z tym wysiusianiem do miski przypomnialo mi sie wydarzenie z zycia mojego najmlodszego syna. Przy wyjsciu z przedszkola czekal pies, jako ze byl syn zwierzolubny, zaczal go przytulac. Ten w podziece ugryzl go w policzek. No to pies do weterynarza na obserwacje. Musialam przynosic codziennie karme do weterynarza-w tamtych czasach dla psa byla kaszanka. Elegancko zjadl swoja porcje, a pozniej zalatwil swoje kooo w miseczke. Byl baaardzo dobrze wychowanym psem no i eleganckim. W ostatnim dniu obserwacji wypuscilismy go z klatki, ten wzial nogi za pas i rozmyl sie we mgle. A synowi byly zaoszczedzone zastrzyki.