-
Posts
146 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Banda Rexa
-
Noemi - pogromca Onka :P [IMG]http://sphotos-c.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/s480x480/231140_467391319979645_1315960260_n.jpg[/IMG]
-
Odległość to sprawa wtórna :) czasami ktoś miły przywozi nam różne rzeczy z różnych części kraju :) szukamy również wykładzin i styropianu, resztek tapet, farb, korka... W końcu przede wszystkim prowadzimy Przedszkole dla Kociąt :D a lada moment mamy nadzieję ruszyć KOTel czyli hotel dla kotów, na sezon świąteczny ruszy hotel dla psów - dochód z hoteli komercyjnych zasila fundusz zwierzęcy :)
-
[quote name='Kocurek']Fajne macie przeboje:)Mam nadzieje,ze Bezimienny tez sie przekona do kotow:)))Z deskami nie pomoge bom daleko...ale pozwole sobie sie wprosic w styczniu....z ciastkami dla nas i z uszami cuchnacymi do chrupania dla piesow:))))[/QUOTE] Bezimiennego nazywamy Onkiem :) zaliczył dzisiaj kilka celnych strzałów z kocich łap - będzie dobrze :) tym problemem już się nie martwimy :) W gości zapraszamy jak najbardziej :) ciastka lubimy :)
-
I Vito :D [IMG]http://sphotos-b.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/479755_467385999980177_1237135833_n.jpg[/IMG]
-
I Rosja :D [IMG]http://sphotos-a.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-prn1/s480x480/536326_467385306646913_1762609283_n.jpg[/IMG]
-
Chcieliście to macie :) proszę Państwa oto nowa fota Rexa :) [IMG]http://sphotos-g.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash3/530970_467383943313716_972421208_n.jpg[/IMG]
-
Jeszcze jedno - ma ktoś może na zbyciu resztki desek / boazerii? Potrzebujemy zrobić psom kojec (a właściwie coś w stylu zagrody). Mamy takie miejsce - wnękę i potrzebujemy dorobić "płotek z opcją otwierania" coby psy nie musiały być zamykane w osobnym pokoju w czasie odwiedzin ludzi "bojących się". Pomoże ktoś?
-
Kolejne starcie z kotem :P tym razem biedak trafił na Noemi :D na szczęście (dla psa) jeden krótki syk ostrzegawczy i Onek się wycofał na z góry upatrzone pozycje :) zakładam więc, że docelowo będzie dobrze :) Kolejna maleńka okruszynka nadziei - spędziłam w wannie całe 40 minut! a Onek tylko chwilkę skamlał pod drzwiami :multi: może więc... p.s. Fajny pomysł z tymi imionami :) ja też mam pewien plan, ale na razie sza! Coby nie zapeszyć :)
-
Na jutro mam w planie wyprawę do banku. Założę subkonto dla "Waszych" :) psów. Przygotuję również dokumenty dla ministerstwa w kwestii zbiórki publicznej. p.s. Moi znajomi szykują fajny event dla psiarzy i kociarzy :) teraz zaraz przed świątecznie. Będzie potrzebne wsparcie wolnych strzelców :) pieniądze z imprezy pójdą na DT.
-
Zapomniałam - faktura za weta (komplet) 116 zł. Jak mi się uda to wkleję skan i faktury i wyników z laboratorium (Rexa).
-
[quote name='egradska']ALe opis, popłakałam się ze śmiechu, choć wyobrazam sobie, że to wcale śmieszne nie było. Trzymam kciuki i pozdrawiam edit: wykombinowałam bazar imionkowy dla ONka. Widzę, że charakterek ma nieco zblizony do mojego potwora:) P. Aniu, podziwiam i cierpliwości życzę[/QUOTE] Cierpliwość to moje drugie wcielenie :P (zanim mnie szlag nie trafi oczywiście :)) A co to jest bazar imionkowy?
-
Wczoraj mieliśmy gości w naszym hostelu, więc rano w kuchni zrobił się ruch jak na dworcu :) teraz wszyscy sobie pojechali do swoich zajęć, więc mam nieco ciszy. Psy i koty śpią. Chwila oddechu do 15.00 kiedy część domowników wróci. Onek zostanie w domu z innymi, bo ja muszę na chwilę chociaż do sklepu. Zobaczymy co zrobi jak nie będzie ani mnie, ani Krzysia...
-
Nie jest źle :) niemniej podpieram się nieco nosem :P ale pocieszam się, że Krzyś ma gorzej - pojechał w takim stanie do pracy :P (chociaż dziwnie się cieszył, że musi jechać...)
-
Po wizycie u weta... Żeby nie było :) oba owczarki jechały wczoraj razem do weta. Razem w sensie jeden obok drugiego :) połączyły się "w bólu" bez... bólu :D Nieco się wkurzyliśmy, bo dr Kniat akurat zamienił dni dyżurów. Trafiliśmy na panią doktor. Po wykładzie z weterynarii wiem na temat anatomii ucha wszystko. A konkretnie Rex ma zalecone grzebanie w uszach na śpiocha (czyt. głupi jaś). Podejrzenie: uszkodzenie błony bębenkowej. Na cito antybiotyk (amoksiklar?) a do ucha póki co maść dla krów (synergal). Guzek na szyi - niegroźny, do obserwacji czy rośnie. Na zmiany skórne przy ogonie podobno pomoże antybiotyk. Doktórka założyła tasiemnca, dała silniejsze leki. Do powtórki za dwa tygodnie. Pożyjemy, zobaczymy... Waga 35 kilosów (heros :P). Onek też dostał dodatkowe prochy na robale. Generalnie póki co to nogi do diagnostyki. Wczoraj biegunka, dzisiaj qupal całkiem, całkiem.
-
No i wylazło szydło z worka :P Nasz Rex anioł pokazał swoją ciemną stronę mocy :) dziękowaliśmy niebiosom, że na pierwszy spacer zapoznawczy poszedł ze mną i psami kolega a nie Krzyś... byłoby ciężko. Rex zaprotestował zdecydowanie przeciwko spoufalaniu się jakiegoś obcego "kundla" z "jego" człowiekiem. Pokazał zęby bardzo jasno i zdecydowanie (chociaż rozlewu krwi udało się uniknąć). Onek Rosję pokochał od razu, a ona jego :D co również wyprowadza z równowagi Rexa. Przecież to JEGO Rosja! Myślałam jeszcze do wczoraj, ze umrę na zawał. Błąd! Ja umrę z powodu utraty krwi po wyrwaniu obu rąk na raz :P Onek (no jakoś musimy mówić do nowego lokatora :D) ciągnie jak ciągnik! Ale trafił swój na swego :P w końcu wychowałam rodezjana. Po takiej traumie żadna siła uciągu nie robi już na mnie wrażenia (chociaż na moich stawach i owszem). Onek dostał więc uzdę Rosji (co Rosja przyjęła z zachwytem absolutnym, Onek wprost przeciwnie :P) ale się wkurzał i wił jak piskorz. Skubaniec jest bardzo sprytny, szybki, cwany i uparty jak muł. I jeszcze śpiewa przy tym niemożebnie! Żeby go okiełzać musiałam przypiąć jeden karabińczyk tej samej smyczy do uzdy a drugi do obroży. Tylko ta kombinacja go wycisza. Przypięcie smyczy do samej uzdy spowodowało wywinięcie się z niej psa w ciągu nanosekundy! Dzisiaj mimo porannych przymrozków upociliśmy się z Krzyśkiem jak w samo południe w gorącym lipcu :) Sąsiedzi musieli mieć niezły ubaw obserwując nas w czasie śniadań :) dwóch nierozgarniętych ludzi i trzy tańczące na smyczach potwory :P robiące wyścigi, który bardziej wysforuje do przodu... no ubaw po pachy! Mamy takie miejsce (z dobrymi jabłkami :P) gdzie możemy puścić potwory luzem. Mina Rexa kiedy został spuszczony ze smyczy, tak jak Rosja - bezcenna :D Dobrze, że ma szyję, bo by mu się głowa oderwała i poleciała do nieba dumą napompowana :P Onek ćwiczył chodzenie bez wpędzania w ruch lotniczy człowieka na końcu smyczy :) i nawet mu to idzie (o ile idzie ze mną :P) ale zejdzie nam na tych ćwiczeniach, oj zejdzie... Ciągnik jednak to pikuś, a nawet Pan Pikuś. Pikusik maleńki zupełnie :P plan był taki - Onek mieszka sobie w apartamencie w przyziemu. Jak tylko Mąż Pani Zosi go przywiózł poszliśmy sobie na mały spacer (taki tate a tate) a potem wprowadziłam Onka do jego lokum. Spoko :) Ba! Jak tylko zobaczył materac to skumał skubany, że jego :) na komendę "miejsce" wzorcowo się położył! Co prawda tylko na kilka sekund (czyli na tak długo jak ja się nie ruszyłam :P) ale zawsze. Widać, że pies był szkolony. Wygląda na to, że jak posypały mu się łapy to już przestał być przydatny... Ale do sedna - zostawiłam gościa na dole, żeby ogarnąć sytuację zaintrygowanych psów na piętrze. No i już wiem jak pięknie śpiewa nasz Onek... Kiedy nieco później poznał Krzysia i skumał, że wszyscy intrygujący ludzie są nieco wyżej... Wytrzymaliśmy do 22.19 i w obawie przed linczem ze strony sąsiadów zabraliśmy Onka z jego pokoju do naszej części domu. Był tak podekscytowany, że nie zauważył kota po drodze :P zaintrygował go szczur, ale mały cwaniak szybko zwiał do klatki, a wtedy Onek stracił zainteresowanie. Pilnował tylko bacznie, żeby żadnego z nas nie tracić z oczu :) baliśmy się, że dostanie zeza :P musieliśmy otworzyć drzwi między naszymi pokojami a ten się uwalił na progu i pokazywał całym sobą jaki jest happy :D dobrze chociaż, że nie śpiewa z radości! Ale niech tylko któreś z nas idzie do kuchni albo do łazienki! Cały dom o tym wie w ciągu nanosekundy. Maleńką tylko mam satysfakcję, że jak ja mu znikam płacze głośniej niż jak znika Krzyś :P Nie miałam siły już wczoraj na testy z kotami, zapomniałam tylko o tym powiedzieć Vitkowi :P który przylazł do mojego łóżka przechodząc przed nosem Onkowi (chyba mu się psy pomyliły, bo przeszedł sobie głupol jeden bez stresu :P). Radocha Onka była przeogromna. Wystartował jak z procy :) na szczęście miejsca do manewru między meblami miał mało, a kot wiedział gdzie uciekać :) w tym wypadku słuchanie komend idzie Onkowi opornie ("Dlaczego? No dlaczego? Przecież tego kota chcę upolować dla Ciebie!) i tak trwały negocjacje moje albo Krzysia... przez całą noc :D na szczęście rano kot się nieco wysunął zza szafki, pies był akurat zbyt blisko i oberwał w nochala. To go ostudziło nieco i już nie protestował przy komendzie "na miejsce". Reszta kotów spędziła noc... w przyziemiu strzelając mega focha... Teraz Onek chrapie uwalony przy moim biurku. Tak więc - socjalizacja z psami: krótkie starcia i reprymendy ze strony Reksa (i Rosji jak kolejny facet chciał jej odebrać kocyk) i wsjo w parjadkie. Bałam się karmienia. Szczególnie, że na śniadanie były... parówki z prochami (wiecie jak trudno upchać 4 tablety w małym kawałku parówki??? Ja już wiem :P). Rex wciągnął prochy na robale w ciągu nanosekundy (ha!) a Onek parówkę zeżarł, tabletki wypluł :P ale przy drugim kawałku parówki wszystko poszło już gładko. Tylko Rosja się zaśliniła :P Skoro przeżyliśmy postanowiliśmy dać suchą karmę wszystkim jednocześnie. Jest ok. Poza tym, że Onek zjadł kilka chrupek i sobie odpuścił. Mam nadzieję, że to chwilowe z powodu mega ADHD. Akceptacja ludzi - no problem. Socjalizacja z kotami - muszę zebrać siły :P Lęk separacyjny - to będzie długa i wyboista droga...
-
Zdradzimy Wam mały sekrecik, bo nie wiemy czy zwróciliście uwagę, że Kuba i Edward to jednak męski imiona :) a oni obaj żyć bez siebie nie mogą...
-
Dawno nas tutaj nie było :P Rex dzisiaj zdał pięknie kolejny egzamin :) tłum obcych ludzi, masa zapachów z różnych części Polski... a on spokojniutko i dostojnie żebrał o kiełbaski leżące na stole :P Zanim jednak przyjechali do nas goście Rex usiłował mnie doprowadzić do zawału. Porządki dzisiaj sobie robiliśmy w ogrodzie (m.in. poszukując qup coby stan skupienia badać). Ciepło i przyjemnie dzisiaj we Wro było, więc wszystkie futra z radochą przeszkadzały w porządkach. Vito grał z psami w durnia zwiewając przed nimi na drzewa co sił w łapach tylko po to, żeby zaraz głośno komunikować, że już zlazł, ale psie pierdoły ma nadal pod ogonem :) psy były wniebowzięte :) i żeby nie było żadnych wątpliwości - wszystkie futra BAWIŁY SIĘ W NAJLEPSZE! RAZEM! Potem Rex wynalazł gdzieś butelkę (szklaną!) i po prostu zwariował ze szczęścia! Ganiał z nią, podrzucał i turlał łapami, a my jak te głupki usiłowaliśmy mu tę butelkę zabrać. W końcu Rex rzucił zabawką o bruk tłukąc ją (a mnie doprowadzając do pierwszego zawału). I zrobił to specjalnie! Wybrał sobie jeden z kawałków i uchachany po ogon dalej zwiewał po ogrodzie, szybciej niż Rosja! Jak nam się udało odebrać mu resztki butelki wynalazł wielgachny kamień... straciliśmy nieco kalorii... Wróciłam z ogrodu po coś tam do domu i słyszę, że Vito dostaje w trąbę od dwóch kocurów sąsiadów. Psy tak gnały mu na pomoc (a może dobić?), że mało nóg nie pogubiły na schodach. Profilaktycznie zerknęłam za okno (żeby w razie czego kocie truchło posprzątać) i... kolejny zawał. Brama uchylona, a jak brama uchylona to Rosja na bank na ulicy. Tym razem to ja mało nóg nie zgubiłam na schodach! Rex nigdy nie wychodził bez nas poza ogród. Adrenalina przekroczyła mi wszelkie normy, toż on jest głuchy i nie usłyszy auta (no dobra, nieco spanikowałam, bo akurat aut u nas jak na lekarstwo :)). Niemniej wypadam na chodnik wydając określony poziom dźwięku (przy którym Rosja cichaczem wraca biegiem do domu, udając oczywiście, że to nie ona nabroiła) a Rex spokojnie sobie stoi przy furtce sąsiadów oglądając tłukące się koty... Jakoś nie mogę się przyzwyczaić, że on nie słyszy, więc gadam jak łoś jakiś chwilę zanim załapałam, że gadam do siebie... Rex mnie zauważył i się gapi a ja gadam. W końcu załapałam, uderzyłam ręką w udo a Rex na komendę spokojnie zareagował i zadowolony wrócił do ogrodu. Psy miały radochę a ja schudłam ze dwa kilo w godzinę... Jutro wraca Krzyś, więc jedziemy do weta. Będzie co badać, ale przynajmniej co nieco wiemy. Poszukiwania zaginionych qup w ogrodzie dały efekty (jak Boga kocham będę miała koszmary...) liczba robali w wielkim qupsku przekroczyła moje normy odporności psychicznej... Tak więc wiemy, że na bank jeszcze raz odrobaczamy i to trza będzie wytoczyć jakieś ciężkie działa. No i jutro spotkanie z nowym lokatorem... mam nadzieję, że wszyscy przeżyjemy. Jakby nikt tutaj nic nie pisał przez kilka dni, niech no ktoś podjedzie na Słoneczną i truchła nasze posprząta :D
-
[quote name='piescofajnyjest']oj to bede mocno trzymac kciuki, zeby to nie bylo nic powaznego (Rex).......! a z tym wyzeraniem.....Rex-troche wiecej kultury;)[/QUOTE] Kulturalne futra DZIECIAKÓW Z PASJĄ to oksymoron :P a Rex to bestia inteligentna i szybko ucząca się :P chociaż jak już dorwie żarełko to zjada je bardzo dostojnie :D A za zdrowiem sobie jakoś wspólnymi siłami poradzimy :) w końcu zdążyliśmy już pokochać tego agresora :) a i wirtualnego wsparcia to mu na bank nie brakuje! p.s. Ale jak on chrapie!!! :D
-
Wracając do Rexa... Nastąpiła malutka zmiana planów i Bezimienny przyjedzie w środę. Wtedy też dyżur ma dr Kniat, więc jedno futro pojedzie na przegląd a drugie po leki na uszyska (lub wytyczne co do leków :)). Niestety dzisiaj się udało Rexa "przyłapać" skuteczniej i niestety qupsko nadal niezbyt dobre :( więc i to trzeba zdiagnozować, niestety zniknęły moje maleńkie nadzieje, że może jednak to tylko kwestia karmy :( Wyczailiśmy też malutkiego guzka na szyi i coś na zadku (to ostatnie to może kwestia pcheł, chociaż był "odpchlany", ale coś mu na tym zadku przeszkadza). Dostaniemy od znajomych psiarzy preparacik stosowny na pasożyty i obadamy sprawę. Dobrze jednak, że faktycznie Rex czuje się u nas bezpiecznie :) nawet do tego stopnia, że dzisiaj zaczął wyżerać kocie żarcie nie bacząc na fakt, że koty i owszem lubią dzielić się jedzeniem, ale tylko i wyłącznie PSIM :D nawet Noemi, która sieje postrach wśród wszystkich futer go nie przestraszyła :) To tyle z frontu weterynaryjno-kuchennego :) jak tylko będą diagnozy to oczywiście się podzielimy :)
-
[quote name='Cantadorra']Śliczny Kubuś, i to piszę ja, która nie przepada za szczurami ze względu na ogony :)[/QUOTE] Co się nakombinowałam co ma szczur do opon....
-
Co do innych wątków... zalogowałam się tutaj specjalnie dla tych, którym Rex blisko serducha jest. Niestety z powodów różnych mam zakaz buszowania po forach. Więc staram się tego trzymać. Jak spodoba się koncepcja rozszerzenia działania zbiórkowego to nasza Fundacja jest do Waszej dyspozycji. Tyle chociaż mogę zrobić. Wyszukiwanie ludzi chętnych do działań zostawiam otwartą :)
-
I jeszcze cieplutkie zdjątko Kuby Wam wrzucę, a co :) dzisiaj sesję futrom robiła zaprzyjaźniona wolontariuszka zaprzyjaźnionej fundacji :) więc coś może na dniach dorzucimy :) chociaż mam wrażenie, że zaraz dostanę bana od admina za blokowanie serwera :P [IMG]http://sphotos-c.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-prn1/20391_466255790093198_637725356_n.jpg[/IMG]
-
[IMG]http://sphotos-f.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/254379_456810547704389_1023245834_n.jpg[/IMG]
-
To z serii "patrzymy za Zosią" - teraz już na szczęście zrozumiał, że ludziska wchodzą, wychodzą i... znowu wchodzą :) i jest dobrze! [IMG]http://sphotos-a.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/398236_456818484370262_588471477_n.jpg[/IMG]
-
Tutaj po raz pierwszy namierzył Vito :P [IMG]http://sphotos-h.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash3/644151_456826201036157_1064234443_n.jpg[/IMG]