-
Posts
13197 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
14
Everything posted by Figunia
-
Jak miło się czyta takie relacje! Oczywiście pomijając ból rozstania... Naprawdę Pokerku masz szczęśliwe ręce do adopcji. Zazdroszczę...ale tak pozytywnie...
-
Drogie Ciocie, trochę pieniędzy przepadło, wiadomo, bo choć bilet na samolot z tanich linii, to autobus z lotniska do centrum Sztokholmu, kosztuje już znacznie więcej. Jednak zabrakło tych choćby 3, 4 dni (bez psa) bym mogła spokojnie załatwić wszystkie sprawy. W końcu zostawiam mieszkanie na 5 m-cy, no i jakieś prezenty też chciałam kupić ,a że córka uwielbia polskie jedzonko, sobotę powinnam była poświęcić na zakupy, bo np. chlebek trzeba kupić w przeddzień... A Lonia to mały cygan i kombinator. Wystarczy się odwrócić i już dobiera się do brzusia. Nie można spuścić jej z oczu. No i okazało się, że fartuszek niestety nie spełnia zadania. Ona ma tak cienkie nóżki, że ściągacze są za szerokie, spokojnie wsadza tam swój cienki pysio i liże się w najlepsze. U Pani Agnieszki byłaby od poniedziałku sama przez jakieś 4 godziny, więc trzeba by myśleć o jakimś dodatkowym zabezpieczeniu. Już pomijam sprawę uczuć. Ale całkiem inaczej oddaje się psa, któremu nic nie dolega i nie ma oporów przed innymi ludźmi, do wszystkich się cieszy lub choćby jest przyjaźnie nastawiony. A oddawać stareńkie stworzonko, ktore tak mi zaufało i wciąż upewnia, czy jestem obok - kiedy jest słabiutkie, biedne - no nie mogę... Ale numer, nie mogę wkleić posta. Na dole jest tylko "zapisywanie posta" bez opcji "Wyślij"... Teraz już jest dobrze...chyba...
-
Sniezka odeszla za TM..nawet niebo po niej płakało.
Figunia replied to giselle4's topic in Już w nowym domu
Czas pędzi, mijają tygodnie, miesiące. Zostaje pamięć, smutek ale i nadzieja, że Sunia biega radośnie gdzieś tam w Psim Raju... -
Jesteśmy już po zastrzyku. Na szczęście wet który jest blisko mnie nie zrobił niespodzianki i przyjmował do 13-tej. Anica- piękne podziękowania dla Ciebie za oferowaną pomoc.!!! Już byłam spokojna, że w razie czego, dzwonię do Ciebie. Też będę chciała nauczyć się robienia zastrzyków. Tak słyszalam, że to żadna filozofia, a ileż kłopotów mniej. Jeszcze raz DZIĘKUJĘ kochana za chęć pomocy!!!! W tą drugą noc malutka zrobiła mi niespodziankę. Obudziłam się (często się budzę w nocy i sprawdzam, czy z nią wszysko w porządku) i mialam spać dalej, ale coś mi się nie spodobało...dotykam ją, glaszczę i nagle olśnienie - nie ma fartuszka. Otrzeźwiałam momentalnie. Ta glizda ściągnęła sobie właśnie fartuszek i chyba dobierała się do dalszej "rozbiórki". Miała jeszcze na sobie "majty" w ktore zapakował ją wet po operacji. Coś b. miękkiego, jak wata, z opatrunkiem, opakowane bandażem. No i te majty już były prawie ściągnięte. Wszystko poprawiłam, załozyłam, zawiązałam i nie wiem kiedy usnęłam ( odsypialam kilka marnie przespanych nocy), nad ranem znowu coś mnie budzi - panienka leży golutka, bez niczego... Nie widziałam, by się wylizywala, chyba tylko ściągnęła z siebie wszystko albo też znowu obudziłam się w porę, bo niczego sobie nie zrobiła. Wet powiedział, że szew jest w porządku, suchy, bez wycieków - nie mogę jej jednak na moment spuścić z oczu, taka zdolna z niej bestyja jest. Wet zaproponował, by dawać jej Hepatil na tą chorą wątrobę. Nie wiem tylko, jak teraz pogodzić wszystkie te leki, Oprócz kropelek na serce, które dostaje w podstawowym posiłku (obiedzie), daję jeszcze 2 x dz. tabl. p/bólowe, ostropest, mielone siemię lniane i pestki moreli. Mam nadzieję, że siemię lniane nie będzie "kłócić" się z lekiem na serce, a hepatil z ostropestem... Aniu - doktor powiedział coś w tym stylu (bo dokładnie nie powtórzę), że kłopoty z krzepliwością krwi i żółtaczka (miała żółte błony...??? - oj, mam luki w pamięci, ale na pewno Poker wszystko sprostuje) wskazują na chorą wątrobę. Powiedziałam, że badania krwi robione w czerwcu, wykazaly podwyższone parametry wątrobowe i tylko pokiwał głową... Jeszcze napiszę, że jutro nie lecę. Zostaję z Lonią, aż wróci do formy. Musi być zdrowa i silna. Córka już wiem i Pani Agnieszka też. Za 10 dni ściągane będą szwy i wtedy zobaczymy ...jak będzie wszystko ok, to będę myśleć o locie.
-
Ciocie kochane dziękuję za to, że tak serdecznie kibicujecie Loni w jej dochodzeniu do siebie! Jutro niestety znowu się malusia zastresuje, bo musimy podać antybiotyk (zastrzyk). Szkoda, że nie umiem sama tego zrobić, choć w sumie to nie wiem, czy bez dodatkowej pary rąk, dałabym sobie z nią radę. Będę się starała złapać weta, który jest dość blisko mnie, ale ponieważ często gabinet jest zamknięty (zwłaszcza, gdy mam ważną sprawę), obawiam się, że będzie trochę nerwów z szukaniem czynnego gabinetu - bo to sobota. I to bieganie, szukanie weta z świeżo operowanym psem na rękach nieco mnie przeraża...
-
Malunia była po raz drugi i znowu ładnie się spisala. Wszystko zrobione jak należy! Potem czekala z niecierpliwością na miseczkę z jedzonkiem ale pod koniec, kiedy wyjadała ostatnie kąski nagle odeszła. Mymlała coś w buzi i wypadały z niej kawałeczki mięska, ziarnka ryżu. Nigdy dotąd nie zostawiła w miseczce ani ździebełka, więc trochę mnie to martwi. Czy ją coś w pysiu zabolało? To było samo posiekane mięso i troszkę ryżu, nawet chrząstek jej nie daję. Oby nie kolejny zębol do usunięcia... Teraz śpi schowana pod kołderką. Jeszcze dodam, że o ile rano było takie słabiutkie machanie ogonkiem, to teraz po powrocie ze spacerku (raczej tylko wyniesieniu na trawkę), kiedy wrociłyśmy do domu, ogonek machał jak śmigiełko. Boziu, jak to cieszy...
-
Anulko, jest coraz lepiej. Pierwsza noc to wiadomo, ciężko jest, jak zwierzaczek taki obolały, nieprzytomny. Już nie chcę nawet do tego wracać. Jest w tej chwili po tabletce i śpi. Co jakiś czas podnosi łebek, sprawdza chyba czy jestem, i śpi dalej. Tabletka działa. A doktor przepisał scanodyl. Na trawkę niebawem idziemy po raz drugi. Telefon do weta wciąż pod ręką. Wczoraj byłam bliska tego, by dzwonić, na szczęście Poker mnie uspokoiła, że Lonia ma prawo tak się zachowywać (nie mogła utrzymać się na nóżkach późnym wieczorem, kiedy wydawało mi się, że powinno już być ciut lepiej). Jeszcze nie cieszę się, nie wiwatuję ale nadzieja, że Krasnal powolutku wróci do formy i jeszcze pożyje dłuuuugo w zdrowiu jest coraz większa. Tylko trzeba ją leczyć. I chore serduszko (widać jeden lek ktory dostaje, to jeszcze za mało) i z uwagi na dość zaawansowany wiek - wzmacniać cały organizm babuni, a zwłaszcza niezbyt wydolną wątrobę. Widzę, że edytowalaś post, ale już nie będę niczego kasować. Tak, Dogo mocno "nawala" z tym wklejaniem postów, też to zauważyłam.
-
Anica - będę trzymała kciuki za Twojego Skarba. Będzie dobrze. Jamniczki to dzielne sunie!!!! Jasia zdaje się jest w zbliżonym wieku do Loni. Skoro Lonia dala radę, to i Jasi się uda! Ale te pierwsze godziny po zabiegu są b. trudne. Wiesz zresztą o tym dobrze. Dziękuję za info o kawie. Lonia zdaje się zjadłaby konia z kopytami, więc nie muszę dawać jej kawy. Ale zawsze warto o tym wiedzieć. Śpi moja maleńka. Co jakiś czas podnosi główkę i patrzy na mnie (wydaje mi się z wyrzutem...) ale podchodzę, głaszczę, tłumaczę, żę musiała przez to przejść po to, by jeszcze bardziej nie zachorować i więcej cierpieć - kładzie się i spi dalej.
-
Noc była dość trudna. Nie wiem, czy Lonia cokolwiek spała. Wciaż miała otwarte oczka, co jakiś czas wstawała na łapki i tak stała. Za którymś razem zestawiona na podłogę zrobiła nieduże siusiu. Zwilżałam jej ten biedniusi języczek, który długi czas wystawał z boku. Ale nie reagowala zbytnio, nie chciała pić, Dziś od rana widzę malutką poprawę. Wzrok ma już inny. Wyniesiona na trawniczek pięknie zrobiła wszystko!!!! Stoi na nóżkach już pewniej, nawet przez chwilkę powolutku sobie dreptała. Zaraz po powrocie zagrzałam jedzonko i pięknie zjadła drobno pokrojone mięsko kurczaka. Balam się, czy będzie chciała jeść, zwłaszcza, że trzeba było dać ćwiartkę tabl. p/bólowej - obawy były niepotrzebne, bo na jedzonko wręcz się rzuciła. Zjadlaby jeszcze, ale doktor kazał dawać małe porcje, częściej. Nie odchodzę od niej dalej, niż do kuchni. Zostawiona na tapczanie, może chcieć zeskoczyć. Jak zostawię na poslanku na podłodze, może akurat chcieć wejść na tapczan. Dobrze, że mam w domu trochę jedzonka typu makaron, ryż, ziemniaki, bo nie wyjdę z domu nawet na 15 min. Mam nadzieję, że jutro już będę mogła ją zostawić na jaką godzinkę. Siostra proponuje, że przyjedzie do mnie pomóc, zrobi zakupy, itp, ale nie chcę tego, jest paskudna pogoda a Ona dość marnego zdrowia jest. Damy radę, tylko nich Lonia wraca do zdrowia i sił. Dziękuję wszystkim Dobrym Duszom, ktore nas wspierają, martwią się o Lonię, trzymają kciuki. Bogusik, Anula, Ewunia Gonzales, Malagos, Irysek, b-b, AgaG, Togaa, Anica i oczywiście Poker, która mnie tak wspiera i wciąż o Loni myśli (mam nadzieję że nikogo nie pominęłam) - Jesteście kochane!!! Nawet nie wiedziałam, jakie to ważne mieć tyle życzliwych osób koło siebie.
-
Zaczynam się niepokoić o malutką. Cały czas leży, nie pije, nie chce wstawać. To na stole po operacji już usiłowala wstać na nóżki, a teraz nic, choć wlaśnie przed chwilką na moment jakby się podniosła na łapki i zaraz upadła na boczek. Doktor kazal dzwonić, gdy coś mnie zaniepokoi (nie umiał powiedzieć, co). Nie chcę dzwonić niepotrzebnie żeby nie było że histeryzuję., więc jeszcze poczekam, choć to już pora na pójście siku. Nie wiem, jak to będzie. I jeszcze tak zimno ... Dopisuję, bo jeszcze ten net mnie dobija. Odchodzę na chwilę od kompa, już się rozłacza. A potem czekam pół godziny lub więcej (jak wczoraj ponad 2 h), kiedy łaskawie znowu się połączy.
-
Malunia śpi pod 5 kocykami i z butelką ciepłej wody u boku. Operacja była trudna i dość długa. Dopiero ok. 16.30 byłyśmy w domu. Lonia jest staruszeczką 16 letnią. Tak teraz ocenił doktor jej wiek. Do tego ma żółtaczkę, problemy z krzepliwością krwi. Wszystko wskazuje na problemy z wątrobą. Ma też jakieś nieprawidlowości jak chodzi o nóżki - zwichnięte rzepki - o ile czegoś nie przekręcam. Ale ten akurat problem, jest mało istotny wobec tych, które wymagają koniecznego leczenia. Powinna wg doktora, być leczona geriatrycznie i kardiologicznie - ma wadę serca. Pan doktor, tak jak było umówione, wziął za całość 300zł. A jeszcze dostałam 4 tabletki p/bólowe i 2 strzykawki z antybiotykiem. Zdjęcie szwów za 10-14 dni a w sobotę trzeba podać podskórnie pierwszy antybiotyk. Dziękuję serdecznie za wszystkie dobre slowa i kciuki. I proszę o to nadal, zwlaszcza w tą pierwszą noc.
-
Anulko kochana, przecież oddam Lonię z jej "wianem" od Ciebie, czyli legowiskiem, ubrankiem i kocykiem. Dostanie też słodki golfik od Poker, choć pannie przybyło nieco w obwodzie i sweterek robi się coraz bardziej za maly, za wąski...ale jeszcze daje radę! Obym tylko nie zapomniała o książeczce zdrowia i lekarstwie. Ale najważniejsze jest, by jutrzejsze operacje się udały. Na samą myśl o jutrze robi mi się jakoś tak niefajnie. Nie będę pisać dokładnie, bo każda z Was wie, co można czuć przed tak ważnymi sprawami. Zwłaszcza, że krasnal i jej szczęśliwe dalsze życie to dla mnie jedna z najważniejszych spraw.
-
Dziękuję za wszystkie kciuki i serdeczne słowa!!! I bardzo, bardzo Poker za to, że udało się umówić Lonię na operacje. Przyznam, że nie wierzyłam już że polecę do corki. Większość spraw związanych z wyjazdem przede mną. Mam raptem 3 dni, w tym jutrzejsza operacja. Anulko, dzwoniłam do Pani Agnieszki, by poinformować o terminie zabiegu, ale moglam jedynie nagrać się na sekretarkę. Potem musiałam wyjść z domu, wrociłam ok. 22 i nie chciałam już ponownie dzwonić o tak późnej porze. Ponieważ Poker sugeruje, bym po operacji wzięła Lonię do siebie a oddala ją w sobotę, by doszla do siebie jeszcze u mnie, będę chciała omówić tą sprawę z Panią Agnieszką, tj. kwestię odebrania Loni. Czy miałabym ją zawieźć do Długołęki, czy odpowiada Państwu sobota i ktora godzina .Mam nadzieję, że jutro uda nam się porozmawiać i wszystko ustalić. Nie wiem jakie szwy będzie miała, choć Poker mi mówila, ale zapomniałam. Nie wiem też, jak z tabletkami, bo żadnych Lonia u mnie nie brała. Myślę, że w jedzonku połknie wszystko bez problemu. To straszny łakomczuch jest! Przez ponad 2 godziny nie miałam internetu dzisiaj. bardzo to jest denerwujące, zwłaszcza gdy ma się do załatwienia masę spraw i mało czasu. Jeśli jutro mało się będę pokazywać na Dogo, to znaczy że albo kłopoty z netem albo biegam, albo jedno i drugie. Proszę Ciocie kochane o dobre myśli dla Loni. Bardzo będzie ich jutro i później potrzebować. Tak bardzo się o nią boję. Proszę Ciocie, oświećcie mnie. Jutro Lonia ma post ścisły od rana. Ale wody chyba może się napić? A p.w. co z lekarstwem na serduszko, które podaję jej w jedzeniu? Mam jej dać? A jeśli tak, to jak - z czym? To są 2 kropelki płynu.
-
Pokerku, bardzo będę wdzięczna. Mnie doktor na sterylkę kazał zjawić się po 2 miesiącach od cieczki, czyli w listopadzie. Trzeba Go poprosić, by zrobił ją wcześniej. Tak jak rozmawialyśmy, jest znacznie większa szansa, że Tobie nie odmówi. Data i godzina obojętne. Pani Agnieszka oczywiście wolałaby, by było to po południu, jednak mówiła również, że w razie czego może wziąć dzień opieki nad dzieckiem.
-
Wczoraj rozmawiałam z ana666. Długą nieobecność na Dogo tłumaczyła problemami natury osobistej. Zaproponowała wzięcie Loni do Siebie, tak jak to było umówione, pomimo tego, że ma w małym mieszkanku 3 koty i psa, który po 5 latach wrócił z adopcji. Mam nadzieję, że niebawem ana666 pojawi się na wątku.
-
Anulko, to Pani Agnieszka zadzwoniła dziś do mnie. Pytała jak wygląda Loni sytuacja. Powiedziałam, że choć było kilka telefonów, to ds jak dotąd brak i spytałam, czy w dalszym ciągu podtrzymują chęć bycia DT. Pani Agnieszka powiedziala, że oczywiście i że Ona i chłopcy czekają na Lonię. MaJą powiedziane, że będzie tylko kilka miesięcy, ale Pani Agnieszka zapewnia, że jeżeli Lonia nauczy się tego, że nie może sama schodzić ze schodów, to zostanie u Nich na zawsze. Powiedziałam, że sterylka jest w środę i tylko jeszcze nie wiem o której godzinie. Jak dowiem się tego, to zadzwonię i wtedy przyjadą do Lecznicy, by po operacji zabrać Lonię do Siebie. Pani Agnieszka zapewniała mnie o tym, co już dobrze wiem, że Lonia idzie w dobre ręce... Zobaczymy teraz kiedy doktor znajdzie czas dla Loni, nichby to nawet była środa, byle nie później. A czy Lonia pojedzie tego dnia do DT czy dwa dni później, to chyba już wiele nie zmieni...będzie to bardzo trudne dla mnie i pewnie dla niej także. Jedyną osłodą jest fakt, że idzie po lepsze życie i będzie miała jak w raju. Tylko, że ona o tym nie wie.
-
Rzeczywiście Pokerku tak zrozumiałam, że środa jest zaklepana, a będziesz walczyć o wcześniejszy termin. To teraz się zmartwiłam, bo nie wiadomo kiedy doktor będzie mógł zająć się Lonią... Państwo z Długołęki wyrażają zgodę na zabranie Loni po operacji. Wydaje mi się, że tak, czy inaczej czekają ją trudne chwile, gdy poczuje się porzucona...a przynajmniej nie będzie miała siły i werwy by ludzi obszczekiwać i na nich warczeć. Jest (wg mnie) szansa na to, by wówczas przekonała się o tym, że nikt nie zrobi jej krzywdy, że nie ma się czego bać itp. Tak mnie się wydaje i szczerze mówiąc wolałabym ją oddać w Ich ręce taką nieświadomą sytuacji, niż by miala mnie szukać, chcieć biec za mną i rozpaczać. Ale jestem otwarta na propozycje, jak to zrobić by dla niej było to jak najmniej przykre i bolesne. Lonię jednak trzeba zoperować przed oddaniem. Był to warunek Państwa (jak pisze właśnie Anulka) i trzeba to uszanować.
-
Anica - może one są bliźniaczkami??? Tak, Lonia więcej siusia i dzisiaj znowu chłepcze bez opamiętania. Tak sobie pomyślalam, że może to efekt tego antybiotyku do oczu...w ulotce nic nie ma o takich możliwych efektach ubocznych...być może to bzdura. ale wzmożone pragnienie pojawiło się akurat kiedy zakrapiamy jej oczko. Dziś rozmawiałam z przemiłą Panią z Długołęki. Okazuje się, że czakają na Lonię. Jesteśmy umówione, że w środę przyjadą do Lecznicy i zabiorą ją po operacji już do Siebie. Myślę, że tak będzie najlepiej, by Lonia obudziła się w nowym domku, tam dochodziła do siebie, powolutku przestawiając na nowe życie w czasie, kiedy będzie rekonwalescentką, a nie w pełni sł... Ja też muszę się przestawić i zacząć poważnie myśleć o wyjeździe, bo już z niego zrezygnowałam na amen. Bardzo martwię się o to, jak Lonia odnajdzie się w nowym domku, choć tak wspaniałym, na pewno kochającym i najlepszym. Tylko, że ona na początku tak nie będzie myśleć. Gdyby nie to, byłabym bardzo szczęśliwa.