-
Posts
23493 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
42
Everything posted by kiyoshi
-
Mam nadzieje, że się wszystko dobrze ułoży z tymi kupkami... Anetka rozliczyła pobyt Jasminka w marcu- wyszło 300 zł za hotelik i dojazdy do weta. 76 zł na fakture na Zea- tym samym kasa ze zbiórki została wyzerowana. 224 zł dokładamy z konta na dogo. Od razu rozpisze tez 39 zł na rejestracje chipa. ZOstanie ok. 700 zł na inne potrzebuje do rozdysponowania, ale jeszcze muszę minimum tydzień potrzymac..
-
Dziś już Pani napisała że wpadek nie było. W nocy wstała i od razu Jasminek pobiegł pod drzwi, wypuściła go, załatwił się i w domu już było czysciutko. Ma podobno cały czas luźna kupę. Poradziłam by może podeszli z nim do weta jednak, może trzeba go znowu odrobaczyc. Poza tym jest wszystko dobrze :)
-
OK, dziękuje dziewczyny. Zaraz polece Państwu strone nosem.pl, musza jeszcze sporo poczytać :) Ja jednak zadzwonie do Pani dzisiaj, bo wczoraj tylko pisałysmy i nadal nie wiem dokładnie co on je, w jakich porach, jakie ma smakołyki...Pamiętam doskonale, jak przyjechał do Anety to bardzo szybko załapał czystość w boksie. Wydaje mi się, że tylko 2 pierwsze noce nabrudził a potem już nie, nawet Aneta go chwaliła, że tak szybko...Potem oczywiście były chyba jeszcze 2 pojedyncze incydenty przez te 2 m-ce, ale to było sporadyczne....Nie wydaje mi się więc, by to był problem behawioralny, raczej jest to kwestia diety, zmiany rytmu dnia, plus też ekscytacji/stresu...Musze to na spokojnie z Panią przegadać. Zgadzam się- poradniki często pisane sa takim zawiłym językiem, bo niby ma to brzmieć bardziej profesjonalnie?? czy nie wiem? śmieszne, ale zgadzam się z Tobą- tak jest. Często też kwestia jest sam przekład- bo może tekst oryginalny był prosty, tylko tłumacz zamotał. Ja mam to samo w pracy z normami tłumaczonymi z języka angielskiego. Tłumaczenia norm mikrobiologicznych (i pewnie innych) robią tłumacze (tzn mgr anglistyki) który zwykle nie ma pojęcia o temacie i potem wychodzi misz masz pseudo intelektualny...trzeba to tłumaczyć z polskiego na nasze a najlepiej w ogóle sięgać po oryginał....A taka dygresja jeszcze odnośnie tłumaczeń, bo sporo o tym napisała Olga Tokarczuk doceniając swoich tłumaczy...W przypadku tej autorki często zastanawiam się, czy przekłady nie byłyby bardziej dostępne dla mnie....ksiązki napisane przez nią po polsku sa dla mnie tak ciężkie do przebrnięcia (a staram się przeczytać, bo to jednak Noblistka) - czy ktoś tez tak ma? Co do roskładu w domu Jaśminka to tak: dom jest piętrowy. Państwo mają sypialnie i łazienke na piętrze, prowadzą tam schody i ze schodów po jednej stronie jest korytarz z drzwiami do pomieszczeń, a po drugiej jest taki kawałek pustego korytarza tzn. ślepy, nie ma tam drzwi, jedynie okno, to jest taki zakątek, nikt tam nie przechodzi, jeśli piesek zaśnie to będzie całkowicie w spokoju, jedynie mógłby tam ktoś podejśc do okna. NIe wiem tylko gdzie jest ten dywan....czy na dole? czy on w nocy schodzi na dół? własnie tego nie wiem i musze dopytać.
-
Nie wiem niestety. Zakładam że w wekend odwiedzi go ta rodzina adopcyjna bo muszą dowieść książęczke i podpisać zrzeczenie. Tak ustaliłam z Panią z Fundacji (chyba) bo inaczej nie wiem zupełnie jak to ogarnąć od strony formalnej. Ja też jestem rozbita i właściwie caly czas o nim myślę. To pierwsza taka sytuacja. Kiedyś obiecalysmy sobie z Sabina że nigdy żadnego psa nie oddamy do Fundacji... Bardzo tęsknię za Joshim. Wciąż nie mogę się pogodzic z tym wszystkim. Wiem jednak ze nie miałam wyboru w tej decyzji... U nas byłby sam prawie całą dobe. Nawet nie dalybysmy rady dobrze dg obrać mu dawki Luminolu... Nasz wet schronisko też nie jest geniuszem--nadaje się do szczepień i kastracji..z resztą jest roznie :( mam nadzieję że Joshi odnajduje się już w nowym miejscu, on jest dosyć elastyczny. Zadzwonię tam w tygodniu. Nie chcę też codziennie pytać tej Pani bo wiem że to i tak nic nie zmieni
-
1) ale on już w ogóle nie skacze na czlowieka. Minęło samo w 1szy dzień po adopcji--tak jak zakladakam 2) legowisko jest w spokojnym miejscu,NIE przy drzwiach, jest w rogu takiego korytarza jakby, widzialam na filmiku, myślę że to dosyć dobre miejsce, może tam z pewnością pobyć sam i się wyciszyc 3) ok. Spróbuję to podpowiedzieć z załatwianiem. Muszę jeszcze ustalić co i kiedy je 4) odezwiemy się na pewno. Pobieranie jedzenia ludzkiego to nic przyjemnego :( ludzie się męczą ale i pies ma potem kłopoty trawienne a nawet gorzej. Dziękuję Sowa. Będę jutro czekać na wieści od Pani. Martwię się... Byle go nie oddali, bo.on już się tak przywiaxal. W najgorszym razie jednak poszukam tam kogoś w pobliżu kto podejdź i skoryguje. To ich 1szy psiak
-
tak. W piątek marudziłam koleżankom z pracy że znowu mi basen zamknęli, to mi terierek biegi na czas zorganizował. A tak serio to cud, że go złapałam...Drugi pies gdyby nam uciekł ....to chyba by nas ludzie zjedli, :( dosłownie. Musimy kupić jakies bardzo mocne szelki antyucieczkowe, wiem że kiedyś na jakiś watkach były polecane jakieś marki...może ktoś podpowie?
-
OK, rozumiem, DZIĘKUJE SOWA ŚLICZNIE juz opisuje. Więc tak- u Anetki Jasminek był w domku, w boksie wewnętrznym, też po przyjeżdzie chyba ze dwie doby załatwiał się w boksie, ale potem to się unormowało, wpadki były bardzo sporadyczne. Jadł u Anetki Fitmin i taką tez karmę prosiłam by Pani dla niego kupiła, więc zmiany karmy nie ma....ale.... Juz opowiadam od początku. W czwartek Państwo byli u Anetki od rana i po wspólnym spacerze wrócili i powiedzieli, ABSOLUTNIE BIERZEMY GO, to nasz pies :) nie mieli żadnych wątpliwości. Anetka jeszcze prawie godzine wszystko mówiła im, uczulała, doradzała itd. Podróż minęła bardzo spokojnie, w domu od początku zachowywał się dobrze, skakanie po ludziach od razu praktycznie się skończyło, za to chodził za swoimi ludźmi jak cień tylko patrząc oczętami i prosząc o głaski, dobre słowo. Pani się nie mogła nachwalić, jaki to cudowny, łagodny, bystry pies. W czwartek oczywiście było najwięcej wpadek ...i tak- Jasmin porwał PÓŁ PIZZY ...nie wiem czy małej czy dużej ale zjadł w sekunde....to niestety nie były jedyne produkty spożywcze które porwał (tzn Pani napisała dosłownie tak: "że porwał kilka rzeczy, w tym pół pizzy")...więc juz tego samego dnia Państwo zaczęłi uczyć Jasminka zakazu wstępu do kuchni, ma stać przed kuchnią i wtedy dostaje nagrode...był tez w czwartek na kilku spacerach. Ogólnie dzień miał trudny no i w nocy niestety zasikał cały dywan i zrobił tam kupe (sądze ze wtedy to akurat byla kwestia PIZZY, bo pewnie tez po niej mocno chciało mu się pić). W piątek udało się nauczyc go już nie wchodzenia do kuchni, nauczył się tez podawać łapkę, no więc wczoraj nie jadł już niczego poza karmą, mimo to znów zrobił w nocy kupke na ten dywan Czasem Pani pisała, że też ten dywan w ciągu dnia minimalnie podsikuje..... Dziś rano o 6tej Pani poszła z nim na 2 h spacer. Wysłała mi filmiki, jak węszy, jaki jest skupiony na wszystkim, zachwycony po prostu. W domu zachowuje się bardzo dobrze. W nocy śpi w swoim legowisku- w salono/korytarzu....NIe śpi w sypialni z ludźmi, zostawiaja go samego...nie wiem czy to dobrze czy źle ale sadze, że dobrze, bo i tak jest dość skupiony na ludziach, musi się uczyć byc sam. Aha - wczoraj zostal tez wyczesany i wykąpany, ale normalnie w domu- nie w spa. Zniósł to bardzo dobze. W domu w ogóle nie szczeka, na spacerach szczeka na inne psy i koty. Nie wiem niestety ile razy dziennie jest karmiony i o której jest ostatni posiłek, musze to ustalić. Na koniec tylko napisze, że dziś Pani napisała mi tak : " Jaśmin przeniósł jakość naszego życia na wyższy poziom. To jest niesamowity pies"...ładne sa te słowa, ale...czy oznaczają miłośc na zawsze i mimo kup....zobaczymy....
-
Pech mnie nie opuszcza.... Dwa dni temu przywieziono do nas wreszcie tego psa- byl zgłoszony ze 3-4 tygodnie temu, że na jednej wsi zagryzał kury. Pracownik gminy nie miał sposobu żeby go złapać, oswoiły go i złapały DZIECI. To takie niewinne psiątko: Patrze...takie to niewinne, biedne, na brzusio się wywala, ogonek podkula...mysle, wejde do niego, pogłaskam troszke, pociesze. Kojec był zamknięty pancernie na dwie kłódki i łańcuszek, jedzonko pieskowi dałam, bardzo dużo co by miał radość...no i co dalej było....a no piesek mnie wykiwał i zwiał na moich oczach ..... Ale to nie koniec...Piesio zwiał a ja za piesiem, smycz wzięłam żeby go na pętle złapać, ale co się zbliżałam to on w długa i tak cała wieś przebiegliśmy ku radości tłumu...piesio dobiegł do ogrodzenia gdzie jest sunia z cieczką, pomyślałam- tu go na pewno dorwe, nic bardziej myślego, sunia na niego zaczęła ujadać a on w długa, poleciał w pola, straciłam go z oczu....Załamałam się, nie miałam juz sil biec....Pomyślałam - wróce po auto i droga może go dogonie...biegne więc spowrotem i patrze - a tu nasz "cudny" piesio biegnie za mną !! zawrócił, znów mnie wyprzedził i biegnie przede mna w drugą strone!! no więc cała wieś znów mogła mierzyć nam czas ;) ale juz wiedziałam, że dam rade go złapać ;) okrężnie okrężnie jakoś dobiegliśmy pod brame placu....Druga brama wiedziałam że jest juz zamknięta więc pozostało mi jakoś zagonić go na plac i zamknąć ta pierwszą bramę. Tak tez się stało. Gdy byliśmy na placu wreszcie usiadłam, wiedziałam żę teraz już tylko kwestia czasu....Jak na złość najedzony był do oporu, ale pić już mu się zachciało... spryciarz łapką próbował miske z wodą dosunąć do krat kojca by sie napić ale nie dał rady...odwróciłam się tyłem udając że nie widze....i WLAZŁ DO TEGO KOJCA....tak więc piesek jest znowu w przytulisku. Także, wesołe jest życie wolontariusza....................... Żal mi tego psa, żył bardzo długo wolno...w kojcu wariuje, wyje na całą wieś....i co my mamy zrobić.... Brakuje Joszka, z którym można było kuturalnie pójść na dłuuugi spacer, miło przy nodze, we wspólpracy....Teraz jego kojec zajął zwariowany terierek......
-
Kochane, juz pisze, bo potrzebuje PILNIE porady, najlepiej od Sowy (może tu zagląda?). Jasminek oczywiście pojechał z Pąństwem do Jawora. POtem dokładnie opisze, ale na szybko potrzebuje podpowiedzi. Pani codziennie zdaje relacje i dziś jest trochę zaniepokojona, bo Jasmin nadal załatwia się w domu tzn Pani napisała, że robi kupy w domu, a ma kilka spacerów- 1szy o 6tej a ostatni o 21szej...nie wiem, czy to może być kwestia braku pewnści siębie w nowym miejscu? spacery ma bardzo długie nawet po 2 h. Ja pomyśłałam, że może lepiej chodzić z nim na razie ciągle ta sama trasą, żeby sobie ja zapamiętał, poznaczył, chwalić zawsze gdy załatwi się na zewnątrz, w chwili gdyby zobaczyć że akurat sie napina w domu to można powiedzieć np: fuuu i wyprowadzić na zewnątrz...Czy coś jeszcze Wam przychodzi do głowy??? ps. DOPYTAŁAM kupy robi na spacerze ale w nocy robi tez w domu :( MOże za późno dostaje ostatni posiłek? co myslicie???
-
Na koncie suniek mam 100 zł od annabarbara. Bardzo ślicznie dziękuje <3 Żabka ma juz całkiem sporo ogłoszeń. Niestety nawet jedna osoba o nia jeszcze nie pytała. Czekamy więc cierpliwie. Wszystkie ogłoszenia póki co ma wyróznione, w spadku po innym piesku. Poproszę Kasie, może udałoby się w wekend zrobić kilka zdjęć kolejnej suni- Muszki lub Kropci, żeby i ją pokazywać :)
-
A teraz wracając do bohatera tego wątku czyli JASMINKA.... Chciałam przede wszystkim bardzo podziękować Anecie. Wizyta ludzi u Jasminka była umówiona dużo wcześniej, potem odeszła babcia Anetki i te odwiedziny u Jaśmina tak pechowo zbiegły się w czasie. W związku z tym wszystkim i cała sytuacja z Joshim chciałam całkowicie odwołać ta wizytę i zrezygnować. Aneta jednak podtrzymala mnie na duchu i mimo bardzo trudnej osobistej sytuacji wykazała się wielkim profesjonalizmem. Chciałam jej za to ogromnie podziękować także tutaj. Państwo przyjechali wczoraj do Jasminka, spędzili z nim 2 h, poszli na wspólny długi spacer a potem rozmawiali z Anecik która poruszyła wszystkie ważne kwestie i odnośnie charakteru psa i odnośnie opieki poadopcyjnej. Naprawdę spisała się na medal. Wspieramy ja dzisiaj w tym bardzo bardzo trudnym dla niej dniu.... A co dalej w tej opowieści o Jaśminku.... To już jutro....
-
Dziękuję. Dziś też patrzę bardziej optymistycznie. Pani z Fundacji jest niezwykle empatyczna osoba. Mimo że na pewno ma mnóstwo innych spraw to napisała dziś że Joshi od środy wieczór przyjmuje leki i od tego momentu nie miał ataków. Wczoraj już zaczął się normalnie zachowywac. Jego wyniki krwi są bardzo dobre. Pani też zapewniła po raz kolejny że naprawdę dbają o podopiecznych i żebym się absolutnie nie martwiła. Tak więc odnajduje w sobie coraz więcej zaufania...
-
Dziękuje Limonko :) dobrze to opisałaś. Joshi to piesek z innego watku, ale przez to , że wspomniałam tu o nim to potem zaczęłyśmy o nim pisać... Takiego pamiętam Joszka.... Jesli chodzi o Jasminka, to pewnie pamietacie, że dziś miał miec gości.... Ale prosze o czas, jutro wszystko Wam opowiem o Jaśminku i gościach... Pani z Fundacji tez o tym powiedziała, że może tak być... NIestety dzis do mnie nie oddzwoniła. WIęc nic nie wiem. SPróbuje do niej zadzwonic ok. 20tej ....
-
Dziś z samego rana czekała na mnie wiadomość od Pani z Fundacji. Stan psa się pogarsza, były kolejne ataki, prosza o decyzję na już. Serce mówi co innego a umysł powiedział mi to co napisała Poker. Choć jest mi potwornie ciężko w obecnej sytuacji nie mogłam odpowiedzieć inaczej. Joshi został przekazany pod opiekę fundacji. Pozostaje mi tylko wierzyć że jest w możliwie najlepszych rękach. Na pewno ma na wyciągnięcie ręki najlepszych specjalistów. Nie sądzę by choroba cofnela się bez wlasciwego leczenia. Nie pozostał mi żaden wybór.... Dziękuję serdecznie za Wasze wsparcie, za wszystkie komentarze. Były one dokładnym odzwierciedleniem tego co działo się w mojej głowie. Czekam teraz na telefon od Pani z Fundacji w celu ustalenia formalności oraz naszego udziału w kosztach leczenia Joszi. Wierzę że będzie to współpraca, że ten cudny pies wróci do zdrowia...
-
Dziękuje dwbem, kochana jesteś <3 Dzwoniła do mnie Pani z Fundacji. Powiedziała mi, że Joshi miał dwa ataki padaczkowe w nocy i dziś popołudniu kolejny. Jest podobno w bardzo złym stanie psychicznym, zupełnie nieobecny. Jest w boksie wewnętrznym w ogrzewanym budynku, jest tam osoba która opiekuje się tymi najbardziej potrzebującymi psami 24 h na dobe. Pani z Fundacji umówiła Joszi do neurologa na najpilniejszy termin- we wtorek, a dziś jeszcze miał jechać do weta ogólnego na badania krwi itd i od razu przepisanie Luminolu. Pani kazała mi podjąć decyzje, czy mają pomagać psu czy checmy go zabrać. Rozmawiała ze mną bardzo miło, pocieszała wręcz. U nas Joshi był normalnym, pogodnym, przyjacielskim, bardzo łagodnym psem, bardzo się lubił z Czokusiem, na spacery chodził przy nodze, zawsze skupiony na mnie, zawsze czekał na znak w którą pójdziemy stronę, lubił duzo węszyć, nie lubił jak się go przytula, czy nadmiernie głaska. Jego oczka były bystre, nie był nigdy nieobecny...może czasem uparty. On chyba nigdy nie był w domu...sądze, że przebywanie w boksie wewnętrznym/ zamkniętej przestrzeni.. może mu szkodzić....ale nie wiem na pewno.... NIe wiem co się stało w tym SPA co tak diametralnie zaważyło na psie...zastanawiam się czy Pani groomerka nie mogła mu czegos podać?? może to zbyt szalone...może po prostu stres tak zawazył na wszystkim ...:( Co mam robić?? u nas będzie w kojcu sam, nawet nie będziemy w stanie dobrać mu dobrze dawki Luminolu bo do tego trzeba obserwować psa 24 h na dobe. Z drugiej strony boje się, że jak teraz oddam psa fundacji to moze potem nie będą mnie informowac o jego losie....juz nie będe miec żadnych "praw".///a Fundacji nie znam zupełnie :( Błagam osoby z Warszawy, Fundacja jest w Falenicy- Fundacja pod Psim ANiołem, proszę popytajcie znajomych, moze ktos tam był/ jeździ, może ktoś ma stamtąd psa?? a może ktoś z Warszawy zgodzi się na ochotnika i w razie czego będzie mógł w moim imieniu podjechać tam, zabrać go na spacer itd. Proszę, czy w razie czego ktoś będzie mógł pomóc?? Prosze, błagam !!
-
To święta prawda.... Chociaż i ja myślę jak AGAT że oni kłamał i żadnych konsultacji nie było.... Dziękuję Wam w ogóle z całego serca za wsparcie, za tyle dobrych słów. Naprawdę dziękuję. Mam jeszcze takie pytanie... Czy ewentualnie ktis mógłby pomóc nam i odebrać Jaszi i kawałek powieść w nasza stronę na wlkp?? Próbuje znalesc na szybko płatny transport ale to może trwać.... Na razie od rana telefon Fundacji jest wyłączony....
-
Jesteście bardzo kochane dziewczyny, ale co się stało to już się nie odstanie, rany zadane prosto w serce nie wygoja się tak łatwo. Najgorsze ze w ostatnim czasie ludzie pokonują już wszelkie granice chamstwa, perfidnosci, okrucieństwa. Tak naprawdę dziś w nocy myślałam o tym domu Joszka i współczuję tym ludziom. Kim trzeba być i kogo trzeba mieć w swoim otoczeniu żeby w drugim człowieku widzieć tylko chęć oszustwa, klamania itd. Zawsze mówiłam i pisałam tutaj że stawiam na szczerość z nowymi domami, to było dla mnie zawsze kluczowe, niestety niektórych rzeczy nie widać w schronisku i na to uczulalam ludzi, że domu może nie znać, że może sikac, będzie potrzebował spokoju, może konsultacji z behawiorysta czy trenerem w razie większych problemów... (nie doradzalam konsultacji online!) Cały wieczór przeplakalam i jak już mąż nawet mnie pocieszal to wierzcie że jest zle. Mąż zwykle macha ręką na te psie sprawy, że to.my głupie i tyle, ale wczoraj sam przyznał że zachowali się strasznie... Sabina będzie dzis dzwonić do tej fundacji. Postanowiliśmy sprowadzić Joszka do nas. Niezależnie czy fundacja dobra czy zła to mają kilkadziesiąt psów w kojcach. My mamy tylko Czoka. Nasz wet zrobi potrzebne badania które opłaci gmina, jeśli będzie trzeba wiecej- dam radę. Za Jasminka już nie trzymajcie kciukow. Wątpię że ho zabiorą bo Anetka ma adopcje zablokować w razie najmniejszych wątpliwości... A takie zapewne będą. Nie dam rady teraz wspierać kolejnego domu po adopcji, tak widać musiało być....