Jump to content
Dogomania

karolina_karolowska

Members
  • Posts

    81
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by karolina_karolowska

  1. [quote name='Soko']Tzn. powiem tak, łańcuch nie jest największą krzywdą jaka może spotkać psa pod warunkiem, że pies ma codziennie trochę ruchu. Przecież psy zostają w ciasnych klatkach na 7,8h, moja Happy potrafi się nie ruszyć z fotela. Kilkumetrowy łańcuch jest, powiedziałabym, nawet lepszy, bo pies ma więcej miejsca, swobody i zawsze ktoś obok przejdzie, a to samochód przejedzie, coś się wokół niego dzieje. Pomijam fakt, że może się nauczyć je obszczekiwać, ale przy odpowiednim zajęciu psa nie powinno to na nim robić wrażenia. GODZINA dziennie. Nie półtorej, dwie. Godzina. W tym czasie można psa zmęczyć na najbliższy czas.[/QUOTE] Zgadzam się w 100 %. Jeśli nie ma możliwości zabezpieczenia ogrodzenia to zostaje uwiązanie psa. Pomyśl o tej lince z bloczkiem, kilka razy widziałam takie rozwiązanie w różnych ogródkach, do tego możesz psu część jego dziennej porcji żarcia zamrozić w zabawce kong i dać żeby miał trochę zajęcia ;) do tego obowiązkowo jeden męczący spacer. Aportowanie, ćwiczenie komend czy nawet zwykłe eksplorowanie terenu. Moja ś.p suka też uciekała, przeszło jej jak miała jakieś 5 lat. Wcześniej nie było na nią żadnego sposobu, nawet zakluczanie furtek nic nie dawało. Ogrodzenia nie było jak podwyższyć a nauczyła się po nim wspinać... nigdy nie uciekała daleko, latała tylko po ulicy, odwiedzała psich przyjaciół. U nas na szczęście samochody prawie nie jeździły, a jak jeździły to powoli bo droga była straszna. No i sąsiedzi wyrozumiali, bardzo ją lubili więc nie było problemu...
  2. dlaczego ja dopiero teraz tu trafilam! cudne cavisiątka, cudna Milka, ah aż mi się zamarzyła też taka psinka...
  3. [quote name='Ana :)']Proszę o pomoc ! Nigdy nie miałam takiego problemu więc proszę o radę bardziej doświadczonych. Od paru dni Otto ( ma 4,5 miesiąca ) rzuca się na każdy samochód i gdyby nie to, że jest na smyczy pognał by za nim. Mieszkam na ulicy przez którą nie przejeżdżają cały czas samochody, ale nie jest też tak, że nie jeżdżą wcale, tam gdzie chodzimy pobiegać w ogóle nie ma samochodów bo chodzimy na pobliskie działki, pola, i lasy. Jednak często musimy przechodzić koło ulic na których jest ciągły ruch. NA niego nie działa nic, ani komenda zostaw na którą z reguły reaguje bardzo dobrze, ani odwracanie uwagi różnymi smaczkami, ani zabawkami, ani nawet koncentrowanie jego całej uwagi na mnie. Dodam, że bardzo często chodzę też z synem w wózku i Otto bardzo ładnie nauczył się iść obok wózka ale jak zobaczy samochód wpada w istny szał.:shake: Mam nadzieje, że dostanę parę dobrych rad które pomogą mi skorygować zachowanie mojego psiura ;)[/QUOTE] Ja bym się nie bawiła w jakieś koncentrowanie uwagi tylko w normalną korektę + naukę komendy "równaj"
  4. [quote name='ulvhedinn']Ja Wam za to powiem, że jest jeszcze jedna strona medalu- jeśli DT nie chce oddac psa czy kota szybko, bo np uważa, że pies wymaga popracowania nad psychiką, doleczenia, albo akurat dany dom stały mu nie pasuje, to naraża się na zarzut "bezsensownego przetrzymywania psa" (bo się przeciez psina przywiązuje i krzywda wogóle och ach), ewentualnie wręcz zbieractwa.... Włącznie z tym, że kiedy nie oddałam do adopcji kociaka osobie, która wg mnie nie była odpowiedzialna, plus z tego powodu, że kot był jeszcze mocno chory, to poszła wieść że kociaczka "dręczę i marnuję mu dzieciństwo w klatce", oraz że się "biedne maleństwo u mnie kisi tygodniami". A co do znajomości psiej psychiki..... no cóż, dla niektórych pies 13 kg siedzący w klatce kennel IV (90 cm długości) to zbrodnia. Nieważne że się dzięki temu nauczył wyciszać i spokojnie znosić wchodzenie do domu obcych osób.... okazałam się potworem ;) do dziś zresztą nie jestem w stanie niektórym osobom wytłumaczyć, że do niektórych rodzajów treningu (np czystości) klatka MUSI byc dość ciasna, to nie ma byc wybieg.[/QUOTE] Ja już jestem traktowana przez rodzinę i niektórych znajomych jak dziwoląg, bo w ogóle wpadłam na pomysł skontaktowania się ze szkoleniowcem i behawiorystą :roll: bo jak to-psa się szkoli? a co ja Janek z 4 pancernych jestem? Jak kuzynka się zapisała na szkolenie ze swoim ONem to nie było większego zdziwienia, wszyscy kiwali z uznaniem głową. Natomiast mój 10-kg pies już takiego wrażenia nie robi. Małego wzrostem i wagą pewnie się łatwiej wychowuje i taki to problemów nie sprawia dopóki idzie utrzymać go na smyczy .... Moja przyszła teściowa ma się za wybitnego znawcę psiej psychiki i zachowań...stwierdziła teraz w wakacje, że przez te 2 miesiące wychowa Bilba na super-psa. Cały proces szkoleniowy miał miejsce z rana do południa gdy ja byłam w pracy i nie miałam o tym zielonego pojęcia. Efekt był taki, że pies użarł sąsiadkę w rękę, mama mojego TŻ oznajmiła, że powinnam psa uśpić, bo agresywny i śmiał się rzucić na osobę, która wcześniej strzeliła mu po pysku ścierą, bo ten pokazał zęby gdy chciała go pogłaskać. Wielkie zdziwienie, że pies zamiast się ukorzyć zaatakował drugi raz wyciągniętą rękę. Kolejna rzecz- wmawianie ludziom, że ma się takiego psa jak się sobie wychowa. Bzdura. Owszem- wychowanie jest potrzebne, choć wiadomo, że są psy super przyjazne i słuchające się właścicieli, którzy włożyli w cały proces zerowy wysiłek. Ale zapomina się o tym, że wśród psów również występują określone osobowości i z psa, który jest mało towarzyski nie zrobi się duszy towarzystwa, co najwyżej nauczy się go tolerować towarzystwo, tak samo jak z psa nastawionego do innych psów na zasadzie "spadajcie i dajcie mi spokój" nie zrobi się czworonoga proponującego każdemu napotkanemu psu zabawy.
  5. [quote name='ulvhedinn']Smyczek, sorki, ale.... nie wierzę w aż takiego pecha. Pytanie, czy na pewno problem tkwił w psach. Niestety zbyt często - jak już pisałam - własne błędy tłumaczymy "winą" i "spaczeniem" psa. Owszem, może się zdarzyć pies z faktycznym poważnym problemem, ale nie kilka razy pod rząd- chyba w totka łatwiej trafić ;) Żeby było zabawniej, najgorsze psy, jaki mi się trafiły w czasie prowadzenia tymczasu i wogóle zycia, to były psy z domów, nie po przejściach, i niekoniecznie ze schroniska, oraz szczeniak wychowany od urodzenia..... a najlepsze- to były psy z ciężkich warunków, z łańcucha, z budy, pobite, głodzone, pogryzione prawie na śmierć....[/QUOTE] Żaden szczeniak nie jest czystą kartą, co się często wciska ludziom. Prawda jest taka, że jak ktoś chce mieć psa ułożonego, posłusznego, fajny materiał do pracy, na którym można zdobyć już jakieś doświadczenie to moim zdaniem najlepszym wyborem byłyby dorosły pies z DT, taki który został sprawdzony na różne możliwe sposoby, a nie przebywa w DT zaledwie od miesiąca czy dwóch :roll: można też pomyśleć o zakupie pieska rasowego, z dobrej hodowli, prowadzącej odpowiedni socjal, hodowli z powołaniem, w dodatku pieska rasy uchodzącej za wcielenie łagodności. Większość psów na jakimś etapie swojego życia zaczyna sprawiać określone problemy. Inna sprawa, że każdy człowiek ma inny zakres tolerancji- ja np. nie zniosłabym gdyby mój pies sobie mógł latać z lewej strony na prawa i na odwrót gdy idzie na smyczy. A myślę, że większości ludzi to nie przeszkadza. Komuś innemu przeszkadzać będzie dopiero rzucanie się na ludzi, a już rzucanie się na psy będzie tolerować. Różni ludzi różne podejście. Ja miałam jednak pecha- poprzednie psy tez nie były rasowe, ale były to szczeniaki z wpadek, po wiejskich sukach, psach znajomych czy innych. Żaden z tych psów nie sprawił mi tyle problemów co półroczny szczeniak wzięty ze schroniska. Teraz Bilbo już jest dorosły, myślałam, że poradze sobie sama, ale jednak zmuszona byłam skorzystać z pomocy szkoleniowca, bo mnie ten pies przerasta. Na szczęście szkoleniowiec zachwycony nim jest, bo ponoć ten mój czworonóg to super ciekawy przypadek, pies super inteligentny, który ciągle przedstawia swoją interpretację wymaganych od niego poleceń. Inna sprawa, że strachliwy i po niemiłych przeżyciach. Z moich znajomych właściwie tylko ja i jeszcze tam jakies dwie koleżanki miały "pecha" (z czego jedna ma psa skrajnie agresywnego, który przekierowuje agresję na nią- ćwiczą z behawiorystą, a drugiej pies miał ogromne problemy z autoagresją, w dodatku zanim uporała się z jego lękiem separacyjnym zeżarł jej pół domu i sprawił, że straż miejska się pojawiła kilka razy), reszta osob posiadających psy ze schronisk trafiła na bardzo fajnie, super psiaki, przekochane, niezbyt wymagające :) ale nie łudźmy się- nie wszystkie psy trafiają do schroniska, bo się znudziły albo uczulają. Jest masa psów, które zostały zaniedbane wychowawczo do tego stopnia, że odkręcanie tego sprawi przyjemność jedynie osobie pasjonującej się psami. A prawdziwych pasjonatów wśród właścicieli czworonogów wcale nie ma dużo. Sporo ludzi traktuje psy jak większe świnki morskie, które trzeba wyprowadzać i karmić, chwilę się pobawić,a tak to niech się obsługują same. Tacy ludzie też mogą mieć psy, zwłaszcza mało wymagające kundelki w sile wieku byłyby pewnie zachwycone ;), pech niestety że czasami trafi im się jakiś bardziej wymagający, a wtedy się dzieje czysta masakra i pies albo ląduje w schronie albo do końca życia jest traktowany jako kula u nogi.
  6. [quote name='evel']Teraz ja :diabloti: Plan jest, ale się jeszcze klaruje. Ma być pies samiec, co najmniej 20 kg, ale nie więcej niż 35 kg, raczej krótkowłosy, ale to powiedzmy można nagiąć, jeśli inne cechy będą przeważały szalę ;) Budowy raczej szczupłej, nie podobają mi się psy przysadziste, klockowate. Nie musi to być piesek ładny, może być raczej kontrowersyjnej urody, czytaj: szczurowaty, paskudny, etc. :evil_lol: Czego oczekuję? Pasji. Łupowości. Chęci do pracy. Łatwego do wypracowania on/offu. Orientacji na człowieka. Co oferuję? Głównie kręci mnie obedience i IPO, a rozrywkowo na co dzień jakieś frisbee, tropienie, może hopsanie na torku a może nie ;) Do tego długie spacery z atrakcjami, rowerowanie i ogólnie - mam nadzieję - fajne, ciekawe spędzanie czasu z psami. W domu suka rezydentka kilkuletnia ze schronu, jakieś 11kg żywej wagi. Co mi nie przeszkadza? Nieufność do obcych, niechęć do zabawy z innymi psami, terytorializm/stróżowanie. Co mi przeszkadza? Znaczna lękliwość. Brak motywacji. Fiksacje. Jakieś propozycje? :evil_lol:[/QUOTE] A może któryś z belgów? Specyficzne psy, jak do takiego dotrzesz to masz psiego ideała, zresztą jak w większości przypadków. Z miotu wybrać najśmielsze i najbardziej łupowe szczenię i praca będzie samą przyjemnością :razz: Komu polecilibyście bulwę- buldoga francuskiego?
  7. [quote name='Aśka Belkowska']Z pewnym lękiem również adoptowałam tzw. "dzikiego psa". Właściwie to co napisałaś tez adoptowałam w komplecie. Mój nie umiał nawet pić wody. Ale nie mam do nikogo pretensji. Jest u nas od maja, ma teraz około 10 miesięcy i nie zamieniłabym go na innego nawet jakby mi ktoś dopłacał. Wizytę PA też miałam, byam nawet zaskoczona, że Pani nie chce wejść do środka. Pewnie zauważyła "psie szaleństwo" w moich oczach. Pozdrawiam.[/QUOTE] Co innego gdy pies nie umie pić wody, a co innego gdy trafia do Ciebie pies, który atakuje (gryząc, a nie jedynie szczekając!) każdego kto wchodzi do Twojego domu, na spacerach sieje zadymę i w każdym obcym psie widzi rywala, rzuca się na dzieci i Bogu ducha winnych ludzi. Ja właśnie takiego mam w domu, aktualnie się szkolimy i sa już bardzo duże efekty, ale sam szkoleniowiec stwierdził, że rzeczywiście ciężki przypadek z tego mojego Bilba, najprawdopodobniej o bardzo niemiłych doświadczeniach z przeszłości i olbrzymich brakach socjalizacyjnych. Ja sie nie poddaję, ale jest masa osób, które uważają, że psy ze schroniska są w jakiś sposób wdzięczne, że nie sprawiają problemów tylko się wtulają we własciciela w formie podziękowania za wyrwanie ich często z piekła. Widzę ile ludzi na spacerach, gdy dowiadują sie że Bilbo to schroniskowiec, mówi- o! to ma pani dobre serce! takie są najwierniejsze i wdzięczne!. Miałam w swoim życiu kilka psów i nie widze różnicy w wierności czy wdzięczności, cokolwiek przez to się rozumie. Widze jedynie roznice w sprawianiu problemów- Bilbo to jak do tej pory najbardziej problemowy pies. A po tych kilku poprzednich miałam się już za doświadczonego psiarza ;)
  8. [quote name='miclew']Witam. Posiadam dwa psy: 10-miesięcznego psa pirenejskiego oraz 9-miesięcznego owczarka niemieckiego (oba psy). Mój problem zaczął się kilka dni temu i jest związany z agresywnym zachowaniem pirenejczyka wobec onka podczas jedzenia. Ale po kolei. Pieski są ze sobą od małego, moim zdaniem bardzo się lubią i nigdy nie było między nimi konfliktów innych poza opisanym poniżej. Do tej pory pieski jadły zawsze razem (w ogrodzie lub w kojcu), każdy dostawał swoją miskę i był spokój poza jedna rzeczą. Pirenejczyk dość długo spożywa swoją porcję (jakieś 5-8 minut), natomiast onek pochłania wszystko poniżej minuty. [B]I wtedy próbował podjadać pirenejczykowi, lecz ten zawsze go skutecznie odganiał (warczał, chwytał zębami, lecz bez gryzienia)[/B]. Podobnie było gdy pieski dostawały np. kość, wtedy każdy był zajęty swoją. Nawet jak pirenejczyk nie dał rady zjeść, pozwalał dokończyć ją onkowi. Tak było do piątku. Daliśmy im wtedy kości i się zaczęło. Pirenejczyk zaatakował onka dość solidnie, tak że ten zaczął piszczeć (kość go nie interesowała). Nie wiem czy postąpiłem słusznie, lecz chwyciłem agresora za sierść na karku i odciągnąłem od onka. Wtedy próbował mnie ugryźć. Na szczęście sposób w jaki go chwyciłem uniemożliwił mu to, trzymając go tak wyszedłem z kojca. W tym czasie żona zabrała kości i wszystko wróciło do normy. Pirenejczyk złagodniał, wykonywał komendy, było jak zawsze. Na początku myślałem, że taka sytuacja może się wydarzyć tylko z kością, ponieważ kość można zabrać i przenieść w dowolne miejsce, pełnej miski pies nie przeniesie. Lecz już wieczorem moja teoria została obalona. Pieski dostały miski jak zawsze (kilka metrów od siebie) i się zaczęło. Pirenejczyk zaatakował onka a potem zjadł dwa dania (onka dokarmiliśmy później). Teraz aby uniknąć takiej sytuacji albo rozdzielamy pieski (jeden je w ogrodzie, drugi w kojcu) albo oba w kojcu (pirenejczyk jest wiązany). Niestety to nie do końca rozwiązuje problem, ponieważ onek boi się podejść do swojej miski. Wcześniej zawsze był pierwszy a teraz musimy go zachęcać. Prosiłbym o poradę dla opisanej sytuacji. najlepiej gdyby udało się wrócić do tego co było (wspólne jedzenie bez agresji). Nie ukrywam, że rano przed wyjazdem do pracy cała ta "procedura" rozdzielania jest męcząca a do roku pieski muszą jeść dwa razy dziennie. Z drugiej strony mam obawy czy w przyszłości nie dojdzie do kolejnych konfliktów z innych powodów. Obecnie pieski fajnie biegają sobie, bawią się ze sobą i co najważniejsze mają sporo ruchu. Spacery, które również mają codziennie odbywam oddzielnie i są one połączone już ze szkoleniem/zabawą.[/QUOTE] [B]To był duży błąd. To wy dajecie jedzenie i to Wy musicie pilnować, żeby każdy zeżarł swoją porcję i nie podbierał drugiemu. Bądźcie sprawiedliwi. [/B]Psy sa w takim wieku, w którym zaczynają buzować hormony. Zaczynają się konflikty, tak jak u dorastającego rodzeństwa. Wiele psów nie potrafi jeść w obecności swoich pobratymców, przygotujcie się, że czeka Was rozdzielanie psów na czas jedzenia. Pirenejczyk dotychczas nie znajdował u Was wsparcia to zaczął brać sprawy we własne łapy. Widocznie wykminił, że jak zaatakuje wcześniej to ma później spokój. Mało tego- wykminił,że jak pogoni kumpla to nawet jego porcję dostanie. Sytuacja z odgonieniem ONa od miski i zjedzenie jego porcji- jak w ogóle mogliście na to pozwolić? Bądźcie sprawiedliwymi przewodnikami Waszych psów, nawet jeśli teraz musielibyście karmić je trzymając równocześnie na smyczy- nie możecie pozwolić, żeby pirenejczyk tak sobie gnoił bezkarnie ONa, i nie możecie też pozwolić na to, żeby ON się bawił w złodzieja-podbieracza. Z takich doraźnych porad- warto dawać psom smakole równocześnie, traktować je jak bliźniaki, być sprawiedliwym i do bólu konsekwentnym. To Wy decydujecie ile psy dostaną, nie pozwalacie na kradzieze i wcinanie się z nosem w nie swoją michę. Karmcie je na razie w pewnej odległości (najlepiej dużej), pirenejczyka na smycz i jak tylko będzie chciał ruszyć na ONa to korekta + fe! Równocześnie ONowi nie pozwalajcie na zbliżanie się do drugiego, gdy ten je
  9. [quote name='AlaRottweiler']Witam Mam pewien problem Otóż moja sunia wzięta ze schroniska była bardzo agresywna do psów Popracowałam z nią i teraz na widok psa merda ogonem i chce się bawić Wszystko gra, cieszy się ona i inny pies :multi: Zabawa psuje się kiedy pies chce ją obwąchać Wtedy warczy i jest gotowa do ataku... :shake: Ona może go wąchać on jej już nie Nawet na szczeniaka warknęła :crazyeye: Macie jakieś pomysły co robić w takiej sytuacji ?[/QUOTE] Ponoć zaobserwowano, że natarczywe obwąchiwanie przez inne psy suki w trakcie cieczki (zwłaszcza młodej suczki, która niezbyt ogarnia co się dzieje) może wywołać u niej traumę i później psi nos koło jej tyłka będzie odbierała jako zagrożenie. Może Twoja ma jakieś wspomnienia tego typu? Mój pies nienawidzi być obwąchiwany przez inne psy, nie lubi innych psów i jest przeszczęśliwy, gdy możemy innego psa wyminąc bez konieczności witania się z nim. Nie ma żadnych psich przyjaciół, no może jednego czy dwóch, ale na zasadzie "siema, co tam, to ja spadam", żadnych harców, raz na jakiś czas może się zdarzy zabawa, ale trwa 3 sekundy i Bilbo odchodzi. Moim zdaniem zrównoważony pies sam oceni czy potrzebuje kontaktów, zabaw czy nie.
  10. [quote name='xxxx52']Pojawily sie nowe rasy ,niektore tworzone zostaly i sa ulepszane juz min25 lat np.Elo-krzyzowka Eurasier,Bobtail,Chow-Chow. Probowano jeszcze krzyzowac dalmatynczyki i Samojedami ze wzgledu na ladna postawe i budowe ciala. Niektore rasy psow zostaly skrzyzowane ,a nie powinny byc ,bo nie pasuja do siebie tzn Jack Chi tzn. Jack Russel z Chihuaha,ktore sa psami hipera-aktywnymi Basset mit Beagel _Beagle Hound albo Mops mit Beagle,czyli Puggle. Innym przykladem sa: Labradoole krzyzowka Labradora z Pudlem Eurasier- z lat 50 dziesiatych-Chaw-Chaw z Szpizem Krmfohrläander-z lat 1940 -Griffon z Foxterierem Prager Rattler-Pinczer krzyzowka roznych typow pinczerow Ps.moja dygresja Co jeszce wymysla hodowcy,czy musza ciagle wykonywac eksperymenty na psach?Co maja z tego psy,oprocz duzych cen z ich sprzedazy np.Elo kosztuje powyzej 1000Euro.Czy tworzenie ciagle nowych ras jest potrzebne i po co?[/QUOTE] Ale to nie jest wcale jakaś zmora obecnych czasów. Dawniej też powstawały różne mniej lub bardziej udane krzyżówki. Dlaczego? Dobre pytanie, może dlatego, że każdy ma jakąś swoją wizję danej rasy, ludzie lubią się bawić genetyką, są ciekawi co wyjdzie z różnych skojarzeń. Owszem, często to wyrządza sporo szkody rasie, ale skoro są chętni na takie psy (mam na myśli ostatnie krzyżówki z pudlem) to znaczy, że ludziom nie przeszkadzają takie "eksperymenty". Natomiast czy są słuszne i potrzebne to inna sprawa, tutaj zdania mogą być podzielone. Ja nic złego w tym nie widzę, choć oczywiście bym krytycznie podchodziła do zapewnien, że to w celu "poprawienia rasy", bo jak wiadomo- każdy przez "poprawienie" rozumie co innego. Zauważ też, że nie dotyczy to tylko psów, lecz też inny zwierząt, roślin.
  11. [quote name='evel']Gwarancją nie jest. Ale jak chcę [B]dobrego [/B]psa [B]rasowego [/B]to szukam z papierem i to chyba nie jest dziwne?[/QUOTE] Zależy co rozumiesz pod pojęciem "dobry". Co do reszty sie zgadzam- rasowy jest tylko pies o udokumentowanym pochodzeniu, dokumentem jest w tym przypadku rodowód, choć biorąc pod uwagę to, że papiery wydawane przez stowarzyszenia zrzeszające pseudo również określane są rodowodami, wypadałoby zawsze mówiąc o rodowodzie zaznaczac, że chodzi o ten Związku Kynologicznego.
  12. [quote name='evel']Papierek gówno daje? A to dobre. Więc jak chcę psa o określonym charakterze, psychice oraz wyglądzie, to mam sobie kupić z giełdy? :lol:[/QUOTE] Rodowód nie jest ani gwarancją charakteru ani psychikii ani wyglądu. Zdrowia też. To jedynie gwarancja pochodzenia.
  13. [quote name='filodendron']Nie wiem, skąd - ale na pewno nie ma tam mojego psa. My mieszkamy w bloku, a na spacerach używamy smyczy.[/QUOTE] To się chwali, szkoda, że więcej właścicieli psów nie ma takiego podejścia. [quote name='Vectra']upychanie psów w brudzie , ciasnocie , biedzie - raczej cywilizowane nie jest. skoro my ludzie powołujemy na świat kolejne psy , to mamy i przymus redukować nadprodukcję ... i to nie jest barbarzyństwo , tylko humanitarne działanie. Barbarzyństwem jest trzymanie psów kilka lat w schronach.[/QUOTE] Ja na świat psów nie powołuję. Tym bardziej nie będę im odbierac życia i nie będę twierdzić, że jest to humanitarne, bo dla mnie nie jest. Inna sprawa, że żadne sposoby walki z bezdomnością nie są humanitarne.
  14. [quote name='filodendron']Mój pies nigdy nie krył i nigdy nie będzie, bo nie jest rasowy - ergo: nie ma uprawnień. Nie wyje, nie sprawia problemów. Dlaczego chcesz mi wyciąć zdrowego psa?? :diabloti: Kto mi zapłaci za leczenie, jeśli pojawią się jakieś komplikacje związane z zabiegiem lub zmienioną po nim gospodarką hormonalną? Mało to było na dogo psów z posterylkowymi problemami z tarczycą?[/QUOTE] Setki ludzi takich jak Ty mówiło, że nigdy nie krył i kryć nie będzie a potem dziwnym trafem jednak się krycie zdarzało. I tez każdy mówił "mój nie będzie". To skąd pod płotem moich teściów 5 różnego rodzaju piesków które wytrwale w słońcu i deszczu czekają na obiekt chcicy? No tak, ale jak się ma psa to kłopotu ze szczeniakami zero, niech się właściciel suki martwi, bo w końcu też niedopilnował ;) Wiadomo, że przymusu kastracji sie nie wprowadzi, ale ja osobiście jestem za tym żeby zwierzaki kastrować jeśli nie mają one służyć do tego szczytnego celu jakim jest ulepszanie rasy cokolwiek to znaczy. [quote name='Vectra']konieczne to jest karanie za lewe mnożenie piesków , znakowanie i wpisanie do uczciwej bazy danych ... i jak u cywilizowanych sąsiadów , pogłowie psów się samo ograniczy jak nie będzie świetnym zarobkiem nad którym państwo nie ma kontroli.[/QUOTE] Utopia ;) U naszych cywilizowanych sąsiadów masa zwierzaków sprzedawana jest w sklepach zoologicznych, to sa często szczeniaki sprowadzane z hodowli z innych krajów, gdzie pseudo sobie działa i ma się świetnie. U naszych sąsiadów jedną z metod walki z bezdomnymi psami jest usypianie tych nieadopcyjnych (i znów pojawia sie pytanie- kto stwierdza, że dany pies jest nieadopcyjny?) oraz tych, które w określonym czasie nie znajdą właściciela. Nie wiem czy my jako kraj jesteśmy mniej cywilizowani niż oni, zależy kto co rozumie pod pojęciem "cywilizowany".
  15. [quote name='cienkun']Powiedzcie mi tylko czemu jakikolwiek by nie był tytuł wątku, to i tak ktos zacznie pisać w nim o kastracji?? Jakies zboczenie? :evil_lol:[/QUOTE] Po prostu wywiązała się dyskusja dotycząca ingerencji człowieka w naturę. Zarówno kastracja jak i kopiowanie uszu/ogona to ingerencja w naturę, dla mnie całkiem normalne wydaje się poruszenie tego tematu przy okazji ;)
  16. [quote name='a_niusia']taaa...na pewno psy darii co tydzien maja gosci, zeby sobie ulzyc.[/QUOTE] Nie wiem i mało mnie to obchodzi. Zastanawiam się tylko co to za dziwna sytuacja, że psy bez uprawnień nigdy nie dopuszczane do suki wyją pod oknami a reproduktory to aniołki.
  17. [quote name='Darianna']Mam dwa jajeczne samce, oba reproduktory, które kryły suki. Mieszkam w bloku i ostatnio do jednego z nich przyjechali goście z narzeczoną. Przez cały czas trwania randki jeden był odizolowany w osobnym pokoju, na noc zaś oba w tym pokoju siedziały, suka za ścianą w innym pokoju. O dziwo nic nie wyło, nie szczekało, nie próbowało staranować drzwi... Nie rzucali się jeden na drugiego (bo hormony im buzują...). Na co dzień zaś funkcjonują w dużym stadzie spacerowym gdzie są i psy i suki i nikogo zagryźć nie próbowały. PS. z tego krycia urodziło się 15 szczeniaków kilka dni temu, więc mimo braku nadmiernych emocji było owocnie ;) PS2. chłopaki są uprawnionymi reproduktorami ZKWP, uprzedzając pytania o pseudo ;) sorry za offtop, ale się nie mogłam powstrzymać[/QUOTE] Czyli z Twojej wypowiedzi i z wypowiedzi nieco wyżej możnaby wywnioskować, że psy niekastrowane dopuszczane do suk nie mają problemów z wyciem pod drzwiami, ogólnym "kogo tu zgwałcić" czy brakiem apetytu przez ileś tam dni. Bo te opisane wyżej zachowania przejawia sporo psów niekastrowanych, więc to, że 100 reproduktorów nie ma na tym tle problemów nie oznacza że 1500 typowych blokowych kundelków na cieczkę suki mieszkającej zaraz obok reaguje spaniem. Podobnie jak z tym upilnowaniem psa- na ogół jest tak, że "no kurcze, zwiał mi, a nigdy mu się nie zdarzało". I z takich "no kurcze" rodzi się nie 15 zapewne chcianych szczeniąt o super pochodzeniu ale kilka(naście) szczeniaków, które tylko przy ogromnej ilości szczęścia nie zostaną oddane do schroniska, sprzedane dziwnym typom, nie trafią do rozmnażalni czy nie będą spędzać najniższych mrozów w budzie na podwórku. Oczywiście nie odbierz tego jako ataku, chcę tylko zaznaczyć, że na obecną chwilę, przy takiej a nie innej sytuacji w Polsce konieczne jest kastrowanie wszystkiego co ma cztery łapy, ogon, szczeka i nie ma uprawnień (pytanie jakich- bo w końcu psy ze stowarzyszeń zrzeszających pseudohodowle w rozumieniu zwolenników ZK uprawnienia mają, a do regulaminu ZK też można mieć pewne zastrzeżenia). Kastracja to zabieg potrzebny, można go uznać za ludzką wygodę i ja się z tym zgodzę. Natomiast nie zgodzę się z rozumowaniem przedstawionym tu przez niektórych, którzy sądzą, że kopiowanie to ingerencja w naturę więc dlatego jest złe. Przepraszam bardzo- człowiek w naturę ingeruje już od tysięcy lat, przecież rasy psów to tez efekt ingerencji człowieka w naturę. Nasuwa się tylko pytanie- gdzie są granice ingerencji w wygląd psa- czy kończą się na kopiowaniu uszu i ogona czy może na farbowaniu psiej sierści? czy w sytuacji gdy będzie ogólne przyzwolenie na tego typu zabiegi nie zaczną się granice przesuwać i zamiast takiej dyskusji jak ta tutaj będziemy mieć dyskusję nad wyższością psów z kopiowanymi uszami nad psami z kolczykami i tatuażami na wygolonej mordzie?
  18. Ja bym nie snula jakis wizji psicy domyslajacej sie niczym lady z Zakochanego Kundla że nastaje koniec jej słodkiego żywota. Suka przeżywa to na swój sposób, poza tym izolowaniem się od Ciebie są jeszcze jakieś problemy typu brak apetytu/chęci do zabawy? Byc może to Ty zachowujesz się tez inaczej, co jest całkiem zrozumiałe, możesz być bardziej drażliwa, może przybita czasami, wahania hormonalne itd- może trafiłaś na psa, który ma bardzo wyczulone zmysły, jest przy tym wrażliwy i dlatego tak reaguje ;) mozliwe ze Ty nie widzisz zadnych zmian w swoim zachowaniu a ona doskonale je wyczuwa Jeśli nie ma ochoty na kontakt to jej do tego nie zmuszaj, krzywda jej się nie stanie jak nie będzie się na razie przytulała
  19. [quote name='Vectra']patrząc na polskie schroniska dla psów , nie jest :) [/QUOTE] A moze bardziej cywilizowany jest Zachód, gdzie po prostu pies trafiający do schroniska ma kilka tygodni na znalezienie domu, a jak nie znajdzie to jest poddawany eutanazji? W Polsce sporo jest zwierząt nieadopcyjnych, wielkie akcje na dogo, bazarki na super behawiorystów. Może lepiej takie psy usypiać i promować te mniej kłopotliwe? Może wtedy będziemy bardziej "cywilizowani"?
  20. [quote name='ubasia']jestem starszą panią, która w swym życiu miała wiele psów; w tym nawet 3 rottweilery, jeden ze schroniska. W lutym odeszła moja ostatnia rottka i wzięłam ze schroniska ,tym razem mieszańca, sunię po sterylizacji w wieku ok. roku.Sunia jest przemiła pod warunkiem,że jestem w domu.Gdy tylko wyjdę niszczy straszliwie.Jej ostatnie osiągnięcie, to w dwie godziny: obgryzienie 2 drzwi , zgryzienie 2 cokolików oraz nadgryzienie ramy przy lustrze.Ludzie ,błagam pomóżcie mi, bo naprawdę, skończę zawałem.Ja już psychicznie nie wytrzymuję, a nie chcę suni zrobić krzywdy.Po ostatnim jej wyskoku, kompletnie ją ignoruję ale nie wiem czy to pomoże - MOŻE KTOŚ MI COŚ DORADZI !!!!!!!!!!!!!!!!![/QUOTE] Lęk separacyjny. Częsta przypadłość psów schroniskowych. Różne są metody postępowania, jeśli pies niszczy to najlepiej zacząć od klatki i stopniowego przyzwyczajania psa do niej. Na forum powinna Pani znaleźc informacje jak przyzwyczaić psa do klatki, proszę postępować zgodnie z nimi i za nic nie zamykać w niej psa dopóki nie pokaże jej pani, że klatka to schronienie. Nie można doprowadzić do sytuacji, w której pies zaczyna odbierać klatkę jako zagrożenie. Przyzwyczajanie psa do klatki i budzenie w nim pozytywnych skojarzen z nią, a także sprawienie, ze odbiera on ją jako swoje bezpieczne schronienie zajmuje różną ilość czasu. U mnie trwało to zaledwie 5 dni, natomiast moja znajoma, która miała właśnie podobny przypadek do opisanego przez Panią, swojego psa przyzwyczajała do klatki ok 2-3 tygodni, ale on był dość specyficznym przypadkiem i trzeba było bardzo powoli z nim postępować. Na chwilę obecną (zanim przyzwyczai Pani ją do klatki) lepiej zamykać psa w mniejszym pomieszczeniu bądź uwiązywać go w odpowiednim miejscu, bo nie dość że szkody wyrządzi to jeszcze sobie krzywdę może zrobić. Można też dodatkowo pomyślec o przegłodzeniu psa i podrzuceniu mu różnych gryzaków, zabawek typu kong itp. na czas wyjścia. Nie witać sie z psem, ani nie żegnać. Dodatkowo w trakcie dnia izolować od niego- żadnego ciuciania, ciągłego wołania, zabierania ze sobą z pokoju do pokoju. Pies musi zrozumieć, że to, że nie może z Tobą przez jakis czas przebywać nie oznacza dramatu. Ona po prostu jest w pewien sposób od Pani uzależniona, trzeba jej pokazać, że chwila samotności nie oznacza nic złego. Jeśli problem dalej będzie występował radzę skontaktowac się z dobrym behawiorystą, on pomoże. I jeszcze jedno- suka tlyko niszczy czy może też szczeka/wyje?
  21. [quote name='natalia.aleksandrov']Takich to już się nie da wychować, bo z tego, co wiem - robi to nagminnie. Masakra...[/QUOTE] No, teraz będzie uwazniej patrzec gdzie piesek sra i czy przypadkiem ktoś nie idzie- zbierać nie będzie, szczerze w to wątpię. Ale brawo dla Ciebie :)
  22. Dostałam od niej wiadomość, że podobnie jak ja, w ogóle nie wpadła na pinczera średniego i manchestera :) obie rasy bardzo jej przypadły do gustu jeśli chodzi o wygląd, teraz ma zamiar kontaktować się z właścicielami i hodowcami, żeby poznać charakter tych psów :) wielkie dzięki za pomoc!
  23. Chyba za dużo ich w Pl nie ma, co? Bo nigdy mi się jeszcze nie obiła ta nazwa o uszy, nawet z ciekawości zajrzałam do różnych książek z psimi rasami i cisza :(
  24. Ok, dzięki, też zasugeruje żeby się im przyjrzała ;)
  25. Właściciel. Art. 431 KC § 1. Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy. Innymi słowy- puszczasz na spacer ze swoim psem np. swoją sąsiadkę->pies na skutek niedopilnowania np. zniszczy jakiś drogi przedmiot innego sąsiada-> odpowiedzialność ponosisz Ty. Z tym wyprowadzaczem to na dobrą sprawę możecie też się procesować i od niego żądać pieniędzy jeśli rzeczywiście rodzice dziecka wniosą sprawę do sądu. Ale tak czy siak- wy będziecie płacić odszkodowanie.
×
×
  • Create New...