Jump to content
Dogomania

KarinaK83

Members
  • Posts

    146
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by KarinaK83

  1. Jak tak czytam to tak myślę, że chyba w kosmosie mieszkam, bo u mnie na osiedlu na bardzo dużą liczbę yorków spotkałam się tylko z jednym ujadaczem (niestety mieszka w tym samym bloku co ja). Nie tylko ujada, ale i gryzie obydwa moje psy, Rokiego po łapach, bo jest większy, a Mikę gdzie popadnie (też york). Poza tym wszystkie osiedlowe yorki są spokojne, zrównoważone i przyjacielsko nastawione. Biegają na smyczach lub bez, są odwoływalne. Więc trochę dziwi mnie to zamieszanie wokół yorków. Obce są mi te wszystkie teorie, że yorki jazgoczą, są niewychowane i wogóle są traktowane jak nie psy itp. O dziwo byliśmy ostatnio nad morzem, a potem w górach i wszystkie spotkane przez nas yorki też były zwykłymi psami, zachowującymi się zupełnie normalnie. Mój york funkcjonuje tak samo jak drugi pies, zna te same komendy, w ten sam sposób jest nagradzany, w ten sam sposób jest karcony. Jedyne czym się różnią to, to że Mika nie schodzi sama ze schodów (tzn. z kilku schodków zejdzie, ale my mieszkamy na czwartym piętrze bez windy)- nie schodzi bo jest po prostu za niska w stosunku do schodka, żeby samodzielnie zejść aż z czwartego piętra- natomiast wchodzi już sama. Na dworze puszczam ją ze smyczy tylko w niektórych miejscach i w określonych sytuacjach, nie dlatego, że jest nieodwoływalna czy niewychowana, ale z powodu różnych nieprzyjemnych sytuacji, z którymi mieliśmy doczynienia (m.in. niejednej próby pogryzienia jej przez innego psa).
  2. No więc tak: ja mam psa i mam yorka :evil_lol: A tak na poważnie to mam dwa psy yorka i kundelka i sprawy się mają u nas tak: jak idę z samym Rokim (kundelasem) to ludzie czasami się pytają jaka to rasa lub komentują "jaki ładny pies", ale jak idzie z nami jeszcze Mika (yorkus) to już wtedy nikt Rokiego nie zauważa. Ludzie stają lub kucają, wyciągają rękę do Miki i zachwycają się "jaki to śliczny piesek". Mika generalnie na ogół sprawę olewa czyli ignoruje, wymija i idzie dalej. Ale w momentach kiedy jednak okaże zainteresowanie na "śliczny piesek" wtedy do akcji wkracza ignorowany Roki. Podchodzi, wciska nachalnie głowę między Mikę i wyciągniętą rękę zainteresowanego i zmusza do głaskania go :evil_lol: Kończy się tym, że ludzie zaczynają się śmiać i głaskają "ślicznego ;)" Rokiego. A jak zainteresowany dobrze głaszcze to Roki idzie na całość i zaczyna się jeszcze ocierać o jego nogi jak kot :lol: Generalnie jest obopólna uciecha. Oczywiście na takie wygłupy pozwalam Rokiemu tylko wtedy, gdy widzę, że danej osobie to się faktycznie podoba i nie zniechęca jej to, że zamiast yorka ma głaskać Rokusa. Natomiast moja sąsiadka (ma dwa yorki) nigdy nie zaakceptowała Rokiego. Najpierw jak wzięłam Rokiego z ulicy (miał już wtedy 5-7 lat) stwierdziła, że będę żałowała i zobaczę jaki duży pies z niego urośnie :lol:, potem jak jej uciekł york i pan montujący jej drzwi na widok Rokiego powiedział "o już wrócił pani pies" (ze śmiechem oczywiście) to sąsiadka zrobiła się cała czerwona i stwierdziła z obużeniem, że "jej pies to YORK, a nie taki..." i tu nie dokończyła bo akurat mnie zobaczyła, a ostatnio poinformowała mnie, że Mika choruje (jakiś czas temu miała zapalenie pęcherza, a teraz ostatnio zatrucie) przez to, że mieszka razem "z tym drugim" :crazyeye:. Nic dodać, nic ująć :roll:
  3. Ja wiem, że czasami człowiek nie bardzo ma jak pojechać gdzieś dalej do weta, ale ja bym jednak sugerowała, żebyś zorganizowała taki wyjazd do porządnej lecznicy. Tak kiedyś mi psa leczyli, badań nie robili, tylko leki różne na ślepo przez dwa miesiące dawali. Pies się niepotrzebnie omęczył, pieniędzy poszło tyle, że hej, a efektów leczenia, czy chociażby diagnozy nie było. Jak pojechaliśmy w końcu załamani do lecznicy oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów, zrobili badania i w parę godzin postawili diagnozę. I choć badania nie były tanie to i tak kosztowały kilkakrotnie mniej niż to, co wyciągnęli w naszym mieście od nas weterynarze. A druga sprawa, że z samego badania kału to też za dużo nie wywnioskują. Ja teraz miałam zatrucie u yorka i krwawą biegunkę. W lecznicy od razu zrobili morfologię, biochemię, mocz, kał również na lambie, test na parwowirozę i rtg, (oczywiście kroplówki też były). I wraz się obawiałam, czy czegoś nie przegapili. A skoro pies ma tak przewlekłą biegunkę i dostawał już antybiotyk i nie pomogło, tzn. że trzeba go porządnie przebadać, a nie leczyć w ślepo.
  4. Dzięki za uspokojenie, chyba trochę za bardzo panikuje, ale mam dwa psy i pierwszy raz mieliśmy coś takiego. Ogólnie zatrucia bywały, ale raczej drobniejsze, pomagała na ogół głodówka. Sunia bardzo mnie przestraszyła, bo widać było jak w oczach mizernieje, a jeszcze komentarz starszej pani w poczekalni u weterynarza, "że jej pies miał dokładnie tak samo, dostał zastrzyki i kroplówkę, zabrała go do domu i zdechł wieczorem" to już w ogóle nastraja do czarnowidztwa. Trochę się dziwię z tym zatruciem ewentualnym, bo sunia jest w większości wyprowadzana na smyczy, reaguje na komendę "zostaw", gdy chce coś wziąć do pyszczka i generalnie to bardzo pilnuję, żeby śmieci nie zjadała. U nas skwer osiedlowy jest bardzo zadbany więc nie wiem, czy mogłaby tam jakiekolwiek trucizny znaleźć, no może nie licząc starych resztek jedzenia.
  5. Witam. Moja suczka yorka (13 miesięcy) w nocy z piątku na sobotę mocno zachorowała. Do wieczora było wszystko w porządku, zachowanie i apetyt. W nocy zaczęła wymiotować niestrawioną do końca suchą karmą, rano dostała biegunki. Dwa pierwsze stolce biegunka z krwią i cztery kolejne sama krew praktycznie [IMG]http://www.yorek.pl/images/smilies/icon_eek.gif[/IMG] Sunia miała bardzo mocne boleści brzucha, nie mogła się położyć, tylko cały czas siedziała i albo drżała albo tak jakby się kiwała (no ja odniosłam wrażenie, że to z bólu). W weterynarii dostała kroplówkę z glukozą, zrobili następujące badania: krew - ogólne i biochemia, mocz - ogólne, kał - ogólnie robaki i test na pierwotniaka Gardie, test na parwowirozę, rtg jamy brzusznej. Badania wyszły dobrze, tzn. niczego nie potwierdziły. Sunia miała temp. 39,4. Lekarz podał enrofloksacynę, zastrzyk przeciwwymiotny i przeciwbólowy. No i teraz moje pytanie: czy ktoś miał coś podobnego z psem i jaka była diagnoza? Bo u mnie weterynarz nie postawił dokładnej diagnozy tylko podejrzenia, że piesek zjadł coś na dworze i się zatruł (bo w domu jadła tylko suchą karmę i nie widziałam żeby w domu zjadła coś niepowołanego). Boję się, że może weterynarz coś przegapił, czegoś nie dopatrzył, bo takiego ostrego i gwałtownego zatrucia to ja jeszcze nie widziałam i jakoś mi się wierzyć w te przypuszczenia, - że to zatrucie - nie chce. Dodam, że sunia jest świeżo po pierwszej cieczce. Regularnie jest odrobaczana (zresztą badania nie potwierdziły robaków). Wczoraj też dostała kroplówkę z aminokwasami i zastrzyk z antybiotykiem, temperatura 37,7, zaczęła też samodzielnie pić i od wczoraj wieczorem jeść (w weterynarii dostaliśmy karmę Royal Gastro Intestinal), stan jest powolutku coraz lepszy, dzisiaj już zrobiła nawet spacerek dookoła bloku. Dzisiaj też idziemy do weta. Ale generalnie jestem mocno zaniepokojona tym, co się wydarzyło.
  6. Jeśli weterynarz nie wie co to, to powinien zrobić albo biopsję przed usunięciem, albo badanie histopatologiczne po usunięciu. Tak mi tłumaczył mój weterynarz, bo moja suczka yorka miała dużą gulę pod skórą, na żebrach.
  7. A u mnie było tak: idę z Rokusem (rudy kundel krótkowłosy do kolana) i z Miką (yorkiem, jak jeszcze był malutki), Mika wiernie podąża za Rokim. Mijamy starszą panią, ona przystaje i mówi "o jak ładnie to maleństwo mamusi się pilnuje i za nią biega" ;) Nic pani nie odpowiedziałam, bo nic mi sensownego na myśl nie przyszło i tylko sobie pomyślałam, że dopiero by było gdyby Roki urodził :roll: yorka :crazyeye:. Druga podobna sytuacja: idę z psami, teściowa siedzi na ławce ze swoją koleżanką (starszą panią Jadzią), psy biegną do teściowej się przywitać i teściowa ściskając Mikę mówi do koleżanki "zobacz Jadziu jaka to kochana pindulinka", pani Jadzia (spoglądając raz na Mikę, raz na Rokiego) "a jakaś taka niepodobna do mamusi, taka włochata?", no więc razem z teściową tłumaczymy pani Jadzi, że Roki to nie mamusia tylko pies rodzaju męskiego, a pani Jadzia oczy coraz większe i pyta "jak to? to skąd się TO wzięło"?
  8. aha dodam, że ten drugi weterynarz kazał mi do badania co trzy miesiące przynosić łączoną próbkę kału z trzech pobrań robionych co drugi dzień
  9. po wczorajszej wizycie u weterynarza to już wszystko mi się pomieszało, do tej pory psy odrobaczałam tak: york (ponieważ miał poniżej roku) co miesiąc, kundelek dorosły co trzy miesiące. Tak zalecił mi poprzedni wet. Ogólnie mówił, że psy przebywające w domu odrobaczamy co 3-4 miesiące, te co przebywają na dworze co pół roku. I że przy takim odrobaczaniu pies jest bezpieczny dla człowieka, ale z drugiej strony twierdził, że pies zawsze ma robaki, tzn. już tydzień po odrobaczaniu tylko, że one są w takiej fazie rozwoju, że nie ma sensu odrobaczać psa co tydzień. :roll: wczoraj rozmawiałam na ten temat z innym weterynarzem, który ostatnio odrobaczał moje psy pod kątem jakiś tam pierwotniaków, które wykrył w kale i powiedział, że psy odrobacza się co pół roku, a co trzy miesiące mogę przynieść kał do badania. Twierdził, że nie ma potrzeby odrobaczać psa co trzy miesiące bo to za często, a odrobaczanie nie jest też obojętne dla psiego organizmu. To ja już nie wiem jak mam robić i którego weta słuchać i który ma rację?
  10. [quote name='Kubab']Witam jestem tu nowy a chciałbym wiedzieć gdzie się wybrać z psem Nad morze?:eviltong: W góry?:lol: Powiem że rasa to staffik:diabloti: (AVATAR[FONT=Franklin Gothic Medium])[/FONT][/QUOTE] To zależy w jakie góry, bo w tatrach na teren TPN nie wejdziesz z psem. My jeździmy i w góry i nad morze z dwoma psami, z tym, że jak jedziemy do Zakopanego to psy muszą więcej czasu spędzać w pokoju.
  11. [quote name='Pauliii']ja w tym roku byłam w Jarosławcu ... ;] mieliśmy domki wiec pies mógł sobie tam swobodnie biegać z innymi psami.. a na plaży niestrzeżonej było masę innych psów a pod wieczór nawet na tych strzeżonych[/QUOTE] Ja niedaleko Jarosławca, bo Słupski-Poddąbie :), ale o Jarosławiec też zahaczyliśmy
  12. [quote name='kavala']Do mojego psa wszyscy na ulicy wyciągają łapy, nawet przechodząc, tak żeby go tylko musnąc. Ciekawa jestem czy zachowywaliby się tak samo gdyby to był owczarek niemiecki.[/QUOTE] no z tym wyciąganiem rąk to dziwna sprawa, mój Roki często chodzi na spacery w kagańcu (ma plastikowy kaganiec ze względów zdrowotno alergicznych, podjada na dworze ostro śmieciuchy, a nie wolno mu). Jak jest w kagańcu i chce do niego podejść jakieś dziecko to rodzice od razu ostro reagują "nie rusz bo ugryzie", a przecież jeśliby miał wogóle kogokolwiek gryźć to właśnie w kagańcu nie ugryzie. A jak z kolei idziemy bez kagańca, to rodzice wogóle nie zwracają uwagi, że ich dziecko wyciąga ręce do obcego psa, a przecież teoretycznie to właśnie bez kagańca może ugryźć (chociaż akurat bez kagańca to mój pies jest mocno zainteresowany gryzieniem, ale śmieci :cool3:)
  13. u nas z Rokim jest tak: jak jest w domu i jest burza lub petardy to się boi i biega cały czas po domu, ciągle mnie szturcha, w skrajnej sytuacji próbuje wskoczyć na mnie. Gorzej jak jesteśmy akurat na dworze. Jeśli burza to ciągnie mnie z całej siły do domu, ale na przykład w sylwestra to przez trzy dni nie mogę go wyprowadzić z domu, dwa razy dziennie próbuje go chociaż przed blok wystawić, żeby się wysikał (o kupie to nie ma mowy nawet). W ostatniego Sylwestra weterynarz dał nam takie tabletki jakieś uspokajające, ale nie pamiętam jak się nazywały. Strasznie go skosiła ta tabletka, zataczał się jak pijany i był mocno ospały, ale jak słyszał petardy to wraz się zrywał, chodził po domu i obijał się o meble, to ja nie wiem czy to tak miała działać ta tabletka:shake:, ale drugiej następnego dnia mu nie dałam, bo się wystraszyłam. Zresztą nawet po tej tabletce, psa i tak się nie dało wyprowadzić z domu. Wszelkie próby odwracania uwagi nie działają. Czasem przy burzy pomaga jak się położy koło mnie na kanapie i go głaskam. Przy petardach na nic nie reaguje, cały robi się jakiś taki sztywny, spięty, a jeśli jesteśmy na dworze i usłyszy petardę to wszelkimi sposobami próbuje mi wyszarpnąć smycz z ręki i uciekać i wtedy wogóle na nic nie reaguje tylko walczy jak szalony ze mną tak, że ciężko mi go utrzymać. Więc w tym roku nie wiem co zrobimy w Sylwestra, bo tabletek chyba nie ma sensu podawać. Nie wiem czy jak on nie chce to powinnam go wyprowadzać na dwór czy nie. No ale z drugiej strony to przecież pies nie może chyba nie sikać przez trzy dni? Z kupą mniejszy problem po prostu daje mu mniej jedzenia i jakoś wytrzymuje, że nie załatwia się. Czy ktoś ma jakieś pomysły odnośnie tego sylwestra???
  14. Ten temat jest mi obcy, bo mój pies nie ma alergii na roztocza ;) Ale na zdrowy rozum - każda karma może być roztoczami zanieczyszczona, bo jak niby mieliby temu zapobiec? Sypać akarocydy? Przecież to strasznie toksyczne. Napisz może do producentów... Btw sam ryż też może uczulać.[/QUOTE] No właśnie dlatego wydaje mi się to podejrzane co mówiła doktorka, no i nigdzie nie ma na ten temat żadnych informacji, więc pewnie masz rację, że trzeba by się było kontaktować z firmami produkującymi. Lepiej nie będę kombinować z karmą w końcu Eukanubę Dermatosis je już prawie dwa lata i jest ok.
  15. Martens a czy wiesz może, czy te diety Trovet nadają się dla psa, który ma alergię na roztocza. Bo mój pies ma alergię na roztocza kurzu domowego, i na trzy rodzaje roztoczy magazynowych. No i mi doktorka kazała kupować albo Eukanube albo Royala z diet weterynaryjnych, bo mówiła, że niektóre karmy już podczas produkcji mogą być zanieczyszczone właśnie tymi roztoczami magazynowymi, a w przypadku tych dwóch firm nie. Ale ja nie wiem czy to jest prawda. No i mówiła też że nie wolno żadnych zbożowych, czyli makaronów, kasz itp. bo że też tam są te roztocza. A mi się wydawało, że i po ryżu pies się drapał, ale nie wiem czy to możliwe. Bo Eukanuba dermatosis jest ziemniakami i rybą, więc jest ok.
  16. Ale w Eukanuba Dermatosis jest małe dawkowanie, na psa o wadze 15 kg daję zgodnie z tabelką 150 g, no w zimie trochę więcej je. to worek 10 kg za 195 zł na dwa miesiące mi starcza. Spróbowałabym jakąś inną karmę, ale trochę się boję kombinować, bo on straszny wrażliwiec jest.
  17. A mój pies jest starszym psem, nie wiem jak testy u młodych psów. O diecie eliminacyjnej też nam doktorka mówiła, to znaczy generalnie o wprowadzaniu nowych produktów do menu psa. Ale na Eukanubie Dermatosis pies dobrze funkcjonuje więc już nic nie kombinowaliśmy z jedzeniem.
  18. U nas alergia leczona była tak, że najpierw w gabinecie pobierali zeskrobinę ze skóry, w celu zbadania pod kątem świerzba, potem były testy skórne, wyszło uczulenie na roztocza (4 rodzaje), ale poza tym pies drapał się też jak dostawał kurczaka z ryżem. Więc pani doktor wypisała tabletki encorton i do jedzenia karmę Eukanubę Dermatosis (tylko i wyłącznie, bez podjadania). Efekty leczenia były widoczne po dwóch miesiącach. Encorton udało nam się odstawić po trzech miesiącach. Potem jeszcze okresowo zdarzało nam się stosować Encorton, w momentach zaostrzenia alergii, ale już od roku nie. Wystarcza sama karma i w gorszych okresach kąpiele w szamponie leczniczym firmy Bayer - Vetriderm.
  19. Właściciel labradora był w tak sporej odległości, że pojawił się dopiero po kilku minutach, jak my już zdążyliśmy odejść i bynajmniej nie wyglądał na zaniepokojonego tym, że od paru min ut nie ma psa nawet w zasięgu wzroku. Zaraz po zajściu przypomniałam synowi jak powinien się zachować w tej sytuacji i rozmawialiśmy o tym, co zrobi nie tak. Masz rację Marta666 z tym przywieraniem do ziemi w przypadku zagrożenia ze strony psa, dzięki za radę, właśnie sobie przypomniałam, że niedawno oglądałam program w tv na ten temat, tam było o pozycji "żółwika":), zaraz mu pokażę.
  20. a może pochwalisz się jak Ty sobie radzisz w takich sytuacjach z nachalnym psem i swoimi dziećmi? a może wcale nie masz dzieci i też niewiele wiesz o ich pilnowaniu
  21. [quote name='a_niusia']uwazam, ze KAZDY powiniwn pilnowac swoich dzieci i psow. skoro twoj pies i dziecko byli poza zasiegiem twoich mozliwosci kontrolnych-pies ci prawie uciekl, dzieckak tez i to z wrzaskiem, to powinnas miec pretensje tylko do siebie. oczywiscie, ze nie znosze podbiegaczy. ale nie traktuje kazdego jak wroga nr 1. ten pies nie chcial zrobic nic zlego ani yorkowi ani dziecku. gdyby twoje dziecko i pies umieli sie stabilnie zachowac pewnie doszloby do wzajemnego powachania i koniec. jesli jednak nie zyczysz sobie kontaktu innych psow z twoim, to trzeba bylo odwolac i psa i dziecko. niestety: teraz jest mnostwo podbiegaczy, dlatego to jest bardzo wazne, zeby pilnowac swojego psa i zeby pies byl odwolywalny.[/QUOTE] ok właśnie mam pretensje do samej siebie, i na cześć podbiegaczy od dzisiaj nie wychodzę z synem i psem na dwór bo są niezsocjalizowani, za to labrador był, dlatego niech sobie biega dalej tylko, że wiesz, jak pies obcy podbiega, a jak szaleńczo pędzi na kogoś w niewiadomym celu, (to chyba jest różnica) tak że sama się przestraszyłam, bo jakby mój syn nie szurnął w bok to pewnie ten niechcący im nic zrobić pies przewróciłby go, no ale wtedy też miałabym pretensje do siebie bo po co dzieciaka na dwór biorę
  22. i właśnie dlatego, że ich pilnowałam, w miarę szybko opanowałam sytuację, a od innych wymagam tego czego i od siebie, bezpieczeństwa innych, żeby nie musieli się znajdować w sytuacji, gdzie mają doczynienia z psem puszczonym bez opieki i z niewiadomymi zamiarami
  23. Niestety nie wszystko da się przewidzieć, bo nikt nie jest geniuszem. A z drugiej strony uważasz, że puszczenie samopas labradora, który niekoniecznie ma wyczucie i na widok dziecka z yorkiem pędzi jak szalony na nich jest ok? bo ja ze swojej strony nigdy bym nie dopuściła do takiej sytuacji, żeby mój Roki gnał jak szalony za kimś i kogoś mocno wystraszył, tylko dlatego, że to taki niegroźny piesek, a ja sobie gdzieś tam z tyłu leze spacerkiem
  24. pies prawdopodobnie spanikował w wyniku zachowania syna, bo zdarzyło się to nam tylko ten jeden raz, na ogół nie ucieka jak szalona tylko omija jak jest niepewna dużego psa, ewentualnie podbiega do mnie albo podchodzi do mojego drugiego psa, większego. Syn jest nauczony zachowania w stosunku do psów, również w takich sytuacjach. tylko, że takie sytuacje przerabialiśmy tylko teoretycznie, no i jak się teraz zdarzyło praktycznie, to zaczął zwiewać.
  25. Czy przebywanie 9-latka jakieś 40 metrów ode mnie to jest zostawnianie bez opieki? :lol: Nad socjalizacją dziecka się zastanowię ;). A czy Twój pies został kilka razy nastraszony porządnie przez niezrównoważonego owczarka niemieckiego mieszkającego w tej samej klatce schodowej i ugryziony przez sporo większą od niego sukę? Już nie mówiąć o tym, że jak go prowadzam na smyczy to i tak został kilka razy stratowany porządnie przez duże psy, zanim właściciele je dowołali, które przecież chciały się tylko bawić.
×
×
  • Create New...