-
Posts
159 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by moskaliki
-
Właśnie się poryczałam na ulicy. Poszłam zobaczyć, jak się ma Kłapouszek. I natknęłam się na niego, jak człapał obok dwóch chłopców wyprowadzających swojego pieska i machał ogonkiem z zadowoleniem, jakby to i on był z nimi na tym spacerze ;( Ale chłopcy weszli do bloku, a Kłapouszek został przed drzwiami patrząc za nimi. Żal serce ścisnął. Uciekł, jak ja się chciałam do niego zbliżyć. Zapewne to ten chłopiec, któremu on się pozwala głaskać. Beznadzieja. Ci ludzie z bloku go przyzwyczaili do siebie przez te 3 m-ce, pies im zaufał, jako jedynym pozwala podejść do siebie, ale oni nie mają zamiaru go przygarnąć. Chce mi się wyć, bo jest ktoś, kogo ten pies pokochał, a trzeba mu będzie tą miłość odebrać ;( ;( ;( Ja po prostu nie mam serca tego zrobić!!!! Jak się uda dotrzeć do tej rodziny, to myślę, że zechcą pomóc w złapaniu i na przykład wpuszczą psa do klatki. Wtedy będzie potrzebna pomoc kogoś, kto najpierw założy kaganiec, a potem obróżkę. Przypomnę, że Ci ludzie chcieli mu ponoć założyć obrożę, ale dziabnął tę panią w rękę, więc nie wiem, jak to technicznie zrobić z kagańcem, żeby nas nie pogryzł. Nadal zostaje pytanie- schronisko czy próba uzbierania na hotelik??? Głosy są podzielone. Schronisko wydaje się rozwiązaniem, tylko jak ja będę mogła sobie spojrzeć w twarz, jeśli inne psy zagryzą tam Kłapouszka co, jak piszecie, jest możliwe. Jest to piesek raczej starszy i czarny, co też ponoć zmniejsza jego szanse na adopcję. Hotelik to rozwiązanie tymczasowe i tez niewiele rozwiązuje. Ja już straciłam zdolność podjęcia tej decyzji. Czy jest ktoś, kto potrafi podjąć taką decyzję?
-
Nie chciałam zbierać pieniędzy, dopóki nie zostanie postanowione, co z Kłapouszkiem. O robieniu bazarku próbowałam coś czytać, choć niewiele zrozumiałam. Koszt hoteliku w najlepszym wypadku 450-500zł. Może jestem pesymistką, ale jak się uzbiera na miesiąc pobytu, to pewnie będzie sukces. Jestem zrezygnowana... Uświadomiłam sobie, że zapożyczę się w banku, coś może będzie z bazarku, zapłacimy za badania, szczepienia, hotelik, plus odwiedziny i próba zsocjalizowania, a pobędzie Kłapouszek miesiąc w hoteliku, po czym trafi do schronu. Z drugiej strony przeczytałam, że jak pies na kwarantannie w schronisku wyda się komuś agresywny, to go mogą uśpić, a wiadomo, że dziki pies nie będzie pokornie siedział, jak będzie cały w strachu i może kłapnąc zębami. I jak ja mam sumienie narażać Kłapouszka na coś takiego????
-
Co to jest hotelik kojcowy? I jest takie coś w Krakowie? I ile kosztuje? Bo my szukałyśmy hoteliku, ale wszędzie żądają, żeby pies był conajmniej 2 tygodnie po szczepieniu na wściekliznę, a to wymaga jakiegoś 1,5 miesiaca przygotowań (wcześniej trzeba odrobaczyć, w tym przypadku ze 2 razy). Już nie wspomnę o cenie 20zł za dobę ! Jakąś kasę byśmy uzbierali, ale nie taką. Prowadzimy akcję szukania kawałka ogródka u kogoś, który odgrodzimy na własny koszt. Niestety bez rezultatu, bo nikt nie chce oddać raptem 4m kwadratowych swojego, nieraz ogromnego podwórka, dla tego biednego psiaka. Tracimy więc nadzieję, że uda się go uchronić od schronu.
-
Tak, Kłapouszek będzie mógł pomarzyć o adopcji, jeśli znajdziemy mu DT i się nim zajmiemy. Inaczej- schronisko i raczej kiepska przyszłość psiaczka, a nie zasłużył na to. Jak żaden psiak zresztą. Moja złość czy żal nic nie zmienią, więc raz jeszcze chciałabym prosić odwiedzających- czy znacie kogoś z kawałkiem ogródka gotowego przygarnąć psiaka? Może ktoś wie, jak najskuteczniej znależć DT, jeśli wątek na dogo i masa ogłoszeń we wszystkich chyba możliwych miejscach nie pomagają... ??? Czy możemy Was prosić o rozesłanie wieści wśród znajomych o tej sytuacji? Świat taki duży, że może sią okazać, że jednak czyjś znajomy znajomego ma możliwość i pomoże. Kurczę, nie zbieramy pieniędzy, tylko szukamy kawałka podwórka... Ostatnim podjętym przez jedną z osób krokiem jest kontakt z kilkoma organizacjami pro zwierzęcymi, ale osobiście nie mam nadziei, że to coś pomoże...
-
NO ja też byłam w szoku, jak naiwnie zadzwoniłam 2 m-ce temu do schroniska, żeby zgłosić błąkającego się psa i usłyszałam, że sama mam go złapać :/ Ja nie krytykuję pracowników schroniska, bo rozumiem, że mają ręce pełne roboty. To chyba raczej problem "władz" czy osób odpowiedzialnych za tak zwany "porządek w mieście", bo schronisko to miejsce gdzie psiaki znajdują schronienie i pomoc, a za łapanie psów faktycznie powinna odpowiadac jakaś komórka. Ot, cała polska rzeczywistość. Jeśli chodzi o Kłapouszka, to łudzę się, że uda się go zwabić do tej klatki schodowej, tylko nie wiem, jak mu tam założyc obrożę czy kaganiec, żeby nas nie pogryzł. Tak bardzo nie chcę, żeby on trafił do schroniska :( Tyle psiaków w potrzebie dostało swoją szansę, a Kłapouszek nie miał szczęścia :( :(
-
Biedny Kłapouszek trafi jednak do schroniska :( :( :( Mamy tylko tydzień na znalezienie mu domu, co graniczy z cudem, więc... Tak czy owak potrzebujemy porady ze strony osób, które posiadają doświadczenie w łapaniu psów, bo ze schroniska przyjadą tylko wtedy, gdy pies będzie złapany. KTOZ też nie ma możliwości pomocy ze względu na ilość interwencji, więc psiaka trzeba złapać samemu. Co wiemy: pies krąży po osiedlu, ma 2 punkty w których można go najczęściej spotkać,choć czasami w ciagu dnia znika i nie wiadomo, gdzie jest. Ogólnie boi się ludzi, ale ma "upatrzoną" jedną rodzinę w pewnym bloku. Pozwala się tym ludziom zbliżyć do siebie, "odprowadza" jedną z tych osób do samochodu i wyraźnie chce wejść do klatki schodowej w bloku. Przy próbie założenia mu obroży przeciw pchłom przez jedną z tych osób, złapał jednak tę panią zębami za rękę. Ktoś ma pomysł jak realnie przeprowadzić łapanie, by nie narazić psa na niepotrzebny stres a siebie na pogryzienie? Logiczne wydaje się zwabienie psa przez którąś z aprobowanych przez niego osób do klatki schodowej, ale ze schroniska nie przyjadą od razu, więc co przez ten czas?
-
Proszę o wpisanie moich danych i dołączenie do listu: Aleksandra Moskal W zasadzie to ja potrafię już tylko jedno czytając o takich procederach - po prostu wyję w poduszkę z bezsilności !!!! Dlaczego ludzie to takie bestie myślące tylko o sobie?? Wiem, że nie wszyscy są źli, wystarczy wejść na dogo, ale form okrucieństwa wobec zwierząt jest tyle, że chyba musiałby wyginąć parszywy gatunek ludzki, żeby żywe organizmy mogły funkcjonować w spokoju. NIE NIE NIE dla cierpienia psiaków i innych zwierząt, NIE dla poświęcania życia i zdrowia zwierząt, bo głupi człowiek rości sobie prawo do zadawania bólu tylko dla własnych zachcianek. Czy ktoś mi powie, co można zrobić, by to zmienić? Wczoraj usłyszałam od pewnej osoby, że "Po co te wszystkie schroniska utrzymywać. Powystrzelać te wszystkie psy" :( Dodam, że ta kobieta biega codziennie do kościoła. Znam wiele osób z takimi poglądami... I jak tu można coś zmienić?? Ludzie, opanujcie się!!!!! No tak, tylko ci, których to dotyczy, tego nie przeczytają, bo ich nie ma na tej stronie... Jeśli w grę wchodzą pieniądze i psiaki są wywożone w te ohydne miejsca, bo ktoś dostaje za to kasę, to chyba tylko cud pomoże to zmienić. Pocieszam się, że ten ludzki gatunek już długo nie pociągnie... sam się wykończy... i w końcu na Ziemi będzie spokój....
-
Dzisiaj zrobiłam ogłoszenie ze zdjęciem i wieczorem porozwieszam na osiedlu. Jest tam wzmianka o tym, że piesek lubi dzieci. Jedna z osób dokarmiających, której przesłałam ogłoszenie, też ma druknąć i rozwiesić. Także myślę, że damy radę, bo jednak nasze osiedle jest dużo mniejsze niż Kurdwanów :) Ale dziękuję za chęć pomocy! :)
-
Tak myślę, że on nie jest dziki, tylko wystraszony i nie ufa ludziom.... bardzo słusznie zresztą, skoro go skrzywdzili :/ Pewnie wystarczyłoby odrobinkę cierpliwości, by go ośmielić... To chyba tylko zależy, czy będzie miał Kłapouszek szczęście i trafi na taką osobę, która go przygarnie i otoczy miłością....
-
Nowy news ws bezdomnego psiaczka - ponoć boi się mężczyzn, ale... lubi dzieci :) Jedna z osób dokarmiających widziała, że piesek nie tylko pozwolił podejść do siebie chłopczykowi z osiedla, ale położył się i wystawił brzuszek do głaskania :D Może nie jest wcale taki dziki, jak nam się wydaje.... Tym bardziej prosimy o pomoc w znalezieniu mu domku... zima już za pasem :(
-
Niestety, brak odpowiedzi na ogłoszenia, a piesek nadal na ulicy i niestety złe wiadomości dziś do mnie dotarły - administarcja osiedla zażądała od właściciela usunięcia z osiedla budy/ przyczepy, pod którą piesek miał schronienie. Być może nie spodobało się komuś, że kręci się tam bezdomny piesek i jeszcze ludzie zostawiają mu tam jedzenie. Także coraz gorzej :( Nie wiem, gdzie on pójdzie, jak mu kryjówkę usuną. Jak nam zniknie z oczu, to już w ogóle zero szans na pomoc dla niego. Buuuu.... Czy nikt z forumowiczów nie ma znajomego/ sąsiada z kawałkiem ziemi, który przygarnąłby psiaka? Przypomnę tylko, że ten życzliwy człowiek będzie miał wsparcie jeśli chodzi o wizytę u weta i karmę na początek nowej drogi z nowym przyjacielem. Wiem, wiem, sprawa beznadziejna, bo nic o piesku nie można powiedzieć, ani jak ze zdrowiem, jak z psychiką, czy z wychowaniem. Może potrafi się świetnie zachowac w bloku w mieszkaniu, a może nadaje się tylko na podwórko... Tego się nie dowiemy, dopóki go nie złapiemy, a nie złapiemy, póki nie znajdziemy dla niego kąta. Narazie się nie poddajemy i schronisko nie wchodzi w grę. Kto przygarnie Kłapouszka ??????
-
Dzisiaj mieliśmy w domu gościa- młoda psia dama zawitała na chwilę z wizytą (towarzysząc właścicielom :] )... Były dąsy ze strony naszego psiaka, przylepienaie się do właścicielki, nawet ząbki Sensej pokazał, ale nie było źle :D Trzeba było tylko usunąć z pola sławetna piłeczkę i miseczkę z karmą :) Może i nową współmieszkankę zaakceptuje :)
-
Jeśli można coś dodać w temacie. Przez cholernych głupich nieodpowiedzialnych ludzi jest masę psich nieszczęść w tym naszym kraju. Szczęściarze trafiają do dobrych, kochających ich ludzi. Masę piesków umiera w schroniskach nie zaznając miłości. Gdyby schroniska/ przytuliska nie pękały w szwach, gdyby to były pojedyncze przypadki, byłby czas na zajmowanie się każdym przypadkiem. A tak to tylko szczęściarze w DT czy w DS mają szanse na socjalizację. Nie dam złego słowa powiedzieć o przytulisku, z którego pochodzi uciekinierka! Byłam i widziałam- biednie, nawet bardzo. Ale ile poświęcenia, ile oddania dla psiaków. One tam naprawdę walczą każdego dnia o przetrwanie, bo ochłapy z gminy na niewiele starczają, choć to gmina powinna dbać o problem bezdomnych psów! Mimo, że psiaki są tam kochane, to każdy wie, że piesek musi trafić do rodziny. Dotyczy to też dzikusków, bo tylko wtedy mają szansę na socjalizację- w przytulisku najpierw psiaki muszą zjeść, trzeba posprzątać masę boksów, podać leki, ewentualnie raz na jakiś czas spacer. Nie ma po prostu możliwości fizycznej, by socjalizować. Zapraszamy zatem każdego, kto chce poświęcić czas na socjalizację psów z przytuliska! Nie kłóćmy się więc. Nie o nas chodzi, tylko o pieski. Lepiej zróbmy coś z prawem polskim, by ograniczyć tę plagę okrucieństwa i bezduszności!
-
Kurdwanów Bąbel już w domu uf dziekuje za pomoc
moskaliki replied to vega17's topic in Już w nowym domu
Też się dziwię, że zero odzewu na prośbę :( Naprawdę teren po którym Bąbelek biega jest spory- gdyby było nas kilka osób, to większe szanse , że w czasie obchodu się na niego natkniemy.... Piesek już tyle przeszedł... Teraz jest głodny, zmarznięty, wystraszony. Nie pozwólmy się mu błąkać... Potrzeba tylko ze 4-5 ochotników. Zgłaszajcie się prosimy !!! -
I tu cały problem. Nie jestem żadnym specjalistą, ale czuję, że ten piesek nie ma szans w schronie- "zjedzą" go tam żywcem. Jest wycofany, bojaźliwy i nazwałabym to "nie narzucający się", a przez to bezbronny. Jego szansę widzę w ten sposób, że trafia do DT czy DS, gdzie człowiek kochający i rozumiejący psy, cierpliwie dzień po dniu zsocjalizuje Kłapouszka. Jeśli chodzi o wolontariat, to jak pisze Vega, 2 dni w tygodniu to za mało, a pechowo wszystkie osoby dokarmiające i zainteresowane losem psiaka to ludzie pracujący, mający dom na głowie. Nie ma szans, by ktoś był tam codziennie. Zresztą musiałaby to być jedna osoba, do której psiak nabrałby zaufania. Zresztą o czym my mówimy- po powrocie do zapchanego boksu próby zsocjalizowania diabli wezmą. Psiaków w schronisku jest tyle, że nikt, nawet najbardziej oddany psom, nie poświęci tyle czasu dla jednego istnienia. Dlatego tak bardzo chemy uchronić go od schroniska :( Pozostaje nadzieja, że właściwy człowiek trafi na właściwe ogłoszenie i będzie cud dla Kłapouszka....
-
O, jaka optymistyczna odpowiedź Karina :D Miło osiągnąć taki stan psiej sielanki... Choć pewnie wszystko zależy od zwierzaka- przecież mają różne osobowości, jak ludzie. No i psy, przynajmniej mój, inaczej reagują na szczeniaki, jakoś łagodniej. Kurczę, boję się, że ten mój pies obrazi się na amen... to taki "piesek mamusi" ;D A tu kochana opiekunka sprowadza mu rywala do tulenia i głaskania... Choć z drugiej strony obecnośc drugiego osobnika tego samego gatunku i to suczki, mogłaby mu dobrze zrobić ;) Chyba wszystko rozstrzygnie się na pierwszym spotkaniu. Oczywiście postąpimy według wskazówek. Ale jak Sensej będzie atakował sunię, to chyba z adopcji nici, nic na siłę. Czyż nie? Tak się tylko zastanawiam... Sensej ma swoją piłkę. Odreagowuje na niej emocje- rozładowuje się na przykład za każdym razem, jak wracamy z pracy czy skądś tam (co mogłoby wskazywac, że może z tym lękiem separacyjnym nie do końca jest ok) i strach się bac co będzie, jak sunia do niej dojdzie. nawet nam sie obrywa, jak mu je długo nie oddajemy ;)
-
Psiak krąży po osiedlu, ale w określonym rewirze. To znaczy czasem jakby się pod ziemię zapadł i nie znajdziesz go, ale ma stałe miejsce do którego wraca- tam śpi, tam mu dajemy jeść, tam mu ktoś zrobił posłanie (choć okazuje się, że tam nie chce teraz spać). Choć widzę, że ma "stołówki" w różnych częściach osiedla, bo sporo osób niezależnie go dokarmia. Pytanie kluczowe- jak długo możemy zwlekać z zawiezieniem go do schroniska? Jeść mu nie braknie, ale noce mocno zimne plus kręci się po ruchliwej drodze. Ogłoszenia dam na stronach (może się uda nawet dziś), ale nie wiem, jak długo możemy zwlekać?
-
No właśnie tego się obawiam, że będzie trudno :[ Piesek nie jest "uszkodzony", więc nie wzrusza jak te bidy ślepiutkie czy po ciężkich przejściach, a jednocześnie jest, narazie przynajmniej, dziki i nic o nim powiedzieć nie można więcej. A tu nawet do DT ktoś by chciał wiedzieć, co i jak z psiakiem. Stąd pomysł, żeby choć na wstępne oględziny do weta pojechać po złapaniu, żeby wykluczył na przykład jakieś zakaźne choroby, itp, żeby go ktoś mógł spokojnie wziąść do DT do innych psów.... Możemy zrobić z "dokarmiaczami" zrzutę i umieścić go w hoteliku na początku, ale starczy nam tylko na miesiąc :( Czy myślicie, że to dobry pomysł? Tylko co dalej? Jak się DT nie znajdzie, trafi do schronu... i zaliczy tyle przeprowadzek i stresu... buuuuuu :( Jak mu pomóc? Ogłoszenia mogę pozamieszczać, tylko jak się ktoś zgłosi, że chce go zabrać hen daleko, to nawet nie będzie jak sprawdzić, czy mu się krzywda nie dzieje :( Ale jakby co, to znacie dobry hotelik czy płatny DT w Krakowie? Oczywiście przejrzałam liczne fora, tylko wszedzie raz dane miejsce chwalą, po czym czytam, że w tym samym miejscu źle traktują psy. I tak o każdym hoteliku w rejonie Kraka.
-
Myślałam, żeby po złapaniu najpierw zawieźć go do weterynarza na badania i ew. szczepienia i stamtąd do domku.... jak się znajdzie :( I chyba wskazany byłby najpierw DT, żeby doszedł do siebie i żeby można coś było napisać o jego usposobieniu, nim trafi do kogoś na stałe. Nie dopuszcam sytuacji, że ktoś go weźmie, a potem wyrzuci, bo mu nie spasuje :/ Czy na tych stronach ogłasza się także poszukiwania DT?
-
Są zdjęcia Kłapouszka ! Zamieszczam poniżej. Nie ma odzewu w sprawie DT dla tej bidulki smutnej,a tu takie zimne noce, więc może zdjęcia coś pomogą w jego sprawie. Za około tydzień podejmujemy akcję łapania. Jak pisałam- są osoby, które zadeklarowały opłatę za wizytę u weterynarza (badania, szczepienia) oraz zakup karmy. Najfajniej gdyby trafił w okolice Krakowa, by można mu było dowozić karmę, ale oczywiście zawieziemy go do nowego domku tam, gdzie będzie trzeba. Dobre nowiny są takie, że chyba powoli oswaja się z obecnością ludzi. Wciąż nie pozwala zbliżyć się mniej niż 2-3 metry, ale dzisiaj jedna pani do niego "zagadywała" i... pomachał delikatnie ogonkiem :D Myślę, że jakby go wykąpać i uczesać, to śliczny psiak z niego będzie.... z tymi brązowymi ślepkami.... [IMG]http://i53.tinypic.com/10729t2.jpg[/IMG] [IMG]http://i54.tinypic.com/10xhc0y.jpg[/IMG]
-
Dziękuję Wam za odpowiedzi. Postaramy się wdrożyć wskazówki. To mądry piesek, więc myślę, że powinien szybko załapać. No chyba że jego nienawiść do innych psów jest nieuleczalna ;) Na spotkanie z sunią jedziemy pod koniec września. Mam nadzieję, że przypadną sobie do gustu..... A tak się zastanawiam.... A co w sytuacji jak jeden psiak przychodzi, wdrapuje się na kolana, chce być głaskany, a drugi leży na przykład w legowisku i to obserwuje. Trzeba odmówić wtedy pieszczot temu, który przyszedł, żeby tamten nie był zazdrosny?