-
Posts
1283 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ceris
-
Taka mała a tyle przeżyła. Lunka po wielu perypetiach ZNALAZŁA DOM.
ceris replied to Marysia R.'s topic in Już w nowym domu
Luneczko bądź grzeczna słonko :loveu: Marysiu, czy dotarł przelew? -
Dramat Misi to juz przeszłość - jest w dobrym domu stałym
ceris replied to doris66's topic in Już w nowym domu
Rozpacz mnie ogarnia :-( Widzę oczyma wyobraźni złapana Misię, nie wyrywajacą się z pętli, tylko kładącą już potulnie głowę na kolanach... Doris jestes wielka. Misia musi znaleźć dom. Udostępnię ją na fb. Moze jakaś poczciwa dusza zlituje się na jej losem. Druga sunia ma szanse jedynie poprzez klatkę łapkę. Jednak zawsze boję się o stan zdrowotny takiej suni po zabiegu i wypuszczeniu na wolność. Jednak, to jedyne wyjście, zeby nie było kolejnych miotów. Dramaty, dramaty i dramaty... -
Radar jedzie do domu tymczasowego !!!!!!!!! Transport z Suwałk do Torunia musimy opłacić i karmę dla dwóch chłopaków. Przytulisko razem z Radarem opuszcza też Teri. Obaj rozpaczliwie pragnęli wyjść zza krat. Przeraźliwe szczekanie, skowyty, wyciąganie łap zza prętów boksu nareszcie odejdą w przeszłość :loveu: Potrzebujemy wsparcia finansowego na ten ich nowy start. Dla fejsbukowiczów podaję adres wydarzenia pomocowego [url]https://www.facebook.com/events/681026568577224/?ref_newsfeed_story_type=regular&source=1[/url]
-
Taka mała a tyle przeżyła. Lunka po wielu perypetiach ZNALAZŁA DOM.
ceris replied to Marysia R.'s topic in Już w nowym domu
Pozdrawiam Lunkę i Marysię. Poślę parę groszy na bieżące potrzeby. -
Dramat Misi to juz przeszłość - jest w dobrym domu stałym
ceris replied to doris66's topic in Już w nowym domu
Jestem Dorotko na wezwanie. Tragedia. U nas też wysyp szczeniaków. NIe mozna już tego poogarniać. W schronisku nie możemy ich skutecznie i szybko socjalizować, bo za dużo tego przedszkola. Po wioskach bezdomne mioty. Usiąść i wyć. Mogę wpłacić trochę grosza na te maleństwa. Moze na fb zrobić wydarzenie? -
Taka mała a tyle przeżyła. Lunka po wielu perypetiach ZNALAZŁA DOM.
ceris replied to Marysia R.'s topic in Już w nowym domu
Marysiu wracasz mi wiarę w ludzi. Luna jest piękna :loveu: Czy jest juz zdrowa? Zapalenie gardła ustąpiło całkowicie? Śledzę pilnie losy wszystkich dzieci Miki. Z każdego domu mam informacje, że chowają się pięknie. Najwięcej fotorelacji i filmów mam z domku Łatka (Trampa) :lol: -
Taka mała a tyle przeżyła. Lunka po wielu perypetiach ZNALAZŁA DOM.
ceris replied to Marysia R.'s topic in Już w nowym domu
[quote name='Mattilu']Cudne wiesci! Dobrze czytac, ze wszystko wraca do normy :)[/QUOTE] Dobrze powiedziane, wraca do normy. Bo to nie był dziki pies. -
Wczoraj około godziny 21 miałam telefon od człowieka, który mało nie potrącił Miki. Na szczęście nic jej się nie stało, czmychnęła gdzieś pomiędzy zabudowania. Mieszkam 20 km od Suwałk. Nim dojechałabym na miejsce Mika mogła być juz w każdym innym miejscu. W ciągu doslownie 5 minut była na miejscu moja kochana Kasia (Suwalczanka) Objeździła uliczki i całe osiedle łącznie z sąsiednim. To duży obszar, zabudowany dmkami jednorodzinnymi. Na pewno żadna z nas nie wypuściłaby się tam w pojedynkę o tej porze na piechotę. Nie znalazła Miki. Dzisiaj na poszukiwania wybrało sie kilku młodych ludzi. Trudno jest zlokalizować sunię, gdy nie jest się tam na miejscu stale, a dojeżdża. Jedno jest pewne, Mika ciągle przebywa w tej samej części miasta. Problem tylko w tym, żeby zechciała być akurat tam, gdzie wypuszczają się poszukujący :-( Ciężkie to zadanie dla nas.
-
Bastuś mieszka teraz w Ełku :-) Mam kontakt z domem stałym. Radarek teraz czeka na swoje szczęście. Na pewno jest mu smutno :shake: Nie ma jego ukochanego kolegi. Prawdopodobnie rozstali się na zawsze.
-
Taka mała a tyle przeżyła. Lunka po wielu perypetiach ZNALAZŁA DOM.
ceris replied to Marysia R.'s topic in Już w nowym domu
[quote name='Marysia O.'](...) Ale Lunka robi postępy. Pozwala się już pogłaskać, podchodzi do wyciągniętej ręki i macha ogonkiem kiedy do niej mówię:multi: (...)[/QUOTE] Marysiu, tyle Lunka robiła na wolności, gdy chłopcy jeździli do szczeniąt z karmieniem. Cały czas się zastanawiam skąd ten regres w zachowaniu... Nie było tak, ze nie wiedziała co to człowiek, była karmiona regularnie, bawiła się. Sama się z nią ścigałam ;-) Cieszę się, że teraz jest w dobrych rękach :loveu: Był telefon w jej sprawie. Pewien pan jest zainteresowany adopcją, ale trzeba poczekać. Zatem ma dzwonić później. -
Bastek pozdrawia ze swojego domku. Podróż zniósł dzielnie. W domu dużo biegał i skakał, dostał rozwolnienia. Pan pisze, że to chyba ze stresu. Bastuś przeszedł sporo. Prostu z boksu, zza krat trafił do domu. Jesteśmy jednak dobrej myśli. Oto nasz wyjątkowy biały jamniczek u stóp swojego pana :-) [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images55.fotosik.pl/94/fdfdbc99cb5c208fmed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images54.fotosik.pl/95/81856181b016a639med.jpg[/IMG][/URL] Pierwszy dzień w nowym domku. Każdy następny będzie coraz lepszy i spokojniejszy :-) Bastuniu kochany bądź grzeczny :loveu:
-
Bywam tam, ale z uwagi na odległość i obowiązki nie mogę sobie pozwolić na codzienne wyjazdy. Najintensywniej szukałam Miki w dniu zaginięcia. Potem miałam informacje, że Mika była widziana w tej okolicy. Jedna z dziewcząt próbowała ją nawet złapać, ale nie udało się. Niemniej byłam tam przez dwa ostatnie dni. Długo chodziłam po tej ulicy, po okolicznych również, zaglądałam w zaułki. Widziałam mnóstwo innych bezdomnych psów :-( ale Miki nie udało mi sie namierzyć. Wróciłam po jakiejś godzinie i znowu kilka rund... Nic. Ogłoszenia, które rozwiesiliśmy zrywają przechodnie :roll: Ostatecznie w poszukiwania zaangażowało się kilka osób, ale to osoby pracujące, dojeżdżające. Każdy robi co może. Dzisiaj miała tam być moja koleżanka, ale odnalazła się suczka, która uciekła z domu adopcyjnego ponad miesiąc temu, była bezpośrednio po zabiegu sterylizacji. To cud, że żyje. Istny szkielet. Zatem trzeba było dać siły w tamtym kierunku. Nie dajemy rady :shake: Ale skoro Malina przeżyła i się odnalazła, może i Mikę znajdziemy...
-
Żegnam się ze wszystkimi czytelnikami mojego wątku. Luna zostaje pod opieką Marysi, na prawdę bezpieczna. Ze swojej strony oferuję pomoc finansową (pierwsza rata już poszła). Będę stale do dyspozycji, ale już tylko prywatnie. Mam nadzieję, że owa [B]prognozowana długa droga[/B] wyprowadzania Luny z dzikości do cywilizowanego świata, nie będzie aż tak długa... Niedoszła rodzina adopcyjna zostanie dla mnie zagadką nie do wyjaśnienia już teraz. Pamiętam jedynie, jak to Pani bała się rąk do Luny wyciągnąć, bo straszliwe zębiska pokazywała, a Pan tak pomagał Kasi Lunę odzyskać, że wspaniałomyślnie KLASKAŁ w dłonie rzucając dość kąśliwe komentarze (dziwna pomoc nawiasem mówiąc :roll: ). Nie wiem też, jak to możliwe, żeby taki mały piesek pochłonął taką dawkę leku nasennego przeznaczonego dla 50 kg psa i nie dał się złapać :roll: . Mam dużo znaków zapytania, ale dam sobie spokój z dociekaniem czegokolwiek. Jestem sama pośród doświadczonych, świadomych i pełnych wiedzy ludzi. Wszystko co powyżej napisałam nie zmienia faktu, że jestem wdzięczna [B]WSZYSTKIM[/B] osobom, które zrobiły co mogły dla zabezpieczenia bytu Luny.
-
Filon błagał o dom - dzisiaj jest już "na swoim" :-)
ceris replied to ceris's topic in Już w nowym domu
Filonek z nowego domku pozdrawia :-) [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images51.fotosik.pl/90/f3ce0d05e1522b7bmed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images54.fotosik.pl/91/54005e5be7ec9dd8med.jpg[/IMG][/URL] Rozmawiałam z P. Małgorzatą - właścicielką Filonka. Filon miewa się dobrze. Został odrobaczony, wyjęto kleszcze, wytępiono pchły Filon ma podszerstek i dobrą sierść, więc życie na podwórku nie będzie dla niego problemem. Od razu mówię, nie wisi na żadnym łańcuchu, jest panem podwórka WŁASNEGO! Ma pełną miskę i dużo miłości. Trochę potrwa nim się odpasie, bo chudzina z niego straszna. Państwo dali mu fotel, na którym się wyleguje w garażu. Gospodarz ma zamontować dla niego drzwiczki wahadłowe, przez które będzie sobie wchodził do swojego "pokoiku" na podwórku w budynku gospodarczym. Buda jest, ale Filon będzie miał do wyboru, gdzie zechce spędzać noc. Zimą nie ma mowy o marznięciu. Wszyscy są zachwyceni Filonem, łącznie z sąsiadami i współpracownikami p. Małgosi. -
[quote name='Nutusia'] Pani Doktor powiedziała, że jeszcze czegoś takiego nie widziała, żeby po takiej dawce nie udało się podejść do psa na pół metra, by podać zastrzyk! Sama się wyraziła, że Luna to bardzo dziki pies. Z psami jest pewnie tak, jak z ludźmi - jedno dziecko jest bardziej odważne, przebojowe - drugie skryte, niepewne siebie, wyjątkowo wrażliwe i podatne na stres. To, że z rodzeństwem Luny nie było problemu o niczym tak do końca nie świadczy. [/QUOTE] A skąd ja mogłam wiedzieć, że będą takie historie? I jest przykre, gdy ktoś mówi, że jest oszukany, bo wcisnęło mu się dzikiego psa. Ja nie znam Luny jako dzikiej. [quote name='Nutusia'] Obie z Marysią uważamy, że w tej chwili przewożenie Lunki gdziekolwiek byłoby skrajnie nieodpowiedzialne - to najgorszy pomysł z możliwych. Jeszcze nie wiemy jak się będzie zachowywała, gdy dojdzie do siebie, Marysia ma swoich 5 psiaków i właśnie zaczyna studia... Obstawiam, że jeszcze przyjdzie nam powalczyć z "dzikością" Lunki.[/QUOTE] A kto powiedział, że Luna ma już jechać? Chęć zabrania Luny wypływała dokładnie z tego powodu, októrym piszesz tuż za zarzutem "skrajnie nieodpowiedzialne". Może warto porozmawiać, nim rzuci się takie słowa?
-
Zadziwia mnie cała ta sprawa z koniecznością łapania Luny. Ona nie była dzika. Dziewczyny potwierdzały to we wcześniejszych postach. Nie wiem co się musiało stać, że tyle stresu napędziła sobie i wszystkim dookoła. Całe rodzeństwo żyje z najlepsze, nikt nie miał kłopotów... Może to najwrażliwsza istotka z całego miotu? Marysiu poszło pw.
-
[quote name='UlaFeta']ceris-tak mi wpadlo na mysl,ze moze wrocila do starego miejsca.Tam gdzie ja znalazlas.[/QUOTE] Kochana, Mika jest 20 km od miejsca, gdzie wychowywała szczenięta. Wątpliwe, zeby wróciła taki szmat drogi. Ruszyliśmy, kogo tylko można. Szukamy i czekamy. Jeśli odnajdziemy Mikę nie wyślemy już jej nigdzie.
-
Powiem już tylko tyle, bo nie ma siły powiedzieć zbyt wiele. 1. Psy na pewno nie były dzikie. Nikt nikogo w tym względzie nie oszukał. Nie były jednak obeznane z [B]różnymi[/B] ludźmi, z ludźmi w dużej ilości. Znały praktycznie chłopaków, ich rodziców, bo przychodziły na ich podwórko oraz mnie. Dziwnym też zbiegiem okoliczności trójka szczeniat ma domy, z czego jeden z nich (Łatek) w Warszawie i mają sie świetnie. Łatek ma już ponagrywane różne filmy, mozna je obejrzeć na fb. [B]TEŻ JECHAŁ W PUDEŁKU.[/B] Nikt nie zgłaszał reklamacji typu [B]"dziki pies"[/B]. Śmiem twierdzić, że nowi Państwo są dzicy albo przynajmniej mało rozwinięci. 2. Suczki świetnie reagują na głos silnika motoru, którym przyjeżdżali do karmienia chłopcy. Na każdy taki warkot wybiegały choćby były bardzo daleko. Plik dźwiękowy wysłałam Kasi, jest w formacie mp3, nie ma żadnych zniekształceń. Wystarczy to odtworzyć. 3. Luna, jeśli uda się ja złapać nie może zostać u tych ludzi. Proszę Was oddajcie mi ją. Sama się nią zajmę na miejscu. Gotowa jestem pokryć koszty transportu z własnej kieszeni. Na zakończenie - wszystkich spryciarzy, dziwiących się i doszukujących się błędów, zawiadamiam, że z mojego samochodu pies na pewno by nie wyszedł. Przewoziłam już nie jednego. Były duże i małe, zupełnie nie znające mnie wcześniej. [B]Żaden nie miał transportera, obroży z adresatkami, czipów ani smyczy. Wszystkie dojechały na miejsce[/B]. Siedząc przy klawiaturze można tu wklepać wszystko na co ma się ochotę. Jestem ogromnie ciekawa [B]wszystkich[/B] waszych doświadczeń. Czy możecie powiedzieć, że nigdy nie popełniliście błędu???
-
Pan wydaje sie rzeczowy, konkretny i słowny. Przyjechał z Ełku, to kawałek drogi do nas. Zwolnił się z pracy szybciej na tyle żeby zdążyć zobaczyć Bastusia przed zamknięciem schroniska. Jego jamnik był chory. Z rozmowy wynikało, że lekarz weterynarii był niekompetentny, zamiast powiedzieć, że nie da rady uratować psa i skierować do specjalisty, to uparcie leczył. Pies odszedł, człowiek zrozumiał po fakcie, że lekarz był do doopy. Pan pozbierał się po stracie psa i stwierdził, ze nie może żyć bez czworonożnego przyjaciela. Bastek miał mieć dzisiaj zabieg kastracji. Muszę się jutro dowiedzieć, jak się czuje. Na razie spędza mi sen z powiek Mika i Luna... Wysiadam powoli. edit. 28.09.2013 Bastek dopiero dzisiaj miał zabieg kastracji (wet miał dopiero dzisiaj czas). Rozmawiałam z panem adoptującym Bastka. Piesek ma już kupioną wyprawkę, czeka na niego w domku. Brak tylko tego cudnego gościa. W poniedziałek będzie ten cudowny dzień :loveu: Ok osiemnastej Bastuś pojedzie do domu ze swoim panem, który zakochany jest w Bastku po uszy. Będą zdjęcia z nowego domu. Mamy też zaproszenie w odwiedziny :-)
-
Siedzę i ryczę jak bóbr Luna zagineła w Warszawie, Mika w Suwałkach :-( Robię co mogę w sprawie Miki - wczoraj szukalam jej również ze swoim psem. Wsadziłam do samochodu. Ciągle jest tam ochronny pokrowiec z zapachem obu suczek. Miałam nadzieję, że podejmie jakiś trop. To malutki pinczerek, ale znał Mikę i Lunę. Suwałki powiadomione (pisałam na wątku Miki). Plakaty drukowane. Ogłoszenia porobione, na fb ponad 1200 udostępnień. Lunka nie odchodź daleko maleńka :-( Odnajdźcie się dziewczynki :-(