Dzisiaj spaliliśmy Marzanny. Trochę mieliśmy opóźnienia, bo dzieci nie chciały się zgodzić jako, że same je wyprodukowały, ale w końcu udało się je przekonać. Maksiowi się bardzo podobało. A najbardziej te długie włosy z krepiny. Zanim doszło do palenia, to kukły łyse były, a Maksiowi wisiały z pyska kolorowe wstążki. Jak on pięknie wyglądał jak tak biegł przez ogród, a ta krepina
powiewala na wietrze...Ale szybko wrócił, bo doszliśmy do wniosku, że jak jest ogień, to upieczemy kiełbaski. Oczywiście Maksio piekł z nami i pilnował, żeby się nie przypaliły :)
A co się przy tym naszczekał to jego. Zimno było straszliwie, ale Maksik
dzielnie wytrzymal, za to po powrocie zagrzebał się w swój kocyk i przespał całe popołudnie.
Teraz czekamy na wiosnę :)