Jump to content
Dogomania

doris66

Members
  • Posts

    8238
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by doris66

  1. Cudny jest i widać, że ufny i szczęśliwy. Dorodny owczar z niego będzie jak się odpasie.
  2. Po sedalinie to ona raczej nie śpi, tylko ma zwiotczałe mięśnie, dlatego otwiera oczy , merda ogonem ale nie da rady wstać. Tak to działą. Dawka byłą rzeczywiście bardzo duża, oby tylko jej nie zaszkodziła.
  3. Pomysł z klatką w śmietniku jak najbardziej trafny. Wstawcie ją w samym wejściu i jedzenie rozłóżcie dookoła i w środku klatki. Taka dróżkę usypcie ze smacznych kasków. Tylko Lunka musi być głodna bardzo, bo najedzona będzie ostrożniejsza. Sedalin moze zadziałać a moze wcale nie. Różnie z tym bywa, to zależy od psa. I po sedalinie pies musi byc cały czas na oku aby nie odszedł i nie upadł np. w rowie z wodą albo na środku drogi.
  4. [quote name='kejciu']Potwierdzam- prośba o pomoc była ogólna do [B]wszystkich[/B] uczestniczących na wątku jak i tych tylko podczytujących - nic osobistego, jak mam zapytanie do konkretnej osoby - zazwyczaj wysyłam PW Wpadłam na pomysł aby poprosić chłopców którzy się nią opiekowali - o nagranie na tel jak ją wołają, jak do niej mówili - rozmawiałam z ceris - zobaczymy co da się zrobić - takie " nagranie " mogłybyśmy odtwarzać do znudzenia - Jezu w takiej desperacji takie dziwne pomysły mi juz do głowy przychodza.....[/QUOTE] Nie robiłabym numeru z nagraniem, bo głos będzie zniekształcony to po pierwsze a po drugie ona teraz już próbuje Wam zaufać i to do waszego głosu musi się przekonać. To dzieciak, nie dziki tylko wystraszony. CZasu trochę potrzeba i sama podejdzie.
  5. I dlatego ci ludzie nie powinni już Luny dostać, nawet jeśli będą chcieli. Nie znają sie na psychice psa i tyle. A Lunka z tego co wiem wcale nie była i nie jest dzika, zna ludzi, bo była systematycznie odwiedzana i dokarmiana przez ludzi z okolicy, przez dzieci też. Ona jest po prostu masakrycznie przerażona i jedyne osoby, które moga w tej chwili coś zrobić to MarysiaO i jej koleżanka. Luna już je zna, wie że jak one przyjadą to jest jedzonko i jest miło. Nawet jeśli nie wejdzie do klatki łapki to w ciągu kilku dni zaufa dziewczynom na 100%. Teraz tylko spokój tam potrzebny i powtarzanie określonych, znanych Lunie zachowań. Nowe osoby wzbudzą w niej strach, nowe metody złąpania też. Ona trzyma się terenu i to juz połowa sukcesu. Marysiu przekonajcie tych ludzi aby trzymali sie z daleka od Luny i nie kombinowali po swojemu za Waszymi plecami, bo pogorszą sprawę. A na błędach sie uczymy wszyscy całe nasze życie , do końca. I umieramy czasami jako starzy głupcy.... Wiec nie oskarżajmy się nawzajem. Wszyscy wiemy co się stało i dlaczego się stało. Ale stało się i tyle. O Lunke tu chodzi a nie o to co kto zrobił a czego zaniedbał.
  6. Jak czytam wasze wpisy to nasuwa mi się kilka spostrzeżeń. Po pierwsze tez kiedyś łapałam dziką sukę - do klatki łapki, takiej większej do łapania psa. Nie udało nam się, bo suka była od zawsze dzika, bardzo pzrebiegła i łapały nam się w klatkę wszystkie inne psy i koty ale ona nigdy nie weszła, a mało tego jak sie zorientowała o co chodzi, to nie przyszła w ten rejon przez najbliższe dni wogóle. Lunka jest młoda a więc głupiutka i gdyby klatka była większa a ona głodna to uważam że bez problemu wejdzie do klatki. Poza tym w takich akcjach im mniej ludzi tym lepiej i zawsze te same osoby powinny być, aby pies się przyzwyczaił do ich widoku. Dużo ludzi a tym samym coraz nowych powoduje u psów panikę. Jeśli nie ma klatki łapki to pozostaje oswajanie Lunki i budowanie zaufania , poprzez systematyczne podawanie jedzenia,trzeba do niej mówić cicho i bardzo spokojnie ( ja psom dzikim zawsze śpiewałam tę samą piosenkę, cichym spokojnym tonem ). Chodziło o to aby znały głos i pozytywnie kojarzyły że jak jest piosenka to będzie jedzenie za chwilkę i nic się nie stanie, mozna podejść. W przypadku szczeniaków udawało się szybko - wychodziły z ukrycia i dawały sie dotykać, a tym samym zabrać. A na zdecydowane ruchy w celu złapania powinno sie decydować dopiero wtedy, kiedy jest się pewnym ze uda się ją chwycić i złapać. Takie próby łapania, szybkie wyciaganie rąk w jej stronę moga powodowac dodatkowy stres i cały trud oswajania idzie na marne. A tym ludziom, juz bym Lunki nie oddała i tyle. Nie zasługują na nią i nie potrafia z psem postępować.
  7. To wszystko to jedna wielka niewiadoma....... Mam tylko nadzieję że wszystko dobrze się skończy.
  8. [quote name='Nutusia']Tylko sobie w łeb strzelić! :([/QUOTE] Nie sobie tylko facetowi - baranowi jednemu.
  9. Napisałam do Izabela124, bo akurat była obecna na dogomanii z prośbą aby pomogła szukać Miki. Podałam tel. do Ceris. Moze izabela124 zna kogos kto przyłączyłby sie do poszukiwań. Obawiam się, ze sprawa bedzie trudna, nowe miejsce, suka jest spanikowana . W Suwałkach jest schronisko, moze jak Mika się bedzie błąkać po mieście to ją odłowią, wtedy wyciągniemy ją ze schronu. Fatalna sytuacja, a facetowi to tylko w łep strzelić, nie zabezpieczył napewno psów w aucie.
  10. O, matko kochana ...... nie wiem co napisać. Z Suwałk jest chyba Izabela124.
  11. Ja jak wyjeżdzam ( na kilka dni, bo dłużej to i tak nie ma jak ) to opiekuje sie psami mój mąż. I wtedy ma problem choćby ze zwykłym nakarmieniem psów. Bo one zasadniczo jedzą tylko jedzenie podane przez mnie. Jak mnie nie ma, a on chce je karmić , to stoją i patrzą na męża, przekrzywiają tak śmiesznie głowy , robią miny , słuchają tego, że im mówi aby jadły bo i tak Pani nie ma i nie będzie ale i tak nie jedzą od razu. Czekaja na mnie. Jak nie wracam o zwykłej porze są zaniepokojone, nadal nie jedzą , czekają, reagują na każdy najmniejszy ruch, z nadzieją ze może już wracam. I tak jest dzień - dwa. Później już sie godzą z tym, że jednak nie ma mnie , ale są smutne i nieszczęśliwe. Ostatnio wyjechaliśmy z mężem na 5 dni oboje a psami opiekował się mój dorosły syn. Miał z nimi prawdziwy kłopot, bo nawet na dwór nie chciały wychodzić. Musiał je dosłownie wynosić na rekach - dosłownie jakby się zawiesiły w tym oczekiwaniu na mnie. Niedobre jest takie przywiązanie psa tylko do jednej osoby, bardzo kłopotliwe, ale u mnie to jakoś tak samo się dzieje. Zawsze dla każdego psa jestem ja i tylko ja.
  12. Ja z moimi dwoma psami wychodzę zawsze sama. Nikt inny tylko ja, i czasami jest naprawdę ciężko zwłaszcza ze dużo pracuję. Ale za to mam satysfakcję, że jestem tą najważniejszą dla nich osobą, przywódcą stada. Psy mają ze mną cudowny kontakt, tylko mi ufają bez granic i są całkowicie oddane. Zresztą to ja w rodzinie jestem najbardziej psiolubna, ja chciałam psy i ja je mam. I tak jest dobrze. [B][COLOR=#000080]Pozdrawiam Caillou i Sweetie. [/COLOR][/B]
  13. CZyli rozumiem, że Pan konkretny z rozmowy i wart zaufania i powierzenia mu w opiekę Basterka. A czy Pan mieszka w okolicy, czy gdzieś dalej? A co to znaczy "nadgorliwy wet zaleczył jego jamniczka"? Dziwnie brzmi jakoś takie stwierdzenie.
  14. Cudny psiak i kompletny wariat z ta piłeczką.
  15. Jestem u Mikusi, trzymam kciuki za jutrzejszy dzien.
  16. Na ostatnim zdjęciu widać tę jego łapinkę, o którą tak desperacko walczymy. Zauważyłam, ze on jak idzie to opiera sie na łapce, jak stoi to ąa automatycznie podnosi.To jakby jakiś nawyk. No i ma czucie w łapce, bo po podłaczeniu kabelków do mięśnia Jack rusza łapka. Pan rehabilitant mówił, ze skoro rusza to czuje przewodzenie impulsów , takie mrowienie. To dobry znak i jest nadzieja na polepszenie stanu tej łapki.
  17. Kocham was wszystkich, pozwalam sie głaskać i miziać. [IMG]http://imageshack.us/a/img593/1042/9jyc.jpg[/IMG] Róbcie ze mna co chcecie. Jestem grzeczny. [IMG]http://imageshack.us/scaled/landing/30/i463.jpg[/IMG] Czekam na podłączenie aparatury. Wszyscy mnie głaszczą i mówią ze jestem śliczny i grzeczny. [IMG]http://imageshack.us/scaled/landing/9/7fx7.jpg[/IMG] Spacerek przed rehabilitacją. Trzeba powęszyć wszystko, zrobić siku i kupkę . [IMG]http://imageshack.us/a/img856/1666/e3av.jpg[/IMG] jeszcze więcej węszenia. [IMG]http://imageshack.us/a/img28/3955/eha0.jpg[/IMG]
  18. Pozdrowienia od Jackusia - dla wszystkich. Jack to prawdziwy psi ideał: wierny, oddany, cierpliwy, grzeczny no i przepiękny. Dziś miałam szczęście i mogłam towarzyszyć Jackowi podczas zabiegu reahabilitacji i w podróży do weterynarza i stwierdzam że moje własne psy to wredne małpiszony i dranie w porównaniu z Jackiem. Jack jest super psem, a w czasie półgodzinnego zabiegu zachowuje sie tak jakby wiedział o co chodzi, daje ze sobą zrobić naprawdę wszystko, leży spokojnie, nie wykazuje żadnej paniki, pełny relaks. Mało który pies tak potrafi. No i zrobiło na mnie ogromne wrażenie jego przywiązanie do swoich opiekunów, po tak krótkim czasie pobytu u nich. On sie już czuje jakby całe życie z nimi mieszkał, kocha ich jak nikogo na swiecie. Czyli jest to jednak miłość z wzajemnościa tak jak chciałą Pani Ewelina.
  19. Oj tam, oj tam......... po prostu bez ogłoszeń dom się nie znajdzie i tyle.
  20. Ja mam na mysli UlaFeta z W-wy. Robiła dla mnie wizyte przedadopcyjną i wiem ze umie to robić. Tylko nie znam Warszawy i nie wiem jak daleko Targówek od niej. Marysiu a moze chcesz innego psa na dt zamiast Miki? Ceris ma jeszcze białego jamnika w zanadrzu i białego kundelka - oba śliczne. To jak? Oto ich watek. [url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/246974-Bastek-i-Radar-dwaj-przyjaciele-za-kratami[/url]
  21. Jakoś tak ostatnio wykrakałam parę fajnych domów. To i dla Meli "wykraczę" . Ale na ogłaszanie jej to chyba jeszcze za wcześnie nie?
  22. Bardzo ładna z niej panienka rośnie. Zgrabna, smukła, z pięknym ogonem. Jeszcze ludzie będą się po nia ustawiac w kolejce, zobaczycie.
×
×
  • Create New...