-
Posts
777 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by ariete2503
-
Rudi został Rudim, a chowa się chyba dobrze. Myślę, że oboje z Kają są zadowoleni ze swego towarzystwa. Rudi już się chyba zaaklimatyzował i powoli staje się "panem okolicy". Na spacerze zwykle merda ogonkiem do innych psów i wygląda, jakby chciał się z nimi zapoznać, ale jak tylko podejdziemy, to zaczyna warczeć. Ostatnio nawet na suczki. Bardzo lubi spacery i widać, że upaja się nowymi zapachami; ciągle chodzi z noskiem przy ziemi nieustannie przy tym merdając ogonkiem. Można go wołać i wołać, dopiero po jakimś czasie reaguje i wolnym krokiem, znoskiem przy ziemi zmierza w moim kierunku. Staram się im urozmaicać trasy spacerowe, ale widzę, że i tak nic nie jest w stanie przebić naszego parku, gdzie mnóstwo ludzi przychodzi z psami, więc zapachów jest co niemiara. Kajunia "uczy" go różnych rzeczy, jak np. "zbieractwa", z czego akurat nie jestem zadowolona, ale Rudiemu najwidoczniej podoba się. Znajomi twiedzą, że Kajunia przy nim spokorniała i uspokoiła się trochę. Ja takich spektakularnych zmian nie zauważyłam, ale może będąc z nimi na codzień pewnych rzeczy nie dostrzegam. Póki co jakoś dajemy radę we trójkę i mam nadzieję, że dalej też jakoś pociągniemy. Dziś mija miesiąc, od kiedy przywiozłam Rudzielca na tymczas...
-
Dziś dopełniliśmy formalności w schronisku i Rudi już jest mój. Byliśmy też na przeglądzie u pani doktor, a przy okazji majuska zlikwidowała dwa dredy w ogonie, z którymi ja miałam problemy. Rudiemu towarzyszyła dogoterapeutka i towarzyszka życia Kaja, która bardzo swobodnie czuje się w gabinecie wet, dlatego miałam nadzieję, że małpiszonkowi Rudiemu udzieli się jej luzacki nastrój. Ni pomyliłam się; Rudi był bardzo dzielny podczas pobierania krwi (chciałam mu zrobić rutynowe badania wątroby i nerek) oraz czyszczenia ząbków. Trochę stresu było u cioci majuski, ale składam to na karb hałaśliwego pekińczyka, który asystował przy zabiegu ogonowym. Za to cały czas Rudiego pocieszała i wspierała Gosia, za co jej bardzo dziękuję. Figo, z Twojego talentu pedagogicznego i tak chętnie skorzystam :-) Izo, nic straconego; na wspólny spacerek możemy się umówić w Jarosławiu, jak przyjedziesz :-)
-
No, tak... Jak wszystkim zainteresowanym wiadomo, moja kariera domu tymczasowego uległa zakończeniu. A powodem tego stanu rzeczy jest oczywiście Rudi, który zamieszka ze mną i z Kajulcem na stałe, czyli "mój pies" stał się moim psem. A raczej stanie się niebawem, bo nie mamy jeszcze podpisanej umowy adopcyjnej, a sama ze sobą jej raczej nie podpiszę. W ten sposób będę też świętować szczęśliwe zakończenie mojego drugiego roku pobytu w Boguchwale. Jak na ironię wychodzi, że "co rok prorok" :-) (2013 Kaja, 2014 Rudi) i trochę mnie to przeraża, bo kolejny rok za pasem ;-), ale widocznie tak miało być. Prawdę mówiąc od jakiegoś już czasu zastanawiałam się nad towarzystwem dla Kai, ale po pierwsze bałam się, że nie podołam obowiązkom, po drugie wydawało mi się prawie niemożliwym znalezienie psa, którego Kajunia bezwarunkowo zaakceptuje. Jednak po trzech tygodniach pobytu Rudiego u mnie okazuje się, że psy bardzo dobrze się dogadują, a i z dodatkowymi obowiązkami jakoś sobie radzę. Bardzo dziękuję wszystkim za wsparcie i mam nadzieję, że dalej będę mogła na Was liczyć. Co prawda, jakichś większych problemów behawioralnych nie przewiduję, ale nie wykluczam też drobnych "niespodzianek". Póki co dla mnie Rudi to taki "pies-marzenie"; kochany, przytulaśny, posłuszny, grzeczny i spokojny. Czasami trochę uparciuszek, próbujący "przeforsować" swoje racje, ale zawsze uroczy i pogdny. Po schroniskowej depresji nie ma śladu. Jest u mnie krótko, ale bardzo się zżyliśmy i fajnie się wpasował do naszego babskiego duetu. Mam nadzieję, że będzie tu szczęśliwy. Jeśli chodzi o zachowanie Rudzielca, to niespodzianką jest dla mnie to, że nie wszystkie suczki toleruje. Do tej pory warczał tylko na te, z którymi Kaja się nie lubi, więc myślałam, że to w ramach solidarności stada, dopóki nie zacął warczeć na niektóre suczki, z którymi Kaja się przyjaźni i podchodzi do nich merdając ogonkiem. Z drugiej strony dziś z radością pomknął na spotkanie wykastrowanego samca...hmm...
-
Ale Ci się "rymnęło", Figuś :-) No ale Rudi to przecież "mój pies"; takiego bym właśnie szukała na miejscu wielu osób. Chyba, że po 4,5 miesiąca wyjdzie szydło z worka i Rudi okaże się diabłem wcielonym. Pożyjemy, zobaczymy... Jeśli chodzi o mnie, to gotowa jestem zaryzykować, ale mam nadzieję, że jego diabelskich wybryków po prostu nie doczekam się. Póki co całkiem fajnie mi się mieszka z dwoma psiakami i z perspektywy czasu widzę, że większym wyzwaniem była decyzja o adopcji pierwszego psa, niż dokooptowanie mu towarzystwa. Zresztą Rudi, w porównaniu z Kają jest bezproblemowy. I nawet dobrze się dogadują, co mnie szczerze (i pozytywnie) zaskakuje.
-
Super Izo, że jesteś. Ja ciągle zastanawiam się, jak to rozegrać; czy prosić Cię o dodatkowe ogłoszenia na naszych regionalnych portalach, skoro figa robiła mu niedawno, a i Agula odnawia swoje wcześniejsze. Czy może spróbować np. na Małopolskę? Szczerze mówiąc, to tak się do niego przywiązałam, że najbardziej chciałabym go mieć gdzieś koło siebie. I taki potencjalny domek niedawno się trafił; domek-marzenie, z panią zakochaną w Rudim od pierwszego wejrzenia, z wzajemnością zresztą. Fajnie było na nich patrzeć; pasowali do siebie jak rzadko kto. Niestety, właścicielka mieszknia, które wynajmuje dziewczyna powiedziała kategorycznie "nie". Argumenty zmieniały się w miarę, jak dziewczyna zbijała kolejne. Szkoda mówić; dziewczyna bardzo to przeżyła, a trudno będzie znaleźć kogoś takiego jak ona. Z moich obserwacji wynika, że Rudiemu potrzeba przede wszystkim człowieka, który nie wypuści go na ogród "by se polatał". bo temu psu nie to jest potrzebne do szczęścia, a człowiek, który poświęci mu dostatecznie dużo czasu; to piesek to głaskania i przytulania, do kochania tak naprawdę, jak on sam to potrafi. Póki co ma u mnie "wikt i opierunek" i to, czego mu najbardziej potrzeba. Nie wyobrażam sobie oddania go komuś tylko dlatego, że się podoba i ten ktoś jest chętny na fajnego pieska. Była też potencjalnie zainteresowana inna pani, ale na wiadomość o wizycie PA słuch po niej zaginął. Nie będzie łatwo; wiemy w jaką depresję wpada Rudi gdy jest w schronisku; doraźnie pieszczoty podczas wizyt wolontariuszy, możliwość pobiegania po wybiegu, czy kontaktu z zaprzyjaźnioną suczką tylko częściowo zaspokajają jego potrzeby. Po akcji z Bajerem, który trafił do ludzi wydawałoby się fajnych, ale jak potem się okazało - całkiem nieodpowiedzialnych - nie chcę przeżywać tego samego: widoku psa, który w oobecności "kochanych" właścicieli patrzy tępo w dal, na mój wiodok szleje ze szczęścia, a po moim wyjeździe wyje wniebogłosy. Na szczęście tutaj udało się w porę zabobiec złamanemu psiemu życiu. W przypadku Rudiego "sytuacja emocjonalna" jest jeszcze bardziej wymagająca. Nie będziemy się speieszyć. U mnie może mieszkać, ile mu się podoba. To prawda, że przyzwyczai się i będzie mu ciężko zmieniać dom, ale alternatywą jet powrót do schroniska (w jego przypadku powodujący nawrót depresji). Więc co jest lepsze? Póki co Rudi chodzi na spacerki radośnie merdając ogonkiem, czasami puszczam go bez smyczy i bez problemów przychodzi na zawołanie, zresztą ciągle się za mną ogląda, jak sobie tak spacerujemy. Przed wyjściem ładnie siada przy mojej nodze i grzecznie czeka, aż zamknę drzwi. Dopiero wtedy rusza, ale w drzwiach zawsze przepuszcza mnie pierwszą; Ladies first! ;-D Jak widać prawdziwy z niego dżentelmen. I przekochany pies, choć niezykle absorbujący emocjonalnie. Wiem coś a takich, ba - jak Wam wiadomo - jedną taka lisiczkę (jeszcze bardziej skomplikwaną) już mam i nie zamieniłabym za żadne skarby!
-
Norę trzebaby jak najszybciej wysterylizować, bo przy jej cieczce wielu w miarę spokojnym psom zaczyna odbijać.
-
Morisek po wypadku, kolejna siwa mordka w schronisku....
ariete2503 replied to majuska's topic in Już w nowym domu
ja też wzięłabym starszego, chociaż Moris do bloku, to wyzwanie. Gdybym uprawiała wolny zawód i miała elastyczny czas pracy, pewnie bym spróbowała. Prawdę mówiąc liczę na kogoś, kto się nad nim zlituje i pokocha nawet z tej litości. Nie ważny powód, tu liczy się szczęśliwy finał dla tego psiaka. -
Figuś, masz rację. najlepiej do domu z ogrodem. I do ludzi po pierwsze chętnych do pracy i współpracy (trzeba ją uczyć dobrych manier; najlepiej, jakby w domu był ktoś na stałe, kto uczyłby ją udpowiednich zachowań i poświęcił jej sporo uwagi), po drugie w miarę aktywnych, żeby nie skończyło sie tylko na ogrodzie; to zdecydowanie nie wystarczy.I dlaczego nikt taki nie zadzwoni? Robi się coraz zimniej, a to pies o krótkiej sierści. Będzie jej ciężko. Na szczęście jest ruchliwa i energiczna.
-
Też mnie to martwi. Taki ładny i fajny pies... Wczoraj ponoć pokłócił się ze swoim kumplem Morisem. Ciekawe, czy o Norę?
-
O tak; Kajulec nieoczekiwanie dla wszystkich okazał się dogoterapeutą :-D Niedawno wróciliśmy od moich rodziców, którzy mieszkają w pięknym mieście J., z którego niedawno został wyekspediowany Rudi. Wyjechałam tam weekend z Kajulcem i rudzielcem. Na szczęście mieszkaliśmy daleko od byłego już panciostwa Rudiego, chociaz nie wiem, czy moja rodzina nie zorganizuje tam jakiejś pikiety. A Rudi? Całkiem fajnie zniósł podróż samochodem; to ponad 50 km i zachowywał się bez zarzutu. Cały czas podziwiał krajobrazy za oknem i chyba początkowo był troszke zestresowany, bo leciutko drżał, ale w drodze powrotnej już było lepiej. Jakby co, da radę! Poza tym cała rodzinka jest zachwycona rudzielcem, który - mimo że łasy na pieszczoty - chyba z trudem wytrzymywał takie ich natężenie. Moja bratanica praktycznie na nim leżała (tzn. mam na myśli intensywność przytulanek), a Rudi ze stoickim spokojem pozwalał na ten ogrom pieszczot, którego nie szczędzili mu również znacznie starsi członkowie mojej familii. Okazało się, że jest niezywkle cierpliwy i bardzo łagodny do dzieci (i nie tylko :-D. Coraz bardziej zaczynam się zastanawiać, co z nim było "nie tak"? Czyżby miało się to okazać dopiero po pięciu miesiącach?
-
Dzięki, Figuś - właśnie miałam Cię o to prosić. Trochę niewyraźnie, bo psiaczki ruchliwe. Na szczęście fajnie się dogadują; jedno zagląda drugiemu do miski, wchodzą sobie nawzajem do posłanek i jakoś funkcjonują w zgodzie. Co prawda oboje zazdrośni o pieszczoty; jak jedno podbiega, to drugie zaraz się też pojawia, przepychają się jedno przez drugie, Kaja czasami warknie, ale i tak za 5 minut daje mu buziaki. Cieszę się, że tak fajnie się zgrały, bo inaczej byłoby ciężko z tym moim tymczasem. Aha, Rudolf ciągle chodzi z merdającym ogonkiem. Co do dominacji, to masz Figuś rację: z jednej strony przytulak, pieszczoch i przylepa, a z drugiej - poza bojowo-zaczepnym nastawieniem do innych psiaków stara się uparcie wymusić, to co chce (głównie pieszczoty), oprócz tego niemiłosiernie ryje się do łóżka, na szczęście nie spędza w nim całej nocy. Słucha, jak mu się pokazuje jego posłanko, idzie tam grzecznie, ale jak się budzę rano to i tak go znajduję obok. Mam wrażenie, że jemu nie tyle chodzi o spanie na łóżku, co o bliskość człowieka, bo śpi wtulony we mnie. Może kiedyś był tak przyzwyczajony? Może to po prostu nie tyle pies nakolankowy, co łóżkowy ;-D
-
KARLOS - psi staruszek po 2 operacjach czeka na ratunek! za TM
ariete2503 replied to Doda_'s topic in Już w nowym domu
Te 25 zł to są pieniążki, które miały być dla Zuzi. Rozdysponujcie je wg Waszego uznania. -
Kilka słów o postępach Rudiego; smycz nie jest już "be" - daje sobie ją przypiąć bez problemów i rozumie zależność "smycz-spacer". Dziś miałam urlop, więc wykorzystałam nieciekawy pogodowo poranek na spacer wzdłuż Wisłoka od zapory w Rzeszowie, poprzez Lisią Górę, aż do końca trasy w Zwięczycy no i oczywiście z powrotem. Psiaki (Kaja i Rudi) zrobiły ładnych parę kilometrów, z czego część bez smyczy. Zaryzykowałam taki eksperyment ze względu na porę dnia i pogodę. Rzeczywiście; mijających nas spacerowiczów można było policzyć na palcach jednej ręki, a przy możliwości kontrolowania trasy w promieniu kilkudziesięciu metrów mogłam sobie pozwolić na przetestowanie zachowania Rudiego w warunkach "paranormalnych" ;-D Rudi reaguje na swoje imię, przybiega na zawołanie, drepcze spokojnie i nigdzie nie ucieka. Właściwie, to podąża śladem Kai, za którą trochę "małpuje" różne zachowania. Ale cały czas ogląda się za mną; sprawdza, czy jestem w pobliżu i od czasu do czasu z własnej inicjatywy podbiega po głaski. To teraz trochę dziegciu do tej beczki rudego miodu: na widok samców zaczyna groźnie warczeć i wykazuje nastroje bojowe, mimo że inne psy nie mają złych zamiarów. Na szczęście do tej pory mieliśmy do czynienia z osobnikami ułożonymi i - mimo że bez smyczy - bardzo posłusznymi; jedna komenda właściciela załatwiała sprawę: pies posłusznie do niego podbiegał i nie podejmował rzuconej przez Rudiego rękawicy. Mam nadzieję, że kastracja rozwiąże ten problem lub przynajmniej częściowo go zniweluje. Co prawda w naszej okolicy zdecydowana większość, to suczki, ale bojowe pieski i to bardziej słusznych gabarytów też można spotkać. Niekiedy bez smyczy.
-
Faktycznie fajnie wyszły zdjęcia Rudisia! Wreszcie uśmiechnięty, a nie taki wieczny smutas! Dziś Rudi zaliczył małą scysję z innym pieskiem, który wyślizgnął się panu z obroży i chłopaki wzięli się za bary. Na szczęście sytuacja szybko została opanowana. Ten incydent potwierdził tylko potrzebę wykastrowania Rudka, tym bardziej, że do innych psów też startuje (inicjatywa leży przeważnie po jego stronie), spotkaliśmy też młodą suczkę z cieczką i Rudi bardzo to przeżył. Poza tym odpadnie problem ewentualnych ucieczek. Dziś wzięłam ze schroniska książeczkę zdrowia Rudego i widzę, że trzeba mu uzupełnić odrobaczanie. Przy okazji porozmawiam z wetką o ewentualnej kastarcji; skoro jest u mnie, to należy to wykorzystać. Dziś jadąc do schroniska zostawiłam oboje w domu i jak wracałam, to na klatce schodowej słychać było wściekłe ujadanie obojga. Sąsiedzi póki co nie zwracają mi uwagi, ale zdaję sobie sprawę z tego, że taka sytuacja na dłuższą metę jest niedopuszczalna. Prowodyrem całej akcji była z całą pewnością Kaja, która gdy tylko usłyszy szmer na klatce, zaczyna warczeć, a czasami szczekać. Jak jestem w domu, to ją strofuję, natomiast Rudi zachowuje się wręcz odwrotnie. Nie jest to miła informacja, ale istotna i jakoś będę musiała ten problem rozwiązać. Dobrą wieścią jest to, że Rudi sygnalizuje, jak chce wyjść z mieszkania: podchodzi do drzwi wyjściowych i drapie w nie łapką. Jak się przekonałam, niekoniecznie oznacza to sikanie; po prostru chce sobie wyjśc na zewnątrz. Figo, jak będziesz robić ogłoszenia na mnie, to koniecznie dodaj, by dzwoniono po 16-tej. W pracy moje pertraktacje adopcyjne nie są mile widziane.
-
A Pestusia ma się bardzo dobrze; zaprzyjaźniona z kajulcem, u mnie w domu czuje się jak u siebie, na spacerze chodzi ładnie bez smyczki drepcząc grzecznie przy panciowej nodze. Ciągle uśmiechnięta, merdająca ogonkiem i ... rozmowna! Fajn ie poszczekuje zbawnie modulując glosik, w zasadzie to wydaje z siebie tyrady szczeko-dźwieków; wyglada to, jakby bardzo chciała sobie z nami porozmawiać. Nie ten pies! I z Rudim się zapoznała i go polubiła, z wzajemnością zresztą. Cała trójka: Kajulec, Rudi i Pesti mogą posłużyć jako żywa reklama schroniska w Boguchwale!
-
Negra - bardzo wychudzona , zabiedzona , ale wciąż ufna i wesoła
ariete2503 replied to figa33's topic in Już w nowym domu
Przedwczoraj Negra pojechała do domu z ogrodem do Sanoka. Agula jest w stałym kontakcie z państwem i na razie Negrita sprawuje się bez zarzutu; nie niszczy, nie szaleje, nie skacze. Trzymajmy wszyscy kciuki, żeby ten domek okazał się tym właściwym! -
Morisek po wypadku, kolejna siwa mordka w schronisku....
ariete2503 replied to majuska's topic in Już w nowym domu
Moris strasznie nabrał ciała. Zrobił się z niego parówek, ale bardzo przytulaśny. Z Orbitem się dogadują na wybiegu, ale to Moris rządzi. Ostatnio strasznie linieje; wyczesałam masę włochali, a i tak wydaje się, że końca nie widać. Na szczęście Morisek bardzo lubi wszelkie zabiegi parafryzjerskie, więc dla wszystkich chętnych jest pole do popisu. To naprawdę bardzo fajny pies, szkoda, że nikt nie chce tego zauważyć :-( Ogłoszenia nic nie dają; wszyscy szukają mlodych, pięknych i bezproblemowych. Nikt nie chce pokochać psa za to, że jest jaki jest. Też bardziej wierze w moc wydarzenia na FB (chyba Karolakola cos tam zadziałała w temacie). Też liczę na cud; na kogoś, kto wypatrzy Morisa tak, jak wypatrzył Magika czy Kamyczka, albo na taką drugą Wioluszkę, co się zauroczy i zakocha od pierwszego wejrzenia. Wiola, może masz jakiegoś klona? -
Rudi już drugą dobę jest u mnie. Wczoraj przeniosłam mu posłanko do naszej z Kajulcem sypialni. W nocy Rudi przypuścił szturm na moje łóżko; początkowo wgramolił się ok. 3-ej, ale szybko wrócił do siebie. Druga akcja miała miejsce ok. 5.30; przyszedł, wtulił się we mnie jak małe dziecko i tak przespał pół godziny. Czy tak zachowuje się pies, który był tylko na podwórku? Widać, że bardzo potrzebuje człowieka, garnie się, rozdaje całuski, merda ogonkiem i ciągle domaga pieszczot; po prostu cieszy się kontaktem z czlowiekiem i to jest dla niego najważniejsze. wygląda na to, że nasz Rudzielec, to straszny pieszczoch i przytulak, taka wielka puchata poducha :-) Wczoraj zostawiłm zwierzaki same na 10 minut, jak poszłam do sklepu. I nic. Oba całe. Potem poszłam do kościoła, więc nie było mnie ok. godziny. I też dały radę. Dziś, jak poszłam do pracy, zostawiłam Rudiego w dużym pokoju z miską wody, wyspacerowanego i najedzonego i cały czas zastanawiałam się nad ogromem zniszczeń, jaki zastanę po powrocie. Jednak nic takiego się nie stało, jedynie troszeczkę podsikiwał, ale dosłownnie troszkę - tak po parę kropelek w kilku miejscach na podłodze; pewnie biedaczysko było zestresowane i trochę popuściło. Więc jak dziś po powrocie wyspacerowałam i nakarmiłam oboje, potanowiłam ich zostawić samych na ok. 2,5 godziny, kiedy poszłam na francuski. Wszystko było w porządku, oba zwierze i mieszkanie znalazłam w stanie nienaruszonym. Z dotychczasowych obserwacji widzę, że Rudi raczej nie przepada za hałaślikwym i głośnym towarzystwem; wczoraj podczas sesji zdjęciowej z Wiolą mijała nas rodzina z dość glośnymi dziećmi i Rudi się cofał na ich widok. Co do psów, to zdecydowanie ich nie toleruje i już z daleka zaczyna warczeć albo poszczekiwać. Z suczkami natomiast jest OK; jedyna jakiej nie toleruje ta taka, za którą Kaja nie przepada i na nią szczeka. Rudi dzielnie wspiera ją w tym ujadaniu. Nie interesują go też żadne dźwięki dochodzące z klatki schodowej czy parku. To raczej Kaja jest wszystkim zaaferowana i potrafi warczeć albo i szczeknąć, na Rudim nie robi to wrażenia. Chodzimy na spacery w różne miejsca; nie boi się przejeżdżających TIR-ów czy motorów, chodzi ładnie i jest bardzo żwawy, a Gosi syn nawet próbował a nim biegać i tu też się sprawdził. Zdarza się jeszcze małe schizo przy wychodzeniu na spacer; czasem chętnie daje się ubrać i bez problemu wychodzi, ale i zdarza się, że ucieka. Po jednym ze spacerów, jak wprowadziłam psiaki do klatki schodowej, odpięłam je ze smyczy; Kaja natychmiast pobiegła na górę do domu, natomiast Rudi położył się na półpiętrze i ani drgnął. Musiałam mu zapiąć smycz i wtedy poszedł. Na spacerze nie pochłania wszystkiego co się napatoczy, jak to robi Kaja, właściwie jest dość wybredny; w domu najlepiej mu smakuje pierś z kurczaka; kurczak to zdecydowanie number 1. Lubi też odchudzjącą suchą karmę Kajuni (Royal Canin Obesity), którą mu dodaję do rosołku. Rano, jak Kajunia dostaje leki w paszteciku, Rudi dostaje placebo (czyli sam pasztecik). W ten sposób żadno z nich nie czuje się pokrzywdzone, ani wyróżnione. Je bardzo ostrożnie i powoli, Kaja natomiast jest dwa razy szybsza od niego, dlatego zawsze muszę ja czymś zająć, dopóki Rudi nie zje, w przeciwnym razie dobiera się do jego misek. Bardzo jestem ciekawa, co wyszło z wczorajszej sesji zdjęciowej. W przeciwieństwie do Kajulca Rudi ewidentnie nie jest fanem pozowania. Wiola zrobiła mu parę fajnych fotek u mnie w parku i kilka w domu na kanapie i na fotelu. Ciekawe, czy na wszystkich wyszedł na takiego strasznego smutasa? Wierzę, że parę radosnych uda się jednak wyselekcjonować. Rudi zdecydowanie nadaje się do mieszkania w bloku, ale należy pamiętać, że ma krótkie łapki i chodzenie po dośc wysokich schodach może mu sprawiać problemy. Co innego jak jest winda, chociaż tegośrodka transportu jeszcze nie testowaliśmy. U mnie na szczęście schody są bardzo niskie i Rudi śmiga po nich jak torpeda. No to na razie tyle newsów. Idziemy na wieczorny spacerek. Figo, Karolciaż, może zrobicie mu nowe ogłoszenia z wykorzystaniem tych informacji? Kontakt poproszę na mnie. P.S. W ogłoszeniach można napisać, że jest namiętny :-)
-
Tak jak pisałam na wątku głównym, wczoraj wieczorem zabrałam Rudego do domu, żeby sprawdzić, w czym leży "problem". Podróż zniósł dobrze; nie wymiotuje, ale wszystko go interesuje, więc albo staje na dwóch łapkach i patrzy przez tylną szybę, albo pcha się na kolana i wygląda przez okno. Po przyjeździe Gosia została z nim przed blokiem, a ja poszłam po Kaję; przyznam, że tego momemntu konfrontacji bałam się najbardziej i byłam przygotowana na to, że zaraz ekspresowo będę musiała go odwozić. Na szczęście tak się nie stało; psiaczki radośnie pomerdały do siebie ogonkami, obwąchały i zgodnie poszły na spacer. Później przyszedł czas na "próbę w domu", której też się obawiałam. Ogólnie nie wyszło źle; poza kilkakrotnym powarkiwaniem Kajulca, gdy Rudi chciał wejść do jej posłania, czy poeksplorować półkę z psimi przekąskami, wszystko wygląda OK. Kolejną próbą była noc; "pościeliłam" Rudemu w drugim pokoju, ale początkowo nie chciał tam spać, tylko położył się na płytkach w przedpokoju. Natomiast w nocy jak do niego zajrzałam, spał już spokojnie na posłanku. W całym mieszkan iu miałam pouchylane okna, żeby psiakom nie było za goraco. Ponieważ mieszkam przy parku, "rozkraczone" wrony zbudziły nas o 6-ej rano, ale i tak jest to pora, o której wstaję zwykle do pracy, więc bólu nie było. Wygląda na to, że Rudi przespał noc spokojnie; nie maśladów posikiwania czy zniszczenia czegokolwiek. Dziś rano poszliśmy na ponad 1,5 godzinny spacer nad Wisłok, po powrocie psiaki zjadły śniadanie, a teraz odpoczywają. Umówiłam się też z Wioluszką na zdjęcia. Jeśli pogoda dopisze, to Rudy będzie miał dziś sesję w miłych olokicznościach przyrody i nie tylko. Trzymajcie za nas kciuki!
-
O Saszy chyba nie da się wiele więcej powiedzieć. Fakt, jest bardzo ładnym psem, może Wioluszka w wolnej chwili zrobi mu kilka fotek, ale nie wiem, czy jest sens go ogłaszać, zanim się go trochę nie "obrobi". Wczoraj zabrałam do domu Rudego; mam wrażenie, że z nim jest coraz gorzej i znowu popada w depresję. Skorzystałam więc z obecności Gosi i jej samochodu i zawiozłam Rudzielca do chałupy w ramach "prezentu" dla Kajulca na nasze wspólną małą rocznicę; to już półtora roku razem! Więcej w tym temacie na wątku Rudzielca.
-
Figuś, chyba najwięcej może o nim powiedzieć Agula. Ja wiem tylko, że nie jest pierwszej mlodości, dość jazgotliwie szczeka na kolegów na sąsiednich wybiegach. Do tej pory chyba nie udało się mu z nikim zaprzyjaźnić, nawet na tyle, żeby wspólnie pobiegać. Dlaej nie chodzi na spacery, bo nie da sobie przypiąć smyczy. Jak wrócę ze schronu, to może coś więcej skrobnę, chyba że Agula się uaktywni.
-
W sprawie Elvisa odezwę się dzis wieczór lub jutro. Muszę najpierw przeanalizować wszystkie papiery, które otrzymałam wczoraj od naszej wet (zestawienia przelewów), tymczasem wklejam bardzo pozytywne info o Elvisie, które przysłała wiosna przy okazji ostatniej faktury: Elvis czuje się dobrze. Po kastracji trochę nam schudł, jednak teraz już wraca do swojej wagi. Jest bardzo energiczny, chłodniejsza pora też wydaje się go cieszyć. Zrobił bardzo ładne postępy w kwestii nowych osób. Co prawda nie możemy codziennie pokazywać mu innych ludzi, bo po prostu nie mamy na miejscu tylu chętnych do pomocy, jednak i tak Elvis w tej chwili podchodzi do nowych ludzi ze znacznie większym zainteresowaniem i ciekawością, na luzie, bez spięć. Powoli powstaje w nim przekonanie, że ludziom, nawet tym obcym, można zaufać. Najbardziej na świecie Elvis pokochał Tomka, ja jestem dla niego tylko fajnym towarzystwem, Tomek natomiast jest zdecydowanie ukochanym przewodnikiem. Elvis z Tomkiem pracuje świetnie, jest skupiony i bardzo zorientowany na to, żeby zasłużyć na pochwałę. Poza drobnymi momentami, kiedy coś go zainteresuje lub nakręci, Elvis nie ciągnie już na smyczy, spacery są znacznie przyjemniejsze dla oby stron. Wciąż jest psem potrzebującym wyrozumiałego człowieka, ale nie przeraża już tak jak kiedyś swoimi wybrykami. Mam nadzieję, że uda się znaleźć dla niego osobę która go zaakceptuje takim jakim jest i będzie pracować nad szlifowaniem charakteru. Pies jest wspaniały i sam od siebie wkłada dużo starań w pracę, co nie zdarza się aż tak często.
-
Wczoraj, po dłuższej nieobecności, byłam w schronisku. Rudi vel Radzio i Bonzo niby sobie radzą, ale co z tego? Z Rudzielcem byłam na spacerze i chodzi całkiem nieźle na smyczy, choć lekko ciągnie, ale jest to do wytrzymania. W boksie siedzi zaszyty w kącie, a na widok smyczy chciał czmychnąć do budy, ale w porę mu ten manewr udaremniłam. Początkowo nie wykazywał zainteresowania moją osobą, do czasu, kiedy go na siłę nie przyciągnęłam do sibie i nie zaczęłam głaskać. Wtedy dopiero sam zaczął się dopominać o głaski: wciskał pyszczek pod moją rękę i lizał mnie po twarzy i rękach za każdym razem, gdy przestawałam go tulić i głaskać. Ech, Rudasku, może niedługo uda nam się sprawdzić, jaki to z ciebie potwór i niszczyciel. W każdym bądź razie postęp jest i to spory, zważywszy, że wcześniej wogóle nie chodził na smyczy, a i "kochani" panciostwo nie popisali się, nie tylko zresztą na tym polu. Zaskoczeniem był dla mnie duet pulpeto-parówków, czyli Moris i Orbit, który ponoć tak przytył, że nie mieści się w swich byłych szeleczkach. Orbit dalej nie chodzi na spacery, ale postęp i tak jest w kontaktach międzygatunkowych: bez problemu podchodzi i pozwala (a nawet domaga się głasków). Oby tak dalej! Z Morisa natomiast zrobił się pan wybiegu: wszędobylski, zazdrosny od czułości, niesamowicie lgnący do człowieka. I też pulpetowaty! Czy tu była jakaś akcja rozpasania?