Bogdan już z rana mi pisał, że zaraz po pracy jedziemy do zoologicznego i kończymy akwarium :) No i skończyliśmy ;)
A ja już mam dość dzisiejszego dnia :/ Jak wyszłam z domu przed 8 rano, tak na dobre wróciłam dopiero o 18 :/
Najpierw z samego rana z Theodorem do logopedy. Potem musiałam go zawieźć do przedszkola. Prosto z przedszkola pojechałam do ubezpieczyciela, bo musiał mi podpisać papier do urzędu pracy. Potem wpadłam dosłownie na 20 minut do domu, żeby w końcu coś wrzucić do żołądka i pojechałam do koleżanki podrzucić jej młodego. Młody zostawiony, to pojechałam na spotkanie właśnie w urzędzie pracy. Jak wyszłam, to prosto po młodego. A koleżanka, że mam sobie jechać sama na zakupy, a ona się jeszcze Nathanem zajmie ;) No to pojechałam :D Zrobiłam zakupy i wróciłam po dziecko. A od koleżanki prosto pod przedszkole po Theodora. Wpadliśmy z Theodorem i Nathanem do domu, to za chwilę wrócił Bogdan z pracy i pojechaliśmy do zoologa. Zrobiliśmy zakupy i pojechaliśmy coś zjeść. Byłam tak głodna, że zjadłam w zawrotnym tempie :D I dopiero po "obiedzie" pojechaliśmy do domu, a była już godzina 18. I co? Nawet nie usiadłam, bo to już czas na powolne szykowanie najmłodszego do kolacji i spania.
Tak więc jak położę się spać, to chyba nic mnie nie obudzi :P
Aaaaa, i jeszcze kupiłam drugi kostium dla Theodora na karnawał w przedszkolu :)