-
Posts
687 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Dil Se
-
gryf80, dzięki za słowa otuchy :)
-
Hmmm... Pani w sklepie zapewniała, że są z wapniem i dlatego są droższe o 20gr od tych ciemnych, wędzonych. Gus już zjadł dwie takie białe i jedną wędzoną. Mniej więcej jedna łapka starcza mu na dwa, trzy dni. Czemu o tym piszę? Bo zbierając kupiszony do torebki mam okazję widzieć i czuć pod palcami konsystencję tego,co z Gusa wypada. No i o ile po wędzonej raczej się rozrzedza, to po tej białej jest bardziej zwarta. Więc być może jest tam wapń. Może dla kogoś ta informacja okaże się ważna. Zamiast podawać pastylki wapnia, ktoś zdecyduje się dać pieskowi łapkę białą.
-
Nie, nie zjadł...Złapał go chyba w ząbki, ale szczur mu się wysmyknął... Na pewno szczur go nie ugryzł, bo Gus nie zapiszczał.Szczura też raczej nie ugryzł, bo jak bawi się takim pluszowym pieskiem,to bardzo delikatnie go dziamie zębami. Gus na szczęście juz nie kaszle. A we środę i tak będziemy u weterynarza, bo sprawdzimy uszy / ma zapisany Dicortineff na zapalenie uszka/, to przy okazji zapytam i mam nadzieję rozwieję w pełni swoje obawy. :)
-
Mój Gus lubi łapki kurze. Odwiedziliśmy parę dni temu sklep zoologiczny. Na podłodze stały skrzynki z takimi różnymi uszami, kośćmi, łapkami... No i wybrał łapkę wędzoną. Dziś też zajrzeliśmy do sklepu - wybrał sobie łapkę całą białą - podobno z wapniem ona jest. Całą drogę do domu niósł sobie ją w pyszczku. Wszyscy ludzie uśmiechali się na jego widok - musiał komicznie wyglądać /taki Gus - zdobywca kości/. Żeby je zjadać - nie od razu.... Raczej ich pilnuje... Napawa się zapachem... Lubi na nich spać.
-
Dziś o 20ej Gus złapał szczura pod drzwiami na klatkę. Na podwórku w centrum miasta. Myślałam, że to piłeczka. Ale piłeczka uciekła. Niezbyt szybko. Potem do szczura doszedł kot sąsiadki. Powąchał go i odszedł - nie ruszył. Przypuszczam, że szczur był chory albo zjadł trutkę. Gus ma trzy różne szczepienia. Nie mogę odczytać, bo bardzo słabo widzę, ale oznaczenia szczepionek mają kolory : czerwony, żółty i granatowy. Martwię się, bo Gus na klatce zaczął kasłać,jakby mu kłak jakiś w gardle zawadzał. I pokasłuje od czasu do czasu. Czytam z zainteresowaniem wątek, szukając odpowiedzi - co zrobić? Biec rano do weterynarza czy obserwować psa?
-
Jeśli chodzi o kropelki.... Również masuję uszka, bardzo Gus to lubi... Masaż rozgrzewa uszka... Dzięki temu dziś nad ranem wypadł mu czop woskowiny z ucha - nie wiem którego. Czop leżał w legowisku. Za kroplami nie przepada. Próbuję mu wkraplać wtedy, kiedy jest rozkokoszony i zaspany, leży na boku, no i ma szeroko otwarte uszy. Wtedy wpuszczam kropelki. Jest bardzo zdziwiony - nie wie, co się stało. A ja szczęśliwa, że się udała aplikacja :) Jeśli chodzi o mnie - niestety , zastrzyki nie pomogły ...Nie widzę zbyt dobrze, ale nie na tyle źle, by nie wrócić do pracy. Jutro jest mój ostatni dzień zwolnienia. Najtrudniej mi schylać się do Gusa. Gus jest mały, a tu szelki trzeba zapinać i odpinać po trzy razy dziennie /minimum/. A mi schylać się nie wolno, bo ciśnienie w gałce ocznej wtedy wzrasta. Gus jest juz ze mną ponad trzy miesiące. Bardzo się zżyliśmy... Narazie jest ze mną. Nie znalazł się nikt, kto zaoferowałby mu lepszy dom niż mój...
-
[quote name='Karolcia_ko5'] W przypadku tak małego psa położyła bym go na tapczanie, owinęła kocem (ograniczając ruch), przytrzymać i zakroplić.... ciężko to wytłumaczyć. [/QUOTE] Sprawdza się :)
-
[quote name='Karolcia_ko5'] W przypadku tak małego psa położyła bym go na tapczanie, owinęła kocem (ograniczając ruch), prztrzymać i zakroplić.... ciężko to wytłumaczyć. [/QUOTE] Sprawdza się :)
-
Dziś Gus jest troszkę nie w formie.... Boli go lewe uszko. Ma w przewodzie słuchowym brodawkę, która się łuszczy. Dostaliśmy kropelki przeciwzapalne DicOrtineff. Nie udaje mi się tych kropelek wlać Gusowi do uszka - najwidoczniej czuje zapach weterynarza i mi ucieka... Jak radzicie sobie z zakraplaniem kropelek do uszek Waszym Zwierzakom? Po przeczytaniu wszystkich postów w tym temacie zastanawiam się, czy mu aplikowac te krople.... Czy mu nie zaszkodzą...
-
Gus pozdrawia w 2012 roku :) Dziś Gus jest troszkę nie w formie.... Boli go lewe uszko. Ma w przewodzie słuchowym brodawkę, która się łuszczy. Dostaliśmy kropelki przeciwzapalne. Nie udaje mi się tych kropelek wlać Gusowi do uszka - najwidoczniej czuje zapach weterynarza i mi ucieka... Jak radzicie sobie z zakraplaniem kropelek do uszek Waszym Zwierzakom?
-
...przerwałam nagle poprzedni wpis,bo Gus chciał wyjść na spacerek.... :) Tak jak Malwa powiedziała, na ten moment niewiele wiem... Jeżdżę do Warszawy co miesiąc na zastrzyki w oko do kliniki... Kuracja ma trwać pół roku - ale jakie będą jej efekty - nie wiadomo... Nie wiem,jak długo będę na zwolnieniu lekarskim, czy i kiedy wróce do pracy,czy przejde na rentę... Narzie Gus jest przy mnie, i wiadomo,że każdy dzień nas zbliża do siebie... Jest mi cięzko,bo nie wolno mi się schylać, denerwować, przemęczać, dźwigać... aktualnie jestem w trakcie poszukiwania wolontariuszy do pomocy w domu, bo nieiwiele w nim moge sama bezkolizyjnie zrobić.... Co to znaczy "hotelik dla zwierząt"? Możecie mi przybliżyć? A powrotu do schroniska Gusa też sobie nie wyobrażam, szczerze mówiąc..Boję się, że pęklo by mu serduszko... Widzę, jak każdego dnia się uczy czegoś nowego. Wszyscu psiarze na naszej łączce potwierdzają moje spostzreżneia, że Gus jest jakiś dziwny /nie reaguje jak inne pieski/, ale też wszyscy zauważamy, że z każdym dniem staje się coraz bardziej kontaktowy zarówno w stosunlku do ludzi jak i psów.
-
Witam Wszystkich.... Dokładnie tak jest jak pisze Malwa... Dziekuje za zrozumiemie.... Tydzien temu miałam kolejny mikrowylew woku, znowu byłam w szpitalu... moja sytuacja zdrowotna nadal nie jest zbyt dobra... Narazie Gus jest ze mną...
-
ludka, dziękuję za życzenia :) I potwierdzam to co piszesz.... To wspaniały pies na spacery i jazdę pociągami, w samochodzie osobowym psina wymiotuje... pewnie auto Gusowi się źle kojarzy... Dzielnie maszeruje za przewodnikiem , ale i przed nim też :) Gusik nabył pewności siebie.... nawet po chodzie to widać. To wogóle wspaniały pies o wyjątkowo symaptycznym pyszczku.. Tak jak piszesz - nie mam doświadczenia... miałam tylko chęci.... Ale teraz po dwóch miesiącach mogę powiedzieć, ze kocham tego psiaka... I dbam o niego najlepiej jak umiem.... od początku dbałam.... ten brak doświadczenia spowodował, że mój system odpornościowy padł i skończyło się jak się skończyło ze mną.... Obowiązki zawodowe i domowe mnie przerosły....Gdybym od początku wiedziała, że na wieczór trzeba ograniczyć picie wody - nie musiałabym wstawać o czwartej dwadzieścia, by iść z pieskiem na spacer... Od tygodnia wiem...weterynarz mi zaproponował zacząc od tego...a potem łapać mocz do analizy, by wykluczyć chorobę nerek.... Byłam wczoraj w klinice w stolicy. Jakieś szanse są... Wczoraj dostałam pierwszy zastrzyk w oko.... jeszcze w planach sześć... Narazie za wcześnie pisać o jakickolwiek dla mnie rokowaniach - szanse są niewielkie..... Ale są..... więc staram się patrzeć optymistycznie w przyszłość... Gus chyba czuje, że jest ze mną coś nie tak...jest bardzo bardzo bardzo grzeczny..... z moim powrotem do domu jakby wróciła tez harmonia... Gus się uspokoił.... a może właśnie tak dużo mu potrzeba było czasu na dopasowanie się do nowych warunków i otoczenia..... I ja też nabrałam wprawy w kierowaniu psem na smyczy..... PS. Wiem, że szukacie domu dla Gusa... I bardzo Wam za to serdecznie dziękuję.. Dziś jedna z koleżanek z pracy powiedziała mi, że jeśli będę zmuszona przebywać w szpitalu na leczeniu - na ten czas weźmie Gusa do siebie.... Żebym się nie martwiła o niego... Gus spi ze mną w łóżku... z wczoraj na dziś po pierwsztym zastrzyku w oko nie mogłam spać.... Całą noc głaskałam Gusa po łepku, słuchałam jak śpi i równo oddycha.... To było wyjątkowe uczucie.... I jesli nie znajdziecie LEPSZEGO domu dla Gusa..... to Gus zostanie ze mną....
-
Witajcie.... Gus już jest ze mną 2 miesiące.... Z wyjątkiem tego czasu, kiedy byłam w szpitalu.... Ta rozłąka ze mną nie podziałała na niego dobrze - tak mi się wydaje.... Zrobił sie wtedy bardziej dziki i nieufny.... Teraz zapanowaliśmy nad siusianiem w domu - weterynarz powiedział, żeby mu na noc po prostu ograniczyć picie.... I rzeczywiście...Od trzech dni to robię - Gus wytrzymuje spokojnie do 6.10 nad ranem.... Ma u mnie naprawdę dobrze - jak król.... Gus też się zmienia...Na początku zachowywał się jak dziki kot, teraz coraz bardziej z zachowania przypomina pieska... Być może to wpływ suni z cieczką - Miki,której Gus jest ulubieńcem... Ta młoda husky pozwala tylko jemu na wszystkie wymyślne formy adoracji /tak mówi właścicielka Miki/ I ja też mu pozwalam na sporo...Choć obiecałam sobie "żadnych psów w łóżku" - Gus ma pozwolenie na nocleg .... On jest taki słodki...... Nie potrafię mówić "nie" Gusa oczom..... Jutro jadę do Warszawy do kliniki na konsultacje okulistyczną..... od niej zależy tak dużo......moja przyszłość.... Pozdrawiam Was Wszystkich.... Dziękuję za wsparcie w tym wyjątkowo trudnym dla mnie i dla Gusa czasie....
-
Dziekuję za życzenia zdrowia dla mnie i całuski dla Gustawa...pysk i łepek wycałowany do granic... Modlę sie o to,by wyzdrowieći mieć siłę do opieki nad Gusem.... On jest taki słodki i kochamy..... Nie tylko sliczny..... A lesniczókę mieliśmu w planie budować od stycznia.... ale teraz nie wiem jak będzie.wiele zależy od prognoz na temat ,ego wzroku....
-
Opiekuje sie nim jak umiem i moge naj;epiej... Osobiscie jest mi ciezko..ale we srode bede na konsultacji w wrazawie u okulisty w psrawie obu siatkowek i tej odklejonej,i tej peknietej.... Narazie staram sie panowac nad swoja i Gusa sytacja, bo nie wolno mi sie denerwoac.....
-
Gucio Was Wszystkich pozdrawia..... Mówi, że jest najedzony, po spacerku.... lezy bardzo grzecznie i patryz na swoja opiekunke.... Lezy na jej swetrze...Lubi sie nim przykrywac... Mam wrażenie, że ją pokochał troszjke swym małym psim serduszkiem... Nawet zaczyna reagować na imię /albo mi sie zdaje/. zaczyna też częściej merdać ogonkiem. Zmienił sie od dwóch dni, kiedy to sunia Mika /husky /wyznała mu miłość: wylizała mu uszy, pyszczek i podbrzusze. A wczoraj na spacerze w lesniczowce bawil sie z foksterierem - pierwszy raz odwazylam sie go spuscic ze smyczy.....
-
Ja go polubilam bardzo..ale to trudne uczucie przez te wszystkie niespodzoiewane okolicznosci,ktore sie u mnie nawartswily...... wlasnie wrocilam ze spaceru, mimo,ze prze najblizsze tygodnie powinnamlezec w lozku.... czasami go nie widze na koncu smyczy, widze tylko te czerwona rekojesc,ktora sie trzyma w rece... moje pole widzenia to waskie biale paski na pbrzezu oka.... wiec trudno mi nawet upilnowac, czy cis bierze do pyszczka....czy tylko mi sie wydaje... A teraz kolacja- kurczaczek z marczhewka i ryzem czas pogac :)
-
nie puszczamnigdy Gusa ze smyczy dla jego bezpieczenstawa... Gus nie reaguje na imie...jest gluchy...w zasazie nie reaguje na nic..... na zadne komendy glosowe...czasemna wysoki gwizd - kiedy go wolam z fotela na dwpor... A jegostosunek do wiekszych psowmnie zaskoczyl - Gus byl przedstawiony jako grzeczny i lagodny pies...a tu sie okazuje,ze takdokonca lagodny nie jest.....
-
Wiem jak bardzo skrzywdzil Gusa czlowiek..ogluszyl /choc wysoki gwizd Gus slyszy/, polamal mu ogonek - latwo to wyczuc pod palcami.. wiem, ze ten pies musial pzejsc wiele..bardzo mi go zal.... ale ciezko mu soe do nas przyzwyczaic, nie slucha przewodnika stada - raczej sam rzadzi /taki ma charakter - jak prawdziwy krol... tak go zreszta nazywam Krol Gustaw Rudolf Pierwszy/... najgorzej z siusianiem...on awtsaje juz o 4ej i obsikuje meble :( spacer ma zagwarantowany od 5.20 do 6.45..... Naprawde nie jestem w stanie wychodzic z nim wczesniej..... potem drugi w poludnie, potem trzeci okolo 18ej i wieczorny od 21 do 22...poza tym balkon w dzien otwieram dy jest cieplo.. No i rzuca sie na wieksze psy...male toleruje, suczki - kocha..... do wiekszych agresywny.... Przestal szcezkac na balkonie i w dou...mysle, ze to ze przez tydzien nie bylo mnie w domu tak na niego wplynelo, ze umilkl... To narazie tyle.... bardzo bola mnie oczy.... apisanie jest dla mnie wielkim wysilkiem....przepraszam za bledy - nie jestem w stanie zrobic kotekty...
-
Witam... To ja...Obecma opiekunka Gustawa. Z wielkim trudem do Panstawa piszę z powodu choroby / prawe oko od 2007- wysiekowe rozwarstwienie ssiatkowki w plamce zoltej, lewe oko ood 10/10/2011- rozdarcie siatkowki na skutek wylewu tetniczego/. Moja sytuacja jest naprawde rudna, mam klopot by wlasciwie opiekowac sie psem - bo raczeh ja wymagam teraz opieki. Nie moge zawiezc psa do schroniska w Koninie - musze lezc. Maz ne odwie\ie go sam, bo Gus ma chorobe samochodowa - caly czas wymuotuje mimo aviomarini. Meza przerasta sytuacja opeiki nade mna oraz ojcem po wylewie i praca zawodowa....Jemu samemu podnioslo sie bardzo cisienie. A Gustaw jest specyficznympsem....Chcielismy mu zapenic spokojny i dobry dom... Ale taki starszy pies po takich przezyciach i po pobycie w schronisku trudno sie uczy. .. Gustaw jest sliczny i uroczy, ale z pewnymi sparawami jego dotyczacymi nie moge / nie mozemy sobie potadzic. Moze zeczywiscie nie nadajemy sie na opiekunow zwierzat i jaktu ktos na forumnapisal powinnismy miec zakaz kontaktu z nimi. Jestemw takiej sytuacji, ze naprawde musze bardzo w tej chwili dbac o siebie,zeby w jakims procencie zdrowie mi wrocilo... Prosze WasWszystkich o zrozumienie tego... ja nie znecam sie na psem - ja nie umiem sobie z nim poradzic.Przecenilam swoje sily i nie przewidzialam wszystkich aspektow zachowania sie pieska wzieyego ze schroniska. Zajomi pomagaj mi szukac domu dla psa, ale nikt nie chce talkiego starego pieska przygarnac. Jedynie co - jeden z kolegow powiedzial,ze pomoze mi go zawiezc do radomskiego schroniska - bo aj a musze osobiscie dokonac formalnosci. Jestem wdzieczna,ze juz rzopczeliscie akchje ponownego ratowania Gustawa. Dziekuje w jego imeniu. Gustaw potarfi byc slodki...tak jak teraz..lezy przy mnie na fotelu i patrzy na mnie. Mam nadzieje,ze ktos go wezmie zaim znajde sie w przymusowej sytuacji zawiezienia go z kolega do radomskiego schroniaka.