-
Posts
3085 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Jara
-
Wrocław ma 5 dzielnic i każda dzieli się na małe osiedla ;) Więc Borek i Gaj to osiedla na Krzykach ;) To wy macie tam dziwnie :P No, ale to nie o tym ;) Dziękuję za więcej informacji o suczce. Dziewczyna z Sępolna chyba za szybko chciała nowego psa, od śmierci jej psa pod kołami do wizyty przedadopcyjnej minęło 7-10dni? Więc się nie dziwie, że psa nie wzięła. Z drugiej strony odniosłam wrażenie, że ona jest osobą samotną, niż z chłopakiem ;) Ale koniec końców bardzo się cieszę, że suczka znalazła szczęśliwy dom. edit: Ja nie mówiłam gdzie suka jest, zazwyczaj mówię, że sama nie wiem i dowie się od osoby wydającej psa. Z drugiej strony po smsie jakiego dostałam od Pani odniosłam wrażenie jakby była gotowa pojechać do schroniska po psa już w tej chwili.
-
Borek to osiedle (ale i centrum handlowe ;), Gaj to też osiedle, obok Borka, a Krzyki to dzielnica ;) Tak się składa, że akurat tam mieszkam tzn na Borku. Babeczka napisała do mnie smsa z zapytaniem czy suczka jest zdrowa i oczekuje w schronisku. Ma czas dziś po 17 i jutro cały dzień. Wolałabym jednak spotkać się dziś, jutro chciałabym swoje psy wyganiać, zabrać gdzieś na Partynice czy coś. Poza tym jeśli pozytywnie przejdzie wizytę i nie zrazi jej odległość to mogłaby jutro po nią pojechać. Czy macie wiadomości o tej suce jeszcze? Jaka ona jest do psów, czy jakieś problemy sprawia itd. Bo ludzie zazwyczaj o to się mnie pytają, a ciężko powiedzieć jak psa się nie zna. Swoją drogą na drugi dzień po wizycie w sprawie Bostona byłam na Sępolnie na wizycie, dziewczyna przeszła pozytywnie, ale czy w końcu zdecydowała się na psa?
-
[IMG]http://i1227.photobucket.com/albums/ee435/pitbullcrewpoland/plakatost-may.jpg[/IMG]
-
Azyr znalazł swoje miejsce na ziemi!:)Życzymy szczęścia!
Jara replied to Wala2006's topic in Już w nowym domu
Jasne, ale zacznę od początku. Strasznie się ucieszyłam kiedy dowiedziałam się, że Azyr będzie moim "sąsiadem". W tym temacie dwa razy luźno zaproponowałam spacer po aklimatyzacji psa, ale przeszło bez echa. Ok, rozumiem ;) No i któregoś wieczoru wracałam razem z Cherries ze spaceru z naszymi psami i zobaczyłyśmy luzem biegającego amstaffa, więc odruchowo swoje psy zapięłyśmy na smycze. Byłyśmy odrobinę zdziwione tym, że nikt psa nie zapina na nasz widok, zwłaszcza, że psiak obcy i nie wiadomo jakby się wobec naszych psów zachował (i odwrotnie). Psiak jednak wydawał mi się znajomy, więc chciałyśmy podejść bliżej. Właściciel siedział na ławce, pił piwo, nawijał przez telefon. Pozwoliłam sobie przerwać tą miłą konwersacji i zaczęłam wypytywać jak pies się nazywa. Za pierwszym razem zostałam olana, a za drugim razem troszkę poirytowany moim natręctwem rozłączył się i zapiął psa na smycz. Okazało się, że to ten uroczy Azyr, więc pytam jak u niego, jak się miewa, jak się sprawuje, jak zdrowie? Odpowiedzią na moje pytania było czemu się tym interesuje. Odpowiedziałam prosto, że dokładałam swoje pieniądze na jego utrzymanie i jego los nie jest mi obojętny. Niestety po tym odczułam niechęć do swojej osoby, najwyraźniej wszyscy którzy interesowali się tym psem byli za bardzo natrętni. Odniosłam wrażenie, że państwo po adopcji psa chcieli świętego spokoju, a nie towarzystwa i pytań o podopiecznego. Padły pytania czy znam Aśkę (nie Asię, nie pani Asię, ale Aśkę) - osobiście nie znam, ale miałyśmy przyjemność poza forum oraz Azyr nie jest jedynym psem, którego adopcję "pilotowała", a na którego ja się dokładałam. Więc w pełni jej ufam. Po tym rozmowa była krótka: pies ma się ok, jestem nawiedzona (dokładnie padło: te baby są nawiedzone, jedna to nam spacer proponowała) i dalej to żeby szybko nas spławić. Oddaliłyśmy się długo dyskutując na temat tego zajścia. Odniosłyśmy dziwne wrażenie niechęci do nas, facet się dziwie zachowywał.Nie wiedziałyśmy czy to wpływ alkoholu, czy byłyśmy "przewrażliwione" czy naprawdę coś było nie tak, a może "ten typ tak ma" ;) Wszak różni ludzie są i nie każdy życzy sobie integracji z innym psiarzami. Na drugi dzień na niebieskim forum naskrobałam wiadomość do Asi z zapytaniem czy ma kontakt z właścicielami Azyra, bo miałyśmy przyjemność psa poznać w takich, a nie innych warunkach ;) Już osobiście nie wnikałam, że pies spuszczony ze smyczy, blisko ruchliwej ulicy, na ciemnej alejce, a właściciel z piwem nawija przez telefon. Każdy spędza czas jak lubi, bardziej niepokoiła mnie niechęć do nas jak i dziwne zachowanie w stosunku do osoby wydającej psa. Pogadałyśmy trochę z Asią przez telefon, obiecałam, że jeśli będę w okolic rozejrzę się za Azyrem. Jakiś czas później dostałam telefon od Asi z prośbą o niezapowiedzianą wizytę po-adopcyjną. Wyjaśniła, że niepokoi się brakiem kontaktu z właścicielami. Ja natomiast poprosiłam Cherries o to by mi towarzyszyła w tej wizycie, aby była osoba trzecia, abym mogła z kimś skonfrontować swoje odczucia. Wieczorową porą udałyśmy się pod wskazany adres, zadzwoniłyśmy do sąsiadów z prośba o to by nas wpuścili do bramy i troszkę bezczelnie podsłuchiwałyśmy pod drzwiami. Drzwi otworzyła nam mama pani Katarzyny. Wpuściła nas do środka gdzie przywitał nas uśmiechnięty i nakręcony pies (skakał po nas i podgryzał). Pani Kasi ani pana Piotra w domu nie było. Według mamy pies nie sprawia żadnych problemów, jest kochany i grzeczny. Dogaduje się dobrze z współlokatorką (która czasem go musi do pionu przywołać) oraz z dzieciakiem. O ile dobrze pamiętam to raz na jakiegoś psa się rzucił czy go obszczekał i miał zacząć chodzić w kagańcu. Azyr wychodził na psa idealnego. Ja widziałam kulkę pełną energii, która łapała mnie wciąż za ręcę i nie potrafiła opanować emocji. W końcu przyszli właściciele psa z zakupów, którzy była baardzo zaskoczeni naszą wizytą. Reakcja Azyra na właścicieli była prosta: na panią nie zareagował, nie cieszył się, nie reagował na wołanie, ingorował. Za to wielką radość sprawiła obecność pana Piotra. Na tamtą chwilę widziałam również wielką radość właściciela na widok psa. Widać było, że jest między nimi to "coś". Dziecko bez problemu przytulało się do psa i wisiało na szyi albo przewieszone przez grzbiet. Na 'trzeźwo' pan Piotr okazał się o wiele bardziej kontaktowy i konkretny. Oboje twierdzili, że z psem jest wszystko świetnie, nie sprawia żadnych problemów, pies idealny. Niestety pani Kasia była spięta, nerwowa, niechętnie odpowiadała na pytania, co chwilę wychodziła z kuchni no i niestety wciąż kłamała. Na pytanie "czy wiedzą państwo dlaczego tu jesteśmy?" odpowiedzieli "nie". "Ponieważ nie odbierają państwo telefonów od osoby wydającej psa". No i to była jak strzał w twarz. Kręcenie, a raczej nieumiejętne kłamianie: nie mam telefonu, nie mam karty, jak to nie obieram!? Dopiero nerwy i napięcie z właścicielki uszło jak powietrze z balona kiedy powiedziałam "niech się pani nie martwi, nie przyszłam tu zabrać pani psa". Wtedy zaczęła rozmawiać. Niestety na samo odchodne usłyszałyśmy odpowiedź na pytanie o brak kontaktu z Asią "nie będę z Aśką rozmawiał, ona jest ciężka i problematyczna, będę rozmawiał tylko z Mirkiem". Problemem chyba było to, że Asia za bardzo interesowała się psem, za często dzwoniła i nie dała im żyć po swojemu. Wyszłyśmy. Długo rozmawiałyśmy z Anią na temat tego spotkania, wracałyśmy do domu okrężną drogą żeby jak najlepiej wszystko omówić i następnie przekazać to Asi. Wnioski jakie przekazałam Asi to były: - pies jest za gruby - ma za mało ruchu i pracy umysłowej - jest nieogarnięty, nie ma zasad ani dyscypliny, rozpuszczony i rozpieszczony - wesoły, wszędzie go pełno, jednak nie panuje nad emocjami - dom nieidealny, mógł trafić gorzej, ale przy odpowiedniej pracy, chęci i pomocy mogłobyć ok. My byśmy tam psa nie oddały. Nie wiem czy problem polegał na tym, ze było tam widać, że coś wisi w powietrzu kiedy wpadłyśmy niezapowiedzianie. A nie kiedy była "ustawka". Azyr nie miał tam źle, miał pełną michę (kwestię żywienia pomijam, to moje zboczenie ;) ) i widać było "potencjał" na linii pies-pan. Przy pomocy szkolenia myślę, że byłoby ok. Tam dziwna relacja była na linii pies-pani. O co chodziło, chyba się nie dowiemy. Niestety brakowało tam dyscypliny, nawet najprostszej i upuszczenia z psa pokładów energii, bo Azyr na tamtą chwilę nie był złym psem. Był niewybiegany i mógł każdemu wejść na głowę. -
Azyr znalazł swoje miejsce na ziemi!:)Życzymy szczęścia!
Jara replied to Wala2006's topic in Już w nowym domu
Szkoda, ze moje i Cherries słowa po wizycie poadopcyjnej się sprawdziły. :( -
Dziś tylko 5h spacerek.. [img]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Ziva/RIMG0137.jpg[/img] [img]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Ziva/RIMG0148.jpg[/img] [img]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Ziva/RIMG0181.jpg[/img] [img]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Ziva/RIMG0151.jpg[/img]
-
My jutro od rana (tj 9,30) podbijamy Park Grabiszyński i tereny nad Ślęzą. ;)
-
Przytulisko w wielkopolsce - smutne oczy psiaków patrzące przez kraty.
Jara replied to Akrum's topic in Już w nowym domu
Co rusz to ma inny kolor sierści, na lato jasny, na zimę ciemny :) -
Przytulisko w wielkopolsce - smutne oczy psiaków patrzące przez kraty.
Jara replied to Akrum's topic in Już w nowym domu
[B]UWAGA ZASYPUJE ZDJĘCIAMI![/B] [quote name='Poker']Dawno tu nie zaglądałam i jestem pod urokiem Maszy w jesiennej aurze. Mam nadzieję ,ze w zimowej jest niemniej szczęśliwa razem ze swoją siostrzyczką Zivą.[/QUOTE] Zima czy wiosna zawsze szczęśliwa ;) - przynajmniej tak myślę ;) No teraz to jest trochę za gruba.. Jesienne [IMG]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Masza/RIMG0250.jpg[/IMG] [img]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Masza/RIMG0013.jpg[/img] [img]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Masza/RIMG0050.jpg[/img] [img]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Masza/RIMG0007.jpg[/img] [img]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Masza/RIMG0088.jpg[/img] Sobotnie [IMG]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Ziva/IMG086.jpg[/IMG] [img]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Masza/IMG012.jpg[/img] Niedzielne [IMG]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Ziva/IMG094.jpg[/IMG] [IMG]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Ziva/IMG100.jpg[/IMG] [img]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Masza/IMG107.jpg[/img] Dzisiejsze [IMG]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Ziva/IMG112.jpg[/IMG] [IMG]http://i1099.photobucket.com/albums/g394/Agnieszka_Kondraciuk/Ziva/IMG115.jpg[/IMG] I to niby ten sam pies? :loveu: [img]http://images8.fotosik.pl/2203/085a036ec8dc29eemed.jpg[/img] -
My po sterylizacji wraz z wiosną wracamy do życia. Damian! Pakuj Oskara w pociąg przyjedź w weekend, stęskniłam się za wami! :)
-
Dałam info na wrocławskim wątku i na innym forum dla osób z Krakowa czy ktoś psa nie kojarzył.
-
[B]Jeśli siedzicie na innych pisch forach proszę napiszcie tam czy ktoś z Krakowa nie znał psa, nie widział lub może sąsiad miał białego bulteriera i ten zniknął. Poszukiwany jest właściciel lub oprawca. [/B]
-
Widziałam dzisiaj na bullbazarku, jak się psiak trzyma?
-
Wiem, że to Kraków, ale widzieliście tak skatowanego psa? Drastyczne.. [url]http://www.bull-bazarek.eu/skatowany-bulterier-z-krakowa-vt4112.htm[/url] Ku*wa wybiłabym ich!
-
Piękne! [url]http://www.furkidz.eu/pl/c/Obroze/18[/url] I na Gruponie firma Lupina oferuje smycze z dożywotnią gwarancją. Kupujecie smycz, zniszczy się - wymieniacie na nową. I tak do końca świata. Uwzględniają nawet pogryzienie smyczy przez psa ;) [url]http://www.groupon.pl/oferty/warszawa-extra/amw-polska/3895529[/url]
-
Ja wrócę do tematu toru dla psów i aportowania. Uważam, że to fajny pomysł jeśli zrobiony jest z głową. Podejrzewam, że nie będzie to ani profesjonalny tor ani wyczynowy żeby psy miały na nim sobie łapy łamać. Z umiejętnościami p Przemka myślę, że można sklepać jakąś palisadę (kładkę), małą przeszkodę (stacjonatę), może i huśtawkę, wymotać stół, jakieś tyczki do slalomu, odkupić używany tunel. Miejsce na aport i mini tropienie wśród przeszkód też się znajdzie. O robieniu z głową to mam na myśli, że chyba nikt na tyle inteligenty nie wypuści zastanego psa i nie będzie do zmuszał do metrowych skoków czy skoków w dal przez kilka godzin dziennie? Po spacerze gdzie pies "truchta" jest na tyle rozgrzany i elastyczny, że 10 minut na torze plus mini tropienie krzywdy mu nie zrobi. Poza tym to miała być inicjatywa nie tylko dla TTB, ale dla wszystkich schroniskowców. Inna sprawa trzeba psa obserwować kiedy coś idzie w złym kierunku. Pies "utyty" może źle reagować na zwiększony wysiłek, więc trzeba go wprowadzać po mału, rozgrzewać psa i nie przeciążać. A psy nakręcające się na aporty, szarpanie zainteresować czymś innym. TTB może nie będą wybitne w agility, ale amatorski tor dla schroniskowych krat to dosyć spore urozmaicenie, nawet po to by porozciągać się trochę. Przecież to nie będzie Pit Bull Show. [B]Swoją drogą 20 lipca znajoma organizuje w Mirosławicach (ok 25km od Wrocławia - droga na Świdnicę) Pit Bull Show. Może warto pogadać z Kasią żeby popromować trochę wrocławskie bule?[/B] [url]http://www.facebook.com/events/117562131685421/[/url]
-
Spacerując z psem bez smyczy we Wrocławiu ryzykujesz mandatem. Spacerując z psem bez smyczy w lesie ryzykujesz psa życiem. Przecież to prawo nie powstało wczoraj. Ja napiszę na swoim przykładzie. Mam dwa psy i nie ukrywam, że byłabym szczęśliwa gdybym mieszkała w okolicy lasów. Pierwszy pies ma silny instynkt łowiecki, wytropi i zagryzie. Drugi brak taki zapędów, czasem mam wrażenie, że ma brak też mózgu. ;) Idąc z tym drugim do lasu bez problemu spuściłabym ją ze smyczy, bo wiem, że Ziva nie oddali się więcej niż 20m ode mnie, nie pogoni zwierzyny. Maszy za to nie spuściłabym, bo wiem, że jak złapie trop to pójdzie za przeproszeniem w pizdu.. bo jest to pies w tym temacie nieodwoływalny. I tym sposobem ryzykuje zdrowie i życie psa. To jest stwarzanie zagrożenia dla psa i dla innych. Pies, który wyrwie się za zwierzyną może już więcej nie wrócić, bo nie będzie mógł znaleźć właściciela. W pogoni może połamać łapy, tak jak ostatnio "znajomej" posokowiec. Wyrwał się za sarną, niefortunnie stanął i spiralne złamanie łapy skończyło się drutowaniem. Może urwać łapę we wnykach albo uwięziony w nich zdechnąć. Nadziać się na gałęzie, zaplątać w druty, najeść grzybów albo zostać zaatakowany przez dzika czy lochę z pasiakami. Albo właśnie zostać odstrzelonym. Póki co więcej tu minusów. Więc ja życia czy zdrowia swojej nieodwoływalnej Maszy bym nie ryzykowała ;)
-
Damian trochę Cię poniosło :P Myśliwy podczas polowania ma prawo spuścić psa, no bo jak niby płochacze mają pracować na smyczy? Albo gończe? ;) Inna bajka, myśliwi swoje psy szkolą, bo myśliwemu na nic po psie, który zagryza zwierzynę, rani albo ucieka z ustrzelona kaczką. Kaganiec dla psa w lesie nie jest żadną wymówką, ponieważ pies może i sarny nie zagryzie, ale bez problemu zagoni na śmierć. Nie wiem czy przypadkiem przepisy się nie zmienił, ale chyba miał być zakaz od nowego roku strzelania do psów? Myśliwy myśliwemu nie równy, a prawo łowieckie ustala, że na danym terenie jest odpowiednia ilość zwierzyny do odstrzelenia. Są okresy ochronne oraz selekcja odstrzeliwanych np kozłów. Nie wchodzi się do lasu i nie strzela do wszystkiego co się rusza.
-
Wow! Dla autora tych skrzynek wielkie dziękujemy :)
-
Ayuchna jaka szczęsliwa! A co bullkiem, który był u was?
-
Tak, Cerrie ma nową towarzyszkę życia, rudą :)) Damian musicie szybko z Oskarem wrócić do Wrocławia, już na wiosnę! :))
-
Melę i Kokę znamy ze Skowroniego. A widziałyście we wschodnim basenji Cerrie? Teraz jest drugi basek Pestka :)
-
Biały haszczak to zapewne Koka? ;)
-
MAPA POMOCY DOGO -lecznice wet wojewodztwami -CENNE UWAGI PRZY NIEKTORYCH!
Jara replied to pixie's topic in Weterynarze
Mam problem z dodzwonieniem się do dr Popiela, nie odbiera ode mnie telefonu. Dzwonie od wczoraj non stop, napisałam sms, ale też nie odpowiada. edit: Ufff, na całe szczęście Pan Dr sam się ze mną skontaktował :)