych" cioteczek.
  2. Moja wetka po kilku pierwszych wizytach (wymagała opatrzenia niewielkiej ranki na łapie) a przynosiłam ją na rękach bo o "iściu" mowy nie było ,powiedziała, że następna wizyta dopiero na 4 łapach i dwóch nogach. Teraz te wspomnienia poruszają i bawią ale było ciężko. Mam nadzieję, że Morisek stanie na wysokości zadania i da wsparcie psychiczne Bony. Ja dla swojej Inki przyjęłam pod dach kolejną biedę i Milka (*) wspaniale się wywiązała ze swego zadania. Śmiesznie i wspaniale było patrzeć jak uczą się od siebie. Mila nie przyzwyczajona do życia z człowiekiem zamiast patrzeć na mnie jak czegoś od nich oczekiwałam patrzyła na Inkę i jej reakcje. Inka zaś obserwowała mnie jak reaguję na typowo psie zachowania Milki i potem wdrażała je w swoje zachowania. Ale do dziś, a jest u mnie prawie 11 lat nie bawi się piłeczką. Jak piłka leży to dobrze ale jeśli się po nią schylę ucieka.... Życzę Ci abyście jak najszybciej zostawiły za sobą te złe i beznadziejne chwile i mogły się cieszyć dobrym życiem.
  3. Nie trać nadziei, daj jej czas. Zachowuje się zupełnie tak samo jak moja Inka. Wyniesiona na dwór na sikoo zniknęła mi , dosłownie i to na szczelnie ogrodzonym, niewielkim ogródku. Dopiero kiedy wczołgałam się pod wielką sosnę wypatrzyłam ją w ogromnym dole który sobie wykopała. Ja po przyniesieniu jej do domu dawałam jej spokój," ignorowałam" ją nie patrząc nawet w jej stronę. Jedyne co robiłam to mówiłam do niej, spokojnie jakby mimochodem rzucałam słowa w przestrzeń. To pozwalało jej zebrać w sobie dość odwagi, żeby się poruszyć, przemieścić. A ja dalej udawałam, że nawet nie zerkam w jej stronę. Ciężkie to dla mnie przeżycie było. Rozpacz rozdzierała serce, ogromna złość na ludzi buzowała, nadzieja była gotowa umrzeć. Okazało się jednak, że choć długo to trwało to udało się. Teraz pani wetka opiekująca się nią od pierwszego dnia śmieje się z nas obu bo sunia wpatrzona we mnie jak w obrazek (to jej słowa)a ja szczęśliwa, że dałyśmy radę. I Wy podołacie choć ani łatwo ani szybko... Trzymajcie się!
  4. Psi terapeuta jej pomoże! Oby przyjął na siebie tę rolę.
  5. Myszołów jest drapieżnikiem (mięsożerny) zjada drobne kręgowce, myszy , drobne ptactwo, czasem ślimaki itp. Nie da się go dokarmiać, chyba żeby spróbować mu wywiesić jakieś mięsiwo, tylko czy będzie na nie polował?
  6. Nie dziwię się. Mam nadzieję, że doczekasz Lilka przynajmniej obojętnego na dotyk i smyczkę :))
  7. Miałam sunię awanturnicę pilnującą swego terytorium. Za furtką każdemu dała się pogłaskać, pokazywała brzusio ale nie daj Boże, żeby głaszczący wyciągnął rękę do "jej" furtki. Czubek nosa na czole, całe groźne uzębienie na wierzchu, pomruk i niemal piana z pyska. Nie dała się na ten temat okiełznać, ale taka zjeżona budziła grozę. Faktem natomiast jest, że jeśli ktoś te jej groźby zignorował i wszedł , to mimo iż taka pomrukująca tuż przy butach śmiałka NIGDY NIKOGO nie ugryzła ani nawet nie uszczypnęła, A im ten ktoś był bliżej drzwi tym bardziej jej warkot zmieniał się w popiskiwanie jakby chciała powiedzieć: no przecież mówię stój bo chyba będę musiała cię ugryźć :)) i tyle było jej straszenia. Może Lilek też tak na wszelki wypadek się jeży??
  8. Żal dzieciaka. Ja miałam łatwiej, bo Inka była bezwolna jak kukiełka przy czynnościach związanych ze smyczką , głaskaniem itp. choć dygotała ze strachu. Ja myślę, że ten warkot to tylko ostrzeżenie. Z drugiej strony czy ryzykować próbę? Może w rękawiczce? Każdy piesio inny, trudno zgadnąć jak zareaguje. Wciąż myślę o Lilku i o Was bo wiem ile czasu zajęło Ince nabranie zaufania. Trzymajcie się :))
  9. Moja suńka też miała takie drobne wyłysienia. Wetka powiedziała, że to prawdopodobnie stres. Część z tych placków zarosła (długo to trwało) ale część tylko bardzo zmalała i nadal można je wypatrzeć.
  10. No to wszystko jasne :)) nawiał, bo szukał pana Huberta!!! I znalazł dzielny Amberek, wpatrzony w pańskie oczęta... cieszy ogromnie taki widok.
  11. też się zastanawiam dlaczego chcą oddać psa pod opiekę osobie nie akceptowanej przez psa. Tam będzie się czuł zagrożony bez przerwy zwłaszcza że to kolejna zmiana a to nie wróży nic dobrego moim zdaniem.
  12. Zupełnie jak moja Inka! Z doświadczenia z nią wiem, że dopóki nie przekona się, że z Twojej strony nic jej nie grozi, niestety nie poczyni żadnych postępów. A to może potrwać. Wiem, to nie brzmi zachęcająco, ale KTO JAK NIE TY? jej pomoże?? Inka dała radę, ja mimo miotających mną uczuć od irytacji (na tzw. ludzi) poprzez zniechęcenie i brak wiary w zmianę, zniecierpliwienia brakiem postępów też zdałam egzamin :)) Całym sercem jestem z Tobą i sunieczką! Mam nadzieję, że Moris weźmie na siebie rolę opiekuna i przewodnika dla Bony. Trzymajcie się! Pozdrawiam
  13. Jeżeli się daje psu określoną ilość czasu na zmianę, to znaczy, że tam nie iskrzy! Pies jest psem a nie członkiem rodziny o którego walczy się do końca. Trudna decyzja przed Wami ale dobrej rady nie mam. Niestety. Pozdrawiam i trzymam kciuki za dobre rozwiązanie problemu.
  14. Adopcja starszego psa po przejściach, to jak adopcja "ludzkiego" nastolatka, mającego traumatyczne przeżycia. Trzeba czasu i wiele ostrożności w poznawaniu się nawzajem, ustalania granic, tolerancji zachowań. Z tym, że o ile z "ludzkim" nastolatkiem można porozmawiać, coś wyjaśnić, uzasadnić i wyartykułować swoje oczekiwania, o tyle z psim staruszkiem z wiadomych przyczyn jest to niemożliwe. To na ludziach spoczywa odpowiedzialność za dotarcie do tego psiaka aby pomóc mu w odnalezieniu się w nowej (innej niż dotychczas) rzeczywistości. Nie wieszam psów na byłym już DS ale jestem po stronie Rabarbarka. Pozdrawiam
  15. Hej! Co tam u Was?? Lilek stara się??
  16. bidusia.... już wie, że idą dobre czasy...
  17. Serce się kraje. Zdawałoby się, że w schroniskach pracują empatyczni ludzie nie koniecznie kochający ale choć lubiący zwierzaki. Trzymam za Was kciuki, będę kibicować. Pozdrawiam
  18. A cóż to? Zniknęła dalsza część naszych pogaduszek? Czy tylko u mnie tak ,że kończy się na tym wpisie? Pozdrawiam
  19. Zaglądam do Lilka! Co u Was??
  20. Podziwiam Was obie! Pikusię za radość życia i Ciebie za wytrwałą walkę o poprawę komfortu życia tej cudownej suni!!
  21. Może z powodu mrozu i śniegu krążyły nad ludzkimi siedzibami aby znaleźć coś do jedzenia? To się zdarza! Dlaczego jedna z nich postanowiła Cię walnąć w karczycho :)) nie wiem ale myślę, że uderzenie musiało być potężne, dlatego długo dochodziła do siebie zanim oprzytomniała. Nie jestem ornitologiem ale ptaszęta są w kręgu moich obserwacji ulubionych stworzeń. Przepraszam za żartobliwy ton mej wypowiedzi ale moja wyobraźnia nie ma ograniczeń :))
×
×
  • Create New...