Jump to content
Dogomania

Amanecida

Members
  • Posts

    109
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Amanecida

  1. Może przyczyną były zaniedbania właściciela.
  2. Ten pies jest wykastrowany?
  3. Jak ktoś ma na to czas, to fajnie :P Niestety niektórzy ;) większość dnia spędzają w pracy. Myślicie że zmoczony ręcznik na podłodze pomoże gdyby pies chciał się chłodzić jak mnie nie ma? Czy wystarczy chłodna podłoga?
  4. [quote name='Yuki_']Wydaje mi się że 1/2 psów w polsce jest chipowana. A jesli nie ma, to do schroniska, dwa tygodnie, właściciel się nie zgłosi, to dwa tygodnie kwarantanny i do adopcji. takie życie[/QUOTE] No niestety, takie życie. Pies był niebrzydki, kundel ale wyglądał jak jakiś miks molosa może. Pewnie dom by znalazł... Zastanawiam się właśnie co z nim począć z uwagi na to, że rzadko go widuję - mniej więcej raz na tydzień. Możliwe, że dlatego, że ja chodzę na spacery na łąki a on biega koło osiedli. Poinformuję straż miejską (czy nawet niech będzie, że jakąś fundację), i co? Będą na niego czatować całe dnie? Najsensowniej byłoby pewnie go złapać (albo chociaż wpuścić na osiedle i pilnować by nie wylazł) i wtedy wezwać kogoś, kto może go zabrać.
  5. [quote name='xxxx52']no tak z ciekawosc iile psow w Polsce jest czipowanych?jezeli straz zlapie na petle tego biedaka to gdzie go zawiezie do obozow smierci? przeciez ten pies nic nie robil ,nic nie zrobil?Dlaczego nikt sie nie zaiteresuje nim ,nie dokarmi nie porozmaiwiaja z org.prozwierzeca jak mozna mu pomoc?Zobaczyc czy jest zdrowy ?[/QUOTE] Już naprawdę nie dramatyzuj, do jakich obozów śmierci... Pewnie do najbliższego schroniska, czyli do Józefowa, lub na Paluch. Oba schroniska uważam za całkiem cywilizowane, szukające aktywnie psom domów. Pies wcale nie wyglądał na zabiedzonego, więc przypuszczam, że jest czyjś, tylko właściciel go wypuszcza. Ewentualnie jest bezdomny ale bardzo dobrze sobie radzi (widziałam go pierwszy raz kilka tygodni temu i wtedy też wydawało mi się, że gdzieś musi być właściciel bo pies zadbany). Osobiście nie życzę sobie by obcy pies zaczepiał mojego, albo szedł za mną i pchał się na osiedle przez furtkę. Nie czuję się wtedy bezpiecznie, szczególnie, że w grę nie wchodzi mały piesek z którym bym sobie ewentualnie poradziła, tylko spore zwierzę. I wedle moich standardów to on jednak "coś" robił, umiem rozpoznać psa szukającego pomocy u człowieka.
  6. [quote name='xxxx52']amanecida-czemu sie tobie ten pies bez obrozy i opiekuna nie podobal?co robil ze uwazasz ,ze przymierzal sie do awnantury?To znaczy skakal i chciual ciebie ugryzc czy jak to rozumiec? Moze to biedna sierota ,wyrzucona wiec szuka na sile opiekuna ,osobe co go poglaska nakarmi? Od razu tupac zglaszac ,a gdzie go wy zabrali do schroniska ,ale jakiego?Czy myslalas o tam psie? Nie dziwota ze pozniej psy sa agresywne do ludzi jak ludzie na sile odganiaja jak nie biciem ,to kamieniami ,kopaniem-dlaczego tak jest?[/QUOTE] Początkowo go nie goniłam bo zachowywał się spokojnie, więc go tylko bacznie obserwowałam spod oka, ale potem zaczął się spinać coraz bardziej (usztywniony ogon, szybkie, krótkie ruchy tegoż ogona, postawione sztywno uszy, spięte ciało - dla mnie seria sygnałów "ja tu rządzę"), odgoniłam go pierwszy raz przy wyraźniej próbie dominacji (tak samo bym odgoniła psa czyjegoś i w obroży, szczególnie że był jakieś 3-4 razy większy od mojego :roll:) aż w końcu skoczył mi na psa i zaczął warczeć, na mnie nie skakał, na szczęście. Skakał wkoło mnie, usiłując dogonić mojego psa, który chował się za moimi nogami. Jak zaczął warczeć, odgoniłam go ponownie. Nie wyglądał mi na biedną bezbronną sierotkę, co szuka opieki i pomocy :P. Nie interesował się za bardzo mną, nie łasił się do mnie, pchał mi się do psa. Poza tym ani go nie biłam ani nie kopałam, tylko tupnęłam i krzyknęłam na niego, więc spokojnie, uszczerbku na zdrowiu nie doznał ;) Więc sobie wypraszam pisanie jak to ludzie odganiają psy biciem. Szczerze mówiąc wolę by go zabrano do schroniska, niż jak ma latać wokół mojego osiedla, a nawet wchodzić na jego teren - nie wiadomo co to za pies, jest duży i wygląda na silnego, po osiedlu biega dużo dzieci, chodzą ludzie z psiakami. A ludzie psy odganiają po prostu z ostrożności. Nie wykluczam że jest czyjś (w okolicy jest trochę domów jednorodzinnych, może stamtąd go ktoś puszcza), a jeśli jest bezdomny, to chyba lepiej by go zgarnął ekopatrol niż ma się błąkać bez końca, aż go walnie samochód?
  7. Wczoraj miałam stresującą z lekka sytuację z psem... Czekałam na chłopa pod sklepem z młodym na smyczy i przypętał się do nas jakiś pies... Kundel, spory, masywny, widać że mocno umięśniony i silny. Bez obroży, bez właściciela. Najpierw za nami szedł, potem zaczepiał mojego, potem chciał na niego wsiadać i go zdominować, więc go pogoniłam. Odszedł kawałek, ale niedaleko. Postałam chwilę i znów zaczął biegać wokół mnie, skakać. Znów na niego huknęłam, tupnęłam, znów odszedł dalej... Nie podobał mi się ten pies, wyglądał jakby się przymierzał do awantury :/ Aż trochę bałam się od niego oganiać. Na szczęście TŻ wyszedł ze sklepu i pogonił kundla skuteczniej. Zastanawiam się czy tego gdzieś nie zgłosić, widziałam tego psa ze trzy razy i zawsze bez właściciela i bez obroży. Pcha się za ludźmi i innymi psami do nas na teren osiedla (osiedle jest ogrodzone, pcha się przez furtkę), jest duży, na oko tak spokojnie 35-40 kg. Wyglądał na zadbanego (nie był chudy, raczej odżywiony nieźle lśniąca sierść, czysty, bez jakichś ran, ogólnie byłam przekonana, że to czyjś pies i właściciel jest gdzieś obok, ale chyba biega sam. Albo bezdomny, albo czyjś ale puszczany luzem :/ Tylko czy jeśli to zgłoszę gdzieś, to coś mi da? Psa widuję raz na jakiś czas, może raz na tydzień. Może wzywać straż miejską jak go akurat spotkam i mogę wskazać miejsce pobytu zwierza? Jakby wyglądał łagodniej może bym go złapała na smycz... Ale wygląda nieprzyjemnie ;)
  8. Wersja premium niby odrobinę lepsza, ale nadal strasznie słaba: [B]Składniki: Zboża, mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (kurczak min. 20%) , ekstrakty pochodzenia roślinnego, pochodne pochodzenia roślinnego, oleje i tłuszcze, drożdże, rośliny strączkowe, substancje mineralne [/B]Tak naprawdę nie wiadomo co tam jest ;) Dawkowanie dla małego psa (10 kg) to około 200g, to mój pies prawie 40 kg zjada trochę ponad 300 g karmy (brit care).
  9. [quote name='Monika i Max :)']Butchers ma 29 albo 30% mięsa a karmi ktoś tą karmą ? zastanawiam się nad zakupem jak moja nam się skończy [URL]http://canun.pl/karmy/canun_complet_small_breeds.html#content[/URL][/QUOTE] Spojrzałam na tę karmę, tylko w innej wersji [URL]http://canun.pl/karmy/canun_supremus.html#content[/URL] I jestem w szoku, dawkowanie jest ponad 2x wyższe niż Brita -.-
  10. Może podaj w czymś, co nie wymaga tyle gryzienia co kiełbasa (jak pies ją rozgryza, to rozgryzie też tabletkę i poczuje jej smak). Miękki pasztet, serek topiony. Albo włóż do gardła ;) i dopilnuj by przełknął. Albo wylej zawartość tabletki na karmę psa. Albo podawaj normalny olej z wiesiołka, może psu bardziej zasmakuje.
  11. Z takimi bojącymi się osobami to różnie bywa, ja jestem ostrożna bo miałam taką sytuację, że spotkałam panią na ulicy, pani mnie poprosiła czy nie mogłabym z nią przejść koło psa, który siedział sobie na chodniku. Pies nic nie robił, siedział tylko, ale kobieta była taka spanikowana, że ledwo mówiła, a jak z nią szłam, to podskakiwała na każde drgnięcie psa. Powiedziała mi później, że tak się boi bardzo bo sama ma psa, jakiegoś małego, a większy rzucił się na niego, pogryzł dotkliwie, a gdy ona swojego złapała na ręce, pies pogryzł też ją po nogach. Nie wiem, nie chcę nikogo narażać na takie lęki, choć oczywiście nikt nie powinien od razu wrzeszczeć, wystarczy powiedzieć normalnie jak człowiek, spytać czy mogę psa zapiąć. Jak widzę, że ktoś chyba się stresuje moimi psami luzem, sama łapię większego. Drugiego raczej nikt się nie boi bo nie jest wielki i na dodatek wygląda słodko ;)
  12. [quote name='Karoola']ew. jakies spaniele :)[/QUOTE] Ale one kłaczą dość intensywnie i to cały rok właściwie :) Czesaniem, trymowaniem można to trochę ograniczyć. Choć ogólnie jestem dużą fanką spanieli, no ale autorka posta chciała, by nie kłaczył nadmiernie... [quote name='Zaff']Cześć. Razem z chłopakiem postanowiliśmy kupić psa. Oboje już mieliśmy z tymi zwierzakami do czynienia, on miał kundelki, a ja psa w typie owczarka szkockiego (nie wiem, czy był z pseudohodowli czy nie, ponieważ to moja rodzina go przyprowadziła i mimo że był cudowny, to ja istnienia pseudohodowli nie popieram i zarobić "hodowcom" nie dam). Mieszkamy w Poznaniu, obecnie wynajmujemy mieszkanie, ale jesteśmy w trakcie załatwiania formalności związanych z kupnem własnego kąta, także psiak by żył z nami na 40m^2 i miałby zaraz obok bloku wielki park. Ja jestem studentką zootechniki, chłopak pracuje i oboje jesteśmy raczej aktywni. Planuję sama szkolić psa metodami pozytywnymi (z poprzednim zwierzakiem i z psami znajomych naprawdę dobrze sobie radziłam) oraz zająć się którymś psim sportem (agility lub frisbee, zależnie od predyspozycji psa i w między czasie taniec z psem). Psiak na pewno by zostawałam kilka godzin sam w domu (ciężko powiedzieć ile, to zależy od zajęć na uczelni, ale na pewno nie dłużej niż 6 godzin). Rozważam owczarka szetlandzkiego i golden retrievera. Nie przepadam za krótko- i szorstkowłosymi psami. Trochę się obawiam, że sheltie zostawiony sam by szczekaniem bardzo przeszkadzał sąsiadom, a z kolei golden nie wiem, czy nie jest ciut zbyt duży do małego mieszkania i taki "ciężki" do sportów. Chętnie poznam opinie właścicieli tych ras w zastanawiających mnie kwestiach. Czy te rasy nadawałyby się dla nas? Może macie inne propozycje? Z góry bardzo dziękuję za rady :).[/QUOTE] Golden poradzi sobie na 40 metrach, tylko oczywiście trzeba go wyprowadzać i dać się wybiegać. W domu pies jednak nie jest aż tak aktywny, szczególnie dorosły. Raczej śpi, biega na spacerach. Nauczony zostawania spokojnie może być sam dość długo, ale to myślę jest podobnie z każdym psem. Ale szczerze mówiąc dla mnie to średnia rasa do frisbee czy tańca z psem, nie są to psy aż tak szybkie i zwinne jak aussie czy border, no i są spore i właśnie "ciężkie". Może zamiast goldena zastanów się nad cocker spanielem angielskim, widziałam że biorą udział w psich sportach, są mniejsze niż golden, ruchowo mają podobne potrzeby, też są wesołe i raczej łagodne, dość ładnie i szybko się uczą, lubią spędzać czas z właścicielem, tak jak goldeny to aportery z sympatią do wody. Mają ładną szatę, trochę pielęgnacji jej trzeba (trymowanie!), ale tak już zwykle jest z długowłosymi psami. To ta sama grupa co goldeny. Problemem może być szczekanie, tzn mają skłonność do ostrzegania (co w mieszkaniu może oznaczać chwilę szczekania gdy ktoś przechodzi pod drzwiami), przyzwyczajony do zostawania nie powinien ujadać dokuczliwie cały dzień ;)
  13. [quote name='omry']Pytanko. Absolutnie nie złośliwe. Rozumiem, że mówisz o sytuacji, kiedy ktoś wyraźnie prosi o zapięcie psa?[/QUOTE] Też, ale również o takiej, przykładowo, że właściciel ma psa który zaczepia wszystkich dookoła, albo wszystkie psy, a i tak prowadza je luzem i ma w nosie ;) To mnie szczególnie wkurza tuż przed blokiem, kawałeczek dalej są łączki (dosłownie 200 metrów, więc dojść tam to nie kłopot; albo jak ktoś pragnie samotności :D można przejść z 500 metrów i są dwie duże puste w większości przypadków łąki; jeśli ktoś bardzo pragnie samotności, jest łąka do której trzeba się przebić przez trochę zarośniętą już drogę, ale za to zawsze pusta, raz spotkaliśmy tam sarnę tylko ;), bardzo duża, w miarę równa, czysta i przystrzyżona, psy mogą latać), nie ma tam samochodów, tam można psa spokojnie puścić, nie ma problemu. Ale i tak ciągle się muszę szarpać z cudzymi psami podlatującymi do moich zaraz po wyjściu z klatki. Ja mam psa, którego, powiedzmy, resocjalizuję, trafił do mnie już dorosły i dość "ukształtowany", między innymi z problemem ciągnięcia na smyczy i bardzo silnego szarpania (ze względu na to poprzedni właściciele go oddali bo jego pani miała chorą rękę i bała się z psem chodzić, bo mógłby ją uszkodzić bardziej przy szarpnięciu, a jego pan na co dzień mieszka za granicą więc to na nią spadała opieka). Pies jest duży, silny, nawet mnie ze zdrowymi rękami czasem ciężko jest go utrzymać. Udało mi się z nim jak dotąd osiągnąć tyle, że prawie nie ciągnie, zmieniłam mu dławik na normalną obrożę, inne psy mija raczej obojętnie jeśli one jego też mijają (to postęp, bo kiedyś ciągnął jak dziki do prawie każdego psa)... Ale gdy pies podlatuje, skacze, on to odbiera jak zaproszenie do zabawy. A jest towarzyski i bawi się chętnie, zero agresji, nigdy nie wykazał skłonności do zaatakowania innego psa. Jeśli uzna, że się teraz bawimy, zaczyna mi szarpać, ciężko mi go opanować zwłaszcza, że mam jeszcze drugiego psa na smyczy. Są też ludzie, którzy puszczają swoje psy luzem a zupełnie nie mogą ich odwołać, koło bloku jest ulica, psy wylatują pod samochody Jest jedna pani, która ma coś podobnego do goldena, jej pies kocha aportować, no to pani mu piłeczkę rzuca. Jak już jej się znudzi, psa zostawia luzem, a sama stoi i gada przez telefon :) W ogóle nie patrząc co robi jej pies (a on na przykład skacze po mnie - nie jest agresywny, ale jest spory, skacze po mnie i po moich psach, które mi się plączą itp) Rozbroił mnie też pan, który swojego pieska, który do nas się rzucił na smyczy, po prostu spuścił :D Widać nie chciało mu się z nim szarpać, olał fakt, że ja usiłuję przejść i nie zamierzam się zatrzymywać "żeby pieski się pobawiły". Nie mówiąc o tym, że szalone zabawy mojego resocjalizowanego psa mogłyby mu uszkodzić to jego niewielkie coś ;) Inny sąsiad, jakiś młodociany dres, ma suczkę, która agresywnie rzuca się nawet na szczeniaki (rzuca się z daleka, kiedy pies do niej nie podchodzi), ale też jej na smycz nie bierze, tylko najwyżej z wyrzutem mówi "Sonia...!" jaki się rzuci z zębami. Mamy też po sąsiedzku nadaktywne cocker spaniela, czarnego i ogolonego na zero, i suczkę mix z husky, które nie mają problemu z tym, by wylecieć na ulicę widząc moje psy, albo rzucić się do nas biegiem z drugiego końca trawnika. Raz się zdarzyło, że właściciel miał pretensje, że jego pies do mnie podbiegł :D Nie jest chyba problemem takiego psa zabrać kawałek dalej na tą łąkę i tam go puścić, niech tam sobie biega, jak tam puszczam swoje psy to nie mam nic przeciwko gdy jakiś podejdzie, pobawi się. Tam nie ma ulicy, więc się nie boję, że stadko zaraz wleci pod samochód. [quote name='zmierzchnica']Podobna sprawa z tą akitą, jak przeczytałam, że babka wzięła akitę, bo oglądała film o Hachiko, to wiedziałam, że ta historia nie mogła się skończyć dobrze :roll:[/quote] Hyhy, też mnie rozbroił ten fragment. Ktoś powinien powiedzieć tej pani, że "to tylko film" odnosi się też do psów w filmach przedstawianych ;) [quote]Puszczają swoje psy luzem, jak te podbiegają, to nawet nie wpadną na to, że to komuś przeszkadza. Suka-wróg moich psów należy do faceta, który nie umie nikogo ominąć łukiem i potrafi wleźć w stado psów z rzucającym się z furią psem, bo... tak. Tej suki nie znoszą wszystkie psy w okolicy, właśnie dlatego, że facet idzie z nią na wprost i nigdy nikomu nie zejdzie z drogi, nawet jeżeli np akurat pies się załatwia i nie ma jak przed nimi uciec. Przy czym facet nie jest złośliwy - po prostu tak robi, jak go spotkała u weta to był ok w rozmowie. Nie wpadł na to, że sam generuje problem, pewnie uważa inne psy za dzikie ;)[/quote] A no właśnie, to ten typ który mnie wkurza ;) [quote]Może gdyby był wymóg szkolenia choćby podstawowego, gdyby właściciel otrzymywał broszurkę u weta o podstawowych zachowaniach psa, a w szkołach była edukacja nie tylko o tym, jak chronić się przed psem, ale też o obowiązkach właściciela psa i zachowaniu zwierząt, to coś by się zmieniło. [/quote] W podręcznikach podstawówkowych jest czasem o zwierzętach domowych, o obowiązkach, ale mam wrażenie, że szkolenie psów jest nadal marginalizowane. Ale może idzie ku lepszemu ;) [quote]Mam wrażenie, że w Polsce psiarze dzielą się na pasjonatów (szkolą, uczą, ćwiczą sporty, czytają i edukują się, spotykają się na spacerach, starają się o socjalizację i dobór dobrej rasy i tak dalej) i ignorantów (puszczają psy luzem bez nadzoru, traktują je jak dzieci, nie dociera do nich, że pies to drapieżnik, nie znają zupełnie zachowań psów). Brakuje ludzi, którzy kupując psa do kochania, uczą go podstawowych rzeczy, socjalizują - i tyle. [/QUOTE] Hehe, ja staram się być tak pośrodku ;) Chociaż wrodzony perfekcjonizm mnie popycha do czytania, wymyślania, że może frisbee, może agility? Może o b arfie warto pomyśleć... Może na szkolenie zapisać oba kundle (to to bym chyba nawet zrobiła, ale z kasą jest średnio i mnie nie stać by wydać na raz kilkaset zl na samo szkolenie dla 2 psów ;))
  14. [quote name='IZMADO']Akurat w przypadku mojego psa, taka wymuszona przez niego głodówka dotyczy się też suchej karmy. Kiedy do mnie trafiła była wychudzona, mimo, że chowała się w domu. Jadła jakąś śmierdzącą karmę kupowaną na wagę, powoli przestawiałam ją na coś lepszego, przy okazji urozmaicając jedzenie. To pies wybredny, potrafiła odmawiać mi śniadań i kolacji, aż się łamałam i dawałam coś, co wiedziałam że zje. Ale właśnie nie o to chodzi. Chcę, żeby pies się nauczył, że wszystko to co jej daję jest zjadliwe. Nie będę jej teraz specjalnie głodzić, żeby ją przekonać do barfa, ale nie będę też co chwila kupowała nowej suchej karmy tylko po to, że pies mi odmawia posiłku. Ja nie głodzę psa specjalnie, pies sam odmawia "bo tak". Wolę, żeby kilku posiłków nie zjadła, ale jadła dobrze, niż jadła tak jak w poprzednim domu.[/QUOTE] Ale pies niejedzący 2-3 dni a nie jedzący 7 dni, to chyba różnica ;) Jak mi pies nie zje kilku posiłków to się nie przejmuję (choć rzadko tak mają), ale gdyby nie jadł 5, 7 czy 9 dni to bym była bardzo zmartwiona i zastanawiała się jak bardzo musi mu nie smakować to co mu dałam, że aż tak długo nie chce tego tknąć :P albo czy nie jest chory.
  15. Kiedy upały są naprawdę dokuczliwe, moczę psy. Albo pod prysznicem, albo po prostu mokrą myjką econetti, od tego też robią się wilgotne ale nie aż tak ociekające jak po prysznicu. Można też np rozkładać im mokry ręcznik. Wodę do picia daję im chłodną, ale nie taką lodowatą z lodówki. No i nie zabieram ich na dłuższe spacery w ciągu dnia, w domu mam wyraźnie niższą temperaturę niż jest na dworze (wschodnie okna w taką pogodę są fajne ;))
  16. [quote name='filodendron'] Są jednak takie egzemplarze, dla których jedzenie nie jest priorytetem. Być może z punktu widzenia ewolucji, takie osobniki powinny mieć mniejsze szanse ;) No ale póki my jesteśmy za nie odpowiedzialne, to trzeba pokombinować tak, żeby pies nie zrobił sobie krzywdy niejedzeniem. 7-9-dniowe głodówki niespowodowane chorobą to dla mnie już przegięcie. Bałabym się niedoborów, rozchwiania równowagi w organizmie - są gorsze rzeczy niż osad na zębach.[/QUOTE] Dokładnie. W moim odczuciu taka "nauka" jedzenia mięsa bardziej szkodzi, niż jedzenie mięsa mogłoby pomóc (w przypadku przeciętnego psa przynajmniej). Nie pozwoliłabym na pewno na tygodniową czy 9-dniową głodówkę mojego zwierzęcia tylko dlatego, że nie pasuje mu surowizna a ja się uparłam. Bałabym się, że zrobi sobie krzywdę (nie uwierzę, że tak długie niejedzenie pozostanie bez wpływu na zdrowie zwierzaka). Zastanówcie się czy aby na pewno gra jest warta świeczki ;)
  17. [quote name='Martens']Jak się lubi psy, to można sobie być tolerancyjnym. Też nie robię afery każdemu, kogo młody psiak do mnie podbiegnie w przyjaznych zamiarach czy tam mały kundelek obdziamga mnie z bezpiecznej odległości. Ale już dla osoby, która się psów boi, podbieganie obcego psa czy ujadanie jest naprawdę stresującym przeżyciem. Takie osoby zwykle nie potrafią odróżnić lękowego obszczekiwania od prawdziwego ataku, czy też półrocznego szczyla od dorosłego psa - i nie mają żadnego obowiązku tego wiedzieć/potrafić. Mają normalnie i bezstresowo funkcjonować wśród ludzi, którzy psy lubią i posiadają. Problem w tym, że psiarze strasznie ochoczo chcą egzekwować swoje prawa i przywileje dla psów, a z szanowaniem otoczenia, które piesków nie musi wcale kochać, już tak wesoło nie jest. I nie mówię tu o przestrzeganiu jakichś absurdalnych przepisów, wg których nawet szczeniak yorka powinien wychodzić na dwór na smyczy i w kagańcu, ale o zwykłym szacunku i pomyślunku, że ktoś może tego psa bać. I taką sytuacją jest dla mnie komunikacja miejska - zwłaszcza, kiedy jest w niej tłok, i jedziemy nią 15 minut, a nie kilka godzin. Ja w miejskiej komunikacji zakładam psu kaganiec ZAWSZE (chyba, że to 2-miesięczny szczeniak na kolanach albo w transporterku). Pociąg czy PKS, kiedy jadę minimum 2 godziny - kaganiec/halti zawsze jest przy wsiadaniu; zdejmuję dopiero w przedziale po zapytaniu czy nikt nie ma nic przeciwko (nigdy nikt nie miał ;)) albo w pksie, kiedy ulokuję się na swoim siedzeniu i psa mam między sobą a oknem. Wszyscy tak zawzięcie piszą, że przecież ktoś z pasażerów może się upomnieć, żeby założyć psu kaganiec. Kpicie sobie? O czym są setki stron tego wątku? O chamstwie psiarzy :D Jak według Was reaguje przeciętna osoba na uwagi o smyczy i kagańcu na spacerze? Przecież w kółko o tym piszecie :evil_lol: że są głupie teksty, że piesek nie gryzie, że chce się bawić, albo jaranie głupa, albo wręcz wiącha w stylu, że jak się nie podoba, to macie tam nie chodzić. I myślicie, że jakiej reakcji spodziewają się po Was współpasażerowie w komunikacji? Dziwicie się, że nic nie mówią, tylko krzywo patrzą, albo od razu robią aferę? Bo ja nie. Samo za siebie mówi zdumienie ludzi w pociągu, kiedy PYTAM, czy mogę zdjąć kaganiec. Ludzie są w szoku, że jakiegoś psiarza obchodzi ich zdanie, jak zabezpieczony ma być pies, z którym jadą, żeby czuli się komfortowo. Przykre, ale daje do myślenia, czemu jest coraz więcej antypsich przepisów w miastach, i coraz ostrzejsze reakcje na wypadki z udziałem psów (patrz wielka afera w Irlandii o akitę). Ludzie po prostu wiedzą, że większość psiarzy ma głęboko w d*pie resztę społeczeństwa (w tym o ironio innych psiarzy) i ich komfort/bezpieczeństwo w miejscach publicznych.[/QUOTE] Rozsądny post. Niestety też to zauważam, że "psiarze" liczą się głównie ze sobą i tyle, a reszta ludzkości wielu z nich obchodzi... w najlepszym razie średnio. Ktoś się boi psów? To jego problem, niech sobie radzi, ja pieska nie zapnę na smycz ani kagańca nie założę, bo nie. A jak przepis każe, to to jest głupi przepis i ja go nie będę respektować, bo moje pieski są naj ;) Też mnie nie dziwi za bardzo, że ludzie mają problem z upomnieniem kogoś o kaganiec. Też bym się spodziewała, że reakcja może być negatywna i ryzyko takiej jest spore.
  18. No oczywiście można psa tak "przetrzymywać" do skutku. Pewnie i te 7 czy 9 dni przeżyje, a w końcu z głodu zje cokolwiek choćby budziło obrzydzenie, ale dla mnie to nie jest fajna droga i nie interesowałoby mnie zdanie behawiorystki na tym polu ;) Ale to ja, dla mnie to, że chcę by pies jadł wszystko co mu podam nie jest wystarczającym argumentem za tym, by go zmuszać, głodzić. Gdyby, nie wiem, był uczulony na wszelkie sensowne suche karmy, to wtedy bym nie miała wyboru i go zmuszała do przekonania się do surowizny.
  19. Patrzę na te zdjęcie i nie widzę tam żadnego strasznego osadu. Może przesadzasz jednak. Ja bym sobie nie utrudniała na siłę życia i jak pies odmawia surowego, to odmawia i trudno. Jeden z moich psów surowe mięso najczęściej zwraca po 2 minutach od zjedzenia. Nie zamierzam w niego wmuszać ani kombinować, na suchej karmie żyje i ma się dobrze, więc niech je suchą. Naprawdę aż tak Ci się chce z tym walczyć i usiłować przekonać psa, żeby polubił to czego nie lubi? Mnie by było psa szkoda, wtykać mu podstępem, że się prawie porzyga od tego.
  20. Wychowałaś go na swojego bliźniaka syjamskiego, nawet do łazienki z Tobą chodzi, więc raczej zrozumiałe jest, że jak wychodzisz pies wpada w panikę. A wcześniej co się działo jak wychodziłaś? Przed przeprowadzką? Myślę ze najskuteczniejszy byłby trening klatkowy i zostawianie go w klatce na czas nieobecności.
  21. Cóż, ludzie zwykle pracują i to normalne. Psy muszą się przystosować ;) Choć przyznaję, że ze szczeniakiem to ciężko - ja swojego brałam w momencie, kiedy mogłam z nim być w domu przez dwa miesiące, a w wieku 4 miesięcy zaczął zostawać sam (z drugim psem) na czas mojej pracy. Może adoptujcie dorosłego psa w typie? Taki psiak, dorosły, a nawet kilkumiesięczny szczeniak, lepiej powinien sobie radzić sam w domu.
  22. [quote name='zmierzchnica'] No i to działa w drugą stronę, bo mi to lotto, czy oni wiedzą czy nie wiedzą i co myślą. [/QUOTE] No i dlatego przepis brzmi jak brzmi, żeby chronić ludzi przed takim podejściem właściciela psa. Akurat oni mają prawo po swojej stronie i nie muszą się interesować czy masz wychowanego psa czy nie, szczególnie że kaganiec w komunikacji nie jest dla tego psa żadną krzywdą. Natomiast właściciel powinien się stosować do przepisu, niezależnie od tego czy go obchodzi czy nie i czy jest empatyczny czy nie. Nie trzeba empatii by przestrzegać prawa, i między innymi z tego powodu prawo jest potrzebne. Gdybyśmy się mieli kierować ludzką empatią, szacunkiem do innych i prywatnym osądem, daleko byśmy nie zajechali.
  23. Też kąpałam w dr seidlu, fajny szampon i niedrogi. Kupiłam od razu kilka butelek na allegro, jedną dla malucha i więcej dla dorosłego psa, bo żeby go wykąpać schodzi mi od razu 1/3 butelki ;) Na allegro kupowałam chyba po 12 zl, więc cena przyjemna (ten sam szampon w sklepie widziałam już po 18-20 zl) Szczeniakowi nic się nie stało, sierść miła w dotyku i miękka.
  24. Od szamponu ma matowy słaby włos? Może to od żywienia?
  25. [quote name='Beatrx']to, ze takie szczyle się dogadały nie znaczy, ze podrostki się dogadają, ale powodzenia;)[/QUOTE] Prawda, niestety. Słodkie są bardzo, aż mi się chce trzeciego psa :D
×
×
  • Create New...