Evodish
Members-
Posts
159 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Evodish
-
Nie wypowiadałem się w wątku, bo nie korzystałem z kursów w Poznaniu i postanowiłem powstrzymać się od wydawania sądów; zresztą byłbym z pewnych względów nieobiektywny. Jako takie jednak pojęcie o szkołach w tym mieście mam z racji mojej pasji, sporo się naoglądałem..i w temacie okrucieństwa Lidki Rychlewskiej mogę się wypowiedzieć dość zdaje się rzeczowo-widziałem metody jej pracy, znam jej podejście do psów i wiem co czuję patrząc gdy Lidka zajmuje się psiakami. Tak w skrócie-szybciej uwierzę że Lidka jest kosmitą, niż w to, że zastosowała alpha roll, tym bardziej wobec szczeniaka. Jak widać jednak niektórzy nie radzą sobie z zalewającą ich żółcią i muszą innym wbić szpileczkę, żeby ulżyć samemu sobie. Pogratulować kultury i współczuć samooceny. Widziałem wiele razy jak Lidka pracuje z psami, również z rozbrykanym i gryzącym po rękach szczeniakiem akity i nigdy nie widziałem tam stosowania żadnej przemocy. Podkreślam - ŻADNEJ; żadnego podniesionego głosu, nerwów, nie mówiąc już o biciu czy szarpaniu. Nie spotkałem się do tej pory z używaniem przez Lidię wymuszania na psie czegokolwiek (zawsze było to naprowadzanie lub zachęcanie), nigdy nie spotkałem się ze zdecydowaniem wykraczającym poza przyjęte ramy szkolenia pozytywnego i szczerze mówiąc-gdybym miał komuś zaprezentować czym jest szkolenie stricte pozytywne i jak powinna wyglądać samokontrola właściciela przy wybrykach pupila to spokojnie mógłbym go wysłać do Dogmasters w Poznaniu, bo ja tego aż tak delikatnie i z taką cierpliwością robić nie umiem. I więcej-bywały już sytuacje, w których ja zdecydowałbym się na rozdzielenie psów czy nawet time-out-a Lidia niewzruszenie i z rewelacyjnym efektem potrafiła takie "afery" załatwić inaczej, jeszcze subtelniej. A nie należę do osób nerwowych czy działających w pośpiechu, proszę mi wierzyć. Pozostaje mi tylko zaproponować niezdecydowanym, aby porozmawiali kilka minut z Lidią i przeszli się na chwilę na prowadzone przez nią zajęcia. Nie sądzę, żeby był z tym jakiś problem-a przynajmniej naocznie można się przekonać jak są one prowadzone w praktyce. Przeciętny obserwator szybko dostrzeże, że polskiego Millana się z Lidki nie zrobi żadnymi nakładami pracy, bo jest to zwyczajnie niemożliwe. Natomiast użytkowniczce Lottie-trochę więcej obiektywności gdy jej słowa mogą zaważyć na czyjejś karierze. Na koniec dodam, że nie jestem związany ze szkołą Dogmasters ani Lidką osobiście, a jej obrona nie przyniesie mi ani krzywdy, ani korzyści w żaden sposób. Co nie zmienia faktu, że nie potrafiłem przejść obok tego typu komentarza obojętnie, po prostu-jako człowiek zdający sobie sprawę ile pracuje się na markę własnego biznesu i jak łatwo ją stracić przez czyjąś zawiść. Pozdrawiam, Maciej Miłobędzki
-
[quote name='paulaa.']1. Nie będe uczyć psa uciekania za siebie gdy widzi psa, bo po pierwsz to niemożliwe, mój pies jest za bardzo nimi zainteresowany,a po drugie on z suczkami i kastratami się świetnie bawi, i nie chce żeby na ich widok się chował, to wgl pomysł bez sensu. [/QUOTE] Moim zdaniem wcale nie jest bez sensu. Zresztą każdy pomysł, który nie zaszkodzi, wart jest uwagi. Jeżeli szukasz porady, to pisanie, że coś jest niemożliwe od razu przekreśla możliwość odniesienia przez Ciebie sukcesu. Próbowałaś chociaż? Jak się nie wypracuje, to jest faktycznie niemożliwe. Ale jeśli poświęcisz na to czas i pracę, to da się zrobić wszystko, co tylko leży w możliwościach fizycznych i intelektualnych gatunku-a chowanie się za nogi leży w tych granicach. Chowanie się za nogami przewodnika to fantastyczna komenda, bo raz, że sama w sobie jest CSem (rozdzielanie osobników, czyli to Ty kontrolujesz spotkanie), a dwa, że uniemożliwia kontakt wzrokowy i wykazanie większości sygnałów grożących . Psy czują natomiast swój zapach, więc w pewien sposób bezpiecznie się ze sobą zapoznają.A trzy, że może powstrzymać obcego psa przed podejściem zbyt blisko, czyli generalnie unikasz konfliktu. To nie jest tak, że pies przestanie się bawić z innymi psami-nie przestanie. Musi tylko zrozumieć, że ma prawo to robić wyłącznie na Twoich warunkach i tylko, gdy na to pozwolisz. Akurat tutaj spontaniczne reakcje naszych pupili (czyli z reguły podbieganie do wszystkiego co przypomina psa) nie jest pożądane. Pies nie musi się chować za każdym razem-ma to robić, gdy Ty sobie tego zażyczysz. Jeżeli spotkacie obcego psa masz sprawę rozwiązaną-widzisz potencjalne zagrożenie, krótka komenda, zatrzymujesz psa i oceniasz, czy Scooby może się z nim pobawić, czy nie. Jak pies jest Ci znany i wiesz, że jest bezpiecznie-nie odwołujesz swojego i po kłopocie. Skoro nie chcesz behawiorysty, to zabieraj psa gdy relacje robią się zbyt toksyczne. Gdy zauważysz namierzanie i sygnały grożące-chowaj psa za siebie, to przestanie je prezentować. Gdy zauważysz zachowania dominacyjne-zabieraj psa z tej sytuacji, uspokój, skup na sobie i spróbuj jeszcze raz, daj mu drugą szansę. W końcu skuma, że albo wita się grzecznie, albo nie przywita się wcale. Tylko bez nerwów, bo wyuczysz go agresji. Musisz też być bardzo spostrzegawcza-gdy pies już się rozkręci i pokazuje dominację bardzo wyraźnie, zabieranie go z tej sytuacji tylko przyspieszy jego reakcję następnym razem lub ją wyostrzy, nawet do agresji. Dlatego przydałby się behawiorysta z doświadczeniem. Tak jak pisała Soko-nagradzaj spojrzenia, które nie są groźbą, a raczej zaciekawieniem. Pokaż, co wolno, a czego nie. Tutaj też by się przydał ktoś, kto potrafi to zrobić bezbłędnie i nie nagrodzi błędu. To dość delikatne sposoby, ale i tak mogą narobić szkód. Dlatego przydałoby się chociaż kilka spotkań z kimś kompetentnym. Nawet nie szkoleniowcem, ale niech to będzie osoba mająca duże doświadczenie z psami i ich wychowaniem, najlepiej z rasami z predyspozycjami do agresji wobec psów (np. z TTB). Ich właściciele czasami czytają psie CSy i sygnały grożące lepiej, niż moja suczka ;) Ja bym tego nie kwalifikował jako rage syndrome, skoro agresja jest prezentowana tylko wobec obcych samców.. Chociaż takie zachowanie wynika oczywiście częściowo z genów. I jak pisano wcześniej, dyskwalifikuje psa jako reproduktora.
-
Nie ma czegoś takiego jak stuprocentowe przywołanie, i zdaje mi się, że VisNK o tym wie. Ja też ćwiczę z psem bez linki w "bezpiecznych miejscach"-bo kontrola wyłącznie na smyczy to tylko połowa sukcesu moim zdaniem. Ja ćwiczyłem ze swoją sunią z sygnałem braku nagrody (u nas to pstryknięcie palcami, warunkowane tak samo jak się warunkuje np. dyski fishera) jako konsekwencją braku wykonania komendy "nie rusz" i właśnie z chlebem jako nagrodą. W końcu skumała, że jakby nie kombinowała chleba z ziemi zjeść się zwyczajnie nie da (bo nawet gdy próbowała podnieść kawałek z ziemi natychmiast ten chleb zdeptywałem, a jak była na lince to była od niego odciągana)-za to zareagowanie na komendę kończy się kawałkiem chleba u przewodnika. Najpierw ćwiczyliśmy w domu, potem na podwórku, a na koniec w "dziczy" z coraz większej odległości-i pomogło. Tylko że moja suczka jest dość delikatna-dla niej pstryknięcie palcami to już bardzo silny sygnał;przy bardziej pewnych siebie psach będzie trzeba trochę więcej ćwiczeń i konsekwencji, kontroli . Przy czym to i tak daje nam tylko kontrolę w obecności przewodnika - jak suczkę puszczam samą na podwórku to podejrzewam że z chęcią wróci do swojej goldeniej, żarłocznej natury jak znajdzie coś ciekawego. Taka już natura drapieżnika.
-
Martens-jeśli chodzi o białko zwierzęce, to pisałem o najpopularniejszych na rynku zoologicznym (w tym segmencie oczywiście -czyli premium/sp "bez zbóż" )karmach, takich jak Orijen czy Acana. Tam białka pochodzenia zwierzęcego jest dużo.. Pewnie że da się spokojnie znaleźć alternatywę i pewnie, że dla bardzo wielu psów taki udział mięcha w karmie jest lepszym rozwiązaniem niż "zbożowa" konkurencja. Ale nie zawsze. Ja tam wolę uczulać, że popularne slogany nie zawsze są zgodne z prawdą. Moim zdaniem lepiej najpierw ocenić, potem wypróbować, a dopiero potem podjąć ostateczną decyzję. Wypróbowałem przy mojej suce tyle różnych karm, że jestem bardzo ostrożny w jednoznacznych stwierdzeniach to dobre, a tamto niedobre :)
-
A gdybyś wyrejestrowała psy z poznańskiej bazy danych? Pisałaś, że nowi właściciele są spoza Poznania, czyli w sumie im ten wpis w poznańskiej bazie do niczego nie potrzebny. A skoro bazy nie są powiązane, to do głównej info o wyrejestrowaniu nie przejdzie prawda? Nie wiem tylko jak wygląda procedura wyrejestrowywania, trzeba podawać powód pewnie.. Może zaginięcie?
-
[quote]jeśli cię stać na wydatek podchodzący pod 200 PLN za 15 kilo karmy to rozejrzyj się w bezzbożówkach [orijen, acana grassland, TOTW] bo to zawsze zdrowsze wyjście dla psa.[/quote] No tak nie zawsze jeśli mogę się wtrącić. Niektóre psiaki właśnie źle tolerują tak dużą ilość białka zwierzęcego w diecie i najwyraźniej lepiej sobie radzą na karmach z dodatkiem zboża. Moim zdaniem warto wypróbować-faktycznie zacząć od bezzbożówek (i trochę na nich potrzymać, bo na początku może być różnie póki układ trawienny nie utworzy odpowiednich enzymów i jak gdyby nie przyzwyczai się do takiego jedzenia), a jak nie wyjdzie to wtedy spróbować wspomniane przez Balbinę karmy super premium. I tu też niekoniecznie kierować się zawartością mięcha, bo raz, że producenci różnie tę zawartość liczą (przed dehydratyzacją, po, przed procesem produkcyjnym lub po) i z różnych jakościowo mięs te karmy powstają (czasem to czyste płaty mięsa, a czasem również podroby-co wcale nie jest wadą), a dwa-że to nie jest jedyny wyznacznik dobrej karmy. Równie ważne są też odpowiednie dodatki (wspomagające układ trawienny substancje balastowe itd.), witaminy, mikroelementy, minerały. Karma to nie tylko mięso-ale cały gotowy produkt i każdy punkt jego składu się liczy, czasami bardziej niż mięso. No i jeszcze odnośnie argumentu Chappi jest tańsze. A ja wam powiem, że to [B]bzdura[/B]-[B]Chappi jest[/B] [B]droższe[/B] (sic!)[B]niż o niebo od niego lepszy Brit[/B]. Dowód? Proszę uprzejmie. Brit Adult-kupując worek 15 kilogramowy zapłacimy dzisiaj (dane z Krakvetu) 94,99-czyli 6,33 zł za kilogram karmy. Dawkowanie dla 10 kilogramowego psa to 120 gram dziennie. Prosta matematyka - w kilogramie mieści nam się prawie 8,5 posiłku, czyli cena za posiłek (policzyłem dokładnie) wynosi [B]75 groszy.[/B] Teraz Chappi. Worek 15 kilogramów (telekarma) kosztuje 67,6 zł, ale dawkowanie dla tego samego psa to już 200 gram dziennie. Tutaj obliczenia są prostsze-z kilograma karmy mamy równo pięć posiłków, co przy cenie 4,5zł za kilogram daje nam ostatecznie [B]90 groszy[/B] za posiłek. W którą więc stronę by nie liczyć-kupując Chappi dla małego psiaka za każdy posiłek [B]przepłacamy[/B] względem znacznie lepszego brita ponad 15 groszy. Mało? W skali roku to 54 złote. Przez całe życie psa przepłacamy [B]800-złotych. [/B]Dla dużych psów te dane są jeszcze zabawniejsze ;) Śmieszy mnie więc bardzo, gdy ktoś mówi/pisze, że kupuje Chappi bo nie stać go na lepszą karmę. Stać was, tylko sami o tym nie wiecie-omamiła Was reklama, marketing i niestety brak umiejętności analizy podrzucanych wam danych. Chappi jest droższe niż Brit, a nawet się do niego nie umywa jakościowo.
-
Sunshinee, tak dopowiadając tylko do tego, co napisała Sybel: -jeśli chodzi o luźną smycz. W ćwiczeniu nie chodzi tylko o to, aby pies się zatrzymał (bo dla niego to na razie najwyraźniej krótka przerwa w osiąganiu swojego celu) tylko żeby zrezygnował z nagrody i skupił się na Tobie-i dopiero wtedy idziecie dalej. Tutaj leży chyba źródło sukcesu Sybel-bo nie tylko zatrzymuje się, ale każe też psu usiąść czyli-jak mniemam-również skupić się na przewodniczce. Za to jest nagradzany dalszym spacerem. Twój psiak nauczył się łańcucha-ciągnę->zatrzymuję się->luzuję->mogę ciągnąć dalej i go powtarza wiedząc, że i tak Cię oszuka. Zatrzymaj się i poczekaj aż pies zluzuje i skupi się na Tobie jakby pytał "no i co dalej?". Wtedy kontynuujesz spacer. No i wymaga to konsekwencji-jak raz odpuścisz, to przez kolejne kilkanaście spacerów będziesz wystawiana na próbę. Ew. spróbowałbym metody, którą ja sam stosuję i sprawdza się znakomicie-czyli zawracanie natychmiast, gdy pies Cię pociągnie i chwila spaceru w przeciwnym kierunku. Skoro ciągnie, bo chce szybciej dojść do celu to pokaż mu, że każde napięcie smyczy powoduje utratę jakiejkolwiek możliwości dojścia do nagrody, a nie tylko że tą nagrodę opóźnia w czasie. To dość jasne reguły-idziesz ładnie to idziemy gdzie chcesz, ciągniesz-to idziemy w drugą stronę.Ja trochę zmodyfikowałem tą metodę i zawracam gdy tylko pies mnie wyprzedzi (czyli gdy koło mojego kolana jest nie jego łopatka, a już brzuch). To działa znacznie szybciej i z początku jest moim zdaniem dla psa łatwiejsze do wprowadzenia w życie (nie musi nieustannie myśleć, czy smycz czasem zaraz się nie skończy, po prostu jeśli moje kolano znika z pola jego widzenia, to zawracamy. Dlatego tak ważna jest to ustawienie-kolano precyzyjnie równo z łydką). Gdy już skuma o co chodzi, pozwalam na nieco więcej aż w końcu sam się nauczy jak daleki ma zasięg. Działa nawet na totalnych dzikusów, choć wymaga żelaznej konsekwencji i dużej precyzji. Co do oddawania przedmiotów-spróbuj przedmiot wymienić, a nie wymusić siłą. Naucz psa wymiany przedmiotów-daj mu lichą zabawkę i wymień ją na lepszą albo na fajne jedzenie, jednocześnie podstawiając pod to komendę gdy wypluje przedmiot. Potem spróbuj to samo na dworze i z coraz bardziej wartościowymi przedmiotami-staraj się aby zawsze przedmiot oddawany miał mniejszą wartość niż przedmiot proponowany. W końcu wejdzie to psu w krew tak silnie, że będzie oddawał wszystko zupełnie automatycznie, również znalezionego kreta. [B]xdreadx[/B] - każdy pies sygnalizuje po swojemu, jeden piszczy, inny skomli, a jeszcze inny patrzy na drzwi albo jak Twój - po prostu czeka na wybawienie. Nie ma nigdy żadnego sygnału, który mógłbyś wzmocnić? Jeżeli nie, to możesz spróbować zbudować łańcuch zachowań. Ja nigdy nie miałem okazji spróbować czy cały łańcuch działa, ale teoretycznie powinien :) Chodzi o to, aby pies nauczył się, że wykonanie określonej sekwencji owocuje wyjściem na spacer i sikaniem. Zaczynamy od końca-czyli od nauki sikania na komendę (za każdym razem gdy pies się załatwia, podstawiasz pod to komendę i chwalisz gdy skończy). Jak to opanujecie - czas na punkt drugi, czyli sygnalizację potrzeby. Nie wiem, niech to będzie załóżmy pacnięcie łapą w dzwonek (no nie wiem, sam wymyśl coś co Ci odpowiada) - naucz psa dotykania łapą dzwonka na komendę i nagradzaj na razie smakołykami, żeby za dużo nie mieszać. Jak to też opanujecie-zbuduj cały łańcuch. Gdy wiesz, że już powoli pora i pies raczej potrzebuje wyjść za potrzebą-ubierzcie się i każ mu wcisnąć dzwonek. Gdy to zrobi-pochwal go i [B]natychmiast[/B] wyjdź z nim na dwór po czym zaraz za progiem (jeśli to możliwe, jeśli nie-jak najbliżej domu) każ się załatwić. Całą sekwencję nagródź. I potem spacerek. Po jakiejś dawce powtórzeń (tym mniejszej, im bliżej domu pies będzie mógł się załatwić) zwierzak powinien załapać, że wciśnięcie dzwonka=wezwanie lokaja który go wyprowadzi na spacer i załatwienie się. Tylko jedna uwaga-coś mam wrażenie, że pies nauczy się wymuszać spacer w ten sposób, albo przynajmniej spróbuje czy to zadziała. Gdyby tak było-zrezygnuj ze spaceru a wyprowadzaj cwaniaka wyłącznie na siku, po czym wracasz do domu; na spacer chodzicie bez wymuszania. Wtedy powinno się skojarzyć że spacer spacerem, ale dzwonek służy tylko do wzywania lokaja jak się chce siku ;) Nie wiem czy to zadziała, nigdy nie próbowałem. Może ktoś mądrzejszy coś podpowie albo zmodyfikuje? Bo jeżeli piszczenie nie występuje samoistnie to będzie ciężko je wywołać pozytywnie i skojarzyć jeszcze z potrzebą..
- 566 replies
-
schroniskowa Endusia zaszywa się w swojej budzie.
Evodish replied to faith35's topic in Strachliwość
Chyba nie powinno być najgorzej. Wprawdzie sunia ma ogonek między nogami, ale nie unika Twojego wzroku, nie obraca się.. Powinniście załapać kontakt. W jaki sposób do niej podchodzisz? Ja bym spróbował na początku zupełnie bez interakcji-wchodzisz do boksu, kucasz tyłem do psa i wpatrujesz się w ziemię, bez żadnych słów i z rękami blisko ciała. Weź smakola do ręki i rzuć niedaleko niej, ale tak, żeby musiała podejść chociaż dwa kroki żeby go sięgnąć. Później w tej samej pozycji podajesz smaka bliżej, później na ręce. Jak się na to odważy-daj jej się obwąchać. Postaraj się jak najdłużej unikać jej wzroku - dopiero jak zauważysz, że już w miarę pewnie podchodzi po smakole, możesz na nią spojrzeć, ale też z "ukosa". Potem wchodzą delikatne pochwały, miłym tonem, dopiero później możesz spróbować ją dotknąć-cały czas będąc ustawiona do niej bokiem. Jak pozwoli na dotyk po boku, po klatce piersiowej i ostatecznie pod pyskiem-to już jest naprawdę dobrze. Na koniec zostawiamy pozycję frontalną (plus pochwały i głaskanie) a na sam koniec-wstajemy. Wszelkie zabiegi-zapinanie smyczy, zakładanie obroży, głaskanie w boksie-ja bym na razie robił kucając. To może trochę potrwać, więc w razie przygotuj się na kilkanaście minut siedzenia na podłodze bez większych efektów. Sama musisz ocenić postępy, jakie udało Wam się zrobić-jeśli pójdzie szybko, to można spróbować ze spacerem. Jak będzie szło opornie, to lepiej nie naciskać i zostawić to na następne spotkanie-jeśli sunia przekona się do Ciebie i pozwoli na dotyk to i tak będzie już dużo. Kiedy będziesz chciała wyjść, spróbuj zakończyć gdy suczka jest ośmielona-czyli gdy jest przy Tobie i się nie stresuje. Gdyby suczka zaczęła się stresować i pokazała w którymś momencie silniejszy sygnał uspokajający, wyjdź z boksu. Musisz jej udowodnić, że nie ma potrzeby chowania się do budy, bo wystarczą jej psie sygnały, abyś dała jej spokój; pokazujesz, że nie chcesz zrobić jej krzywdy i respektujesz jej zasady i obawy. Powinna zacząć mniej uciekać, a silniej okazywać swoje emocje. Tylko nie poddawaj się na każde ziewnięcie i unikanie wzroku, bo będzie Cię tak "wyganiać" :) Wyjdź, gdy zobaczysz że suczka jest bardzo wyraźnie zdenerwowana naciskiem z Twojej strony. A później-wspólne spacery, zabawy i pozytywne szkolenie z prostymi ćwiczeniami i olbrzymią ilością zwycięstw. Przydadzą się kontakty ze spokojnymi psami oraz ludźmi, którzy podejdą do niej tak jak Ty-czyli podadzą smakołyki kucając i unikając wzroku psiny. Im więcej pozytywnych doświadczeń, tym szybciej się zgeneralizuje. To tak na początek, mam nadzieję, że uda jej się pomóc.. -
A próbowaliście kojarzyć takie uwiązanie tak, jak kojarzy się np. klatkę kennelową? z przyjemnościami dostępnymi wyłącznie wtedy? Gryzak lub np. Kong mogłyby pomóc w zrelaksowaniu psa podczas takich chwil. I wtedy można sie pobawić najpierw w odwrażliwianie tak jak pisała Martens(czyli stopniowe wprowadzanie bodźca wywołującego reakcję i kojarzenie go z przyjemnościami, skupienie na Was) a jak się uda-zostawić psu coś, czym będzie się mógł zająć zamiast czekania na "atak" ze strony przechodniów. O wymęczeniu psa przed uwiązaniem nie piszę, bo to pewnie jest spełnione. Moim zdaniem ważne jest też miejsce uwiązania psa-im bardziej ruchliwe i "przelotowe", tym gorzej. Jak czynników pobudzających jest dużo (np. biegające wiewiórki, bliskość wody jeśli ją lubi, ryjący niedaleko kret, grill smażony obok) to też nienajlepiej, bo pies jest ciągle aktywny, niepotrzebnie skoncentrowany i napięty.
-
[quote name='Martens']No ale jak kto woli; w pewnym wieku głupio mieć Barbie, to niektórzy przerzucają się na psy :evil_lol:[/QUOTE] :evil_lol: Perfekcyjne podsumowanie ;) Ja tam lubię zapach mojego psa. Nawet jak bym nie lubił, to przecież nie mogę mu nic zarzucić-prawie sie drań nie poci (bo przecież właściwie tylko na łapkach), myje się regularnie (że w jeziorach i rzekach to inna sprawa), dba o siebie niczym rasowy kot :cool3: Ale cóż-niektórzy sieją panikę na widok włosa na kanapie i piachu na legowisku po powrocie ze spaceru, to czemu by do zapachu się nie przyczepić. A to, że coś jest z naturalnych składników, nie oznacza od razu, że jest nieszkodliwe. Jak psu będzie coś ciągle cuchnąć na sierści (no bo niestety raczej tak będzie to odbierał, specjalnej radości ze spryskania perfumem nie wróżę), to się zacznie tarzać w odchodach albo będzie łaził sfrustrowany, ciekaw też jestem jak na takiego delikwenta reaguje banda na spacerze albo psim wybiegu..
-
Piszesz, że suczka jest wyprowadzana przez męża, gdy Ciebie nie ma w domu-wtedy też są takie problemy? Czy to się pojawia tylko, gdy sunia wie, że może uciec do Ciebie? Kojarzycie, czy może wydarzyło się na spacerze z mężem coś, co mogło suczkę przestraszyć? To mógł być nieznany jej dźwięk, upadający przedmiot, przejeżdżająca ciężarówka, a nawet mężczyzna z brodą-czy było cokolwiek, co spowodowało, że suczka się wystraszyła? Jeśli tak-jak zareagował mąż? Wygląda na to, że sunia przywiązała się do Ciebie tak silnie, że czuje się zwyczajnie bardzo niepewnie gdy nie ma Cię w pobliżu. Po pierwsze konieczne będzie zbudowanie zaufania u suni wobec pozostałych osób, a z drugiej strony-pokazanie, że można też doskonale się bawić w obecności innych osób. Samo rozpieszczanie i głaskanie zaufania nie buduje-tworzy wprawdzie pozytywne skojarzenia, ale pies nadal nie wie, czy w trudnej, kryzysowej sytuacji będzie mógł znaleźć w danej osobie wsparcie. Jeżeli ma pełne wsparcie w Tobie, to nie będzie go szukać nigdzie indziej, bo i po co? Nie będzie się więc bał, ale też i nie zaufa w pełni-zwyczajnie woli być z Tobą. Warto byłoby, żeby mąż zaczął szkolić psa (nawet proste komendy, najlepiej zaś-żeby wprowadzał i uczył sunię nowych umiejętności), oraz bawił się z suką w zabawy, w których suczka może zwyciężyć (np. przeciąganie sznura, pogoń) i od czasu do czasu pozwalał jej na zwycięstwo, ale nie zawsze. No i bardzo ważne-zaangażuj męża w spacery! Dla wielu psów spacer to najważniejsza część dnia-jeśli właściwie tylko Ty masz nad tym kontrolę, to reszta domowników nie jest suczce potrzebna :) Tylko nie zmuszajcie jej do tego-wyprowadzanie na siłę tylko pogorszy sprawę. Cierpliwie skłaniajcie i zachęcajcie psa do ubrania się, i zróbcie z tego formę zabawy. Ubiera ją wyłącznie mąż, Ty ignorujesz psiaka niezależnie od tego, co będzie robić.Na spacerze również-dużo zabawy i ćwiczeń, a szybko zapomni o tym, że czekasz na nią w domu. Zero powitania i pożegnania z Twojej strony-po prostu nie mieszaj się w żaden sposób gdy suczka ma wyjść z mężem, a z kolei mąż niech spróbuje pokazać jej, że z nim też jest ekstra. Tylko ważna kwestia-szkolenie musi być dla psa zrozumiałe, bo inaczej jeszcze podniszczy tę kruchą więź. Natomiast jeśli pies zrozumie, o co chodzi i będzie za to nagradzany przez męża zawsze,gdy zaistnieje taka potrzeba, zaufanie zbuduje się bardzo szybko. Mąż powinien również czasami ograniczać dostęp do siebie i posiadanych przez siebie zasobów-w oczach psa osoba, która jest zawsze dostępna i nieustannie głaskająca jest zwyczajnie niezrównoważona ;) Dla psów godnym zaufania przewodnikiem jest wyłącznie osoba z autorytetem-czyli taka, która owszem szczodrze nagradza i daje, ale również kontroluje i wydziela. Dajcie psu zapracować na Waszą uwagę, szczególnie Ty. Powinnaś również nieco częściej ignorować psa. Jeżeli potrzeby psa nie będą zaspokajane przez Ciebie w pełni (np. potrzeba zabawy, kontaktu socjalnego, spaceru i nauki) to gdzieś tą potrzebę będzie musiał zrealizować-wtedy do gry wchodzi mąż z teściową z nową ofertą :)
-
Ja bym jeszcze sprawdził, tak pro forma, czy lęk nie wiąże się z żadnym konkretnym bodźcem. Może pies zatrzymuje się widząc coś konkretnego, słysząc jakiś dźwięk, albo zawsze w tym samym miejscu?Jeśli tak, odwrażliw to. No i zabrałbym się za szkolenie, raczej ze wzmocnieniami pozytywnymi przy takim psie-to pomaga zbudować zaufanie dość szybko. Poza tym-wtedy będziesz mógł wykorzystać np. targetowanie w takich momentach "buntu" - to trochę lepsza metoda niż kierowanie smakołykiem, z różnych względów.
- 2 replies
-
- pies
- spacer z psem
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Czyli najwyraźniej sygnał jest międzygatunkowy :)
-
Psy uwielbiają obiekty dynamiczne. Dlatego statyczny, leżący korek nie jest interesujący-ale gdy zacznie się ruszać za sprawą kota, i w dodatku kot na niego poluje, to pies ma obowiązek się tym zająć bo sprawa jest poważna ;) Znajdź psu inne zajęcie. Z kotem tym korkiem raczej się nie pobawi, zostaje więc tylko je rozdzielić i naczyć bawić się oddzielnie. Możesz psicy zostawić np. Konga albo jakiegoś fajnego gryzaka i dopiero wtedy dać kotu zabawkę. Jak będzie ciężko-odprowadź psa na miejsce i tam daj mu zajęcie. Leżąc na posłaniu i gryząc kość nie ma możliwości zabierać kotu zabawki. Gdyby pies olewał wszelkie zabawki i przysmaki, bo akurat teraz chce właśnie ten konkretny korek-zajmij się szkoleniem albo wspólną zabawą z suczką. Kot świetnie zajmie się sam sobą, pies już niekoniecznie. Jak mocno by się ten korek nie ruszał, nie będzie ciekawszy od Ciebie jeśli się postarasz. Odwróć jego uwagę od bawiącego się kota, niech zajmie się czym innym. Możesz też bardziej to sformalizować, ucząc psa czekania na swoją kolej. Jeśli umie zostawać na miejscu, wykorzystaj to-każ mu zostać na posłaniu gdy kot bawi się swoimi zabawkami. Sama wiesz, ile Twoja sunia może tak wytrzymać-jak będziecie blisko granicy, zabierz kotu zabawkę i daj ją psu. Nie zaczynaj zabawy, po prostu jej ją daj-szybko jej się znudzi, bo znów jest statyczna. Jak ją zostawi-nagródź ją super zabawą, np. w przeciąganie. Uczysz psa, że jeśli poleży u siebie, dostanie to, na czym mu zależy; jeśli zerwie komendę to nie ma szans na nagrodę. Co więcej-uczysz ją,że kocia zabawka wcale nie jest fajna, wręcz przeciwnie:jest nudna. Za to wyczekanie w spokoju gdy kot się bawi kończy się super zabawą z właścicielem. Gdyby suczka zerwała komendę, uniemożliw jej dojście do kota (najlepiej blokując własnym ciałem) i odprowadź na miejsce, skróć czas oczekiwania.
-
Hm.. Ale na dłuższą metę i tak nie widzę sensu w samym li tylko piszczeniu jako odpowiedzi na gryzienie, bez przerywania zabawy. Skoro pies uczy się na podstawie konsekwencji swoich działań, a tych konsekwencji nie ma żadnych oprócz naszej reakcji werbalnej, to samo piśnięcie w końcu musi stracić na znaczeniu.Dokładnie tak samo jak krzyczenie "nie wolno" bez nauczenia zwierzęcia co w istocie znaczy "nie wolno" czy szarpnięcie smyczą i natychmiastowe kontynuowanie spaceru. Choć w sumie dla psów wrażliwych nawet krzywe spojrzenie to już wystarczająca kara..
-
1. Wg. Jean Donaldson największym błędem popełnianym przez początkujących właścicieli psów jest.. zbyt mała liczba stosowanych wzmocnień (pochwał i nagród). Także-nie, nie robisz źle :) A tak już konkretniej-duża liczba nagród i pochwał powinna być stosowana tylko w początkowym etapie szkolenia, kiedy dopiero uzyskujemy zachowanie. Później, gdy pies wie, czego od niego wymagasz (a tak wynika z opisu), wprowadzamy zmienną procedurę nagradzania-nagradzamy psa coraz rzadziej, w nieregularnych odstępach i różnymi nagrodami. Zwierzak ma oczekiwać na nagrodę, ale nie może być jej pewien przez całe życie za każde prawidłowe zachowanie. Kiedy będziesz zbyt przewidywalna ("a, pójdę chwilę przy nodze, znowu się jakiś smakol skapnie") staniesz się nudna. Co więcej-zbyt często stosowane wzmocnienie traci na znaczeniu, pies przyzwyczaja się do luksusu bardzo szybko, tak jak i my. Także-na początku chwalimy psa jak najczęściej i -tak jak to robisz-korygujemy natychmiast nawet najmniejsze błędy. Później staramy się stopniowo wycofywać wzmocnienie. Tylko z głową-jeżeli przez wiele dni pies jest nieustannie chwalony i nagradzany, a nagle dostanie tylko jednego smaczka i niezbyt ciepłą pochwałę, może stwierdzić, że popełnił błąd i zacznie kombinować. Także-powolutku :) Co do drugiego zagadnienia-jeżeli pies już WIE co znaczy komenda równaj w danym środowisku (czyli jeśli na ogół idzie ładnie przy nodze, a tylko w wyjątkowych przypadkach zdarzają mu się wpadki), to nie musisz go naprowadzać smakolem na odpowiednią pozycję. Wypowiadasz komendę i dopiero kiedy widzisz, że nie bardzo kuma o co chodzi-podpowiadasz, np. naprowadzaniem. W innym wypadku uczysz przekupstwa-"idź obok mnie, bo mam smaczki w ręce" . Nie o to chodzi. Po drugie-żeby pies był posłuszny w każdych warunkach-musisz ćwiczyć w każdych warunkach. Jeśli zrywa komendę na widok innego psa-poćwicz chodzenie przy nodze obok innego psa (jak gdyby od początku-z regularnymi nagrodami i dużą ilością pochwał, ale wycofaną znacznie szybciej). Wykorzystaj też inne nagrody-jedzenie to silny, ale nie jedyny motywator dla zwierzęcia; co więcej-nie zawsze jest pod ręką. Bardzo dobrym sposobem jest nauczenie sygnału zwalniającego - tak, żeby pies wiedział,że nie musi już iść przy nodze, a może sobie powęszyć i pozwiedzać, np. na długiej lince. Wykorzystaj dostęp do środowiska jako nagrodę-na zasadzie "jak pójdziesz przy nodze, to może pozwolę Ci się przywitać z tym psem i obwąchać tamten krzaczek-jeśli będziesz wyrywać, nie pójdziesz tam na pewno". No i gratuluję szybkich rezultatów i fajnego podejścia :)
-
Oprócz tego, że wiele psów jeszcze bardziej to nakręca, to ja się w ogóle zastanawiam dlaczego to działa raz po raz (sam nie próbowałem, opieram się na słowach klaki91).. Raz, że psy prawdopodobnie nie widzą w nas innych psów-czyli piszczenie, tak jak i podsikiwanie murków i szczerzenie zębów przez ludzi jest raczej dla zwierząt niezrozumiałe albo rozumiane słabo/opacznie ; nawet jeśli jednak jest to sygnał zrozumiały, to jest dość nienaturalny-przecież dorosłe psy nie piszczą, jak je szczeniaki molestują.. Ja nie twierdzę, że to nie działa-nie próbowałem, wypowiadać się nie mogę. Ale jeśli działa-to dlaczego? Mi wpadło do głowy, że to działa wyłącznie jako zapowiedź kary ("AŁA!"=>koniec zabawy), ale wtedy równie dobrze możemy uwarunkować cokolwiek innego czyli sam pisk jest początkowo sygnałem neutralnym i jako taki nie ma znaczenia.
-
[quote name='kasjas']Właśnie dzisiaj przeczytałam ten artykuł i nie uważam aby autor zachęcał do kupowania bez papierów. Podważa tylko jakość niektórych dużych hodowli pod skrzydłami ZK i nie sposób się z nim nie zgodzić. Też mi to tak wygląda. Więcej-ten tekst ewidentnie celuje w bezkrytyczny ton postulatu o R=R. Jeśli czytamy sam postulat "po łebkach", to można dojść do wniosku, że rodowód jest gwarantem zdrowia, pięknego wyglądu, super charakteru i szczęśliwego wspólnego życia z nowym pupilem. A to nie zawsze prawda.. Sam jestem za ideą R=R-ale nie dlatego, że wierzę w szczere chęci wszystkich hodowców związkowych, tylko dlatego, że zdecydowanie więcej hodowli zarejestrowanych dba o swoje zwierzęta (w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu-doboru charakterem, odpowiednich warunkach utrzymania itd.) niż pseudohodowców. "Papier" nie daje gwarancji, ale daje dużą dozę prawdopodobieństwa, że wszystko jest i będzie tak, jak być powinno, a często daje nam również uczciwe warunki i wsparcie. Wyjątkiem w hodowlach ZK są zwierzęta źle utrzymane, natomiast w pseudo wyjątkiem są te utrzymane prawidłowo. No i płacenie kilkuset złotych za loterię, w której jest aż tyle do stracenia i rzadko kiedy cokolwiek do wygrania, gdy za kilkaset więcej mogę mieć niemal pewność wyniku jest dla mnie idiotyzmem. Tylko autor wspomnianego artykułu nie pomyślał, że gdyby cała akcja o R=R była pisana z użyciem wyłącznie zwrotów "przypuszczalnie Twój pies..", "z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć..", "W większości przypadków.." - to nikt by na akcję nawet nie zwrócił uwagi. R=R musi być opisana bezkrytycznie, bo inaczej nie przekona się do niej nikogo-a to, że jest ona piekielnie ważna wiemy wszyscy.
-
[quote name='understandme']Ja też aż za czesto spotykam ludzi z kompletnym brakiem wiedzy o psach i ich wychowaniu czy nawet innych futrzakach :shake:[/QUOTE] Nic dziwnego, skoro dzisiaj (nie tylko w Polsce zresztą) psy są wielu wypadkach tylko narzędziem do popisywania się przed znajomymi, maskotką, zastępstwem dla frustratów nie mających czasu i siły na dzieci albo kolejnym gadżetem mającym świadczyć o wysokim statusie społecznym. I dlatego właśnie dla wielu olbrzymim szokiem jest, że york nie może żyć na czekoladzie, że malamutowi nie wystarczy 200 metrów ogródka i że akita nie słucha właściciela, bo nie ma takiej potrzeby, bo nie jest genetycznie zaprogramowana żeby sprawiać nam przyjemność. A jak tłumaczę jak ważne są spacery, socjalizacja, szkolenie i w jakim celu powinno się spełniać potrzeby psa jako psa i tego konkretnego osobnika to widzę w oczach wielu osób bezbrzeżną pustkę, i czuję się jakbym tłumaczył co najmniej najnowsze zagadnienia z zakresu mechaniki kwantowej 7-latkowi.
-
[quote name='summer78']mam ten sam problem: "agresje smyczową". Moja sunia spuszczona ze smyczy dogaduje się z psiakami, ale na smyczy nie mogę spokojnie przejść chodnikiem koło większości spacerujących z psem. Czasem podejdzie normalnie i zacznie się wąchać, ale jak odchodzimy zaczyna ujadać na psa. Nie wiem jak to ugryźć ;-([/QUOTE] Bo czuje się niepewnie. Pies na smyczy zdaje sobie sprawę, że w razie kłopotów jest między młotem a kowadłem i nie ma opcji ucieczki - a to sprawia, że czuje się podenerwowany. Woli poszczekać, żeby oddalić zagrożenie zamiast się z nim mierzyć nie mając w razie czego możliwości odwrotu. Psiak umie chodzić na luźnej smyczy? Warto byłoby zacząć od tego. Najczęściej stres pojawia się dlatego, że pies jest cały czas na napiętej lince-ergo non-stop jest ograniczony i ma małe pole manewru. Nauczony chodzenia przy nodze zdaje sobie sprawę, że ta smycz w jakiś tam sposób go kontroluje, ale nie wywołuje to już takiej schizy. Sybel pisała już o skupieniu psa na sobie, gdy mija inne psy-warto nagrodzić zwierzę jeśli takie skupienie osiągniesz. Ćwiczenia warto zacząć z psem bardzo spokojnym, który nie zwraca uwagi na Twojego pupila-im więcej się nim interesuje i emocjonuje, tym silniej Twój pies reaguje niepewnością i strachem. Popytaj wśród znajomych, może ktoś ma psa super zsocjalizowanego i tak obytego z psami, że prawie nie interesują go kontakty z "nowymi" albo tak ułożonego, że skupi się wyłącznie na właścicielu. Spotykaj się jak najczęściej z psami-niepewność Twojego zwierzaka musi z czegoś wynikać, często jest to objaw słabej socjalizacji i braku umiejętności "rozmawiania" z przedstawicielami własnego gatunku. Im częściej Twój pies spotka się z przyjazną reakcją innych psiaków, tym mniej będzie na nie reagował niepewnością, również na smyczy. Możesz też zastosować na początek dłuższą linkę, np. 5-10 metrów. Jak zwierzak się nauczy, że nie jest do Ciebie ciasno przywiązany, ale że ma jakąś tam swodobę, poczuje się pewniej. Później smycz można skrócić. Zacznij też stawiać się w roli "ochroniarza". Na własnym przykładzie wiem jakie "wrażenie" robi na niepewnym psie odgonienie zbyt napastliwego pacjenta. A wystarczy tylko do skutku blokować go własnym ciałem tak, żeby nie miał dostępu do Twojego psa-większość szybko sobie odpuszcza i odchodzi. W oczach Twojego zwierzęcia stajesz się superbohaterem :) To samo można stosować w innych sytuacjach-np. idąc na wprost innego psa staraj się stanąć między nimi (jeśli trzymasz zwierzak raczej przy lewej nodze, mijasz inne psy z prawej, aby pracować jako "bufor bezpieczeństwa").
-
Demolka bez powodu :/ Pies w domu w kagańcu?
Evodish replied to Rumcajsowa's topic in Lęk seperacyjny
Martynkowa, a może pies cierpi na lęk separacyjny i broi, żeby rozładować napięcie i zredukować stres? Nie szaleje gdy jesteś w domu, więc raczej nie zachowuje się tak wyłącznie z nudów.. Choć oczywiście nie można tego wykluczyć :) Próbowałaś z nim pracować od strony tego typu problemów? I co to za idiotyczny pomysł, że ONów nie można trzymać w klatce? Niby dlaczego? Kaganiec to rozwiązanie pewne, ale też niczego psa nie uczy. Za chwilę się do kagańca przyzwyczai i przestanie na niego reagować "powalająco", co więcej-zacznie kombinować jak go ściągnąć. Jeżeli to faktycznie lęk separacyjny, to i tak będzie robił szkody, nawet w kagańcu. Jeszcze jedna kwestia-nie wiem co to znaczy "postara się" jeśli chodzi o picie wody, ale co np. z ziajaniem? Może sobie dyszeć bez problemu jak mu gorąco? To praktycznie jedyna wydolna metoda termoregulacji u psa, teraz latem to podstawa.. No i psy często widzą różnicę w rytuale (na szczęście!), tutaj może być podobnie-nie mam kagańca to szaleję, mam kaganiec-szaleję inaczej. -
[quote name='Brunomania']Nie ma takiej opcji. On może nie jeść aż nic z niego nie zostanie. Taki mały anorektyk. Je bo mu każą. Jak by nie kazali to nawet miski na żarcie nie potrzeba.[/QUOTE] Brunomania-skoro pies nie jest nakręcony na jedzenie, to dlaczego tak usilnie chcesz to wykorzystywać jako motywację do działania? Wykonywanie ćwiczeń to przerwanie czynności, która jest dla niego wartościowa-żeby psiak to zrobił, musi zostać za to nagrodzony tak silnie, żeby było to bardziej wartościowe niż chęć poznawania terenu. Na przykładzie-wyobraź sobie, że właśnie oddajesz się swojej ulubionej czynności (zabawa w wesołym miasteczku, oglądanie filmu czy cokolwiek, co lubisz). Ktoś prosi Cię, abyś zrezygnowała z tej czynności i posprzątała mieszkanie, a w nagrodę dostaniesz pół batonika. Wzięłabyś się do pracy z radością? nie sądzę.. Twój pies jest w tym momencie w tej samej sytuacji. Każesz mu przerwać działanie, na którym mu bardzo zależy po to, aby wykonał nudne i znane ćwiczenie dostając w nagrodę smakołyk, którego wcale nie chce.. Byłby chory psychicznie, gdyby to wykonał :) Według trzeciej zasady Premacka to, co robisz to [B]kara[/B]. Znajdź inną, silniejszą motywację dla psa i wypracuj sobie smakołyk, a dopiero później w ten sposób nagradzaj pupila. Nie każdy psiak szaleje za jedzeniem-Twoj najwyraźniej nie. Ale to da się wypracować-najpierw wykonuj ćwiczenia nagradzane wyłącznie czymś, co psa naprawdę nakręca-najlepiej zabawą. Tylko nie pisz, że się nie da-pokazanie psu zabawki na dworze nie u każdego wywołuje od razu esktatyczny galop do właściciela. Twój pies potrzebuje wyzwania-pokazuje Ci to lecąc do Ciebie gdy chcesz pracować w domu. On chce współpracować, ale nie jesteś na tyle interesująca na dworze, aby zachęcić go do tej wpółpracy. Gdy nudzi się w domu, to może pracować nawet za darmo-to zawsze jakaś rozrywka. Na dworze jest tak silna konkurencja motywacji, że praca za słabe nagrody jest nieopłacalna. Spraw, aby zabawka była wartościowa-przygotuj jedną jedyną tylko na spacery, i postaraj się, aby pies się nią zainteresował (uciekając od niego, zaczepiając go, cofając zabawkę w swoją stronę, dobierając rodzaj zabawki do jego ulubionej zabawy). Jeżeli będziesz bardzo uparta i umiesz bawić się zabawką sama ze sobą przez godzinę, to każdy pies w końcu się tym zainteresuje. Kucaj sobie i udawaj, że bawisz się zabawką z niezwykłą radością, możesz ją podrzucać, chować przed wzrokiem psa i pokazując tylko na moment znów chować.. Jeżeli zabawka naprawdę zainteresuje Ciebie-zainteresuje i psa. Jak wypracujesz już zabawę, możesz odwrócić piramidę nagród. Za każde wykonanie komendy nagradzaj najpierw głaskaniem (krótkim, sekunda do dwóch), później smakołykiem, a później super zabawą. Po jakimś czasie każda z tych nagród nabierze podobnej wartości. Wykorzystaj też spacer jako nagrodę. Jeżeli pies doskonale umie daną komendę, ustaw się przed bramą, przytrzymaj go na smyczy i wydaj polecenie, pomagając naprowadzaniem jeśli trzeba. W końcu uspokoi się na tyle, że wykona komendę-wtedy chwalisz radośnie, miziasz i puszczasz psa ze smyczy. W ten sposób uczy się, że wykonanie komendy kończy się super nagrodą-spacerem. Ćwicz tak coraz dalej, aż dojdziesz do perfekcji w każdym miejscu. Po wykonaniu ćwiczeń zawsze puszczasz psa z powrotem do zabawy w odkrywanie zapachów. Eskalacja wartości przysmaku w tym wypadku chyba nie ma sensu jako jedyna "kuracja"-na ten moment nawet gdybyś dała mu pól torta najwyraźniej nie jest to dla niego wystarczający powód do przerwania eksploracji terenu. Dawaj mu więcej ruchu, więcej WYMAGAJĄCYCH spacerów-czyli nie tylko suchego spacerowania, ale również możliwości realizacji naturalnych instynktów (może pobawisz się w tropienie? skoro lubi węszyć, byłoby to niezłe wyzwanie dla Was obojga, a i więź na dworze byłaby silniejsza) poza własnym ogródkiem. Nie stosuj również przekupstwa-pies ma wykonywać polecenia najlepiej jak potrafi dlatego, że być może otrzyma jakąś nagrodę, a nie dlatego, że słyszy szelest woreczka w kieszeni i spodziewa się dodatkowego karmienia-to drugie prowadzi do sytuacji, w której pies wykonuje ćwiczenia wyłącznie, gdy masz określoną nagrodę w ręce. Jest różnica między nagradzaniem a przekupywaniem psa, a oba te zachowania różnią się od naprowadzania :) Ćwiczenie chodzenia przy nodze zacznij dopiero, jak pies choć odrobinę zacznie na Ciebie zwracać uwagę. Naucz się go właściwie nagradzać, bo inaczej nie będziesz w stanie zapunktować właściwego zachowania-tym samym niczego go nie nauczysz, a pies nie skupiony na przewodniku nie nauczy się od niego zupełnie niczego.
-
Po pierwsze - w żadnym wypadku jej za to nie karz! Twoja suczka boi się hałasów, i staje się agresywna ze strachu-ona nie robi tego specjalnie czy złośliwie, a kara w postaci wody na pysk nic nie zmieni-póki pies się nie opanuje, to i walenie go łomem nic tu nie da. A już tym bardziej hałasowanie butelkami-przecież to właśnie hałas w tym wypadku sprawia, że pies atakuje.. Odwrażliwianie burzy, fajerwerków czy innych głośnych hałasów jest bardzo trudne.. Jeżeli wiesz, że za chwilę rozpocznie się kanonada (burza, sylwester itd.) rozdziel stado, ale pozwól Doris zostać w domu z otwartymi drzwiami do wszystkich pomieszczeń, do których ma prawo wejść. -Zacznij od przyjrzenia się, czy pies nie szuka gdzieś kryjówki-jeśli biega bez ładu i składu po mieszkaniu, próbuje drapać w drzwi, chowa się pod stołem albo za łóżkiem-pozwól mu tam zostać, nie wyciągaj go na siłę. Możesz to ukierunkować-kup kennel klatkę i naucz psiaka, że zostawanie w niej wiąże się z relaksem i spokojem, a sama klatka jest miejscem w stu procentach bezpiecznym. Klatka musi być na tyle mała, żeby pies nie mógł po niej spacerować (choć naturalnie musi się w niej swobodnie obracać i kłaść). Przykryj ją kocem, latem może być ciensza tkanina-ważne, żeby w środku było dość ciasno i ciemno -Jeśli nie szuka schronienia, a raczej zaczepki-daj jej zajęcie. Pies w stresie nie będzie jadł, ale być może chętnie skorzysta z gryzaka naturalnego, lub kawałka sznura, czy powiązanej w supły szmaty-czegoś, co będzie mogła rozszarpać i zniszczyć, gryząc. Gryzienie i lizanie uspokaja psy, poza tym pozwala spożytkować energię i zapobiega frustracji -Nie pocieszaj jej słodkim głosem-to tylko wzmocni jej poczucie niepewności. Bądź ciepła i otwarta, ale nie interesuj się nią przesadnie -Możesz przed burzą czy wystrzałami stosować krople lub tabletki uspokajające, esencje Bacha, feromony DAP, możesz też kupić specjalny kombinezon ciasno opatulający ciało zwierzęcia. Warto też poczytać o technikach relaksacyjnych dla psów, jak np. T-touch -Można spróbować odwrażliwianie hałasu-zaczynając od dźwięków gwałtownych ale dość cichych (np. upuszczony na panele długipis, klaśnięcie w ręce, stuknięcie obcasem, trącenie dwóch garnków o siebie, upuszczona miska itd.). Staraj się wtedy skupić psa na sobie, poproś kogoś z rodziny aby-gdy Doris dobrze się bawi - lekko klasnął w dłonie. Jeśli zachowa spokój-nagroda w postaci zabawy lub smakołyka i trochę relaksu. W następnym ćwiczeniu klaśnijcie głośniej, i głośniej, później but, garnki itd. Burzą niestety sterować się nie da, ale już fajerwerkami szybciej-zacząć od eksplozji daleko na otwartym polu (mam na myśli fajerwerki, pies jest w domu), później coraz bliżej. Dźwięki burzy można puszczać na kasecie-najpierw cicho, później coraz głośniej z coraz większą ilością niskich tonów. Zamykanie jej w kojcu pogłębia jej stres-nie może się schować, więc wpada w panikę. Trzymanie jej ze stadem natomiast, nawet w kagańcu, niczego jej nie nauczy-lepiej póki co ich rozdzielić, aż nie zacznie akceptować niespodziewanych dźwięków. Może ktoś jeszcze będzie miał jakieś pomysły?
-
[quote name='malina8']Podepnę sie pod temat... Nigdy nie zanudzałam go swoją osobą, nie narzucałam się z pieszczotami zabawą a on jest tak holer*ie nie zależny. [/QUOTE] Jesteś pewna, że tak to wygląda nie tylko w Twoich oczach, ale również w oczach psa? Im więcej się starasz zwrócić uwagę swojego psiaka, tym mniej jesteś atrakcyjna. Skoro nie musi reagować na Ciebie zawsze, gdy tylko usłyszy swoje imię bo zdaje sobie sprawę, że i tak poczekasz-to po co ma to robić? Skoro za darmo albo półdarmo dostaje jedzenie, zabawki, zabawę, kontakt socjalny i ma tego pod dostatkiem, to jaką to przedstawia dla niego wartość? Dokładnie tak samo jest z ludźmi-szybko przyzwyczajamy się do luksusu a najbardziej zależy nam na rzeczach i cechach najtrudniej osiągalnych. Ja bym zaczął od ćwiczeń za żarcie, czyli na zasadzie "na świecie nie ma nic za darmo" .Nie ma psa, który może odżywiać się powietrzem-dawaj mu więc dzienną porcję jedzenia wyłącznie w zamian za wykonywanie komend, za uczenie się nowych trików -to wszystko zwiększa skupienie na przewodniku. Nie chce ćwiczyć-to go zostaw, spróbuj za pół godziny. Zgłodnieje, to poćwiczy.Tak samo możesz ćwiczyć przed wyjściem na spacer, albo przed puszczeniem go w grupę psów-tutaj też pełne skupienie na przewodniku, kilka dobrze wykonanych komend i dopiero puszczasz go wolno. Wykorzystaj rzeczy, na których naprawdę psu zależy żeby zwiększyć swoją wartość, pokaż mu, że to Ty je kontrolujesz i musi się postarać żeby je zdobyć, bo na razie najwyraźniej ma do nich zbyt łatwy dostęp. Dopiero później poszedłbym w zabawę-schowaj WSZYSTKIE zabawki i baw się z nim wyłącznie wtedy, kiedy Ty chcesz i tymi zabawkami, jakie akurat Ci pasują. Doceniaj jednak każde jego staranie-jeżeli przyjdzie do Ciebie z własnej woli, zacznie się łasić, to nagradzaj go czasami pogłaskaniem albo krótką zabawą, choćby w przepychanie czy przeciąganie. Czasami-czyli nie za każdym razem, gdy na Ciebie spojrzy. Na spacer wyjdź sobie na pole, gdzie nie ma absolutnie nikogo, weź smycz 15m i idź, zupełnie ignorując swojego psa. Ale totalnie, absolutnie-nawet nie patrz w jego stronę. Idzie w innym kierunku? Niech idzie. Zawąchał się? Zostaw go i idź. W końcu sam zacznie się Ciebie pilnować, jeśli Ty przestaniesz to robić bo inaczej się zgubi. Na razie doskonale wie, że masz go na oku więc niczym się nie przejmuje-i tak pójdziesz za nim a w razie czego go zawołasz. Przestań go tak natarczywie niańczyć, zacznij być istotą o której względy i atencję trzeba się starać, a nie upierdliwym szczeniakiem który ciągle czegoś chce. To nie Ty masz skłaniać psa do zabawy-to on powinien do niej skłaniać Ciebie. Stań się bardziej niedostępna, daj mu się trochę postarać żebyś w ogóle raczyła na niego spojrzeć.. I ogranicz mu dostęp do zasobów, które są cenne-zabawek, jedzenia, kontaktów socjalnych z innymi psami i spacerów-niech na wszystkie te rzeczy rzetelnie pracuje, a nie dostaje za darmo.
-
[quote name='dziefczyna87']Witam, Mam u siebie suczkę, która trafiła do mnie gdy miała ponad rok. Od początku były z nią problemy z chodzeniem na smyczy, suka całe życie biegała bez niej. Jest u mnie ponad 3 miesiące i udało mi się ją w miarę nauczyć chodzenia na smyczy, a nawet już przy nodze. Czasem zdarzają jej się wpadki, ale to wina nadmiernego podekscytowania. [/quote] Jak ją uczyłaś chodzenia na smyczy? Chodzi mi o metodę? Macie gładką obrożę i smycz parcianą? automatyczną, jakieś łańcuszki, kolczatki? Jeśli chodzi o ekscytację-musisz się zająć tym problemem, bo jest jedną z podstaw zachowania który opisujesz dalej. Jeżeli pies ekscytuje się jeszcze przed wyjściem na spacer, to nie ma siły, żeby był spokojny podczas niego. Uspokój ją, naucz cierpliwości, naucz ją, że na nagrodę trzeba zaczekać. Poćwicz skupianie na sobie na komendę. Jak wprowadzałaś smycz i obrożę? To było takie "buch", masz tu obróżkę i idziemy? Czy robiłaś to stopniowo? Suczka ewidentnie nie ma zaufania do smyczy, co jest zupełnie normalne. Nie ma też jeszcze w pełni zaufania do Ciebie, co po trzech miesiącach też jest jeszcze normalne. Ale tą smycz trzeba by jeszcze odwrażliwić, bo na razie jest narzędziem kary.. Sunia traktuje smyczkę wyłącznie jako ograniczenie wolności. A dla psa jest to bardzo nienaturalne-dlatego tak wiele tych zwierzaków boi się ciasnych pomieszczeń, zaganiania do narożnika itd. Postaraj się sprawić, żeby smycz kojarzyła się z relaksem i przyjemnością, była jakby naturalną częścią psa. Zakładaj obrożę i przypinaj smycz kiedy tylko Ci się przypomni, niech suka sobie z tym lata po mieszkaniu (ale WYŁĄCZNIE pod Twoim nadzorem, żeby się czasem nie podwiesiła gdzieś). W tym czasie możesz się z nią bawić, trenować, czy zwyczajnie ignorować. To pomoże Ci też w treningu wykształcenia spokoju jeszcze przed wyjściem na spacer. Staraj się podczas takich ćwiczeń przez większość czasu nie ruszać smyczy, raz po raz bierz ją do ręki i idź w kierunku, który wybierze suczka. NIE ciągnij jej w żadną stronę, nie kontroluj-ma się nauczyć, że smycz nie jest wyłącznie ogranicznikiem, jest naturalnym elementem jej życia i służy do wskazywania, a nie szarpania. Przed spacerem daj psu coś twardego do żucia i gryzienia (to ją uspokoi), pobaw się z nią w szarpanie (mam na myśli jakiegoś gryzaka, sznur). Poćwicz z nią proste komendy, tak, żeby musiała wytrzymać np. w siadzie zanim wyjdzie (nawet przy otwartych drzwiach). Tutaj też nie stosuj smyczy-jeśli będzie się przeciskać i uciekać, zmuś ją swoim ciałem do powrotu na miejsce i naprowadź gestem do przyjęcia siadu. Ma siedzieć, dopóki nie pozwolisz jej wyjść. Staraj się jak najmniej manewrować smyczą, ma być tylko tłem, ew. delikatnym przypomnieniem, ale nie narzędziem do kierowania psem. Wiem, że póki pies nie chodzi przy nodze jest to trudne-ale za niedługi czas powinno Wam się udać. [quote]Jednak cały czas pojawia się u niej agresja, m.in. w stronę rowerzystów, przebiegających ludzi czy psów. Sonia zaczyna ujadać w dość groźny sposób, często skacze na ludzi, gdyby nie smycz zakładam, że mogłaby ugryźć. Co ciekawe, gdy jest spuszczona ze smyczy nie ma problemu z psami, podchodzi i normalnie się z nimi obwąchuje. Mimo tego, agresja w stosunku do ludzi czy rowerów nie mija.[/quote] To jest to, o czym pisałem wcześniej. Smycz stawia psa w sytuacji bez wyjścia-suka jest bardzo niepewna, trochę strachliwa i bardzo reaktywna. Boi się, a do tego jest ograniczona przez smycz - to powoduje włączenie którejś ze strategii przetrwania, które włączają się zawsze, jak psiak jest przyciśnięty do muru. Twoja suczka akurat wybrała walkę, czy raczej pozorowanie ataku w celu odstraszenia zagrożenia. I zbudował się bardzo silny łańcuch-widzę rower->nie mam jak uciec->bronię się->czuję ulgę. Dlatego następnym razem pies zaatakuje już z wyprzedzeniem i będzie tą strategię stosował coraz częściej-bo jest skuteczna (w oczach suni odstrasza napastnika, czyli oddala zagrożenie) i przynosi bardzo uzależniające uczucie ulgi. Piszesz, że gdy jest bez smyczy, radzi sobie lepiej z psami,z ludźmi nie. A to dlatego, że luzem jest trochę bardziej pewna siebie-w razie czego wie, że może salwować się ucieczką. Nie atakuje psów, bo rozumie ich sygnały i mowę ciała-u ludzi już tak prosto nie jest, więc znów stosuje strategię "fight", tak dla pewności. [quote] Raz dziennie zabieram ją na polanę i puszczam luzem, ale muszę mieć oczy dookoła głowy, tym bardziej, że Sonia się pilnuje i nigdy nie schodzi z oczu, ale żeby przyjść na zawołanie gdy widzi innego psa to już inna sprawa...:/ [/quote[ Nie spuszczaj jej ze smyczy. To jest pies, który w określonych okolicznościach może ugryźć, jeśli jego zdaniem będzie to jedyna droga do ratowania skóry. Dlatego albo zakładaj suczce kaganiec albo-lepiej moim zdaniem - prowadź ją na lince piętnastometrowej. Jeżeli taka smycz będzie zawsze luźna i pozwoli psu na wybieganie się, to smycz przestanie być narzędziem narzucania woli, ale raczej przypomnieniem, że w razie czego masz nad nią kontrolę. Gdyby coś zaczęło się dziać, np. zobaczysz inne psy czy rower z daleka-zawsze masz tą gwarancję, że suczka jest nadal na smyczy. [quote]Uwielbia też pływać, ale zabranie jej nad zbiornik wodny odpada bo zawsze wokół są ludzie.[/quote] To wstawaj wcześnie rano ;) o piątej prawie nikogo nie ma ;) [quote]Nie wiem w jaki sposób mogłabym korygować jej zachowanie. [/quote] Nie skupiaj się na korygowaniu, skup się na nauczeniu alternatywnego zachowania. 1. Jeśli chodzi o ludzi-na początek 3xN czli Nie patrz, Nie mów, Nie dotykaj. Poproś znajomych, aby wchodząc do mieszkania zupełnie ignorowali suczkę. Jeśli jest taka opcja-rozłóż karimaty i usiądźcie na ziemi, to sprawi, że będą oni mniej przerażający (ze względu na wielkość) a ich oczy będą na wysokości oczu psa. Wydaj gościom smakołyki i poproś, aby wydawali je suczce na otwartej dłoni, nadal na nią nie patrząc. Jak nie weźmie od razu - dajcie jej spokój, niech sama się do tego przekona. W końcu zapach skłoni ją do podejścia i wzięcia smakola. Jak zauważysz poprawę i suczka przestanie jazgotać już na samym wejściu, możesz przejść krok dalej-goście mogą po podaniu smakola dotknąć psa pod brodą i na klatce, powiedzieć coś miłym tonem, spojrzeć ale nie przytrzymywać tego spojrzenia. Sama musisz ocenić, jak daleko możecie iść zanim suczka zacznie się stresować. Nie głaszczemy po karku, kłębie, głowie, nie dotykamy obiema rękami naraz, nie stajemy na wprost psa, nie schylamy się tylko kucamy. 2. Rowery, rolki, deskorolki, samochody itp. Jeśli masz rower czy rolki, zacznij od nich. Połóż sprzęt na ziemi, podprowadź sunię i pozwól jej go obwąchać. Jak tylko się nim zainteresuje, choćby spojrzy w jego stronę bez agresji - nagroda. Zacznie wąchać -nagroda. Potrąci łapą, minie, zacznie się przyglądać - nagroda. Jeśli usłyszysz warczenie, pomruk, czy jakiekolwiek objawy stresu-zabierasz psa pięć metrów dalej, i po chwili wracasz, dając jeszcze jedną szansę. Nie przeciągasz jej na smyczy, odprowadzasz ją zachęcając do pójścia za Tobą. Następnym krokiem jest rower stojący na dwóch kołach-ta sama procedura.Dalej-porusz nim w przód i w tył. Dalej-wsiądź, zejdź, nagroda. I na koniec poproś kogoś, aby usiadł na rowerze i bardzo powoli zaczął na nim jechać-skup psa na sobie i wydawaj mu nagrody. Urozmaicaj nagradzanie -niech to nie będzie wiecznie żarcie, ale czasem głaski, czasem miłe słowo, a na koniec ćwiczenia-super zabawa. Ćwicz w krótkich rundach, bardzo powoli i cierpliwie - nic na siłę, bo będziesz musiała zacząć od początku. Jak suka przestanie obawiać się roweru na którym ktoś jedzie powoli, poćwiczcie na pojeździe szybko się poruszającym. Skup ją na sobie komendą, i nagradzaj nieregularnie-może być smakol, może być miły ton, może być bardzo spokojna zabawa-ważne, żeby pies stał tyłem albo bokiem do bodźca (roweru, auta) i patrzył na Ciebie, przyjmując nagrody za spokojne zachowanie. Gdy się zdenerwuje-natychmiast odchodzisz na kilka metrów, i jak się uspokoi-wracasz. Pamiętaj-to nie rower ma od niej uciec, to ona ma odejść od roweru. Nie odciągaj jej od "straszaka" siłą na smyczy-stań między nią a rowerem i zwyczajnie idź powoli w jej stronę-cofnie się sama. W ten sposób pokazujesz "daj spokój, ja się tym zajmę-Ty się odsuń". Stojąc za suczką, zawsze oferujesz wsparcie (nieważne-szarpiesz, krzyczysz, prosisz-to zawsze jest odbierane jako wsparcie jej zachowania). Stojąc przed nią przejmujesz kontrolę nad sytuacją i blokujesz kontakt wzrokowy z bodźcem.Nagradzaj wyłącznie spokój-żadne mruczenie nie jest akceptowane, chyba, że akurat ją miziasz ;) 3. Jeśli chodzi o psy-staraj się, aby miała z nimi jak najwięcej kontaktu. Najwyraźniej rozumie psią mowę ciała, więc nie masz się zbytnio czego obawiać. Włóż jej kaganiec i daj trochę wolności-niech bryka bez smyczy jeśli jest taka możlwość (jakiś ogrodzony teren najlepiej). Gdybyś zauważyła jakieś ustawki - natychmiast stajesz między psami, zupełnie bez słowa-nie pozwól im się mierzyć. W końcu któryś odpuści. Najlepiej jest stanąć frontem do obcego psa, tyłem do Twojej suni-w oczach psa wystawiasz się wtedy na pierwszy atak, przejmujesz rolę bufora i obrońcy. Gdy jesteście na smyczy-ćwicz tak, jak ćwiczyłaś odwrażliwianie roweru-skupiasz psa na sobie ZANIM zareaguje, wydajesz nagrody za spokój i wycofujesz się gdy się zdenerwuje. To jest bardzo ważne-skupienie jej na Tobie gdy już zacznie atakować jest niezwykle trudne, poza tym w tym czasie pies prawdopodobnie nie przyjmie ani zabawy, ani smakołyków, ani tym bardziej Twojego dotyku. Dlatego w takich przypadkach wycofaj się (tak jak wcześniej-stajesz przed psem i spychasz do tyłu, ale spokojnie-nie masz jej atakować, tylko przejąć kontrolę i zablokować możliwość reakcji) i po chwili wróć. Jeśli nie jesteś w stanie zapanować nad psem w żadnym wypadku-ćwicz z dużej odległości, najlepiej z psem znajomych, który będzie sobie spokojnie stał zamiast biegać i węszyć dookoła. Stopniowo zbliżaj się do "rywala" gdy zauważysz, że suczka nie reaguje na niego i spokojnie skupia się na Tobie. Kilka kroków bliżej i powtarzasz procedurę. Bądź cierpliwa-to może potrwać nawet parę miesięcy. I na Twoim miejscu zatrudniłbym szkoleniowca choćby na jedną lekcję. Będzie Ci mógł pokazać kiedy pies zdradza pierwsze oznaki stresu, kiedy widać, że się boi, i kiedy zareagować a kiedy się nie wtrącać (dotyczy m.in. relacji pies-pies). Pokaże Ci też kiedy nagradzać psa, a kiedy się z nim wycofać, pozwoli Ci też uwierzyć we własne siły bo to jest chyba najtrudniejsze przy tego typu długotrwałych terapiach.