-
Posts
126 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by alekseyka
-
UNLEASHED Flyball Team zaprasza na zajęcia! (W-wa)
alekseyka replied to GrubbaRybba's topic in Flyball
Dzięki za odpowiedzi :) Właśnie dziś rzucałam Nanie piłkę na spacerze, zawsze jestem pod wrażeniem jak taki mały stworek może zasuwać :D Będę śledzić wątek i jeśli mówicie, że nie jest za mała na flyball, może spróbujemy na jesieni :) Co do frisbee mamy takie jedno zwyczajne materiałowe, ale Nana raczej się do niego nie pali - piłka to co innego, pewnie by za nią i w ogień skoczyła :) -
West, który boi się ciemności i nie lubi spacerów
alekseyka replied to alekseyka's topic in West Highland White Terrier
Nana to straszna panikara, ale jeśli chodzi o zaufanie, to chyba jest ok... Dziwna sprawa. Dziś wyszłam z nią i moją koleżanką przed zmrokiem, śmigała aż miło, być może dlatego, że jak jest się z kimś wiadomo mniej uwagi poświęca się psu i jego wydumanym strachom :) Wróciłyśmy jak już było ciemno, z powrotem też dziarsko dreptała. Tylko dziś wyjątkowo dziwnie reagowała na inne psy, nawet te jej rozmiarów... Uciekała jakby się paliło, na szczęście nie jest to mega panika więc uważa co się dzieje naokoło i odbiega niedaleko. Chociaż dziś zatrzymała się prawie przed jezdnią (puszczam ją na pasie zieleni niedaleko domków jednorodzinnych, także ruch uliczny znikomy). Na szczęście zawsze kiedy przechodzimy przez jezdnię mówię "stój" i Nana staje nawet jeśli tego nie powiem ,więc może sobie utrwaliła, że tam nie wolno. Jeden wielki pies ją dziś przestraszył (wybiegł z krzaków bez smyczy), może to dlatego :( Widać musimy zmuszać psiaki do spacerów, kiedy są szelki moja lepiej chodzi, może to bunt przeciwko obroży? Plus, za szelki mogę pociągnąć na smyczy i wiem, że nie jest to tak nieprzyjemne jak na obroży. Nana specjalnie się nie zapiera, ale w kółko siada. Przy lekkim pociągnięciu zaczyna iść, ale potem znów to samo :) -
UNLEASHED Flyball Team zaprasza na zajęcia! (W-wa)
alekseyka replied to GrubbaRybba's topic in Flyball
Cześć! Po pierwsze gratuluję wspaniałych psiaków i osiągnięć :) Sama zastanawiam się nad spróbowaniem jakiegoś psiego sportu z moją suczką - nie wiem, czy nadawała by się lepiej do flyballu czy agility. Oglądałam sporo filmów na youtube, ale nie znalazłam żadnego Westa, który odnosiłby sukcesy w tych dziedzinach. Może orientujecie się, jaki sport byłby dla niej najbardziej odpowiedni? Nana od małego ma mega świra na punkcie aportowania - przynosi niemal wszystko, co się jej rzuci, ale najbardziej kręci ją oczywiście piłka. Powoli uczy się łapać przedmioty w locie - wychodzi z pluszowymi zabawkami, z piłką jest trudniej :) Uwielbia przeszkody w postaci skulonych ludzkich ciał :P Drugą rzeczą jest zamiłowanie do wskakiwania na krzesła, ławki, murki itd. Na komendę wskakuje i zeskakuje z przeszkód, przeskakuje barierki. Widzę, że bardzo to lubi i chciałabym razem z nią zająć się jakimś fajnym sportem - co możecie nam polecić? Nana 8 czerwca skończy rok, mieszkamy w Warszawie. Martwię się, że zdziadzieje nie zajmując się "na poważnie" rozładowywaniem energii :P Pozdrawiamy! -
:) Koniecznie raportuj postępy :)
-
Piękna Lenka! :) Aż żałuję, że nie mieszkam bliżej Was :) Zaprosiłabym do galerii jeszcze nie mamy, po ostatniej bardzo nieudanej wizycie u fryzjera wstyd aż było się pokazywać :P Ale kolejna wizyta w czwartek w polecanym salonie, także jak Bóg da może będzie dobrze :) Pozdrawiamy!
-
Cześć! Zastanawiam się, czy wasze psy też nie cierpią wychodzić na spacery po zmroku? Kiedy Nana była młodsza chętniej spacerowała wieczorem, teraz nie ma mowy żeby odejść spod bloku - załatwia się i hops - chce z powrotem do domu. Jeśli próbuję iść dalej siada co 5 metrów, a że nie jestem zwolenniczką ciągania psa na siłę, przeważnie jej ustępuję. Próbowałam już z jej ulubionymi ciasteczkami, ale rezultatów nie ma. Z nocnymi spacerami tak było często, ale odkąd się przeprowadziłam (miesiąc temu) robi tak również w dzień. Dopiero po jakimś czasie zaczyna normalnie iść, interesować się zapachami itd. Jeśli wychodzimy z nią razem (ja i mój chłopak) chodzi normalnie, tak samo kiedy idziemy na spacer z kimś znajomym. Wtedy problem znika. Spacery zawsze są okraszone czymś fajnym - ciasteczkami za komendy, za posłuszeństwo, zabawą piłką, patykami i w ogóle różnymi psimi atrakcjami :) Nie wydaje mi się, żeby była to kwestia nowego terenu, nie miała też żadnych złych doświadczeń na spacerach. A jednak czuję, że ona najchętniej siedziałaby w domu. Kiedy zbieramy się do wyjścia i mówię "spacerek" cieszy się, macha ogonkiem itd, a pod klatką siada i nie chce się ruszyć. Jeśli jest ciemno siada już na schodach... Jeśli uda się w dzień wyciągnąć ją gdzieś dalej, biega, obwąchuje, bawi się itd., ale na początku prawie zawsze jest motyw z siadaniem i zawracaniem do domu. Z czego to się bierze? Nie wiem, czy napisałam o wszystkim więc w razie czego proszę pytać. Z góry dzięki za pomoc! PS: kiedy mieszkałam w starym mieszkaniu (tam była od małego) w dzień nie było problemów ze spacerami, tylko po zmierzchu, ale też nie na taką skalę :shake:
-
Cześć! Moja suczka też w tym wieku bała się wszystkich psów. Często pytałam właścicieli, czy mogę psa pogłaskać - podchodziłam powoli i mówiłam do Nany spokojnym głosem, dawałam się obwąchiwać obcym psom i pokazywałam jej na własnym przykładzie, że nie ma się czego bać :) (Zazwyczaj przychodziła zobaczyć co się dzieje a dalej samo szło) Jeśli pies szedł gdzieś dalej a ona zaczynała cyrki, tak samo - spokojnie do niej mówiłam (nie schylałam się, nie dotykałam) i szłam normalnie dalej - po jakimś czasie jej przeszło. Dużych psów nadal się trochę boi, ale to zależy od sytuacji. Możesz spróbować dawać jej smakołyki, żeby skojarzyła dobrze spotkania z innymi psami (np. zaraz po tym jak da się obwąchać obcemu psu). Albo jeśli masz znajomego z psem, który nie jest bojaźliwy, a którego Twoja mała dobrze zna i lubi, pójść na wspólny spacer - będzie jej raźniej i zobaczy, jak to wszystko powinno wyglądać :) Pocieszę Cię jeszcze, że moja suczka strasznie bała się szczekania, do tej pory tego nie lubi, ale odkąd poznała koleżankę która uwielbia ujadać, obszczekiwały razem inne psy :) Najważniejsze, żeby nie zmuszać małej do konfrontacji, myślę, że wszystko z czasem się unormuje, ja nie stosowałam jakichś wymyślnych praktyk i jest ok, a też bywało różnie :) Ignorować piszczenie :) moja też za szczeniaka w kółko piszczała, później jak zaczęliśmy to olewać stwierdziła, że się nie opłaca :) A tak w ogóle to zachowuje się dokładnie jak Nana w jej wieku, także bez nerwów - moja po pierwszej "prawdziwej" cieczce zamieniła się w stonowaną damę :) Chociaż ma swoje dziwaczne przypadłości np. nie cierpi wychodzić po zmroku - załatwia się pod samym domem i nie ma siły, żeby ją gdzieś zaciągnąć. Zawsze się dziwię co to za pies, co nie lubi spacerów! Pozdrawiam i wygłaszcz maleństwo, przepiękna dziewczynka :)
-
Cześć! Dawno mnie tu nie było, ale jestem już sporo po przeprowadzce i dopiero przypomniałam sobie o tym temacie. A zapomniałam dlatego, że odkąd się przeprowadziliśmy wszystkie problemy zniknęły jak ręką odjął!! Nie mam pojęcia jak to się stało, ale jestem bardzo szczęśliwa :) Byłam u nowej pani weterynarz i pozwoliła mi spróbować wrócić do gotowanego jedzenia. Dosypuję Nanie co prawda intestinal do gotowanego, tak w razie czego - zjada wszystko, widać, że bardzo jej smakuje a do tego nawet troszkę przybrała na wadze, chociaż podobno za chuda nie była, to ciągle miała zapadnięty brzuszek :( Od około dwóch tygodni znów jest na gotowanym, oprócz jednorazowej rzadkiej kupy na początku (za duża i zbyt wodnista porcja jedzenia) nie było ani jednego incydentu z wymiotami żółcią czy z biegunką. Mam ogromną nadzieję, że już wszystko będzie dobrze :) Być może to wszystko było związane z burzą hormonów? Po pierwszej "prawdziwej" cieczce (pierwszej w ogole nie zauwazylam, wyszla na usg) to wszystko powoli się uspokoiło, zauważyłam też zmiany w jej zachowaniu - stała się spokojniejsza. Poprzedni weterynarz wspominał, że to może się skończyć równie szybko jak się zaczęło, miejmy nadzieję, że tak właśnie jest! :) Trzymajcie kciuki i pozdrawiam Was serdecznie ja i Nana :) PS: gotowane jedzenie = ryż lub makaron + marchewka + indyk lub wieprzowina. Dostaje też między posiłkami ciasteczka jako pomoc naukową (maced, w słoiczku, bodajże dla yorków, ale tak jak nie lubiła żadnych ciastek to te uwielbia) i od czasu do czasu ucho suszone, ma też gryzaki rawhide farmfood ekologiczne ze skóry, ale odkąd je gotowane żarcie rzadko się nimi interesuje :) Filip nazywa te gryzaki "podpaski" bo faktycznie wyglądem podobne :D
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
alekseyka replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
niezłe są niektóre opowieści, uśmiałam się :)) ja kiedyś usłyszałam od Pana z pieskiem, że Nana to Westland :) Ale ten pan miał taką poważną minę i to było takie pocieszne, że aż szkoda mi się było z niego wyśmiewać :) A co do głaskania... Któregoś razu bachor trzymany przez matkę za rękę ciesząc gębę kopnął Nanę w głowę (miała 4 miesiące) tak mocno, że aż odskoczyła. Od tamtej pory gotuję się na widok szczyli. Tak mnie zatkało, że odeszłam z oczami jak 5zł w ciężkim szoku. Na szczęście dostał lanie :) Ale do tej pory jak sobie przypomnę, to mam ochotę ich znaleźć i... grrrrrr :[ Czasem ktoś pyta, czy może pogłaskać pieska - tylko na to czekam - z uśmiechem mówię, że tak, oczywiście, wiedząc że Nana pogłaskać się nie da :D hehehe. Obcy nie mają niestety szans, za to ludzie poznani "za szczeniaka" jak najbardziej :) W sumie to nie przeszkadza mi, kiedy ktoś chce ją pogłaskać, czasem nawet przykro mi jak widzę ich zawiedzione miny, kiedy Nana ich zlewa :< -
Dzięki za odpowiedzi! Jeśli chodzi o karmę, weterynarz powiedział, że ma ją wcinać do końca życia... Na spacerach pilnuję jej żeby nic nie zjadała, czasem mlaszcze jakby coś zjadła ale nic na ziemi nie było, wydaje mi się, że zdarza się jej jeść właśnie ziemię. Wierzcie mi pytałam o wszystkie możliwe badania, pytałam dlaczego nie zostało zrobione badanie krwi i słyszałam, że "to nic nie wyjaśni i jest niepotrzebne". Domowe jedzenie było przygotowywane pod kątem właśnie skłonności do alergii - kurczaka nie dostawała w ogóle, próbowaliśmy z wołowiną, ale się po niej drapała, tak więc zaczęłam gotować jej wieprzowinę z marchewką i płatkami owsianymi lub czasami z kaszą. Wieprzowinę przyjmowała bardzo dobrze. Zanim zaczęły się problemy karmiłam ją 3 razy dziennie. Weterynarz kazał mi dawać jej jeść dwa razy, mówił, że skończyła pół roku i to najwyższa pora. Wymioty żółcią nie są poranne, jeśli występują to prawie zawsze po południu (mniej więcej 15 - 18). Jeśli chodzi o odrobaczanie, Nana ani razu nie miała robali, a biegunka wystąpiła dopiero po kilku dniach od odrobaczania. Była odrobaczania Pratelem w płynie, wcześniej od szczeniaka po kolei Pyrantellum, Drontal Junior dwa razy z rzędu, Pratel (w tabletkach), Dehinel Plus dwa razy też w tabletkach. Wcześniej nic się nie działo. W poniedziałek znów idę ją odrobaczyć (poprzedni raz 28.02) tak jak zalecił weterynarz i martwię się, że znowu będą sensacje :( Przypomniało mi się jeszcze coś: jej problemy zaczęły się mniej więcej wtedy, gdy dostała pierwszą cieczkę. Przy drugiej, tej którą było już dobrze widać itd. też wystąpiły wymioty żółcią, właśnie na początku cieczki (na pewno nic wtedy nie zjadła czego nie powinna). Pytałam weterynarza czy hormony mogą mieć na to wpływ - powiedział, że absolutnie nie. Więc się nie upierałam :)
-
Cześć! Jeśli chodzi o jej chorobę, założyłam wątek tutaj na dogo: [url]http://www.dogomania.pl/threads/206227-przewlek%C5%82y-nie%C5%BCyt-jelit-u-bardzo-m%C5%82odego-Westa-czy-zmieni%C4%87-weterynarza?p=16712931#post16712931[/url] Mimo, że weterynarz był przeciwny, daję jej raz na jakiś czas paski skóry wołowej Farmfood Rawhide do gryzienia (jeśli nie dostaje gryzaków jest niespokojna i szuka sobie gryzaków wśród przedmiotów domowych) - nigdy nic jej po nich nie było. Delph: ona nie chce jeść karmy którą dostaje, nawet z ręki ;) mogłabym ewentualnie spróbować z marchewką, ale szczerze też średnio to widzę :( Wczoraj spuściłam ją na moment ze smyczy, myślałam, że jest bezpieczna - słucha się o ile nie ma żarcia na horyzoncie... U nas ludzie w kółko wywalają jakieś jedzenie, na szczęście niedługo się przeprowadzam... W każdym razie niedaleko śmietnika znalazła jakieś mięso (nie wiem dokładnie) w torbie foliowej - nie ma sensu łapanie jej, bo wciąga na siłę wszystko mało się nie dławiąc - żałuję, że podeszłam do niej, myśląc, że chcę jej zabrać skarb połknęła to mięso w całości, podejrzewam razem z foliową torbą.... ogólnie czuje się dobrze i rano nawet zjadła, ale później raz załatwiła się na rzadko - bez torebki :/ W poniedziałek idę z nią do weta na odrobaczanie, przy okazji niech ją zbada. Nie mam pewności, czy to była torba, było ciemno - ogólnie pies czuje się dobrze, bawi się itd. więc chyba mogę poczekać do poniedziałku (chociaż bardzo się tym denerwuję). Proszę zajrzyjcie do jej wątku chorobowego, może znajdziecie jakieś rozwiązanie :) Pozdrawiamy!
-
Cześć! Moja westka niedawno skończyła 10 miesięcy, na początku tego roku weterynarz zdiagnozował u małej przewlekły nieżyt jelit, podobno bardzo często spotykany u psów tej rasy. Mniej więcej odkąd zaczęłam podawać jej domowe jedzenie, co jakiś czas wymiotowała żółcią lub białą pianą. Myślałam, że to nic poważnego - poszłam z nią do weterynarza dopiero kiedy na dobre straciła zainteresowanie jedzeniem (zawsze była niejadkiem), do tego doszła ostra biegunka i częste wymioty. Lekarz zrobił USG i stwierdził, że mała ma zapalenie jelit, a dodatkowo w jednym miejscu jelito jest poszerzone trzykrotnie, jakby coś w środku utkwiło. Byłam z nią na serii zastrzyków (niestety nazw nie pamiętam, zawsze były to leki na spowolnienie perystaltyki, antybiotyki itd.), przy kolejnym USG wszystko było już w porządku. Zamiast gotowanego jedzenia zaczęłam z powrotem podawać Royal Canin Mini Junior Ultra Sensible, który jadła będąc zupełnie malutka. Dokładnie już nie pamiętam, jak to wszystko przebiegało, aczkolwiek po niedługim czasie znów zaczęła wymiotować. Lekarz zalecił karmę weterynaryjną Royal Canin Gastro Intestinal z zaznaczeniem, że nie może oprócz tego jeść absolutnie nic (później pozwolił podawać surową marchew lub wysuszoną na wiór bułkę). Dłuższy czas wszystko było ok, nie licząc małych wpadek z żółcią. Po miesiącu została odrobaczona - przez parę dni był spokój, a później znów bardzo ostra biegunka (suczka robiła w domu gdzie popadnie, chociaż wcześniej nawet gdy miała biegunkę nie załatwiała się w domu). Widać było, że bardzo się męczy. Oczywiście szybko do weterynarza (USG wykazało nadwyrężoną i lekko powiększoną wątrobę) - kolejne zastrzyki. Pierwszy zastrzyk nie pomógł wcale. Musiałam wyjść na godzinkę i kiedy przyszłam zastałam trzy czy cztery kupy pod stołem, na dodatek pies brudne calutkie tylne łapy i cały ogon - musiało się z niej potwornie lać. Kolejny zastrzyk, który na szczęście pomógł, później kolejna seria. Od tamtej pory Nana nie miała już biegunek, natomiast mniej więcej co pół miesiąca/miesiąc wymiotuje żółcią maksymalnie po dwa razy pod rząd. Ma przy tym bardzo dużo skurczy, na początku choroby występowało około 5 - teraz czasem zdarza się i po 15 zanim zwymiotuje. Jeśli chodzi o ilość, są to plamki nie większe niż moneta pięciozłotowa, w kolorze jasnożółtym (identyczne jak syrop nifuroxazyd, jeśli znacie :)). Lekarz twierdzi, że jest to ściśle związane z tym co je, a nawet wącha na dworze. Pilnuję jej jak oka w głowie, jednak od czasu ostatniej biegunki zeżarła już miliony i maleńkich i tych większych skarbów na dworze. Ani razu nie działo się od tego absolutnie nic! Były już grane skóry z ryby, stare parówki i mnóstwo innego ścierwa - to jest moment kiedy ona coś weźmie do pyska, a potem nie ma siły żeby to odebrać, bo połyka tak szybko, że mało się nie zadławi. Wolę już, żeby najwyżej zwymiotowała niż się udusiła. Próbowałam kupić kaganiec, niestety mierzyłam kagańce wszystkich firm i żaden nie pasuje. Widać tak musi być. Sugerowałam weterynarzowi, że to nie ma związku z jedzeniem, ale nie chce mnie słuchać... Ten lekarz jest polecany przez wiele osób, nawet tu na forum i z jednej strony ufam mu, ale z drugiej chcę wiedzieć dokładnie, na co choruje mój pies. Niejednokrotnie prosiłam o badanie krwi lub kału, jednak lekarz twierdzi, że to niepotrzebne :roll:. Przecież to podstawowe badania! On jest pewny swojej diagnozy, jednak ja nie. Na dodatek nigdzie nie mogę znaleźć nic o tej chorobie, mimo, że jest "taka popularna". Dodam jeszcze, że Nana nie ma apetytu rano, przeważnie nie zjada swojej porcji - chce jej się jeść dopiero wieczorem. Jeśli wymiotuje żółcią, zazwyczaj późnym popołudniem, ale też długo śpi w dzień. Nie przepada za Intestinalem, rzadko zjada całą porcję, choć są lepsze i gorsze okresy. Waży niecałe 7 kg, choć jest prawie dorosła. Przykro mi, kiedy patrzę na tłuściutkie Westy naokoło, czuję się jak potwór :-(... Suczka młodsza od niej dwa miesiące jest już i wyższa i szersza od Nany. Dodam jeszcze, choć nie wiem czy to ma znaczenie, że Nana w wieku około 3 miesięcy zaczęła wcinać własne kupy (tylko i wyłącznie własne i na dodatek tylko świeże). Za nic nie dało jej się tego oduczyć, żwacze w tabletkach i suszone, krowie żołądki BARF, fosforany wapnia - absolutnie żadnych rezultatów. Przez pewien czas po zastosowaniu Intestinalu straciła zainteresowanie, teraz czasami jeszcze ma ochotę dziabnąć, ale nie ma okazji - albo jest na smyczy i nie próbuje w obawie przed tym, że ją odciągnę, co przyjemne na pewno nie jest, albo kiedy lata wolno od razu jak skończy sprzątam po niej, więc nie ma szansy na przekąskę ;) To jednak wydaje mi się zachowaniem "nie chcę zostawiać po sobie śladu". Ale może ma jakieś znaczenie w tej sprawie. Liczę, że ktoś z Was ma doświadczenie z takim przypadkiem i coś nam poradzi :( Najważniejsze jest dla mnie zdrowie i szczęście mojego dłuuugo wyczekiwanego psa, dlatego cały czas próbuję wyszukać jakieś nowe przyczyny jej przypadłości. W maju przeprowadzam się na Saską Kępę, mam tam jednego zaufanego weterynarza, może on coś mi doradzi, tam jednak niestety nie mają tego całego sprzętu, który jest tutaj na Ursynowie... Sama już nie wiem co robić, liczę na Waszą pomoc! Pozdrawiamy, Nana i ja
-
U mnie niestety nie wchodzi w grę ani "dosmaczanie" ani "namaczanie". Ktoś wcześniej pisał, że każdą suchą karmę można moczyć - ja mówię, że nie każdą ;) Moja suczka ma problemy gastryczne, podaję jej karmę Royal Canin Gastro Intestinal i na opakowaniu napisane jest, że nie wolno jej namaczać. Dodatkowo, nie może jeść absolutnie nic oprócz owej karmy, surowej marchewki i wysuszonej na wiór bułki... Zabieranie miski nie przynosiło efektów. Jak była malutka jadła karmę royal canin mini junior ultra sensible, ale powiem szczerze też bez większego zapału, chociaż tamtą przynajmniej można było moczyć. Potem przeszła na domowe jedzenie, na początku jej się podobało, ale z czasem w ogóle przestała tykać i wszystko było do wywalenia. Dostawała mięso lepsze niż ja, a i tak wybrzydzała :) No, a potem zaczęło się chorowanie i weterynarz zalecił intestinal... Denerwuje mnie, że nie mogę nic zrobić, kiedy patrzę na te wszystkie tłuściutkie westy mam wrażenie, że jestem potworem. Na dodatek Nana szuka żarcia na dworze z takim zapałem, jakbym ją głodziła. Suczka dwa miesiące młodsza już ją przerosła, i na wysokość i wszerz... Mimo, że mała niedługo będzie dorosła, nie waży nawet 7 kg... Ech, ciężkie życie ;)
-
Galeria Kleksika i Ice`a dwóch moich największych miłości życia
alekseyka replied to Pieseczkowo's topic in Galeria
Klenio jest przecudowny i przepiękny! Ucałuj i pomiziaj ode mnie koniecznie! A no i oczywiście pamiętam o obiecanym spacerze :> -
Nie, nie, nie kolejny :) Ten sam, o którym była mowa na terierkowie. Ale mimo, że Nana sporo odrosła, nadal widać te nieszczęsne "majtki" - jeśli pamiętasz zdjęcia. Nie wiem, czy jest jakiś sposób na przyspieszenie porostu włosków, w każdym razie firanka i łapki odrastają fatalnie, z resztą (głowa, grzbiet) na szczęście jest szybciej. Nie będę na razie zakładać tutaj galerii, ew. pyknę jej fotkę i wrzucę do tej na terierkowie - zobaczysz jak odrasta :)
-
[quote name='westie_justa']Witamy w galerii!:multi:! Dziękuję w imieniu Dotki:D Staram się aby była zadbana, choć na początku ja goliłam niestety, teraz tylko trymowanie! A co do różu, to ja chyba poszłam tym stereotypem od szczeniaka różowy=dziewczynka. I też chyba chciałam aby płeć była prawidłowo odbierana:roll: Ja nie jestem dorosła i do tego nie wyglądam na swój wiek, więc nie wiem co tam sobie ludzie myślą jak widzą mnie z białym pieskiem z różowymi szeleczkami w kratką.. ale tak naprawdę to co mnie to co inni powiedzą, aczkolwiek gdybym miała psa (chłopaka) nie ubrałabym go w róż, choćby to że jak ktoś by spojrzał to od razu mógłby zobaczyć że to jest chłopak, (chyba ze pies miałby długą firanką z sierści, ale w różu) mogli by się wtedy śmiać. Ale teraz sie nie ograniczam do różu, bo Dotka w innych kolorkach też wygląda ładnie, a tą flexi w kratkę, to też mi się strasznie podobała, ale też strasznie droga, a teraz mam rozciąganą jakąś z TESCO kupili moi rodzice, a różową, bo były tylko 2 kolory róż i czerwień, więc wiadomo że róż, ona i tak nie jest często używana;) A Mac leather widziałam takie, i tez chyba się na ni kiedyś skuszę, już dawno mam je w planach, ale na razie szukam czegoś błękitnego:D Dzięki że wpadłyście z Naną, i zapraszamy częściej, a fotki jakie będą;) Macie galerie?[/QUOTE] :) Są też Mac Leather błękitne :D Nie mamy galerii na razie z racji tego, że Nana miała poważną wpadkę z fryzjerem i czekamy aż odrośnie... A później na pewno coś się wymyśli! No i oczywiście zmieniamy fryzjera :) Ja dopóki nie skończyłam 18 lat zawsze kupowałam bez problemu fajki i alkohol, a odkąd miałam już dowód to jakoś dziwnym trafem dużo osób o niego pytało :P W kwietniu kończę 23 lata, ale jak idę po papierosy zawsze biorę dowód, bo ostatnio sprzedawczyni znowu żądała okazania dokumentu :P Co prawda powiedziała "legitymację studencką czy coś" - chyba po prostu mieli wpadkę z nieletnimi i się pilnują :)
-
Mi też jest bardzo miło :P Jednak powstrzymam się od wstawiania fotek, póki Nana nie odrośnie :)
-
cieczka u westa - zmiany w miejscach intymnych
alekseyka replied to alekseyka's topic in Cieczka i krycie
Bardzo dziękuję za odpowiedzi! :) Jestem już spokojna, krwawienie się skończyło i faktycznie powoli wszystko się "zmniejsza" :) Pozdrawiam! -
Zdecydowałam się edytować, bo dopiero teraz zobaczyłam inne posty na temat pana Pawła Rabiegi, a właśnie jego chciałam polecić. Ze swojej strony, jako częstej bywalczyni tego weterynarza, mogę wymienić same plusy. Nigdy nie zdarzyło się, że lekarz zignorował jakiekolwiek moje pytanie, co wiele razy miało miejsce w innych klinikach. Szczegółowo badał moją suczkę zanim podejmował się leczenia - jak dotąd nie zdarzyło się, aby mi nie pomógł. Mieszkam bardzo blisko ZWM i często spotykam właścicieli innych psów, którzy chodzą do tego lekarza. Kiedy tylko jest mowa o tym, że coś suczce dolega, pytają "a była pani u Pawła?". Od innych bywalców słyszałam, że doktor Rabiega "to taki dr House od zwierząt" :) Pan Paweł na pierwszym miejscu stawia przede wszystkim zdrowie psa, a przy tym (przynajmniej w moim przypadku) stara się ulżyć w wydatkach. Dla przykładu poprzedni weterynarz, który leczył mojej suczce grzybicę uszu, wydoił mnie na grubo ponad dwie stówy - samo czyszczenie uszu 30 zł, wizyta bez jakiegokolwiek dotykania psa też 30. Moja suczka jest przewlekle chora, więc gdybym miała leczyć ją tam, chyba bym zbankrutowała! U pana Pawła bywałam po kilka dni pod rząd, Nana dostawała serie zastrzyków, kilkakrotnie miała robione USG. Płaciłam tylko za zastrzyki i podejrzewam, że też nie za wszystkie. Kiedy przychodzę wyrwać Nanie włosy z uszu, obciąć pazury, albo zwyczajnie zapytać się o jakąś niepokojącą mnie głupotę i pokazać psa - nikt nie żąda za to ode mnie pieniędzy, aż mi wtedy głupio! Mniej więcej co miesiąc przychodzimy też z królikiem obcinać mu zęby(wada zgryzu) i jedyne co robimy to wrzucamy pieniądze do puszki na potrzebujące zwierzaki. Ufam temu lekarzowi, bo ma ogromną wiedzę i jest bardzo dokładny. Dla mnie plusem jest też to, że sam ma 16-letnią suczkę Westie z takimi samymi problemami jak moja Nana. Każdy może wyrazić swoją opinię, więc i ja wyrażam swoją - a jest ona bardzo, bardzo dobra.
-
ODNALEZIONA po niemal 2 latach! Skradziona suczka West - Daga! Hurra!
alekseyka replied to aga34's topic in Już w nowym domu
Biedna Dagusia... To naprawdę piękne i budujące, że właściciele tak długo i uporczywie szukali swojego psiaka! Cały czas miałam jednak nadzieję na happy end... ;( Mam nadzieję, że mimo wszystko Daga trafiła do dobrych ludzi i prowadzi szczęśliwe życie. Ta historia powinna być przykładem, żeby nie zostawiać psów samych pod sklepami itd. i pilnować ich podczas biegania luzem - nie mieści mi się w głowie, jak można ukraść żywe stworzenie. Raz w życiu zostawiłam swoją westkę pod pocztą na próbę kiedy była jeszcze szczeniaczkiem - wróciłam za kilka sekund, tak bardzo się o nią bałam, a kiedy zobaczyłam jak siedzi smutna a później cieszy się jak wariatka, mało się nie popłakałam. Od tamtej pory wchodzę z nią na rękach, jeśli muszę coś niezwłocznie załatwić i nie dopuszczam do sytuacji, żeby na dworze stracić ją z oczu. Znajomi śmieją się ze mnie, ale mam to w d****, kocham moją suczkę i nie chcę ryzykować jej straty. -
Cześć! Jakiś tydzień temu moja 10-miesięczna suczka Westie dostała pierwszej "prawdziwej" cieczki. Jakiś czas temu przy okazji USG wykonywanego z zupełnie innego powodu dowiedziałam się, że mała miała już pierwszą cieczkę, jednak my nie zauważyliśmy żadnych zmian ani krwawienia - teraz jest inaczej. Z góry proszę o wyrozumiałość, to mój pierwszy pies, stąd moje pytania. Otóż zauważyłam, że oprócz tego iż sutki Nany stały się większe i bardziej wystające, zmienił się też wygląd jej genitaliów. Do tej pory widać było tylko - nie mam pojęcia jak to nazwać - odpowiednik psiego siurka ;), teraz wszystko jakby nabrzmiało, ma zupełnie inny kształt przypominający jakby maleńkie jądra ze szczeliną, z której wypływa krew. Widać to dobrze kiedy stoi tyłem. Do tego jest mocno czerwone, ale nie wiem czy to nie kwestia przybrudzonej krwią sierści w tym miejscu. Czy jej narządy rozrodcze po prostu zmieniają się, bo dorasta? Wcześniej było tam prawie zupełnie gładko. I czy może po skończonej cieczce wszystko wróci do normy? Proszę o odpowiedzi, niepokoi mnie to co widzę, a z drugiej strony mam wrażenie, że to całkowicie normalne :) Pozdrawiamy razem z cieczkozaurem Naną!
-
Cześć! Oglądałam fotki Doti już wcześniej :) Jest naprawdę śliczna i zadbana :) A co do różowego koloru i jego przeciwników - tak samo można przyczepić się do niebieskiego, zielonego itd. kolor jak kolor :) Psu przecież i tak wszystko jedno, o ile jest mu wygodnie ;) Oczywiście nie jestem za przebieraniem psa, ale różowe szelki, smycz czy obroża na pewno nie są przebieraniem. I powiem szczerze, mi też bardzo podobają się różowe akcesoria, jednak prawie zawsze powstrzymuję się przed kupnem właśnie z powodu stereotypu, że różowy=idiotka. Do tego rano z psem wychodzi chłopak, który zastrzega sobie, że akcesoria mają nie rzucać się w oczy :P Ale, że niebieskie szelki w łapki, które ma teraz zostały raz przegryzione i zszyte a do tego trochę się znosiły, postanowiłam sprawić Nanie nowe, które też będą ładne i ... różowe :P tak więc wczoraj zamówiłam szelki mac leather, sądzę, że będą wygodniejsze, tylko boję się trochę, że szybko się zniszczą - miałam już obrożę tej firmy i po krótkim czasie zaczęła strasznie obłazić :( Używał ktoś z Was może szelek tej firmy? A wracając do różowego - kiedyś strasznie napaliłam się na smycz flexi fashion xs w różową kratkę, ale była potwornie droga, więc znalazłam wersję petite elegance - identyczną tyle, że bez kratki i.... w końcu kupiłam czarną, bo bałam się, że będą się ze mnie śmiać na ulicy :P hehehe Dawaj jakieś nowe zdjęcia Dotki! <3
-
Po pierwsze życzę zdrowia Tabce :) Po drugie się witam i nawet widzę już znajome avatary z terierkowa :) Pozdrawiamy razem z Naną!