mam psa od niedawna, kundelka średniej wielkości, więc kupy tez do dużych nie należą. Mimo to, uważam, że nie ma nic uwłaczającego w tym, żeby tą kupę zebrać, szczególnie, jeśli ma się w zanadrzu "specjalistyczny sprzęt" w postaci łopatki i woreczka. Niestety w mojej okolicy jestem w tym sama. Wszyscy zostawiają kupska swoich psów, nieważne, czy jest to mikrokupa, czy wielki balas na środku chodnika. I niestety przez to równiez mnie się dostaje. Już wiele razy słyszałam komentarze "niech pani idzie stąd z tym psem" czy "to nie jest toaleta dla psów". Na szczęście mogę się bronić, bo sprzątam, i już się większość ludzi w okolicy przyzwyczaiła, że to "ta wariatka, co sprząta po psie" ;) A tak poza tym, to z sąsiadką (właścicielką psa) miałam na ten temat rozmowę. Ona się dziwiła, dlaczego sprzątam, skoro "nikt tutaj nie sprząta". Więc jej tylko odparłam, że biorę odpowiedzialność za mojego psa z wszystkimi konsekwencjami jego posiadania i rozumiem, że nie każdy lubi mieć kupy pod oknem, a obowiązkiem człowieka jest nie zanieczyszczać. A poza tym dzieci po trawnikach boso biegają. Pani się głupio zrobiło i więcej nie zaczynała tematu.
Zdecydowanym problemem u mnie jest brak pojemników na psie kupy, nie mówiąc już o zwykłych śmietnikach. Czasem idę kilka kilometrów z woreczkiem w ręce, zanim trafię na jakiś śmietnik. A mieszkam w centrum miasta...