Ponieważ tata jest w szpitalu, brat na feriach, to wyprowadzam psy trzy razy dziennie. Z rana wstaję o 6:15 i idę z psami na godzinę na pola. Parę dni temu szłam przez mini park, między przychodnią, blokowiskami i koło parkingu monitorowanego. Psy mam w szelkach na pasie. Juna robi grubszą sprawę, Figa siku robi, a Kena skakała do jakiejś suki. Za mną idzie facet i się pluje że całą ścieżkę blokuję. No sorry, on był bez psa, to jest miejsce psiarzy i właścicieli psów, była 6:30, a wystarczyło skręcić w drugi zakręt by pójść po chodniku. :roll: Powiedziałam mu to, a on zamilknął i poszedł do garażu... Kurczę no, też macie takie sytuacje?